Partnerem bloga jest Szkółka roślin ozdobnych i owocowych

w Janczewicach, ul. Jedności 114

Pn - Pt: 07.30 - 18.00

Sobota: 08.00 - 17.00

Niedziela: 09.00 - 15.00

Tel. 605 490 480

niedziela, 22 października 2017

Oczko wodne - jesienna pielęgnacja

Jeszcze kilka dni temu pogoda rozpieszczała nas słońcem i wysokimi temperaturami. Liście bardzo powoli spadały z drzew i nie było potrzeby grabienia co kilka dni. W oczku wodnym wystarczyło tylko wybrać liście podbierakiem i już było czysto. Ale od ostatniej środy spadanie liści nabrało tempa. Na szczęście liście są suche i nie spadają od razu na dno oczka tylko pływają po powierzchni wody. Kiedy w piątek grabiłem trawnik w oczku było mnóstwo liści. W zasadzie nie było widać lustra wody. Pływały tu liście dębów, które jak wiecie są wyjątkowo szkodliwe dla równowagi biologicznej oczka zimą. Nie dość, że warunki zimowe są trudne dla roślin i ryb to jeszcze gnijące w oczku liście dębów zabierają im mnóstwo tlenu. Do tego dochodzą jeszcze garbniki, których w dębowych liściach jest bardzo dużo. Przez nie proces rozkładu tych liści jest znacząco wydłużony.


Wczoraj zabrałem się więc za czyszczenie. Spędziłem prawie 3 godziny na kolanach wybierając liście spomiędzy kamieni i wyławiając je z oczka. 


Zrobiło się czyściutko. Musiałem jednak zgrabić to, co wybrałem z oczka i jego otoczenia. No i tak się rozpędziłem, że znów zgrabiłem cały trawnik. W piątek grabiłem, w sobotę grabiłem... Czy to aby nie za często?


Przy okazji wyciąłem mozgę trzcinowatą, która zasłaniała zarówno mój wspaniały klon palmowy Disssectum Garnet jak i rosnący po jej drugiej stronie ostrokrzew japoński. Trawę na pewno przesadzę w inne miejsce. Pewnie uda mi się to zrobić w nadchodzącym tygodniu. A jeśli nie znajdę dla niej odpowiedniego miejsca teraz to i tak ją wykopię i zadoniczkuję. Przezimuje w szklarni u rodziców.


Już o zmroku założyłem nad oczko siatkę, na której będą osadzać się liście. No i dokończyłem grabienie trawnika. Kiedy pakowałem ostatnie liście do worków było już za ciemno żeby robić zdjęcia. W tym roku postanowiłem zrobić eksperyment. Pod siatkę między oczka położyłem 3 kije bambusowe i jeden plastikowy. Siatka jest elastyczna i w ubiegłych latach zanurzała się w oczku pod ciężarem liści. Mam nadzieję, że w tym roku dzięki zastosowanym podporom liście nie będą się moczyć w wodzie i w niej gnić. Siatkę zdejmę dopiero wtedy, gdy uprzątnę wszystkie liście, zarówno z trawnika jak i z kory sosnowej. Najprawdopodobniej dopiero w połowie listopada. Wszystko zależy od tego jak szybko drzewa pozbędą się wszystkich liści.


Siatka jest na tyle duża, że osłoniłem nią także część roślin rosnących przy oczku. Wybieranie liści spomiędzy opuncji nie należy do przyjemności. A to dlatego, że nie da się uniknąć pokłucia drobnymi igiełkami kaktusów. 


Równie nieprzyjemne może być wybieranie liści drzew spomiędzy bardzo sztywnych i wręcz mieczowatych liści juk Gloriosa i Gloriosa Variegata. Mają one wyjątkowo ostre końce, do tego ich krawędzie są jak nóż. Ostatnio poraniłem sobie ręce wydłubując igliwie i liście dębów ze środka juk. O ile juka karolińska poradzi sobie z liśćmi i igliwiem, to juka Gloriosa może od liści i nadmiaru wilgoci gnić. Trzeba więc dbać o ich czystość. 


