Partnerem bloga jest Szkółka roślin ozdobnych i owocowych

w Janczewicach, ul. Jedności 114

Pn - Pt: 07.30 - 18.00

Sobota: 08.00 - 17.00

Niedziela: 09.00 - 15.00

Tel. 601 424 894

sobota, 19 sierpnia 2017

Porządki i nowe rośliny w ogrodzie

Punktualnie o 13.30 zaczął padać u mnie deszcz. I niech pada, bo od ładnych paru dni nie spadła tu z nieba nawet kropla wody. Co prawda wcześniejsze ulewy nasączyły porządnie ziemię, ale że gleba u mnie przepuszczalna to i szybko przesycha. Wysychaniu służyły też temperatury. Wczoraj było ponad 33 stopnie, wcześniej 30-stka też panowała na termometrach. Ostatnie trzy dni spędziłem w ogrodzie. Po powrocie znad morza musiałem zrobić trochę porządków. Tym bardziej, że przed moim wyjazdem albo nie miałem na to czasu albo nie pozwalała na to pogoda. W środę zająłem się trawnikiem. Murawa nie widziała kosiarki przez ponad tydzień. Niezbędne było też podlanie wszystkich krzewów. No i oczywiście trawnika.


Dyzio, który wyraźnie sięza mną stęsknił nie odstępował mnie na krok w ogrodzie. 


Pogoda sprzyjała porządkom. Szczególnie w godzinach południowych i wczesnopopołudniowych, kiedy ogród o tej porze roku jest zacieniony. 


Porządków domagał się także kącik, w którym rosną różaneczniki, pierisy  i bluszcze algierskie. To jedno z niewielu miejsc, gdzie poza trawnikiem nie ma kory sosnowej. Mimo tego, że dookoła roślin zrobiłem wały zapobiegające rozlewaniu się wody podczas podlewania po całym terenie, to jednak nawet w tych suchych miejscach pojawiają się chwasty. Musiałem je powyrywać i zgrabić stare liście opadające z różaneczników. 


Podobnie jest przy wejściu do ogrodu z ulicy. Tu także nie ma kory. Za to jest znacznie więcej igieł sosnowych. No i liści z dębów. 


Obwódka przy oczku wodnym nie tylko podkreśla urok rosnących tu roślin, ale także znacząco ułatwia koszenie trawnika w tym miejscu no i zapobiega przerastaniu trawy pomiędzy kamieniami. 


Wiele roślin w ciągu ostatnich kilkunastu dni bardzo urosło. Prym wśród nich wiodą trzmieliny. Wczoraj musiałem je porządnie przyciąć. I to zarówno te, które rosną przy oczku wodnym jak i te, które zarosły skarpy przy schodach wejściowych do domu.  


Wczesnym wieczorem trzmieliny wyglądały już tak jak należy. Albo tak jak mi się podoba, czyli równo przycięte i uformowane. 


We czwartek nieco nadwerężyłem sobie kolana i kręgosłup. Pół dnia spędziłem na klęczkach lub w pozycji pochylonej. Wyrywałem drobne chwasty spomiędzy rośłin rosnących w miejscach gdzie wyłożona jest agrowłóknina i wysypana kora sosnowa. Niestety nawet tutaj na korze potrafią wyrosnąć jakieś mniej lub bardziej pożądane roślinki. 


Wśród pędów golterii rozesłanej porozrastały się fiołki leśne. Zresztą w innych miejscach też jest ich mnóstwo. Dlatego też, chociaż było mi ich szkoda postanowiłem powyrywać je spomiędzy golterii. Na szczęście w wielu miejscach jest od nich aż gęsto, więc wczesną wiosną na pewno ozdobią mój ogród swoimi drobnymi kwiatkami.

  
A po porządkach nadszedł czas na sadzenie nowych roślin. Do mojej kolekcji doszła przepiękna yucca gloriosa (juka wspaniała). Roślina przyjechała do mnie aż spod Opola. Zresztą juki to tylko niewielki procent roślin egzotycznych jakie można kupić u mojej znajomej Sylwii. Pełen asortyment sklepu znajdziecie TUTAJ

Sylwia, jeszcze raz dziękuję. Juka faktycznie jest wspaniała!


W ogrodzie pojawił się także kiście Curly Red oraz głowocis chiński, który początkowo rósł w innym miejscu. Na szczęście w miarę szybko zdałem sobie sprawę, że nie był to najlepszy wybór dla sporego (po kilku latach) krzewu i szybko go znów zadoniczkowałem. Kilka dni temu znalazłem dla głowocisa nowe i wg mnie lepsze miejsce. 


A dziś? Dziś czas na porządki w domu. Za oknami od ponad godziny pada tak bardzo wyczekiwany deszcz. Znacznie się ochłodziło. Ale jeśli późnym popołudniem przestanie padać to na pewno znów wyruszę do ogrodu. Tam zawsze jest co robić. 


