Partnerem bloga jest Szkółka roślin ozdobnych i owocowych

w Janczewicach, ul. Jedności 114

Na zakupy zapraszamy

już od 01 marca 2017!

Tel. 605 490 480

piątek, 20 stycznia 2017

Magnolia - lutowy numer

Kiedy za oknami mróz i śnieg coraz częściej tęsknimy za wiosną, jej kolorami, zielenią, ciepłem i słońcem. Pierwsze oznaki końca zimy znajdziecie w lutowym numerze Magnolii! Zapraszam do zakupu.

W tym miesiącu tematem numeru są najciekawsze ogrodowe style. Francuski, wiejski, użytkowy, romantyczny, nowoczesny, naturalistyczny a może arabski czy preriowy? Lektura powoli Wam na dokładniejsze zapoznanie się z różnymi ciekawymi założeniami ogrodowymi.


Gdy nie ma mrozów już pod koniec lutego możemy liczyć na pierwsze wiosenne kwiaty. Co wtedy kwitnie? O tym przeczytacie w lutowej Magnolii. 


Zimą często brakuje nam zieleni. Ale przecież w ogrodzie od października do kwietnia wcale nie musi być szaro. Jeśli umiejętnie posadzicie w nim różnego rodzaju krzewy i drzewa iglaste, to nawet teraz będziecie mieć za oknami zielone zakątki. 


Jak już mówimy o zieleni to nie można zapomnieć o liściastych roślinach zimozielonych, które cieszą nasze oczy przez cały rok! Bohaterami lutowego odcinka pisanego przeze mnie cyklu "Zieleń non stop" są trzmieliny pnące. 


A ponieważ mamy karnawał w numerze znajdziecie wyjątkowo ciekawe odmiany owoców, które dzięki oryginalnemu wyglądowi nadadzą egzotyki każdemu przyjęciu. 


Ponadto w lutowym wydaniu Magnolii znajdziecie: kalendarz ogrodnika, złote kwiaty podbiału, modrzewie, projekty ogrodów czy sporą dawkę informacji o rzadko spotykanych odmianach storczyków. Jak zawsze jest też ogród jednej z Czytelniczek. Do tego mnóstwo porad dotyczących m.in. zwalczania chorób roślin doniczkowych czy walki z drapieżnikami w ogrodzie. 

Zapraszam do zakupy i lektury lutowego numeru miesięcznika Magnolia!

czwartek, 19 stycznia 2017

1500 postów

Kilkanaście dni temu publikowałem blogowe statystyki obejmujące lata 2012 - 2016. Za miesiąc  i kilka dni blog będzie obchodził 5 urodziny. Kawał czasu! Niewiele brakowało, a przeoczyłbym inną okazję do krótkiego podsumowania. Na blogu opublikowałem już ponad 1500 postów. Kiedy zaczynałem moją przygodę z blogosferą nie spodziewałem się, że potrwa ona tak długo, i że będę w stanie napisać tak wiele postów. 

Tematyka bloga to przede wszystkim liściaste rośliny zimozielone. Ale nie brak tu również postów, w których opisuję moje podróże czy ciekawe przyrodniczo miejsca. Poza takimi wpisami jak te, dotyczące Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy czy życzeń świątecznych każdy praktycznie post związany jest z zielenią.


Najwięcej wpisów to opisy roślin i wyglądu mojego Zimozielonego ogrodu w różnych porach roku i podczas różnych zjawisko pogodowych. Na blogu opisuję moje ogrodnicze sukcesy ale także porażki, bo one również wzbogacają moje doświadczenie. Śledząc posty w kilku lat możecie porównać jak urosły moje rośliny, co przetrwało simę, a co zjadły robaki.


Blog to także dynamiczna forma przekazu, w której opisuję rozwój ogrodu i pokazuję co i jak się w nim zmienia. Opisuję walkę z różnymi chorobami czy szkodnikami. Dzielę się też pięknem kwiatów czy magią oczka wodnego. Doradzam jak pielęgnować krzewy, trawnik czy kwiaty balkonowe. Na blogu nie brakuje również różnego rodzaju cykli artykułów. Do najpopularniejszych należał ten poświęcony klimatowi największych polskich miast i aglomeracji. Ale równie dużą popularnością cieszą się posty o ostrokrzewach rosnących w moim ogrodzie, czy też te, w których opisuję różne ciekawe przyrodniczo miejsca oraz atmosferę małych, polskich miasteczek.


Uzupełnieniem bloga jest moja strona internetowa, która obecnie jest w przebudowie. Wracam do jej hobbystycznego charakteru. 

Skąd wzięło się tyle postów? Ogród cały czas się zmienia. Rośliny rosną, kwitną... Niektórych już nie ma, bo zaatakowały je szkodniki, choroby czy mróz. Ale w ich miejsce posadziłem nowe. I o tym też piszę. Sporo podróżuję i przy każdej okazji odwiedzam różne parki, ogrody czy tez arboreta. I dzielę się z Wami wrażeniami z tych miejsc.