A na koniec dzisiejszego posta nie mogę sobie odmówić prezentacji chociaż jednego zdjęcia klona palmowego Dissectum Garnet. Pewnie się powtórzę, i to już kolejny raz, ale drzewko o tej porze roku wygląda wręcz fantastycznie! 


Serdecznie zapraszam do codziennej lektury bloga!

sobota, 21 października 2017

Wyjątkowo jesiennie

Ostatni tydzień wręcz rozpieszczał nas pięknymi jesiennymi kolorami i ciepłem. Kilka dni z rzędu temperatura regularnie przekraczała 22 stopnie, a były popołudnia, że termometry wskazywały nawet 25! Ale nie zapominajmy, że to już III dekada października i takie chwile nie będą trwać wiecznie. Wczoraj w mojej okolicy niebo się zachmurzyło, a dziś od rana pada deszcz. Wiejący wiatr strącił ostatnio mnóstwo liści. Cały ogród przykryty jest złoto-brązowym dywanem. 


W oczku wodnym też jest mnóstwo liści. Właśnie zaczyna się apogeum ich opadania. Dziś po wyczyszczeniu oczka muszę je przykryć siatką. Suche liście łatwo jest wyłowić podbierakiem czy ręcznie. Ale za moment będzie tyle liści, że lepiej jest zabezpieczyć oczko przed nimi. I taki mam plan na dzisiejsze popołudnie.


Na tle liści wciąż jeszcze można dostrzec bardzo kolorowe o tej porze roku azalie wielkokwiatowe. Na przełomie lata i jesieni zaatakował je mączniak, ale udało mi się szybko zareagować i uratowałem liście przed chorobą grzybową.  


Niektóre drzewa wciąż zrzuciły niewiele liści. Przykładem są klony.


Oraz tulipanowiec.


Na tle brązowych liści dębów dosyć ciekawie prezentuje się jedna z moich hortensji. Wiecie jaka to odmiana? Jeśli nie to Wam podpowiem, to Anabelle.  


Trawnik praktycznie zniknął pod liśćmi. Pamiętajcie żeby je regularnie usuwać z murawy. Jeśli będą na niej zbyt długo zalegać trawa może gnić. 


A ponieważ nie chciałbym żeby mój trawnik miał plamy zgnilizny wczoraj popołudniu zabrałem się za sprzątanie liści z murawy.


Teraz w ogrodzie najbardziej zachwyca mnie klon japoński Dissectum Garnet. Krzew "płonie" wręcz czerwienią. Wygląda zjawiskowo! Zresztą sami zobaczcie. 


Niestety jego listki już powoli opadają i za kilka dnie pewnie nie będzie po nich śladu. Póki co jednak mogę cieszyć się jego wspaniałym kształtem i barwą! 

Mimo końca października na schodach wciąż jeszcze kwitną niecierpki i begonie. Gorzej z pelargoniami. Mają zbyt mało słońca i zostało im jedynie kilka kwiatków. Kwiaty będą kwitnąć aż do pierwszych przymrozków. Obok kwiatów lata pojawiły się już jesienne rośliny takie, jak mrozy czy wrzosy.  


Jesień powoli aczkolwiek skutecznie pozbywa się wszystkich symboli lata. Być może kolorowa Pani przyspieszy swoje działania już w przyszłym tygodniu. Podobno mają pojawić się pierwsze przymrozki. 

Serdecznie zapraszam do codziennej lektury bloga.

piątek, 20 października 2017

Araukaria chilijska - za i przeciw

Araucaria chilijska to jedno z najpiękniejszych drzew jakie wyemigrowały z Ameryki Południowej do Europy  i USA. Araukaria chilijska ma w różnych językach różne, często dziwne nazwy takie jak „monkey puzzle tree” czy „monkey tail tree”. Nie dziwi natomiast nazwa „sosna chilijska” gdyż drzewo to, chociaż nie jest sosną to jednak jest symbolem tego południowoamerykańskiego państwa. W naturalnych warunkach araukaria chilijska jest dużym drzewem osiągającym ok. 40 metrów wysokości! W naszych warunkach raczej taka nie urośnie. W naturze występuję w Andach gdzie można ją spotkać na terenach położonych powyżej 1000 metrów nad poziomem morza. To jedyna odmiana z gatunku „araukaria”, która bez problemów wytrzymuje regularne spadki temperatur zimą do ponad -20 stopni C. Pisząc o jej naturalnych warunkach występowania nie można pominąć kilku niewątpliwie bardzo istotnych faktów. 

