Partnerami bloga są:

Fiskars.pl

Idealnytrawnik.pl

czwartek, 31 maja 2018

Upalny koniec maja

W całej Polsce trwa kolejny majowy długi weekend. Pogoda dopisuje! Od ostatniej niedzieli w mojej okolicy panują typowo letnie temperatury. Wczoraj i dziś słupki rtęci przekroczyły wartość 32 stopni C. Deszcz padał u mnie w ubiegłą sobotę. Ale we wtorek nie było już po nim śladu. Wysokie temperatury powodują, że woda szybko wyparowuje. Potrzebują jej też rośliny, dlatego od środy codziennie podlewam ogród. I nawet dziś, mimo tego, że mamy święto nie uniknę tego obowiązku. Ale nie ma co narzekać. Bardzo ciepła wiosna spowodowała szybszą niż zwykle wegetację. Przyspieszyła również kwitnienie krzewów. Maj był w ogrodzie bardzo kolorowy! Ale to opiszę w poście podsumowującym to, co działo się w moim Zimozielonym ogrodzie w kończącym się właśnie miesiącu. Dziś zapraszam na świąteczny spacer, w cieniu sosen, brzóz i dębów, przy akompaniamencie ptaków, szeleszczących na lekkim wietrze liści i wody tryskającej z fontanny w oczku wodnym.


W ogrodzie sporo się dzieje. Przyciąłem już część bluszczy. Przede mną skracanie pędów trzmielin pnących, które wręcz w mgnieniu oka bardzo się rozrosły. 


Regularnie koszony trawnik wymaga nieustannego podlewania. W niektórych rejonach kraju deszczu jest aż nadto. U mnie niestety znów go brakuje. 


Co kilka dni muszę uzupełniać wodę w oczku wodnym, która w czasie upałów szybko paruje. 


Mimo regularnego podlewania młode pędy różaneczników więdną na słońcu. Na szczęście nie świeci ono na nie zbyt długo i po pewnym czasie krzewy wracają do dobrej formy.  


Wszystkie różaneczniki i azalie już niestety przekwitły. Z większości krzewów oberwałem już usychające kwiatostany. Zostały mi jeszcze cztery. I pewnie jutro nie będzie już śladu po tegorocznych kwiatach. Teraz krzewy różaneczników i azalii należy regularnie podlewać i zasilać, gdyż tworzą one właśnie nowe pędy, na końcu których latem pojawią się pąki kwiatowe, które zakwitną w przyszłym roku.  


W ogrodzie kwitną teraz kalmie szerokolistne.


Wkrótce rozkwitnie też hortensja Anabelle. Nigdy jeszcze tak wcześnie nie zakwitła. 


Regularne podlewanie i ciepło powodują, że w tym sezonie rośliny wyjątkowo szybko rosną. 


Słońce służy drobnym roślinkom skalnym rosnącym w kąciku egzotycznym. 


Upały utrzymają się w mojej okolicy aż do poniedziałku. Oby tylko nie towarzyszyły im gwałtowne burze i gradobicia. 


Serdecznie zapraszam do codziennej lektury bloga.

środa, 30 maja 2018

Osmantus Variegatus - nowość w ogrodzie

Od początku maja w moim ogrodzie pojawiło się kilkanaście nowych roślin. To przede wszystkim różne odmiany bluszczy, ale jest też pewna perełka, o której dziś Wam napiszę. To osmantus Variegatus (Osmanthus heterophyllus Variegatus), kuzyn osmantusa Goshiki. 2 krzewy tej ostatniej odmiany rosną z powodzeniem w moim ogrodzie od kilku już lat. Trzeba jednak zaznaczyć, że mój nowy nabytek jest nieznacznie mniej odporny na mrozy niż odmiana Goshiki. 


