Partnerami bloga są:

Fiskars.pl

Idealnytrawnik.pl

sobota, 22 września 2018

Trzmieliny - wszechstronne zimozielone krzewy

Od kilkunastu dni prezentuję Wam zadarniające i okrywowe zimozielone rośliny liściaste. Pisałem o barwinkach (minor i maior) oraz o runiance japońskiej i bluszczach. Dziś pora na kolejne. Tym razem zaproponuję Wam trzmieliny pnące, które mogą doskonale służyć jako zimozielony ogrodowy "dywan". I to w miejscach, gdzie wiele innych roślin, z uwagi na cień nie będzie chciało rosnąć. 


Trzmielina pnąca (Euonymus fortunei) jest zimozielonym krzewem liściastym, dorastającym do wysokości ok. 1 metra. Jako, że jest to pnącze, roślina prowadzona przy podporach może osiągać nawet kilka metrów wysokości. Rośnie w średnim tempie. Roczne przyrosty dochodzą od 10 do nawet 50 cm (zależnie od odmiany i warunków). Zimuje w gruncie bez żadnych większych problemów. W Polsce można uprawiać wiele odmian trzmieliny pnącej. Do najbardziej popularnych należą: Sunspot, Emerald Gaiety, Emerald’n Gold, Canadale Gold, Harlequin czy Silver Quuen, Coloratus czy Interbolwi. Są odporne na mróz, wiatr i śnieg. Zaleca się jednak sadzenie ich w miejscach osłoniętych, nie narażonych na działanie zimowego lub wczesnowiosennego słońca oraz mroźnych i wysuszających wiatrów. 


Krzewy te z powodzeniem mogą być używane jako rośliny okrywowe lub żywopłotowe. Doskonale zarosną tereny często niedostępne dla kosiarek, takie jak skarpy czy zagłębienia terenu. Wyjątkowo dobrze znoszą cięcie, które należy wykonać na wiosnę, po zakończeniu okresu porannych przymrozków. Najlepszą porą na to jest maj. Drugie cięcie wykonujemy w lipcu, a trzecie jesienią, ale na tyle wcześnie żeby rośliny zdążyły zagoić rany przed pierwszymi przymrozkami. Trzmielina pięknie prezentuje się jako pojedynczo rosnący krzew. Nie wymaga wtedy przycinania. Mimo braku cięcia jest krzewem dosyć gęstym. Różne strony internetowe podają, że uprawa ww. trzmielin możliwa jest w strefach USDA od 9 do 5. Liście trzmielin pnących są podłużnie eliptyczne, skórzaste i lekko błyszczące, w różnych odcieniach zieleni. Wiele odmian ma liście kilkukolorowe, zielono-żółte lub zielone białe (kremowe). Osiągają długość od 2 do 8 cm. 


Kwitną latem (lipiec). Kwiaty trzmieliny pnącej są białe i dosyć niepozorne. Pod koniec lata na krzewach pojawiają się owoce. Należy uważać, gdyż są one silnie trujące. Trzmieliny mogą rosnąć w słońcu, ale wolą miejsca cieniste lub półcieniste. W słońcu listki będą ładniej się wybarwiać, natomiast w cieniu trzmieliny będą się lepiej piąć po podporach. Preferują  wilgotną glebę próchniczą. Ściółkowanie np. korą sosnową chroni system korzeniowy roślin przed nadmiernym przesuszeniem oraz przed zmarznięciem. Wymagają regularnego, ale niezbyt obfitego podlewania. Jest to, jak mówi sama nazwa trzmielina pnąca, która w sprzyjających warunkach wspina się po drzewach, murach, kamieniach czy innych podporach przyczepiając się do nich za pomocą korzonków przybyszowych. 