Serdecznie zapraszam do codziennej lektury bloga!

piątek, 18 sierpnia 2017

Trochodendron araliowaty w moim ogrodzie

Wiosną mój ogród powiększył się o niewielki fragment działki, który dostałem od moich rodziców. Teren ten ma ok. 30 metrów kwadratowych. To niby niewiele, ale wystarczająco dużo, żeby zmieścić kilkanaście nowych krzewów. W ubiegłym rou pisałem Wam o moich nowych odkryciach wśród liściastych roślin zimozielonych, których uprawa możliwa jest na terenie Polski. Dziś chciałbym pokrótce przedstawić Wam jedno z moich znalezisk. To trochodendron araliowaty (trochodendron aralioides). Sadzonki tego krzewu jest bardzo trudno zdobyć, a jeśli już gdzieś się znajdą to zaporą jest ich cena. W tym roku udało mi się jednak kupić niewielką sadzonkę w szkółce przy Arboretum w Rogowie. Co ważniejsze krzaczek pochodzi z ich własnej hodowli! Tak wyglądał na początku czerwca tuż po posadzeniu.


Trochodendron się przyjął i zaczął rosnąć. Nazwa krzewu bądź niewielkiego drzewa pochodzi z łaciny i oznacza koło (trochos) i drzewo (dendron). W języku angielskim nazywany jest więc wheel tree. W języku polskim używamy łacińskiej nazwy wraz z przymiotnikiem "araliowaty".


Różne źródła podają, że można go uprawiać aż do strefy 6 wg klasyfikacji USDA. Czyli powinien wytrzymywać spadki temperatur co najmniej do ok. -24 stopni. Co ciekawe krzew ten można znaleźć m.in. w Skandynawii. O ile nie dziwi mnie jego obecność na terenach ogrzewanych przez Prąd Zatokowy (południowa i zachodnia Norwegia oraz południowa Szwecja) to już jednak uprawa trochodendrona w fińskim arboretum w Mustila może wzbusić zainteresowanie. Dodam, że arboretum to położone jest na północny wschód od Helsinek, pomiędzy miejscowościami Lahti i Kotka. Trochodendron araliowaty to zimozielony krzew liściasty, który do naszej części świata przywędrował z Dalekiego Wschodu. Jego ojczyzną je Japonia i Tajwan. W swojej ojczyźnie dorasta do nawet 9 metrów wysokości. Jednak w naszym klimacie na pewno taki nie urośnie. Ma piękne ciemno zielone liście. Rośnie na stanowiskach słonecznych i półcienistych. Jednakże w Polsce lepiej sadzić go w miejscach osłoniętych i nie narażonych na działanie wczesnowiosennych promieni słonecznych.


Wiosną trochodendrony pięknie kwitną. Kwiatostany są początkowo żółto-zielone. W czasie kwitnienia zmieniają barwy na brązowo-czerwone. Mój trochodendron zawiązał już paki kwiatowe. Bardzo jestem ciekaw jak przetrwa zimę i czy wiosną zakwitnie. Na pewno napiszę o tym na blogu.


Wciąż poszukuję ładnych sadzonek sarcococca confusa oraz bluszczu kolchidzkiego Arborescens.

A może Państwo znacie jakieś interesujące i wciąż mało znane odmiany liściastych roślin zimozielonych? Będę wdzięczny za każdą informację. Zapraszam do pozostawiania ich w komentarzach pod postem lub w wiadomościach e-mail wysyłanych na info@zimozielonyogrod.pl

Serdecznie zapraszam do codziennej lektury bloga!

czwartek, 17 sierpnia 2017

Sopot - sierpień 2017

Costa del Sol? Los Angeles? Nie, bo i po co. Mamy własne Costa del Hel i Los Sopot. I właśnie w Sopocie spędziłem kilka ostatnich dni. Odwiedziłem także Gdańsk i Gdynię, ale o tym napiszę osobne dwa posty. 

Sopot jest najmniejszym polskim miastem na prawach powiatu. Zamieszkuje tam niecałe 40 000 osób i jest on prawie dwa razy mniejszy od podwarszawskiego Pruszkowa. Nie ma jednak co porównywać tych dwóch miast. Sopot to perła w naszej koronie. I chociaż prawa miejskie nabył dopiero na początku ubiegłego wieku to pierwsze wzmianki o osadnictwie w tym rejonie pochodzą z VIII wieku. Wtedy stał tu gród, którego rekonstrukcję możemy podziwiać w sopockim Grodzisku. Pierwszy dom letniskowy zbudowano tu pod koniec XVIII wieku, a już w 1819 Karol Wegner wybudował w Sopocie pierwsze kąpielisko morskie. Rozwój uzdrowiska ruszył po otwarciu połączenia kolejowego z Berlinem (1870). Linia wiodła z Gdańska, przez Sopot, Słupsk i Koszalin do stolicy Zjednoczonych Niemiec. 


A z czego jeszcze słynie Sopot? Tego chyba nie muszę nikomu mówić. To oczywiście najdłuższe w Europie drewniane molo! To obowiązkowy punkt programu w trakcie zwiedzania miasta. Mnie też nie mogło tam zabraknąć.


