Partnerem bloga jest Szkółka roślin ozdobnych i owocowych

w Janczewicach, ul. Jedności 114

Pn-Pt: 07.30 - 16.00

So: 08.00 - 16.00

Nd: nieczynne

Tel. 605 490 480

środa, 30 listopada 2016

Ostrokrzew kolczasty Amber

Pogoda za oknami nie sprzyja spacerom czy robieniu zdjęć w ogrodzie. Ale to nie powód, żeby nie pisać o liściastych roślinach zimozielonych, które są moim hobby. Dlatego też dziś zapraszam na kolejny artykuł z cyklu poświęconego ostrokrzewom rosnącym w moim ogrodzie. We wcześniejszych artykułach opisałem już ostrokrzew crenata Dwarf Pagoda, ostrokrzewy meserveae Blue Princess i Blue Prince, ostrokrzewy kolczaste: Argentea Marginata, Silver Queen, Silver van Tol oraz Myrtifolia. Naszym dzisiejszym bohaterem będzie kolejna odmiana ostrokrzewu kolczastego: Amber (Ilex aquifolium Amber). Ten zimozielony krzew liściasty dosyć trudno kupić w naszym kraju. A szkoda, bo jest wyjątkowo ozdobny.


W klimacie środkowej Polski odmiana ta może w sprzyjających warunkach dorastać do wysokości 1.5 - 2 metrów. Amber, czyli bursztyn początkowo rośnie dość powoli, ok. 5-10 cm rocznie. Kilkuletnie krzewy mogą przyrastać o ok. 15 cm rocznie. Jego wysokość i szerokość można ograniczać poprzez cięcie, które przeprowadzamy wiosną po ustąpieniu ostatnich porannych przymrozków. Dosyć gęsty, rośnie w formie piramidalnej i często ma wzniesiony pokrój.

W moim ogrodzie rosną dwa krzewy tej odmiany. Posadziłem je jesienią 2015 roku. Ostrokrzew Amber na ogół tworzy wiele odnóg piennych. Należy podkreślić, że pięknie prezentuje się jako pojedynczo rosnący krzew, niezależnie od tego czy jest formowany czy też nie.

Liście tej odmiany ostrokrzewu kolczastego są ciemnozielone, podłużne i błyszczące. Co ciekawe większość z nich nie posiada charakterystycznych dla ostrokrzewów kłójących ząbków. Tylko niektóre mogą mieć od jednego do kilku ząbków na obrzeżu liścia. Kwitnienie przypada na okres wiosenny. Kwiaty są białe i dosyć niepozorne. Jest to odmiana żeńska potrzebuje więc krzewów odmiany męskiej żeby owocować. 


Amber wytrzymuje spadki temperatur do ok. -25 stopni. Starsze rośliny zniosą krótkotrwałe spadki temperatur do ok. -28 stopni C.

Podobnie jak inne odmiany ostrokrzewu kolczastego Amber w łagodniejszym klimacie lubi miejsca słoneczne. W warunkach środkowej Polski lepiej posadzić go w miejscu półcienistym, z dużą ilością światła rozproszonego. W chłodniejszych rejonach kraju krzewy te lepiej sadzić w miejscach osłoniętych od mroźnych i wysuszających wiatrów.


Ostrokrzewy tej odmiany preferują lekko kwaśną, żyzną, wilgotną ale dobrze przepuszczalną glebę. Podobnie jak w przypadku innych liściastych roślin zimozielonych ściółkowanie np. korą sosnową chroni system korzeniowy rośliny przed nadmiernym przesuszeniem oraz przed zmarznięciem. Wymaga regularnego, ale niezbyt obfitego podlewania. Już wkrótce na blogu zagoszczą kolejne odmiany ostrokrzewów rosnących w moim ogrodzie. A jeszcze trochę ich jest! 

Serdecznie zapraszam do codziennej lektury bloga!

wtorek, 29 listopada 2016

Oddech zimy

W kalendarzu wciąż jeszcze mamy jesień, ale aura powoli zmienia się na zimową. W nocy z niedzieli na poniedziałek w mojej okolicy spadł śnieg. Rano były -2 stopnie i taka temperatura utrzymywała się mniej więcej do południa. Potem, w ciągu dnia podskoczyła lekko powyżej zera i śnieg zaczął powoli topnieć. Popołudniu znów chwycił lekki mrozek, dzięki czemu biały puch nie zniknął do końca. Na kolejne dni prognozowane są opady śniegu i śniegu z deszczem. W połączeniu z ujemnymi temperaturami, które będą pojawiać się nocą oznacza to ślizgawkę i trudne warunki zarówno dla pieszych jak i dla kierowców.  Pod koniec tygodnia prawdopodobnie słupek rtęci w wielu miejscach kraju nie wzrośnie powyżej magicznej granicy 0 stopni C i w części Polski zagoszczą zimowe,  białe klimaty. 

