Partnerami bloga są:

Fiskars.pl

Idealnytrawnik.pl

wtorek, 25 września 2018

Ogród Botaniczny UW w ostatni ciepły letni dzień tego roku

W zeszły piątek (21.09.2018) odwiedziłem Ogród Botaniczny Uniwersytetu Warszawskiego. Miałem szczęście. Była piękna, słoneczna pogoda, a wczesnym popołudniem termometry wskazywały ponad 30 stopni w cieniu. To był ostatni tak ciepły i słoneczny dzień. W niedzielę przyszła już astronomiczna i kalendarzowa jesień, ale prawdziwe lato skończyło się w piątek. Dziś będzie mało tekstu, za to dużo zdjęć. Zapraszam Was na letni spacer po Ogrodzie. 

Już przed wejściem widać, że za chwilę znajdziemy się w oazie zieleni i ciszy, która tak naprawdę znajduje się w samym centrum tętniącej życiem stolicy. Z małej uliczki odchodzącej od Alej Ujazdowskich, a prowadzącej do wejścia głównego do Ogrodu widać piękne trawy i wspaniały okaz miłorzębu.


Zarówno przy wejściu jak i na terenie całego ogrodu znajdziecie bluszcz pospolity odmiany Profesor Seneta. Naukowiec ten wyhodował wspaniałą odmianę bluszczu, nazwaną jego imieniem. Ten sam naukowiec przez lata selekcjonował roślinność, która obecnie zdobi park przy dworku w Żelazowej Woli, miejscu narodzin Fryderyka Chopina. 


Tuż za kawiarenką znajdziecie piękny zaułek, gdzie rosną cisy, różaneczniki i wspaniała laurowiśnia wschodnia. 


Wchodzimy do Ogrodu i udajemy się na zwiedzanie i podziwianie roślinności. 


W Ogrodzie Botanicznym UW, z okazji jego 200-lecia ustawiono szereg rzeźb i instalacji artystycznych, które do złudzenia przypominają rośliny. 


W różance wiąż jeszcze jest mnóstwo kolorowych kwiatów.


Po wyjściu z pachnącego zakątku poszedłem do części leśnej Ogrodu.


Gdy wracałem z arboretum natknąłem się na wspaniały cedr libański. Nigdy wcześniej go tu nie widziałem. 


Tuż obok rośnie dąb wielkolistny.


Dalej napotkałem kanny i dalie. Wciąż są piękne!


Mój wzrok przykuły juki, szczególnie te odmiany Glauca. Wciąż niestety nigdzie nie mogę znaleźć ich sadzonek. 


A to już zakątek z pnączami, głównie powojnikami, przepiękny platan i bluszcz kolchidzki, wspinający się po jaworze. 


Moje nogi poniosły mnie do części ogrodu z bylinami i roślinami użytkowymi. 


Wśród nich rosną piękne ostrokrzewy. To jedyne takie w Ogrodzie. Szkoda, że nie ma ich więcej. A jest tyle różnych odmian, które mogą rosnąć w naszym klimacie. 


Jak zwykle, zrobiłem zdjęcie mojej ulubionej krowie. 


Znalazłem tu także juki Glauca i piękną mahonię bealei. 


Potem poszedłem do szklarni. Poniżej główne wejście do ogrodu ozdobione już w jesiennym klimacie. 


Przy szklarniach rośnie wspaniały kasztan jadalny Variegata i araukaria chilijska. 


W ubiegły weekend w szklarniach była wystawa storczyków. Pisałem o niej TUTAJ

Piękny spacer, w pięknej scenerii i w przemiłym towarzystwie. 

Serdecznie zapraszam do codziennej lektury bloga!

poniedziałek, 24 września 2018

Jesień...

W ostatni piątek jeszcze było lato. Nie tylko w kalendarzu, ale i w pogodzie. 30 stopni, piękne słońce. Kto by przypuszczał, że 21 września w Warszawie, a w zasadzie w całej Polsce będziemy cieszyć się letnią pogodą. Od kilku dni jednak synoptycy straszyli nas załamaniem pogody. Prognozy się sprawdziły. W sobotę było już znacznie chłodniej. Chmury, trochę deszczu i 19 stopni. To było jak cios poniżej pasa. A wczoraj... W niedzielę punktualnie o 03.54 zaczęła się astronomiczna jesień. To był także pierwszy dzień kalendarzowej jesieni. W niedzielny wieczór zaczęło u mnie lać jak z cebra. Z jednej strony szkoda lata i słonecznej aury, ale z drugiej deszcz jest bardzo, ale to bardzo potrzebny. W ogrodzie wciąż jeszcze widać znaki lata, ale pojawiły się już pierwsze jesienne akcenty.


W ubiegłą środę wygrabiłem cały trawnik. W piątek kosiłem trawę. Kosiarką pozbierałem z trawnika igliwie oraz liście, które od środy zdążyły opaść. I co z tego, skoro sobotni wiatr zarzucił trawnik kolejnymi liśćmi i igliwiem. Miałem dziś je zgrabić, ale od wczorajszego wieczora padał deszcz i wszystko jest totalnie przemoczone. 


Dookoła zaczyna robić się jesiennie. Czy wrócą jeszcze ciepłe dni? Na 30 stopni nie ma co liczyć, ale gdyby tak było ze 20... Oby do wiosny!


Dzisiejszy poranek przywitał mnie oszałamiającą temperaturą... 8 stopni C! Masakra. A w piątek rano było 19. Dziś nawet wczesnym popołudniem tyle nie będzie. Przez prawie całą noc padało. Dobrze, bo deszcz podlał krzewy i trawnik. Źle, bo nie będę mógł zgrabić mokrych liści i igliwia. I jak tu dogodzić człowiekowi?


Serdecznie zapraszam do codziennej lektury bloga!