Przy molo cumuje Statek Piratów, którym można popłynąć w malowniczy rejs po Zatoce Gdańskiej. 


Z sopockiego molo można podziwiać także wspaniałe zachody słońca. 


Opera Leśna i Krzywy Domek to kolejne atrakcje tego miasta. Ten ostatni, położony jest przy tzw. Monciaku (ul. Bohaterów Monte Cassino). na ulicy tej życie tętni całą dobę. I to nie tylko w sezonie wakacyjnym. Możecie się śmiać, ale nie ma nic lepszego na świecie niż pyszny kebab na Monciaku o piątej rano, kiedy wstaje już słońce. 


Nie byłbym sobą gdybym nie zwrócił uwagi na tutejszą florę. Tuż przy wejściu na molo rosną palmy. Są to, o ile się nie mylę szostkowce i wygląda na to, że zimowały w gruncie.


Sopot tonie w zieleni. Nie brak tu różnego rodzaju liściastych krzewów zimozielonych. Królują oczywiście różaneczniki, bluszcze i ostrokrzewy. 


W mieście jest sporo parków, ten z poniższego zdjęcia rozciąga się wzdłuż Potoku Elizy. Tuż obok znajdziemy wspaniały budynek sopockiego magistratu (powyżej).


Rosną w nim ciekawe okazy drzew. 


W całym mieście rosną wspaniałe okazy przepięknych hortensji ogrodowych, bukietowych czy pnących. Ich wspaniałe kwaity pięknie komponują się np. z zimozielonym berberysem Julianae. 


Po wielu ogrodzeniach dumnie pną się trzmieliny. 


Urzekły mnie także kwitnące tu jeszcze wiciokrzewy. 


Spacery są ważne, ale nie ma to jak błogie leniuchowanie na plaży. Czego i Wam serdecznie życzę!


Zapraszam do codziennej lektury bloga!

środa, 16 sierpnia 2017

Ogród po powrocie z Trójmiasta

Jak wiecie długi weekend spędziłem w Trójmieście. Wspaniale się bawiłem, jadłem różne pyszności nie żałując sobie łakoci w postaci lodów i gofrów. A kebab o 5 rano na sopockim Monciaku smakuje najlepiej na świecie! Dość aktywnie zwiedzałam też Trójmiasto, ale o tym na pewno czytaliście w moich zajawkach na blogu. Wkrótce pojawi się tutaj kilka postów poświęconych przyrodzie nadmorskiej aglomeracji. Wczoraj wieczorem wróciłem do domu. No i oczywiście natychmiast obszedłem ogród żeby zobaczyć co się w nim zmieniło. W oczy rzucił mi się bałagan i mnóstwo żołędzi, które bombardują trawnik. 


W ciągu kilku dni z oczka wodnego wyparowało sporo wody. Do mojego "jeziorka" powpadało też sporo liści z dębów, mnóstwo różnych gałązek i oczywiście żołędzi. 


Za to kwiaty na schodach i w altance bardzo bujnie się rozrosły. To niesamowite, jak w tak krótkim czasie pojawiło się tyle nowych kwiatków i pączków. 


Bardzo urosły też trzmieliny. Znów będę musiał je przyciąć. 


Po powrocie z zakupów wziąłem się za sprzątanie. Najpierw wygrabiłem z trawnika zalegające na nim żołędzie i liście. 


Potem skosiłem trawnik. O dziwo trawa jakoś bardzo nie urosła, chociaż w niektórych miejscach naprawdę było jej sporo. 


Na kniec zabrałem się za czyszczenie oczka wodnego. Po pokonaniu piechotą wielu kilometrów wzdłuż i wszerz Sopotu, Gdańska i Gdyni, dzisiejsze sprzątanie na klęczkach nie należało do przyjemności. Ale nie miałem innego wyjścia. Oczko wymagało natychmiastowej pielęgnacji. 

Na koniec uzupełniłem niedobór wody w oczku. Aby utrzymać przejrzystość wody i zwalczyć resztki glonów użyłem specjalnych preparatów przeznaczonych do pielęgnacji oczka wodnego. 


Oczko wygląda już tak jak przed wyjazdem. Ale za kilka dni czeka mnie czyszczenie filtra i końcówki dyszy fontanny. Będzie więc wesoło bo znów zabawię się w Wodnika Szuwarka i wejdę na przymusową kąpiel do oczka. 


Dziś wieczorem czeka mnie podlewanie krzewów. Od kilku dni w mojej okolicy nie padał deszcz. A przepuszczalna gleba dosyć szybko wysycha. Jutro muszę zrobić porządki w kąciku japońskim i przy wejściu do ogrodu. 

Tymczasem serdecznie Was pozdrawiam i pędzę do ogrodu. 

Zapraszam do codziennej lektury bloga. Już jutro pojawi się tu pierwsza relacja z mojego wyjazdu do Trójmiasta.