Dziś Zimozielony ogród lekko się zabielił. Zapraszam na spacer po ogrodzie tkniętym oddechem zimy.

 

Ostatnio utrzymywały się dodatnie temperatury. Granit, z którego zrobione są ścieżki i obrzeża trawnika trzyma ciepło. Dlatego też śnieg na kostce rozpuścił się prawie natychmiast. 


Woda w oczku jeszcze nie zamarzła, ale w poniedziałkowy wieczór zauważyłem, że powoli zaczynała pojawiać się tafla lodu.  Pewnie dziś popołudniu lub jutro będę musiał wyjąć z oczka pompę z fontanną i filtr. W ich miejsce pojawi się sztuczny przerębel z grzałką i napowietrzaczem. 


Trzmieliny i rośliny w kąciku japońskim przebijają przez śnieg swoją zieleń.


Biały puch spadł także na dynie...


... oraz na kapusty ozdobne. 

Jeszcze trochę i na schodach zostaną tylko wrzosy i lampiony na tealight-y. No i oczywiście świerki Conica, które rosną od lat w donicach mrozoodpornych. Świerki pomimo regularnego przycinania są coraz większe. Coś czuję, że w przyszłym roku będę musiał pomyśleć o zmianie roślin. Ale tym będę się martwił dopiero wiosną.


A już jutro zapraszam na kolejny artykuł z cyklu, w którym opisuję różne gatunki i odmiany ostrokrzewów rosnących w moim ogrodzie.

Serdecznie zapraszam do codziennej lektury bloga!

poniedziałek, 28 listopada 2016

Dyzio - 3 lata

Dziś napiszę o domowniku, który pojawił się w moim domu 3 lata temu. To mój kot - Dyzio. Teraz żyje sobie jak król, ale kiedyś jego byt był poważnie zagrożony. Przypomnę Wam w skrócie jego historię.


W październiku 2013 roku na kompostowniku u moich rodziców zaczął buszować malutki kociak. Biedaczek był sam. Nie wiadomo czy jego kocia mama go porzuciła, czy może on jej gdzieś zginął. Może ktoś go wyrzucił z samochodu, albo kocicę ktoś lub coś zabiło. W każdym razie maluszek był strasznie zdziczały. Bał się ludzi i na widok człowieka uciekał gdzie pieprz rośnie. Mój tata postanowił go dokarmiać. Po pewnym czasie kociak przyzwyczaił się do niego, a ponieważ zaczęło robić się zimno ojciec skonstruował mu ze styropianu cieplutki domek, w którym kotek mógł sobie spać. Do domu póki co nie chciał wejść. Często obserwowałem to czarno - brązowe maleństwo przez okno, jak buszowało po ogrodzie rodziców. Było mi go strasznie szkoda i postanowiłem go "zsocjalizować" i zabrać do domu.


Początki były trudne. Kociak był zdziczały i cały czas bał się ludzi. Proces przyzwyczajania kota do mnie rozpocząłem od przeniesienia jego budki oraz miski na moje schody wejściowe do domu. Zacząłem go dokarmiać. Początkowo uciekał, ale jak skonstruowałem mu najprostszą zabawkę dla kota, czyli papier na nitce, zaczął się ze mną bawić. Po zaledwie kilku dniach kotek dał mi się wziąć na ręce. Postanowiłem, że zanim zabiorę go do domu to go odrobaczę i usunę ewentualne robale, które mogły żyć na jego skórze. Zrobiłem to w ciągu 3 dni. Kot wciąż niepewnie wchodził za swoją zabawką do przedpokoju, ale niestety szybko uciekał. Nie czuł się pewnie w mieszkaniu! W sobotę 23 listopada 2013 kotek po raz pierwszy był przez dłuższy czas w moim domu. Biegał po nim, wszystko wąchał i zaglądał w każdy kąt. Dodam, że już w sobotę kupiłem mu kuwetę i żwirek i postawiłem ją w toalecie.