Osmantus Variegatus to liściasty krzew zimozielony, który z wyglądu trochę przypomina ostrokrzew. Krzew ten jest rzadko spotykany w polskich ogrodach, głównie z uwagi na jego dość niską odporność na mrozy. Młode rośliny lepiej na zimę okryć agrowłókniną. Różne źródła podają, że może rosnąć w strefach mrozoodporności USDA od 7 do 9  i powinien znosić spadki temperatur do ok. –21 stopni C. Ale są też takie, które mówią, że wytrzymuje również niższe temperatury, pod warunkiem, że rośnie w miejscach osłoniętych od mroźnych i wysuszających wiatrów. Nawet w trakcie zimy nie wolno zapomnieć o jego podlewaniu. Robimy to oczywiście wtedy gdy temperatury są dodatnie, a gleba rozmarznięta. Jak wspomniałem najbardziej szkodzi mu zimowa susza i mroźne wysuszające wiatry. Dorosłe osobniki mogą wyrosnąć na wysokość ok. 1 metra. Osiągają również podobną szerokość. Jest to zwarty krzew, dosyć gęsty, o regularnym pokroju. 


Liście osmantusa Variegatus, podobnie jak u ostrokrzewu są ząbkowane, jednakże wcięcia ząbków są głębsze, a ich końcówki znacznie bardziej kłujące niż u ostrokrzewu. Ta odmiana ma liście zielono-kremowe. Są one dość niewielkie i rosną naprzeciwlegle. Osmantus Variegatus w sprzyjających warunkach może późnym latem lub jesienią zakwitnąć. Ma niewielkie, białe niepozorne kwiatki. Powinien rosnąc w miejscu osłoniętym, w żyznej, lekko kwaśnej i przepuszczalnej glebie. Lubi słońce lub półcień. Będzie rósł również w cieniu, ale wtedy raczej nie zakwitnie i nie będzie wystarczająco gęsty. W słońcu liście się lepiej wybarwiają. Należy jednak mieć na uwadze fakt, że zimowe lub wczesnowiosenne słońce może zniszczyć jego liście, dlatego też lepiej posadzić ten krzew w miejscu, gdzie nie będzie on na to narażony. W Polsce najlepszym stanowiskiem dla tego krzewu będzie półcień.


Mimo tego, że roślina ta w środkowej Polsce może mieć problemy z zimowaniem zdecydowałem się na uprawę osmantusa Variegatus. Krzew posadziłem w zacisznym i osłoniętym miejscu. I tak sobie myślę, że skoro aukuby japońskie czy bluszcze algierskie wytrzymują tutejsze zimy to może i mój nowy osmantus też wytrzyma. Na pewno napiszę o tym na blogu!

Dodam jeszcze, że w tych rejonach Polski gdzie zimy są najłagodniejsze, a więc w pasie Wybrzeża Bałtyku, w niektórych miejscach na Dolnym Śląsku, Ziemi Lubuskiej czy Opolszczyźnie nie powinno być problemów z jego uprawą. 

Serdecznie zapraszam do codziennej lektury bloga!

wtorek, 29 maja 2018

Egzotyczne bluszcze pod koniec maja

Jakiś czas temu publikowałem na blogu cykl artykułów poświęconych bluszczom rosnącym w moim ogrodzie. Wśród wielu gatunków i odmian dominuje oczywiście bluszcz pospolity, a to dlatego, że wiele jego odmian doskonale znosi zimy panujące w środkowej Polsce. Ale Zimozielony ogród może poszczycić się również kilkoma odmianami mniej odpornych na mrozy bluszczy kolchidzkich oraz teoretycznie niemożliwych do uprawy w Polsce bluszczy pochodzących z północnej Afryki. Jest tu także mało znany w Polsce bluszcz pastuchovii. Dziś chciałbym pokazać Wam jak pod koniec maja wyglądają najbardziej egzotyczne odmiany tych pnączy. Od razu zaznaczę, że nie są one tak spektakularnie rozrośnięte jak w swoich ojczystych krajach, ale mimo tego są wspaniałą ozdobą i ogromną ciekawostką botaniczną.


Jako pierwszy przedstawię Wam najbardziej odporny spośród wymienionych "egzotyków" na mrozy bluszcz pastuchovii Ann Ala (hedera pastuchovii Ann Ala). Muszę jednak przyznać, że sprzedano mi go jako bluszcz kanaryjski i dopiero po ponad dwuletnich poszukiwaniach rozpoznałem go (mam nadzieję, że trafnie) jako bluszcz pastuchovii.  Odkryty w górskich rejonach Kaukazu, wytrzymuje spadki temperatur nawet do -18 stopni. W moim ogrodzie rośnie w miejscu bardzo osłoniętym i nienarażonym na mroźne i wysuszające wiatry. W lutym tego roku, gdy w bezśnieżne noce temperatura spadała przy gruncie do -26 stopni bluszcz stracił raptem kilka listków. Rośnie dość powoli, a dorosła roślina może osiągać do ok. 4 metrów wysokości (w ojczyźnie). Ma ciekawe, całobrzegie i pełne ciemnozielone liście, na których doskonale widoczne jest unerwienie.


