Partnerem bloga jest Szkółka roślin ozdobnych i owocowych

w Janczewicach, ul. Jedności 114

Pn-Pt: 07.30 - 18.00

So: 08.00 - 17.00

Nd: 09.00 - 15.00

Uwaga! 15 sierpnia szkółka czynna jest od 09.00 do 15.00

Tel. 603 133 933

poniedziałek, 22 sierpnia 2016

Bluszcz pospolity Profesor Seneta

Stali bywalcy bloga wiedzą, że od kilkunastu już lat jestem zafascynowany liściastymi roślinami zimozielonymi. Szczególnie urzekły mnie bluszcze. Tym milej jest mi zaprezentować Państwu dziś odmianę bluszczu pospolitego, która została wyselekcjonowana w Polsce przez Pana Dariusza Wyrwickiego, który jest pracownikiem Wydziału Biologii Uniwersytetu Warszawskiego i Zastępcą Kierownika Ogrodu Botanicznego UW w Alejach Ujazdowskich w Warszawie. Pnącze to otrzymało prestiżową nagrodę na targach "Zieleń to życie" w 2007 roku. 

Z dumą mogę napisać, że dwie rośliny tej odmiany rosną już w moim ogrodzie. Oczywiście spotkać cje można w wielu miejscach kraju, poniżej zdjęcia ze stołecznego Ogrodu Botanicznego UW.


A to już moje piękności.


Odmian Profesor Seneta ma dosyć spore, na ogół pięcioklapowe liście. Są one pięknie wybarwione, marmurkowe, gdzie zieleń miesza się z barwą kremową. Bluszcz ten jest dosyć odporny na mrozy i może rosnąć praktycznie na terenie całej Polski. Roczne przyrasta o ok. 100 cm, a jego docelowa wysokość to ponad 20 metrów!


Doskonale nadaje się do obsadzanie altan, ścian budynków, murów czy drzew, do których przyczepia się za pomocą korzeni przybyszowych. Sprawdzi się również jako roślina okrywowa. A ponieważ dobrze rośnie w cieniu i półcieniu zazieleni te miejsca gdzie z uwagi na niedobór światła słonecznego nie chce rosnąć trawa. Jak widać na poniższym zdjęciu bluszcz ten spodobał się również mojemu Dyziowi.


Lubi żyzne, wilgotne ale przepuszczalne lekko zasadowe podłoże. Nie wymaga przycinania, ale jeśli chcemy żeby ładnie się rozkrzewiał możemy wiosną przyciąć pędy. Obcięte gałązki można ukorzeniać dzięki czemu uzyskamy kolejne rośliny. 


Gorąco polecam tę wyjątkowo ozdobną odmianę bluszczu pospolitego.

Serdecznie zapraszam do codziennej lektury bloga!

niedziela, 21 sierpnia 2016

Prawdziwie letni weekend

Czas leci nieubłaganie szybko i mamy właśnie przedostatni weekend sierpnia. Rozpoczął się on od wspaniałej, słonecznej i bardzo ciepłej pogody. Wczoraj rano obudziło mnie bezchmurne niebo. Ciepła noc z piątku na sobotę i szybko rosnąca temperatura w dzień jest tym na co czekamy latem. Ta pora roku będzie gościć u nas jeszcze przez miesiąc. Korzystajmy więc z dobrodziejstw pogody póki jeszcze dni są w miarę długie, a słoneczko miło dogrzewa.


Mój czarno-brunatny Dyzio też korzysta z ładnej pogody.


Rankiem były 24 stopnie, ale w ciągu dnia słupki rtęci wzrosły wczoraj do 32. Mimo tego nie było duszno a lekki wiaterek powodował, że odczucie ciepła było wyjątkowo przyjemne.  


Czyste i błękitne niebo towarzyszyło mi przez cały dzień. W taką pogodę fajnie jest wyjść do ogrodu, coś powolnie porobić, skosić trawę... Skorzystałem z takiej wspaniałej aury i jak co tydzień zrobiłem sporo porządków w ogrodzie. A wieczorem porządnie podlałem rośliny i trawnik, bo niestety znowu robi się sucho.