No i w niedzielę 24 listopada 2013 roku stało się! Po powrocie z kina, a było to tuż po 17.00 zabrałem kotka znów do domu. Nie wiedziałem wtedy jeszcze, że zostanie na noc. Pierwsze kroki skierowałem (z nim na rękach) do toalety. Wsadziłem go do kuwety i pokazałem mu żwirek oraz pogrzebałem w nim ręką. Kot później znów biegał po domu. Skakał na kanapę i bawił się papierem na nitce. Potem ku mojemu zdziwieniu pomaszerował do toalety (drzwi zostawiłem lekko uchylone) i po raz pierwszy się do niej załatwił! Na szczęście tak mu zostało do tej pory. Potem poszło jak po sznurku... Przyniosłem do domu jego miseczkę i talerzyk i postanowiłem, ze zostanie na noc. Rano wstałem z duszą na ramieniu, na szczęście kotek nic nie napsocił. Jedyne co zdziałał to uzupełnienie kuwety. Ale to było akurat na duży plus dla kota... no i dla mnie oczywiście. Po dwóch dniach przyjechały drapak, transporter i pierwsze legowisko. Teraz ma już 3 legowiska, ale chętnie śpi na biurku, kanapie, fotelu, narożniku i oczywiście w łóżku. Moim łóżku!

Dyzio polubił dom. Do dziś fascynuje go drukarka! A jak był mały to nie mógł się nadziwić, że w monitorze jest jego zdjęcie.


Dyzio polubił tez ogród. Codziennie w nim buszuje. Ale odwiedza też ogrody sąsiadów, gdzie walczy z innymi kotami. Póki co wychodzi z tych pojedynków zwycięsko.
Kot czasami zachowuje się jak piesek. Chodzi za mną krok w krok po ogrodzie.


Polubił też rośliny. Na szczęście nie dosłownie.


Teraz to już wielki i rozpieszczone kocisko. Na śniadanie zjada ok. 10 dkg przemrożonego wcześniej mięsa. To chuda wołowina zmieszana z piersią kurczaka. Oczywiście wszystko pokrojone w drobną kostkę. Obiad to pół saszetki mokrej karmy, pół kociej kiełbaski i 10 odkłaczaków. A na kolację sucha karma z kocimi przysmakami: serowymi, wołowymi itp. 


Nigdy nie myślałem, że będę mieć kota. 3 lata temu moje życie bardzo się zmieniło. Muszę jednak przyznać, że Dyzio to bardzo fajny zwierzak.

Serdecznie zapraszam do codziennej lektury bloga!

niedziela, 27 listopada 2016

Listopadowy spacer

Okolica, w której mieszkam pełna jest zieleni. To w zasadzie las, w którym poprowadzono ulice i zbudowano domy. Fragment miasta Brwinowa, gdzie mieszkam, oraz znajdująca się po drugiej stronie ulicy Podkowa Leśna położone są w takim właśnie otoczeniu. 

Wczorajsza pogoda zachęcała do spacerów. Co prawda nie było zbyt ciepło bo tylko 7 stopni, ale za to przez cały dzień świeciło słońce. Chwyciłem więc aparat i poszedłem przejść się po okolicy. Zapraszam do obejrzenia zdjęć, które zrobiłem podczas przechadzki.


Jak wiecie uwielbiam bluszcze. A w okolicy rośnie ich bardzo dużo. Nie mogę się już doczekać kiedy bluszcze w moim ogrodzie obrosną drzewa, przy których je posadziłem.


Pogranicze Brwinowa i Podkowy Leśnej obfituje w takie drzewa jak brzozy, sosny, świerki i dęby.


Brwinów położony jest w powiecie pruszkowskim na szlaku dawnej Kolei Warszawsko-Wiedeńskiej. Miasto wraz z gminą ma ok. 25 000 mieszkańców. Pierwsze wzmianki o Brwinowie pochodzą z 1406 roku. Przez wieki była to niewielka wieś, ale od 1845 roku, gdy przez Brwinów przejechał pierwszy pociąg nastąpił rozwój miejscowości. W latach międzywojennych mieszkała tu całkiem spora społeczność żydowska. Prawa miejskie Brwinów zyskał dopiero po II Wojnie Światowej, w 1950 roku.


Podkowa Leśna to bardzo małe miasteczko. Mieszka tu niecałe 4000 osób. Jest znacznie młodsza od Brwinowa. Powstała w 1925 roku, w czasie budowy pierwszej w Polsce zelektryfikowanej linii kolejowej - Elektrycznej Kolei Dojazdowej (EKD). Po wojnie zmieniono jej nazwę na WKD - Warszawska Kolej Dojazdowa. Dziś kolejka (tak ją nazywamy) to jedna z najnowocześniejszych linii w Polsce.