Kolejny egzotyk pochodzi z północnej Afryki, gdzie na naturalnych stanowiskach rośnie na stokach znanych gór Atlas, w północnej Algierii. Stąd zresztą jego nazwa: bluszcz algierski. Wg moich ustaleń to odmiana Ravensholst (hedera algierensis Ravensholst). Znosi spadki temperatur do ok. -17 C, ale dłuższe mrozy lub brak albo bardzo długie zaleganie pokrywy śnieżnej niszczą jego liście. Wiosną jednak powinien się odrodzić z kłączy i korzeni. Przez kilka cieplejszych zim rósł u mnie i nie miał żadnych uszkodzeń. W czasie zim 2016/2017 i 2017/2018 pnącze trochę przemarzło, ale nocami jak wcześniej wspomniałem temperatura spadała do -26 stopni C. Odmiana ta rośnie bardzo szybko, roczny przyrost to ponad 1 metr długości. Ma dość duże i wyraźnie trójklapowe, ciemnozielone liście.

Nie ma się co oszukiwać. Omawiane dziś bluszcze to wyjątkowo kolekcjonerskie okazy, które potrzebują ciepłych i osłoniętych stanowisk. 

Ale jeśli mieszkacie w najcieplejszych rejonach Polski i dysponujecie osłoniętymi i wilgotnymi miejscami warto spróbować uprawy tych niezwykle egzotycznych i spotykanych w Polsce jedynie w mieszkaniach czy szklarniach bluszczy. Tym bardziej, że u mnie, pod Warszawą jakoś sobie radzą. 

Serdecznie zapraszam do codziennej lektury bloga.

sobota, 26 maja 2018

Mrozoodporne i zimotrwałe kaktury ogrodowe

Wiele osób słysząc, że uprawiam w ogrodzie kaktusy puka się w głowę. Kaktusy w Polsce? Przecież to niemożliwe! A jednak! Możliwe. Oczywiście nie tak wielkie jak w Meksyku czy na pustyniach USA. Ale uprawa niektórych odmian kaktusów jest w Polsce możliwa. I to bez żadnego osłaniania czy przykrywania na zimę! Oczywiście trzeba spełnić kilka warunków.  Przykładem w pełni mrozoodpornych i zimotrwałych kaktusów mogą być opuncje odmiany Camanchica (Opuntia phaeacantha var. Camanchica) oraz odmiany Longispina (Opuntia phaeacantha var. Longispina). W tym sezonie moje kaktusy zostały dość mocno przycięte.  Dzięki temu zabiegowi ich kępy będą odmłodzone, a same rośliny będą atrakcyjniej wyglądać. Opuncje puszczają już młode pędy, więc kosmetyczny zabieg przycinania mogę uznać za udany. Poniżej dwa zdjęcia odmiany Camanchica.


Jak wspomniałem  na wstępie, żeby uprawiać te kaktusy należy spełnić kilka warunków. Przede wszystkim trzeba je posadzić w miejscu słonecznym. Bardzo ważna jest gleba. Kaktusy te powinno się sadzić w dobrze przepuszczalnej i jałowej glebie, najlepiej w piasku zmieszanym z kamieniami. Podłoże musi być suche i lekko zasadowe. Dobrze jest posadzić je na małym pagórku, tak aby woda mogła bez problemów odpływać z ich sytemu korzeniowego. Roślina składa się z wielu członów o jajowatym kształcie. Dochodzą one do ok. 10 – 15 cm średnicy i są w kolorze zielonym. Uwaga! Na członach jest mnóstwo kolców, które chętnie wbijają się w dłonie lub inne części ciała. Trzeba bardzo uważać przy ich sadzeniu. Starsze człony pokładają się na ziemi. Obie odmiany opuncji w sprzyjających warunkach kwitną w lipcu na żółto.
Poniżej na zdjęciu w lewym górnym rogu widać kolczastą odmianę Longispina. Ma ona znacznie dłuższe kolce niż Camanchica. 