Dziś w mojej okolicy od rana jest bardzo ciepło. Co ciekawe nocą temperatura nie spadła poniżej 20 stopni, co jak na trzecią dekadę sierpnia jest dosyć rzadkim zjawiskiem. 


Jednak w przeciwieństwie do soboty dziś jest duszno, a na drzewach  nawet nie drgnie listek.


Niedziela tylko w części kraju jest pogodna i słoneczna. W zachodniej połowie kraju jest pochmurno i pada deszcz. Widać to na poniższej mapie pochodzącej ze strony internetowej www.sat24.com


Podobnie wygląda rozkład temperatur. Mamy południe a już jest 31 stopni. Na zachodzie Polski w strefie zachmurzenia i opadów temperatury są o kilkanaście stopni niższe. Poniżej mama temperatur z godziny 10.30 pochodząca ze strony www.wetterzentrale.de


Póki co świeci u mnie słońce ale pomiędzy drzewami widać, że od zachodu zaczyna się chmurzyć. Synoptycy prognozują deszcz na popołudnie. Jutro ma się podobno ochłodzić i też ma padać.  


Na razie jednak słońce przebija się przez gęstą ścianę z liści drzew i oświetla co poniektóre krzewy. Poniżej moja laurowiśnia Caucasica.  Roślina ma już ponad 2 metry wysokości i ciągle rośnie!


Pomimo małej ilości bezpośredniego światła słonecznego na balkonie pięknie kwitną pelargonie i surfinie. Stoją tu również kwiaty domowe wystawione na sezon na balkon. Ale o tym napiszę w innym poście.  


Serdecznie zapraszam do codziennej lektury bloga. Już jutro poznamy bliżej wspaniałą odmianę bluszczu pospolitego jakim jest Profesor Seneta, wyselekcjonowany przez polskich naukowców!

sobota, 20 sierpnia 2016

Ogród Krasińskich w Warszawie

W tym tygodniu udało mi się wpaść na krótki spacer do stołecznego Ogrodu Krasińskich. To jeden z najstarszych warszawskich terenów zielonych. Jak podaje Wikipedia Ogród Krasińskich został założony w stylu barokowym w roku 1676, jako część założenia ogrodowo-pałacowego znanego jako Pałac Krasińskich. Początkowo jego powierzchnia wynosiła 3,4 ha i do czasu założenia Ogrodu Saskiego był to największy park warszawski.


Wśród obiektów architektury ogrodowej na uwagę zasługuje staw ze sztuczną kaskadą, klomb na osi pałacu czy nowoczesny plac zabaw.


Poniżej odrestaurowana barokowa brama do Ogrodu.


 A to fontanna w południowej części Ogrodu Krasińskich.



W roku 1766 ogród został udostępniony publiczności, po zakupie w 1765 przez państwo na siedzibę Komisji Skarbu Koronnego. Od tamtej pory park przechodził wiele przebudów i zmian aranżacji, z których prace z lat 1891-1895 według projektu głównego ogrodnika Warszawy Franciszka Szaniora nadały mu zachowany do dziś styl krajobrazowy. 


W czasie II Wojny Światowej teren parku znalazł się na zewnątrz getta, a od strony ulicy Świętojerskiej i dzisiejszej Bohaterów Getta przebiegała jego granica. Park, podobnie jak i pałac, ucierpiały w czasie Powstania Warszawskiego. Po wojnie obszar parku powiększono, włączając w granice parku m.in. tereny sąsiadujących z parkiem, a nieodbudowanych ze zniszczeń wojennych budynków. W 1965 roku ogród, wraz z bramą od dawnych Nalewek, został wpisany do rejestru zabytków. W tym samym czasie do rejestru wpisano Pałac Krasińskich i założenie architektoniczne Placu Krasińskich wraz z dwiema studniami. 