Trzmieliny bardzo dobrze się ukorzeniają. Wystarczy obcięte końcówki (poniżej trzeciego liścia) wsadzić w słoik z wodą i po kilku tygodniach puszczą korzonki. Innym sposobem, który z dużym powodzeniem stosuję od kilku lat jest oprószenie ukorzeniaczem końcówek obciętych trzmielin i wsadzenie ich do doniczek z ziemią lub bezpośrednio do gleby. Jeśli zrobimy to do końca sierpnia to rośliny prawie na pewno się ukorzenią. Po kilku latach uprawy trzmielin w moim ogrodzie mogę z powodzeniem polecić je Państwu. Nadadzą one kolorytu, a zimą, gdy inne krzewy nie mają już liści, trzmieliny ozdobią nasze ogrody różnymi odcieniami zieleni i żółci.

Opisy poszczególnych odmian rosnących w moim ogrodzie znajdziecie na mojej stronie internetowej www.zimozielonyogrod.pl w zakładce "Moje rośliny".

Serdecznie zaprasza mdo codziennej lektury bloga. 

piątek, 21 września 2018

Dni storczyków w Ogrodzie botanicznym Uniwersytetu Warszawskiego

Moi drodzy! Musicie to zobaczyć! W szklarniach Ogrodu botanicznego Uniwersytetu Warszawskiego od dziś do niedzieli trwają Dni storczyków. To jedna z wielu imprez towarzyszących obchodom 200-lecia Ogrodu botanicznego UW. Dziś popołudniu miałem ogromną przyjemność odwiedzić tę wystawę połączoną z kiermaszami. Wspaniałe kwiaty, kolory, kształty... A to wszystko pięknie wplecione w egzotyczną zieleń roślin na stałe rosnących w ogrodowych szklarniach. Piękne kompozycje, przepiękne storczyki. Dodam, że kupując bilet wstępu do Ogrodu (12 PLN normalny, 6 PLN ulgowy) możecie zwiedzić zarówno ogród jak i szklarnie, gdzie na weekend zadomowiły się piękne storczyki. Jutro i w niedzielę Ogród i szklarnie czynne są w godzinach 10.00 - 18.00. Przepiękne rośliny! Zresztą sami zobaczcie!


Serdecznie zapraszam do Ogrodu botanicznego UW. Wkrótce na blogu opublikuję zdjęcia z mojego dzisiejszego spaceru po tym pięknym miejscu. Zapraszam do lektury!

Liście, żołędzie, trawnik, porządki...

W ogrodzie zaczyna się okres, którego najbardziej nie lubię. Powoli zaczynają opadać liście z drzew. I nawet nie chodzi tu o grabienie, to jestem w stanie jakoś znieść, chociaż nie znoszę tej czynności. Ale najbardziej denerwuje mnie to, że ogród wygląda brzydko. Przecież trawnika nie można codziennie grabić bo zniszczy się murawę. Niestety, kiedy kończę sprzątać, to w miejscu gdzie zaczynałem znów są liście. Brrrr, nie lubię tego. No ale cóż... Nic na to nie poradzę. Trzeba jakoś przetrwać do końca października, zebrać wszystkie liście uzupełnić korę sosnową i cieszyć się z zimozielonych roślin liściastych. Za chwilę będzie je idealnie widać, bo na innych drzewach i krzewach nie będzie już liści. 

W środę robiłem porządki na trawniku. Wygrabiłem liście i żołędzie, których w tym roku jest niezmiernie dużo. Jeszcze nigdy nie było tylu żołędzi w ogrodzie. I to pomimo tego, że jeden dąb mi ubył, a drugi jest znacznie przycięty. Ale są też jeszcze kolejne, które się rozrastają i stąd coraz więcej liści i żołędzi. W tym roku ciepła wiosna sprawiła, że generalnie dużo drzew owocuje wyjątkowo obficie.


Oto sprawcy tego bałaganu!


Nie zrażony ilością żołędzi po raz czwarty w tym sezonie wygrabiłem prawie pół worka tych owoców dębów.


W ogrodzie od razu zrobiło się schludnie i czysto. A ja oczywiście porobiłem trochę zdjęć.


Po wygrabieniu musiałem podlać trawnik. We wtorek prawie 3 godziny podlewałem krzewy. Ale w środę trawnik sam się podlewał. Zraszacz idealnie mnie zastępuje. 