Tu Longispina widoczna jest po lewej stronie. W środkowej części zdjęcia widoczna jest natomiast opucja Fragilis. To kolejna odmiana kaktusów, które z powodzeniem w Polsce można uprawiać "pod chmurką".


Młode opuncje Fragilis w całej okazałości!


Opuncje można samodzielnie rozmnażać poprzez podział członów. Należy odciąć jeden z nich i wsadzić go do podłoża na głębokość ok. 3 – 5 cm. W okresie wzrostu i kwitnienia opuncja wymaga regularnego podlewania. Dobrze też jest wzmocnić roślinę specjalnym nawozem do kaktusów.

Wspominałem Wam o przycinaniu opuncji. W tym roku z obciętych członów postanowiłem samodzielnie zrobić nowe sadzonki.


Jesienią opuncje wypuszczają wodę z członów do gleby. Są wtedy oklapnięte i wyglądają trochę jak pomięte chusteczki higieniczne. Na wiosnę jednak opuncje nabierają ponownie kształtów i po pewnym czasie się podnoszą. Uwaga! Zbyt wilgotne podłoże może spowodować gnicie rośliny.

Opuncje to jednak nie jedyne kaktusy, które można uprawiać w ogrodach w Polsce. Wkrótce przedstawię Wam kolejne. Niestety nie mam ich w moim ogrodzie.

Serdecznie zapraszam do codziennej lektury bloga. 

piątek, 25 maja 2018

Różaneczniki i azalie - usuwanie przekwitniętych kwiatostanów

Od początku trzeciej dekady kwietnia w moim ogrodzie kwitły różaneczniki. W tym roku miały mnóstwo kwiatów. Podobnie zresztą jak moje dwie azalie japońskie. Za to azalie wielkokwiatowe w tym roku zawiodły. Zakwitły tylko trzy z 14 krzewów. Niektóre odmiany różaneczników jeszcze kwitną, ale to już ich ostatnie chwile. Na kolejne kwiaty musimy poczekać niecałe 11 miesięcy. Jeśli aura będzie sprzyjać to już w drugiej połowie kwietnia przyszłego roku zacznie znów robić się kolorowo. Oczywiście wczesne odmiany różaneczników zakwitną jeszcze szybciej. Kwitnienie to naturalny proces, którego celem jest wytworzenie nasion. A to kosztuje każdą roślinę sporo sił. Dlatego też, żeby wzmocnić krzew oraz umożliwić mu wykorzystanie sił witalnych w tworzenie nowych przyrostów (gałązek) należy usuwać przekwitnięte kwiatostany azalii i różaneczników.


Usuwamy je bardzo delikatnie. Musimy uważać, żeby nie urwać wraz z nimi nowych gałązek lub pąków. Najlepiej je chwycić u nasady dwoma palcami i przechylając w obie strony powoli i delikatnie je oberwać. Jeśli młode gałązki są już spore (tak jak widać to na powyższym zdjęciu) usuwanie kwiatostanów jest łatwiejsze. Gorzej jednak, gdy przy nasadzie kwiatu są jedynie niewielkie pąki. Bądźcie bardzo delikatni! Te młode przyrosty są dosyć kruche! Pąki widoczne u nasady przekwitniętych kwiatostanów to pąki wegetatywne. Wkrótce rozwiną się z nich (lub już się rozwinęły) nowe gałązki, na szczycie których wyrosną pąki generatywne. To one będą źródłem przyszłorocznych kwiatów! 

Uwaga! Mimo tego, że przy obrywaniu pąków na pewno pobrudzicie sobie palce kleistą substancją pokrywającą dolne części kwiatostanów,  lepiej wykonywać ten zabieg bez rękawiczek. Jak już wspomniałem bardzo ważna jest tu delikatność i precyzja! No i oczywiście cierpliwość!


Po oberwaniu przekwitłych kwiatostanów krzewy należy zasilać nawozem do różaneczników i azalii. Dzięki temu wzmocnimy i odżywimy roślinę. Nie zapomnijcie także o zbadaniu pH gleby. W razie potrzeby podlejcie krzewy środkiem zakwaszającym podłoże. 