Wśród najstarszych okazów drzew w parku, pochodzących z końca XIX wieku, na uwagę zasługują m.in. miłorząb dwuklapowy, orzech czarny, leszczyna turecka czy szkrzydłorzech kaukaski. Mnie zauroczyły olbrzymie kasztanowce i klony. W drugiej połowie XX w. i na początku XXI w. park ulegał samoistnym procesom, które powodowały odbieganie od pierwotnej koncepcji, jednocześnie jednak zwiększały jego wartość przyrodniczą. Dzięki licznej obecności starych drzew i skupisk krzewów na początku 2. dekady XXI w. na terenie ogrodu w okresie letnim gniazdowało 27–29 gatunków ptaków, a podobna liczba gatunków zimowała.


Ogród Krasińskich jest popularnym miejscem spacerów warszawiaków. Ogród przyciąga także wielu gości z zagranicy - jest to częste miejsce odwiedzin gości z Izraela, którzy przybywają z wizytą na dawne Nalewki. 

W 2011 zorganizowano konkurs na rewitalizację ogrodu. Zdecydowano się na odtworzenie koncepcji z XIX w., choć wizja ponownego ogrodzenia parku i wycinki części drzew wzbudziła kontrowersje. W 2012 odnowiono zabytkową bramę, a wiosną 2014 roku otwarto zrewitalizowany Ogród.

Serdecznie zapraszam do codziennej lektury bloga!

piątek, 19 sierpnia 2016

Osmanthus Goshiki - 4 lata w ogrodzie

Po kilku dniach z temperaturami rzędu 23-24 stopni dziś w moją okolicę powróciło typowe lato. Przyjemne 28 stopni i słońce sprawiły, że nawet Dyzio chętnie baraszkował w ogrodzie i towarzyszył mi w spacerze po ogrodzie. Co prawda ostatnio nie było jakoś bardzo zimno, ale brakowało mi już typowo letniej pogody z ciepłymi dniami i wieczorami.


Pogoda sprzyja tym, którzy wciąż mają wakacje bądź są na urlopach. Miło jest pospacerować po ogrodzie i po okolicy. Oglądając rośliny w moim ogrodzie postanowiłem dziś przybliżyć Państwu jeden z bardziej egzotycznych i rzadko spotykanych w naszym kraju krzewów. To osmantus Goshiki (Osmanthus heterophyllus Goshiki). Po raz pierwszy pojawił się on w moim ogrodzie w 2007 roku. Niestety zima z sezonu 2010/2011 zniszczyła roślinę. Krzew nie został porządnie podlany przed nadejściem mrozów i po prostu usechł. Szkoda, bo był już całkiem spory.

W 2012 roku postanowiłem podjąć jeszcze jedną próbę jego uprawy. W połowie maja w ogrodzie rósł już nowy, mały jeszcze wtedy osmantus.


Dziś krzew wygląda tak.


Warto dodać, że mroźna i długa zima sezonu 2012/2013 nie uszkodziła młodej rośliny. A to dlatego, że krzew został porządnie podlany przed zimą. A gdy spadł śnieg obsypałem nim całego osmantusa. Osmantus Goshiki (Osmanthus heterophyllus Goshiki) jest liściastym krzewem zimozielonym, który z wyglądu trochę przypomina ostrokrzew i niestety często jest z nim mylony. Jak już wspomniałem krzew ten jest rzadko spotykany w polskich ogrodach. A szkoda, bo jest naprawdę piękny. Jest dość odporny na mrozy, jednakże młode rośliny lepiej na zimę okryć agrowłókniną. Różne źródła podają, że może rosnąć w strefach mrozoodporności USDA od 6 do 9. Nie wolno zapomnieć o jego podlewaniu. Najbardziej szkodzi mu zimowa susza i mroźne wysuszające wiatry. 