Dziś skosiłem trawę. Przy okazji zebrałem kosiarką liście, które spadły od środy na murawę. To dobry sposób na ich zbieranie, ale tylko wtedy gdy nie ma ich zbyt wiele. W kulminacyjnym momencie opadania liści pozostaną mi jedynie grabie. 


Niestety, dziś wieje lekki, ciepły wiatr. Prze to zaraz po koszeniu znowu na czyściutki i równo przycięty trawnik znów spadły liście. 

Serdecznie zapraszam do codziennej lektury bloga.

czwartek, 20 września 2018

Wieczór w Ogrodzie Krasińskich

Wczoraj wczesnym wieczorem odwiedziłem stołeczny Ogród Krasińskich. Cztery lata temu przeszdł on gruntowną rewitalizację. Warto wspomnieć, że to jeden z najstarszych warszawskich terenów zielonych. Jak podaje Wikipedia Ogród Krasińskich został założony w stylu barokowym w roku 1676, jako część założenia ogrodowo-pałacowego znanego jako Pałac Krasińskich. Początkowo jego powierzchnia wynosiła 3,4 ha i do czasu założenia Ogrodu Saskiego był to największy warszawski park. Wśród obiektów architektury ogrodowej na uwagę zasługuje staw ze sztuczną kaskadą, klomb na osi pałacu czy nowoczesny plac zabaw. Podczas wczorajszego spaceru słońce chowało się już za budynkami otaczającymi Ogród. W końcu to centrum Warszawy i nie brakuje tu kamienic.


W roku 1766 ogród został udostępniony publiczności, po zakupie w 1765 przez państwo na siedzibę Komisji Skarbu Koronnego. Od tamtej pory park przechodził wiele przebudów i zmian aranżacji, z których prace z lat 1891-1895 według projektu głównego ogrodnika Warszawy Franciszka Szaniora nadały mu zachowany do dziś styl krajobrazowy. W czasie II Wojny Światowej teren parku znalazł się na zewnątrz getta, a od strony ulicy Świętojerskiej i dzisiejszej Bohaterów Getta przebiegała jego granica. Park, podobnie jak i pałac, ucierpiały w czasie Powstania Warszawskiego. Po wojnie obszar parku powiększono, włączając w granice parku m.in. tereny sąsiadujących z parkiem, a nieodbudowanych ze zniszczeń wojennych budynków. W 1965 roku ogród, wraz z bramą od dawnych Nalewek, został wpisany do rejestru zabytków. W tym samym czasie do rejestru wpisano Pałac Krasińskich i założenie architektoniczne Placu Krasińskich wraz z dwiema studniami. 


Wśród najstarszych okazów drzew w parku, pochodzących z końca XIX wieku, na uwagę zasługują m.in. miłorząb dwuklapowy, orzech czarny, leszczyna turecka czy szkrzydłorzech kaukaski. W drugiej połowie XX w. i na początku XXI w. park ulegał samoistnym procesom, które powodowały odbieganie od pierwotnej koncepcji, jednocześnie jednak zwiększały jego wartość przyrodniczą. Dzięki licznej obecności starych drzew i skupisk krzewów na początku 2. dekady XXI w. na terenie ogrodu w okresie letnim gniazdowało 27–29 gatunków ptaków, a podobna liczba gatunków zimowała. Na terenie ogrodu rośnie sporo nowych krzewów takich jak cisy, hortensje czy trzmieliny. O tych ostatnich będę wkrótce pisać, bo mogą one służyć jako rośliny zadarniające czy okrywowe. 


Ogród Krasińskich jest popularnym miejscem spacerów warszawiaków. Ogród przyciąga także wielu gości z zagranicy - jest to częste miejsce odwiedzin gości z Izraela, którzy przybywają z wizytą na dawne Nalewki. W 2011 zorganizowano konkurs na rewitalizację ogrodu. Zdecydowano się na odtworzenie koncepcji z XIX w., choć wizja ponownego ogrodzenia parku i wycinki części drzew wzbudziła kontrowersje. W 2012 odnowiono zabytkową bramę, a wiosną 2014 roku otwarto zrewitalizowany Ogród.


Serdecznie zapraszam do codziennej lektury bloga!