Więcej informacji o różnych odmianach różaneczników oraz o ich uprawie i pielęgnacji znajdziecie TUTAJ

Serdecznie zapraszam do codziennej lektury bloga!

czwartek, 24 maja 2018

Ostrokrzew meserveae Golden Prince

Początek kwietnia i tegoroczne Święta Wielkanocne upłynęły pod znakiem chłodnej, wręcz zimowej pogody. Ale po kilku dniach przyszło lato! Wiosny w zasadzie nie było. No może pojawiła się na krótko w maju, kiedy odnotowaliśmy kilka chłodniejszych dnie (16-18 stopni), ale w zasadzie od kwietnia temperatury utrzymują się na letnim poziomie. No bo jak nazwać porę roku, podczas której świeci piękne słońce, niebo jest błękitne, a słupki rtęci już o 10.00 rano pokazują +23 stopnie C?  Tegoroczna zima była dość kapryśna. Niektóre rośliny źle zniosły sezon 2017/2018, ale inne całkiem nieźle sobie poradziły ze zmienną pogoda i siarczystymi mrozami. Wśród tych, które dobrze znoszą znaczne spadki temperatur jest ostrokrzew meserveae Golden Prince. To bohater kolejnego artykułu z cyklu poświęconego ostrokrzewom rosnącym w moim ogrodzie.


W klimacie środkowej Polski ostrokrzew meserveae Golden Prince (Ilex meserveae Golden Prince) w sprzyjających warunkach może dorastać do wysokości nawet ok. 3 metrów (w regionach o łagodniejszym klimacie). Rośnie dość powoli, ok. 15-20 cm rocznie, chociaż początkowo, u bardzo młodych roślin przyrosty są mniejsze. Jego wysokość i szerokość można ograniczać poprzez cięcie, które przeprowadzamy wiosną po ustąpieniu ostatnich porannych przymrozków. Jest to szczególnie wskazane w przypadku młodych krzewów. Dzięki cięciu będą one znacznie gęściejsze! Pięknie prezentuje się jako pojedynczo rosnący krzew, niezależnie od tego czy jest formowany czy też nie.


Liście tej odmiany ostrokrzewu kolczastego nie są zbyt duże. Mają owalny kształt i są delikatnie ząbkowane. Środek liścia jest w kilku odcieniach zieleni, a obrzeża żółto-złociste. Wyglądem przypominają nieco liście odmiany Jade Star. Kwitnienie przypada na okres wiosenny. Kwiaty są białe i dosyć niepozorne. Jest to odmiana męska, a więc nie owocuje. Natomiast świetnie służy jako zapylacz dla innych, żeńskich form odmiany meserveae. Jego ozdobą oprócz oczywiście wspaniałych liści są pączki kwiatowe oraz łodyżki, które w okresie jesienno-zimowym przybierają barwę czerwieni burgundzkiej. Golden Prince, podobnie jak inne odmiany meserveae wytrzymuje spadki temperatur do -26 stopni, a nawet -30 stopni C (przez krótki okres). Toleruje przy tym miejsca nasłonecznione! W chłodniejszych rejonach  Polski (strefa 6A i 5B) lepiej posadzić go w miejscu półcienistym, z dużą ilością światła rozproszonego. Najlepiej tam, gdzie nie będzie narażony na działanie promieni wczesnowiosennego słońca oraz gdzie pozostanie osłonięty od mroźnych i wysuszających wiatrów.

Poniżej ten sam krzew w zimowej odsłonie.


Ostrokrzewy tej odmiany preferują lekko kwaśną, żyzną, wilgotną ale dobrze przepuszczalną glebę. Podobnie jak w przypadku innych liściastych roślin zimozielonych ściółkowanie np. korą sosnową chroni system korzeniowy rośliny przed nadmiernym przesuszeniem oraz przed zmarznięciem. Wymaga regularnego, ale niezbyt obfitego podlewania.

Już wkrótce na blogu zagoszczą kolejne odmiany ostrokrzewów rosnących w moim ogrodzie. A jeszcze kilka ich jest! Zaprezentuję też te, które posadziłem całkiem niedawno.