Liście osmantusa, podobnie jak u ostrokrzewu są ząbkowane, jednakże wcięcia ząbków są głębsze, a ich końcówki znacznie bardziej kłujące niż u ostrokrzewu. Ta odmiana ma liście zielonożółte, a w miejscach półcienistych zielono-kremowe (marmurkowe). Są one dość niewielkie i rosną naprzeciwlegle. Młode listki są bordowe lub jasnobrązowe. Dwa lata temu przy oczku wodnym posadziłem drugi krzew osmantusa. Rośnie on w miejscu gdzie jest więcej światła słonecznego. Dlatego też jego listki są ładniej wybarwione. 


Osmantus powinien rosnąc w miejscu osłoniętym, w żyznej, lekko kwaśnej i przepuszczalnej glebie. Lubi słońce lub półcień. Będzie rósł również w cieniu, ale wtedy raczej nie zakwitnie i nie będzie wystarczająco gęsty. W słońcu liście się lepiej wybarwiają. Należy jednak mieć na uwadze fakt, że wczesnowiosenne słońce może poparzyć jego liście, dlatego też lepiej posadzić ten krzew w miejscu, gdzie nie będzie on na to narażony.


Już jutro zapraszam na spacer po Ogrodzie Krasińskich. Post miał być dzisiaj ale ostatecznie ogród został chwilowo wyparty przez osmantusa.

Serdecznie zapraszam do codziennej lektury bloga!

czwartek, 18 sierpnia 2016

Kolejne porządki w ogrodzie

Ogród to niekończące się pasmo pracy. Bardzo przyjemnej, ale jednak pracy. Ostatnio bardzo modne są tzw. ogrody bezobsługowe. Ale tak naprawdę takowe nie istnieją. Oczywiście, można stworzyć ogród, który nie będzie wymagał ciągłego pielenia czy podlewania. Ale zawsze będzie w nim coś do zrobienia. Nie oszukujmy się, jeśli chcemy żeby nasz ogród wyglądał atrakcyjnie, to musimy o to ciągle dbać. W moim ogrodzie, dzięki wyłożeniu wielu jego części agrowłókniną i wysypaniu ich korą rzeczywiście jest znacznie mniej pracy. Ale kora nie wszędzie może być. Są miejsca, gdzie z przyczyn praktycznych nie zastosowałem tego pokrycia gleby. Należą do nich m.in. dwa kąciki przy wejściu do ogrodu. Widoczne one są na zdjęciach poniżej.


Kory nie ma również w kąciku japońskim. Co jakiś czas muszę wyrywać stamtąd chwasty. Na szczęście nie ma ich dużo, bo wszystkie kąciki zlokalizowane są pod koronami drzew i nawet dość rzęsisty deszcz tam niestety nie dociera. Woda zostaje w koronach. No chyba, że pada przez 4-5 godzin. Przez to jest tam sucho, a rosnące w nich rośliny trzeba cały czas podlewać. Żeby woda nie rozlewała się wszędzie dookoła rośliny otoczyłem niskimi wałami z ziemi. Dzięki temu woda pozostaje przy krzewach, a w pozostałych miejscach jest sucho... i nie rosną chwasty. 



Kąciki te wymagają dosyć częstego sprzątania i poprawiania miniaturowych wałów. Cały czas spadają tam igliwie z sosen. A poza tym mój kot Dyzio chętnie rozkopuje te wały robiąc sobie z nich toaletę. W sumie to jedyne miejsca w ogrodzie gdzie kot może spokojnie się.... wiadomo co. Nieważne... W każdym razie wczoraj posprzątałem wszystkie te miejsca, wygrabiłem igliwie, wyrwałem chwasty i poprawiłem wały dookoła roślin.


Kącik japoński robi się coraz bardziej zarośnięty i we wrześniu będę musiał przesadzić część roznących w nim roślin. Na pewno wysadzę stamtąd obie skiemie japońskie (Rubella i Fragrant Cloud) oraz stranwesję Davidiana, która ma już ponad 2 metry wysokości i rośnie jak szalona!