Różne źródła podają, że araukarie rosną po obu stronach pasma Andów, zarówno po wschodniej jak i po zachodniej (od strony Pacyfiku). Te, które rosną właśnie po tej drugiej stronie mają do dyspozycji łagodniejszy i bardzo wilgotny klimat. Poziom roczny opadów dochodzi nawet do ponad 4000 mm. Poza tym powietrze jest bardzo wilgotne czemu sprzyja morski klimat i wiatry wiejące znad oceanu. Temperatury zimą po zachodniej stronie Andów na wysokościach, na których występują araukarie rzadko spadają poniżej -15 stopni C. Na ogół minimalne temperatury nocne to -10 stopni C. Wschodnia strona Andów ma znacznie surowszy klimat niż jej strona pacyficzna. Mniejsze są tam również opady, osiągają poziom ok. 600 mm rocznie, czyli taki jak w Warszawie. Temperatury zimą potrafią niejednokrotnie spadać do -20 stopni C. Wydawałoby się, że to warunki bardzo podobne do tych, jakie panują w centralnej Polsce. Pamiętajmy jednak o wilgotności powietrza oraz wysuszających wiatrach wiejących zimą w Polsce. Na półkuli południowej araukarie rosną na szerokości geograficznej od 37 do 40 równoleżnika. Warszawa leży na 52 stopniu szerokości północnej.  Ma to niebagatelny wpływ na poziom nasłonecznienia. To wszystko sprawia, że uprawa tych roślin w Polsce jest bardzo trudna. Mimo tego w sprzyjających warunkach araukaria może osiągać kilka metrów wysokości. Tak duży jak na nasze warunki klimatyczne okaz rośnie np. we Władysławowie.W Europie dostępne są niestety głównie sadzonki pochodzące z cieplejszej, zachodniej strony Andów. Dlatego też rośliny te są mniej odporne na nasz klimat. W naturze rosną na glebach wilgotnych ale przepuszczalnych. Nie powinno się ich sadzić w ciężkim i gliniastym podłożu gdyż może to doprowadzić do gnicia korzeni, a co za tym idzie obumierania roślin. Lubią stanowiska słoneczne i pół cieniste. W europejskich krajach o łagodniejszym klimacie (Belgia, Holandia, Francja) araukarie osiągają nawet do 15 - 20 metrów wysokości. Młode araukarie rosną w formie stożkowej lub piramidalnej.


To już piękność z Dobrzycy pomiędzy Kołobrzegiem i Koszalinem.. 

Starsze drzewa gubią dolne gałęzie i mają bardziej płaski, parasolowaty pokrój.Jak już pisałem uprawa tych roślin w centralnej Polsce będzie na pewno dużym wyzwaniem. Są to rośliny typowo kolekcjonerskie, wymagające daleko idącej opieki, szczególnie zimą, a i to może przynieść mizerne skutki. Dlatego nie polecam ich ludziom, którzy nie przepadają za aktywnym ogrodnictwem ozdobnym. Żeby osiągnąć sukces należy zapewnić im dużą dawkę wilgoci i to nie tylko przed nadejściem mrozów, ale również w przerwach, kiedy temperatura wzrasta zimą powyżej zera. Poza tym należy je osłaniać agrowłókniną, która chociaż częściowo zminimalizuje skutki wysuszających wiatrów. Pomocne może być również spryskanie rośliny preparatem zmniejszającym parowanie wody z liści. Dostępny jest on w wielu sklepach ogrodniczych. Czy mi się uda? Zobaczymy! Ale na pewno nie żałuję, że zaryzykowałem.

 

Moje są jeszcze malutkie, ale dzięki temu może lepiej przyzwyczają się do klimatu, który w centralnej Polsce latem jest cieplejszy, ale zimą potrafi być znacznie chłodniejszy.  