Serdecznie zapraszam do codziennej lektury bloga!

środa, 23 maja 2018

Powiew Japonii

Mój Zimozielony ogród nie jest zdecydowanie ogrodem japońskim, mój dom nie przypomina też pagody. Ale w ogrodzie jest mnóstwo roślin i elementów takich, jak kamień czy woda, które są charakterystyczne dla dalekowschodnich terenów zieleni. Uwielbiam ogrody japońskie. Te piękne klony, trzmieliny, szum wody, kamienie, harmonia i ład... to wszystko powoduje, że czuję się w nich doskonale. W moim ogrodzie jest jedynie namiastka tego, co można by nazwać ogrodem japońskim. Ale jest! Jest woda, są kamienie, jest harmonia i ład. A przede wszystkim są rośliny. Zapraszam do obejrzenia wybranych krzewów pochodzących z Japonii.


Pierwsze prezentowane dziś rośliny to klony palmowe pochodzące z Kraju Kwitnącej Wiśni.. Ten wpadający w czerwień to odmiana Dissectum Garnet. Zielony to Dissectum. Oba rosną przy oczku wodnym i zimują w warunkach klimatycznych centralnej Polski bez żadnych problemów. Rosną bardzo powoli. Dissectum Garnet wygląda wręcz jak spory już parasol. Lubią wilgoć, ale w ich korzeniach nie powinna zalegać woda.


Azalie japońskie (na drugim planie po obu stronach kamienia) rosną razem z miniaturowym różanecznikiem. One też lubią wilgoć i osłonięte miejsca. Wiele odmian jest w pełni odpornych na warunki klimatyczne panujące na większości obszaru Polski. 


Skimie japońskie to kolejni "emigranci" z Dalekiego Wschodu. Ogólnie rzecz biorąc ich uprawa możliwa jest na terenach położonych na zachód od Wisły. Oczywiście od tej reguły są pewne ustępstwa jak np. niżej położone tereny Małopolski czy północno-zachodnia Warmia. W swojej ojczyźnie niektóre odmiany skimii to dość wysokie krzewy lub niskie drzewa. W moim ogrodzie rosną odmany Rubella (1 i 2 zdjęcie poniżej) oraz Fragrant Cloud (3 zdjęcie poniżej). 


Pierisy japońskie to dość odporne na nasze warunki klimatyczne krzewy. Niektóre odmiany potrafią po wielu latach urosnąć do wysokości ponad 2-3 metrów.  U mnie są jeszcze malutkie. Odmiana Debutante (poniżej po lewej) nigdy taka nie urośnie. Natomiast Mountain Fire może być kiedyś naprawdę wysoki (poniżej po prawej). 


Odmiana Little Heath po wielu latach dorasta do ok. 150 cm wysokości.  


Natomiast Little Heath Green to dość niski krzew. 


W centralnej Polsce sporym wyzwaniem jest uprawa aukub japońskich. Rośliny te są dość wymagające i niezbyt odporne na bardzo niskie temperatury.W moim ogrodzie rosną 4 krzewy odmiany Crotonifolia. W tym roku nie okrywałem ich na zimę. Mrozy rzędu -26 stopni uszkodziły część liści, ale w kwietniu i maju rośliny wspaniale się zregenerowały.


Podobna sytuacja miała miejsce z odmianą Dentata.  


Ogrody japońskie od lat stają się coraz bardziej modne. Coraz więcej osób uprawia również rośliny, które do niedawna były wręcz nieznane lub uważane za egzotyczne. Jak się okazuje w wielu częściach kraju można pokusić się o uprawę aukub czy skimii japońskich. Kilkumetrowe pierisy japońskie rosnące w ogrodach botanicznych nie tylko Wrocławia, ale również Krakowa czy Warszawy to wieloletni dowód na to, ze rośliny te z powodzeniem można uprawiać w naszym kraju, przynajmniej w strefie 6B. 

Dziś od rana świeci słońce. Wczoraj tez świeciło, ale z przerwami na ulewy, a nawet w ich trakcie. Dobrze, zew ogrodzie jest pergola z bluszczem, miałem się gdzie schować.


Serdecznie zapraszam do codziennej lektury bloga.