W kąciku tym rośnie kilka różaneczników. Jakiś czas temu zauważyłem, że część liści różanecznika Catawbiense Grandiflorum zrobiła się lekko blada, a listki lekko się podwinęły. Natychmiast podlałem i opryskałem krzew środkami zwalczającymi choroby grzybowe. Niestety póki co nie widać poprawy. Sam nie wiem co to może być za choroba. Bo szkodników żadnych na nim nie zauważyłem. Przenawożony ani przelany woda też nie jest. Najprawdopodobniej będę musiał usunąć gałęzie, które zmieniły wygląd.


W ogrodzie jak zawsze coś się dzieje, ale nie tylko tu! Już jutro spacer po stołecznym Ogrodzie Krasińskich! Tam też zachodzą zmiany!

Serdecznie zapraszam do codziennej lektury bloga!

środa, 17 sierpnia 2016

Park Skaryszewski w Warszawie

Park Skaryszewski im. Ignacego Jana Paderewskiego to jeden z większych obszarów zieleni miejskiej po prawej stronie Wisły. Popiersie patrona wita nas przy wejściu do Parku od strony Ronda Waszyngtona. 


Teren położony w sąsiedztwie Stadionu Narodowego ograniczony jest Al. Waszyngtona, Al. Zieleniecką, ul. Międzynarodową i Jeziorkiem Kamionkowskim (od północy). 


Zajmuje powierzchnię 58 hektarów. Powstawał w latach 1905 - 1916. Od 1973 roku ten park krajobrazowy figuruje w rejestrze zabytków. 


Centralna aleja Parku obsadzona jest tysiącami kwiatów, wśród których dominują begonie. W głębi Parku przy tej samej alei znajdziemy kilka okazów starych i dużych cisów.


Jak przystało na park krajobrazowy w popularnym wśród warszawiaków Skaryszaku rośnie mnóstwo ciekawych i pięknych drzew. Są tu świerki, klony, modrzewie, dęby, wierzby, jesiony i wiele, wiele innych. W sumie rośnie tu ok. 280 gatunków drzew i krzewów. 

 

Obok rosarium możemy podziwiać olbrzymie magnolie. Muszę koniecznie tu przyjechać w okresie ich kwitnienia. 


W parku znajdziemy kilka ciekawych pomników i rzeźb. W centralnej jego części napotkamy na pomnik Edwarda M. House'a. Ten amerykański dyplomata i polityk był doradcą Prezydenta Wilsona. Odpowiadał m.in. za opracowanie paktu Ligi Narodów.


W rosarium napotkamy natomiast "Tancerkę".


W miejscu tym nie może oczywiście zabraknąć róż. Ich słodki zapach dochodził już z odległości wielu metrów. 


A obok rosarium możemy sobie spocząć na  designerskiej ławce. Odpoczynek umili nam zapach róż... albo książka czy dyskusja z napotkanym właśnie gościem Parku.


W jednym z zakątków Parku zauważyłem bluszcz pospolity i glicynię.


Woda jest bardzo ważnym elementem tego miejsca. W Parku Skaryszewskim od północy dominuje Jeziorko Kamionkowskie, ale są tu też Stawy Kacze oraz Staw na Kosku.


Niedaleko wejścia od strony ul. Międzynarodowej napotkamy przepiękną kaskadę.


Po Parku biegają wiewiórki. Nie boją się ludzi i podchodzą żeby dostać upragniony pokarm. Niestety na potrzeby uwiecznienia zwierzaka musiałem to rude maleństwo oszukać. Wiewiórka nie była zbyt zadowolona.


Park Skaryszewski jest wspaniałym miejscem na spędzenie wolnego czasu. Jest tu dużo zieleni, wśród której znajdziemy przepiękne okazy drzew. Jedno czego mi tu brakuje to liściaste rośliny zimozielone. Skoro są tu magnolie pochodzące z Azji to czemu brak jest różaneczników, ostrokrzewów, pierisów czy trzmielin?

Mimo tego gorąco polecam odwiedziny tego ciekawego miejsca położonego tak naprawdę w centrum miasta.

Serdecznie zapraszam do codziennej lektury bloga!