Przejdźmy jednak do meritum. Mój znajomy dosyć pilnie musi się pozbyć ok. 50 sadzonek araukarii chilijskie. Śmiało można je sadzić na całym praktycznie Pomorzu, Poradzą sobie na Ziemi Lubuskiej  Dolnym Śląsku (obszary nizinne). Można próbować też na Mazowszu. Jak widać w moim ogrodzie od 2012 roku uprawa araukarii się udaje! Jedyny mankament araukarii jest tego typu, że zostału one wyhodowane przez Tatę mojego Czytelnika. Sam przywiózł nasiona z Peru, sam je hartowa, podlewał dbał o nie. Niestety, życie przynosi nam różne niespodzianki i teraz nie będzie się miał kto zająć tymi pięknymi krzewami. A może jednak znajdą się chętni? Wystarczy niewielka tabliczka upamiętniające hodowcę i fascynata Ameryki Południowej.




Osobny list pozwolę sobie wystosować do Kurnika, Poznania, Wrocławia i Wojsławic.... i może do Opola :-)

czwartek, 19 października 2017

Juka karolińska Colour Guard

W moim ogrodzie kilka dni temu pojawiła się nowa juka karolińska. To odmiana Colour Guard. Juka karolińska (Yucca filamentosa), zwana również juką nitkowatą albo po prostu ogrodową jest zimozieloną byliną, która bardzo dobrze znosi polskie warunki klimatyczne. Wg różnych źródeł odmiana ta może rosnąć w strefach mrozoodporności USDA od 6 do 10. Roślina ta pochodzi z południowej części Stanów Zjednoczonych. Lubi miejsca słoneczne, na których lepiej kwitnie. Posadzona w półcieniu może kwitnąć rzadziej i mniej obficie. Jukę karolińską sadzimy w glebie przepuszczalnej i piaszczysto-próchniczej, bogatej w wapń i lekko zasadowej. W okresie letnim wymaga regularnego podlewania i cotygodniowego nawożenia. Stare liście, rosnące w dolnej części rozety możemy przycinać. Nada to naszej juce szczególnie egzotycznego wyglądu.


Liście juki karolińskiej Colour Guard są sztywne, na brzegach zielone, podczas gdy środek liścia jest wyraźnie żółty. Mogą osiągać długość ponad 60 cm. Ułożone są w rozety. Juka karolińska na ogół nie tworzy pnia i jej liście rozłożone są przy samej ziemi. Juka karolińska przepięknie kwitnie. Jej kwiat wyrasta na pojedynczym pędzie o długości nawet do 2 metrów, z czego prawie połowa tego odcinka to charakterystyczne dzwonkowate kwiaty zgromadzone w wiechę. Są one koloru białego lub kremowego. Kwitnienie przypada na przełom czerwca i lipca i trwa czasami aż do sierpnia. Po przekwitnięciu roślina może zamierać, ale od korzeni wyrosną nowe juki tworząc zwartą kępę. W kolejnych latach one też zakwitną. Jukę karolińską najlepiej rozmnażać poprzez podział bulwiastych korzeni, przypominających kłącza.


Jutro czeka mnie kolejne grabienie liści i czyszczenie oczka wodnego. A tymczasem w kuchni kwitną jeszcze lilie. Mają wspaniały kolor kwiatów.


Serdecznie zapraszam do codziennej lektury bloga!

sobota, 14 października 2017

Bluszcz 5 - zakończenie cyklu

Bluszcze to jak wiecie moje ulubione pnącza zimozielone. Dlatego co jakiś czas poświęcam im sporo miejsca na blogu. Latem tego roku zagościł tu cykl poświęcony tym pięknym roślinom. Dziś nadszedł dzień kiedy tegoroczny cykl o bluszczach należy zakończyć. W ostatnim odcinku pokażę Wam kilka ciekawych, zarówno tych znanych mi, jak i anonimowych (dla mnie) odmian bluszczy. A co było wcześniej? 