Podczas prac w ogrodzie czy w czasie robienia zdjęć lub zwykłego leniuchowania w altance zawsze towarzyszy mi Dyzio. Ten kot niczym piesek chodzi cały czas przy nodze. 

Jak widać tematów nie brakuje. I na pewno w przyszłości będę miało czym pisać. Cieszę się, że mogę dzielić się z Wami moim hobby. No i jeszcze bardziej cieszy mnie fakt, że tak wile z Was tu zagląda!

Zapraszam na kolejne posty.  I jak zawsze do codziennej lektury bloga! Ponad 1500 postów! Jest co czytać!

Mroźny styczeń a kondycja roślin

Druga dekada stycznia to powrót nocnych mrozów. Wczoraj nad ranem termometr w kuchni wskazywał -12 stopni, dziś -7. Taka temperatura była na poziomie 1 piętra. Przy gruncie na pewno było chłodniej. Znacznie zimniejszy był jednak koniec pierwszej dekady miesiąca, kiedy nocami słupki rtęci spadały nawet do -19 stopni. To pomiar z kuchni. Przy niewielkiej wtedy ilości śniegu przy gruncie mogło być nawet ok. -24 stopni. Trochę to brzmi jak powtórka z ubiegłego roku. Tyle, że wtedy w ogóle nie było śniegu, a mróz był troszkę lżejszy. W tym sezonie, podobnie jak rok temu znów mieliśmy ciepłe Boże Narodzenie. I znów po Świętach temperatury poleciały na łeb na szyję. Na szczęście zarówno koniec listopada jak i grudzień nie były tak ciepłe jak rok temu. I znakomita większość roślin zapadła w zimowy sen. 

Inaczej rzecz ma się z liściastymi roślinami zimozielonymi. Wraz ze spadkiem temperatur ograniczają one wegetację, ale tak naprawdę dopiero kiedy temperatura spada poniżej 0 stopni C jest ona minimalizowana. Jak radzą sobie takie rośliny z mrozami? Ano różnie. A jak przetrwały ostatnie mrozy? To pokażą zdjęcia z mojego ogrodu, które dziś dla Was przygotowałem. Dodam, że opisane i pokazane niżej rośliny nie były niczym zabezpieczone!

Różanecznikom zimno nie zaszkodziło. Poniżej odmiana Catawbiense Grandiflorum. Na drugim zdjęciu Ponticum Goldflimer.


Laurowiśnie wschodnie to dosyć wrażliwe krzewy. Ale odmiana Otto Luyken nie boi się mrozów.


Podobnie zresztą jak Marbled White.


Troszkę bardziej wrażliwa jest  Caucasica. Na niektórych liściach widać uszkodzenia. Ale podobnie było rok temu. Krzew zgubił wiosną trochę liści ale doskonale się zregenerował. 


To samo dotyczy odmiany Herbergii. Tu też widać kilka uszkodzonych liści. Ale ubiegły sezon pokazał, że po utracie wiosną kilku listków Herbergii pięknie odrosła.


Bluszcz pospolity Woerneri nic nie robi sobie z mrozów. Za to chętnie prezentuje swoje wielkie liście.  


Mróz nie zaszkodził również kiścieniom.


Ciemne kropki na liściach stranwesji Davidii pojawiły się jeszcze przed nadejściem mrozów i są one naturalne dla tej rośliny. Póki co nie stwierdziłem na krzewie żadnych uszkodzeń mrozowych.  


Trzmielina Interbolwi także wygląda na nieuszkodzoną.


Trzmieliny pnące Sunspot i  Emerald Gaiety są bardzo odporne na mrozy. Nawet jeśli jakieś liście podmarzną to rośliny wiosną wypuszczają mnóstwo młodych przyrostów i listków.


Odmiana Vegetus wspaniale przebarwiła się na zimę. Wiosną, kiedy temperatura wzrośnie liście powrócą do zielonego koloru. 


Liście aukuby japońskiej Dentata trochę podmarzły. Trudno ocenić jak bardzo, gdyż część ciemnych kropek pojawiła się na nich przed nadejściem mrozów.


Młode listki ostrokrzewu kolczastego Argentea Marginata wyraźnie przymarzły. Ale to nic dziwnego bo wyrosły one jesienią i były jeszcze bardzo delikatne. Starsze liście, te z ubiegłych sezonów i z wiosny 2016 nie noszą śladów uszkodzeń. 


Wg różnych źródeł odmiana Silver van Tol jest bardziej wrażliwa niż Argentea Marginata. U mnie w ogrodzie ten pierwszy ostrokrzew nie ma jednak żadnych śladów uszkodzeń mrozowych, nawet na młodziutkich liściach. 


A to już odmiana Aureovariegata. Uszkodzeń brak!


Golden King także wygląda dobrze.


O ostrokrzew Myrtifolia w ogóle się nie martwiłem To wyjątkowo odporna odmiana.  