Podkowa jest Miastem - Ogrodem. Cały jej obszar podlega ochronie Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków i Przyrody. Co ciekawe pomiędzy oboma miastami nie ma typowej granicy. Dzieli je ulica Wiewiórek. Domy po jednej stronie należą do Podkowy, a po drugiej do Brwinowa. Co ciekawe pomimo tego, że miejscowości tworzą zwarty układ urbanistyczny Brwinów leży w powiecie pruszkowskim, a Podkowa Leśna w powiecie grodziskim.


I to już koniec spaceru po przedmieściach naszej stolicy. Podkowa i Brwinów są bardzo pięknymi miastami. Dlatego też każdej z miejscowości poświęcę odrębny post. Osobny artykuł napiszę też o kolejce WKD. 

Serdecznie zapraszam do codziennej lektury bloga!

sobota, 26 listopada 2016

Jesienne porządki - zakończenie

Druga połowa listopada upłynęła mi pod znakiem rehabilitacji i... porządków w ogrodzie. Pogoda czasem dopisywała, czasami jednak wręcz przeszkadzała w działaniu. Grabienie liści, sprzątanie oczka wodnego i jego otoczenia, wysypywanie kamieni i kory, nowe obrzeża, dokończenie różnych prac związanych z aranżacją nowo powstałych zakątków ogrodowych... Sporo tego było. Ale wczoraj udało mi się wszystko skończyć! Rozplantowałem ostatnie worki kory sosnowej i.. Koniec! No i radość z tego, że wreszcie jest czysto, a ogród zyskał nowy blask. 


Dziś pogoda była wręcz rewelacyjna. Słońce od rana przygrzewało, a temperatura wczesnym popołudniem wzrosła do 8 stopni. Po dwóch ostatnich mglistych i zimnych dniach to prawdziwa rewelacja! 

Zapraszam na słoneczny spacer po ogrodzie!

Oczko wodne i kamienie je otaczające wyczyściłem z liści. Warto wspomnieć, że nad oczkiem w październiku rozpiąłem siatkę, która zatrzymała opadające liście dębów. Dzięki temu po jej zdjęciu łatwiej mi było zadbać o czystość oczka.



W tym roku stworzyłem nową rabatę łączącą północną część oczka wodnego, tzw. egzotyczny zakątek, z fragmentem ogrodu, w którym rosną zimozielone ostrokrzewy. Dzięki takiem założeniu ogród został podzielony na część wschodnią i zachodnią. 

Egzotyczny zakątek zyskał nowe kamienie otoczaki. A nowa rabata została wysypana korą sosnową. Zresztą tak jak inne części ogrodu, w których nie ma trawnika.


Poniżej widać zachodnią część Zimozielonego ogrodu. Na pierwszym planie ostrokrzewy. W centralnej części zdjęcia po prawej stronie trawnika widoczna jest stranwesja Davidii, którą przesadziłem w to miejsce na początku jesieni.


A to widok od strony południowej. To część ostrokrzewów oraz skimia japońska, którą widać w środkowej części zdjęcia. Po lewej stronie za dębem rośnie bluszcz krzewiasty. 


Tak wygląda ten bluszcz w zbliżeniu. Obok niego rosną różne odmiany barwinków.


To już południowa część ogrodu. Aukuby japońskie Crotonifolia otoczone są kołem z bukszpanów. Półkolem otaczają je bluszcze płożące, które w przyszłym roku zastąpię bluszczami krzewiastymi. Miałem to już zrobić w tym roku, ale jakoś nie wyszło. Przed nimi rośnie aukuba japońska Dentata (zielona) oraz dwa pierisy japońskie odmiany Little Heath.


Wejście z ulicy też odzyskało swój blask. Dominują tu bukszpany, za nimi po lewej stronie widać laurowiśnię wschodnią Herbergii, W środku, lekko po prawo w słońcu ogrzewają się inne z moich bluszczy krzewiastych.


Wejścia do ogrodu strzeże bluszcz pospolity Woerneri, który pięknie nie się po pergoli.


A to już zachodnia część ogrodu. Tu też rosną ostrokrzewy. Ale są też laurowiśnie, pierisy japońskie, trzmieliny, berberysy, kalmie oraz kiścień. 


Kącik japoński też znajduje się w zachodniej części ogrodu. Oprócz różaneczników są tu pierisy japońskie, skimie japońskie, trzmieliny oraz bluszcze algierskie.


Na zakończenie jeszcze widok ogrodu z balkonu. Na tych zdjęciach najlepiej widać skalę porządków i zmian, jakie zaszły w ostatnim czasie w ogrodzie. 