Część 1: TUTAJ
Część 2: TU  
Część 3: TUTAJ
Część 4: TU TEŻ
Część 5: I TU
Część 6: TU TEŻ
Część 7: TUTAJ

Zacznijmy od bluszczu kolchidzkiego. Ten ciemny po lewej stronie to odmiana Dentata, ale inna od tych, które prezentowałem wcześniej. Ten egzemplarz przywiozłem z Rogowa. Ciekaw jestem jak będzie rósł. Po jego prawej stronie widać bluszcz kolchidzki Sulphur Heart.


A to już Sulphur Heart w wersji krzewiastej. Przywieziony znad morza... Bałtyckiego.


A to już bluszcz wyprostowany (hedera Helix Erecta). 


No i Ice Cream, o którm pisałem wcześniej. 


A ti już bluszcze, których nie rozpoznałem. Może Wy coś znacie?


Uwielbiam bluszcze. Są cudnie zimozielone. I Wam też bardzo je polecam.

Serdecznie zapraszam do codziennej lektury bloga!

piątek, 13 października 2017

Nowe kwiaty cebulowe i jesienne barwy w ogrodzie

Ostatnio mam sporo pracy w ogrodzie. Przesadzałem część roślin, dosadzałem nowe. Na okrągło grabię liście, które zaczynają coraz szybciej spadać. Oczywiście póki co oczyszczam z nich tylko trawnik i oczko wodne. Z kory sosnowej uprzątnę je kiedy wszystkie już spadną. Ostatnio dodałem sobie jeszcze pracy. Będąc na lokalnym targowisku oraz w sklepie, którego logo to robak zjadający mszyce nakupowałem mnóstwo cebul różnych wiosennych kwiatów.


Do tego miałem zadoniczkowane cebule tych kwiatów, które wiosną stały na schodach.


Wczoraj postanowiłem je wszystkie posadzić. Najpierw porozkładałem sobie doniczki i opakowania z cebulkami. Przejrzałem też zdjęcia z wiosny, żeby sprawdzić gdzie rosną posadzone ubiegłej jesieni cebulki. Niestety na wiosnę ich nie wyjmowałem. Efekt tego jest taki, że niektóre rośliny są już całkiem spore.


Cebule znalazły się w kąciku, gdzie już od roku rosną inne wiosenne kwiaty cebulowe. Obszar ten ograniczają sośnica japońska, dwie magnolie Grandiflora (o nich wkrótce przeczytacie na blogu) oraz różanecznik Wilsonii Gartendirektor Glocker (nazwę odnalazłem dzięki koleżance - dzięki Iza). 


Wczorajsza pogoda zachęcała też do innych prac ogrodowych. Poniższa mapa temperatur pochodzi ze strony internetowej www.wetterzentrale.de


Po roku życia w doniczkach swoje nowe miejsce wreszcie znalazły zimozielone turzyce (carex evergold). A to dlatego, że  wysadziłem stąd kalinę praską, a na jej miejsce posadziłem wyhodowany samodzielnie bluszcz krzewiasty. No i znalazło się też miejsce dla turzyc.


A jak już tak sobie troszkę popracowałem, to postanowiłem odpocząć i zrobić trochę zdjęć ogrodu i roślin. Z dnia na dzień wyglądają one inaczej.

Hosty powoli odchodzą w zapomnienie. Dadzą o sobie znać za mniej więcej 4-5 miesięcy.


Pamiętacie mój miłorząb? Rósł przy altance, ale miał tam za ciemno. No i za mało miejsca. Paręnaście dni temu przesadziłem go za ogrodzenie. Będę go przycinał, żeby za bardzo się nie rozrósł. Obok niego rośnie piękna kalina (obecnie już prawie czerwona) oraz dwie trzmieliny półzimozielone. 


Tulipanowiec z dnia na dzień zmienia swoje kolory.


Klon japoński Dissectum gubi już listki. 


Dęby mimo ataków mączniaka zaczynają coraz ładniej się przebarwiać.


A wszystkiemu przygląda się Dyzio. Z niezmąconym spokojem obserwuje to, co robię w ogrodzie i co się dzieje dookoła niego. 


Serdecznie zapraszam do codziennej lektury bloga!