Poniżej część północna, wschodnia (prawa górna część zdjęcia) i zachodnia (lewa dolna część).


To fragment południowo wschodni. 


A to widok na stronę południową. 


I jeszcze oczko wodne.


Jesień to okres, w którym mam wyjątkowo dużo pracy w ogrodzie. Nie przepadam za grabienie, ale widok czystego, posprzątanego i zadbanego ogrodu wynagradza wszystkie niedogodności. 

A jak Wam podoba się jesienny Zimozielony ogród?

Serdecznie zapraszam do codziennej lektury bloga!

piątek, 25 listopada 2016

Magnolia grandiflora Edith Bogue - kolejne podejście

Wiele lat temu zafascynowały mnie liściaste krzewy zimozielone. W moim ogrodzie z roku na rok przybywa różnych gatunków i odmian tych roślin. Kilka lat temu dowiedziałem się, że istnieją zimozielone magnolie. Człowiek uczy się całe życie! Jakież było moje zdziwienie gdy odkryłem, że rosną one w miejscach o klimacie porównywalnym do tego, jaki panuje w środkowej Polsce. Postanowiłem spróbować uprawy jednej z najbardziej odpornych na mrozy odmian magnolii wielkokwiatowej - Edith Bogue. I tu zaczęły się problemy. Okazało się, że w Polsce bardzo trudno kupić jej sadzonki, a jak już są to ich cena przyprawia o zawrót głowy. Na szczęście jest internet. W Czechach znalazłem ładne sadzonki w dobrej cenie. Magnolia wraz z kilkoma innymi roślinami kupionymi przy tzw. okazji jechała do mnie z Pragi przez tydzień. Na szczęście została dobrze zapakowana i zabezpieczona na czas podróży. Na początku lipca 2013 roku rosła już w moim ogrodzie. Latem 2014 roku zakwitła. Miała co prawda tylko jeden kwiat ale za to jaki piękny!


Zimowała be problemów. Co prawda zimy z sezonów 2013/2014, 2014/2015 i 2015/2016 nie były zbyt mroźne ale zdarzały się dni i noce z temperaturami poniżej -20 stopni C. I to bez śniegu!

Odmiana ta została wyselekcjonowana w USA w stanie New Jersey. Jej odkrycia dokonała mieszkanka tego stanu Pani Edith Bogue (stąd nazwa). Pewnej zimy gdy temperatura spadła poniżej –30 stopni C prawie wszystkie magnolie zimozielone wymarzły. Ta jedna jedyna przetrwała siarczyste mrozy bez większych uszkodzeń.

Wiosną tego roku magnolia miała się znakomicie.  Niestety, w maju na liściach pojawiły się brunatno-brązowe plamy. Gdy wróciłem z Italii magnolia była już w fatalnym stanie.Najprawdopodobniej jakiś szkodnik lub gryzoń zjadł jej korzenie. Krzew wyciągnąłem z ziemi tak jakbym wyjmował patyk. Przy łodydze widać było ślady nadgryzienia. Inna możliwa przyczyna obumarcia krzewu to jakaś choroba grzybowa... Bardzo było mi jej szkoda.


Ale po wakacjach dzięki pomocy zaprzyjaźnionych miłośników zieleni udało mi się znaleźć w Polsce dosyć tanie i ładne sadzonki tej samej odmiany. Co więcej, kupiłem tez jeszcze inną odmianę magnolii wielkokwiatowej, ale o niej napiszę osobny post. Tak moja nowa "Edytka" prezentuje się w ogrodzie.


Magnolia wielkokwiatowa Edith Bogue jest zimozielonym krzewem liściastym, dorastającym do wysokości nawet 5 – 8 metrów, przy szerokości ok. 3 – 4 m. W naszym klimacie raczej takich rozmiarów nie osiągnie, ale w dobrych warunkach dorosła roślina powinna mieć ok. 3-4 metry wysokości. Ma wzniesiony pokrój i rośnie stosunkowo szybko.


Różne strony internetowe podają, że uprawa odmiany „Edith Bogue” możliwa jest w strefach USDA od 9 do 6a. Wytrzymuje spadki temperatur do –30 stopni C, lecz młode rośliny lepiej zabezpieczyć agrowłókniną gdy temperatura spadnie poniżej –20 stopni C.
Więcej o tej magnolii można przeczytać TUTAJ

Ciekaw jestem jak krzew poradzi sobie w moim ogrodzie. I na pewno o tym napiszę.

Serdecznie zapraszam do codziennej lektury bloga!