Gorzej z osmantusem Goshiki. To dość wrażliwa roślina. Ale jak widać poradził sobie całkiem nieźle z mrozami. A w zasadzie wzorowo! 


Berberys Julianae nic sobie nie robi z mrozów. W mojej okolicy rosną ponad dwumetrowe okazy, które przeżyły niejedną mroźną zimę.  


Pieris japoński Debutante też już przeżył kilka zim, w tym tę z sezonu 2012/2013, która była wyjątkowo długa i mroźna. Więc ostatnie mrozy nie są dla niego czymś szczególnym. 


Trochę się bałem o skimię japońską Rubella. Póki co na liściach nie widać żadnych śladów uszkodzeń. Pąki kwiatowe też wydają się nieuszkodzone. 


Część innych krzewów osłoniłem przed nadejściem mrozów agrowłókniną. Pod białą kołderką znalazły się obie magnolie wielkokwiatowe, juka Gloriosa Variegata oraz aukuby japońskie Crotonifolia. Nie zaglądałem pod agrowłókninę więc trudno stwierdzić w jakim są stanie. Zobaczymy jak przyjdzie odwilż. 

Stan wszystkich roślin tak naprawdę będzie można ocenić dopiero po ustąpieniu zimy i mrozów. Póki co jednak nie jest źle. 

Serdecznie zapraszam do codziennej lektury bloga.

środa, 18 stycznia 2017

Zima w pełni

Powoli kończy się już druga dekada stycznia. Za nami też już prawie miesiąc kalendarzowej zimy. Przełom jesieni i zimy przyniósł lekki mróz nocami. W ciągu dnia słupki rtęci przekraczały magiczną granicę 0 i docierały do 1-3 stopni na plusie. Niestety w Boże Narodzenie przyszło spore ocieplenie z ponad 10 stopniami C. Ale po Świętach zima przypomniała sobie o nas i z dnia na dzień było coraz chłodniej. Prawdziwa zima powróciła 02 stycznia. Największe mrozy były między 5 a 10 dniem miesiąca. Nocami przy gruncie było u mnie nawet -23 stopnie. A być może i zimniej. Zima, choć już nie tak mroźna trzyma do tej pory. Wszystko wskazuje na to, że szybko się jej nie pozbędziemy, a przyszłotygodniowe ocieplenie potrwa jedynie kilka dni. Potem zima znów powróci. I potrzyma najprawdopodobniej do końca lutego. 

W poniedziałek znów dosypało śniegu. Co prawda wciąż nie są to metrowe zaspy, ale warstwa białego puchu jest już dosyć spora. W poniedziałek i wtorek pospacerowałem trochę po mojej okolicy. I chociaż nie przepadam za zimą i mrozem to jednak muszę przyznać, że w takiej białej scenerii zarówno mój ogród jak i najbliższe otoczenie prezentują się znakomicie. 

Zapraszam na krótki, wirtualny spacer. 

Świerki Conica rosnące w donicach przy wejściu do domu otulone są białymi czapami.


Oczko wodne całkowicie zamarzło. Zasypane jest śniegiem. Szczególnie podoba się to Dyziowi, który często spaceruje po zasypanej tafli lodu. Wczoraj ku mojemu zdziwieniu i zniesmaczeniu na środku oczka zrobił siku. 


Zadowolony i "lżejszy" kotek odprowadził mnie do furtki. 


A ja z aparatem w ręku ruszyłem na spacer po okolicy. 


Fascynują mnie zabielone śniegiem korony sosen oraz świerki i żywotniki.


Drzewa wyglądają teraz wyjątkowo majestatycznie. A śnieg dodaje im urody i trochę bajkowego wyglądu. 


Pąki magnolii także pokryte są śniegiem. Mam nadzieję, ze za ok. 10 tygodni powoli już będą się rozwijać i krzewy obdarzą nas pięknymi kwiatami. 


Majestatyczne, ośnieżone sosny nie chciały opuścić kadru aparatu. A ja nie chciałem żeby z niego wychodziły. 


Nawet w lustrze przy skrzyżowaniu oprócz autora zdjęć i tekstu widać pięknie zabielone sosny. 


Czas wracać do domu na gorącą herbatę. No i Dyzia trzeba zawołać, bo gdzieś hasa po okolicy. Jeszcze tylko rzut oka na przepiękny bluszcz pospolity Woerneri, który rośnie na ogrodzeniu przy wejściu do ogrodu. Bardzo podoba mi się ta odmiana! Ma duże liście i relatywnie szybko rośnie. A poza tym jest bardzo odporna na niskie temperatury i przesuszenie.


Serdecznie zapraszam do codziennej lektury bloga!

wtorek, 17 stycznia 2017

Warszawa świętuje!

W niedzielę w całym kraju odbył się 25 Finał Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Aukcje jeszcze jednak trwają więc wciąż można dorzucić pieniądze "Dla ratowania życia i zdrowia dzieci na oddziałach ogólnopediatrycznych oraz dla zapewnienia godnej opieki medycznej seniorom".

W niedzielne popołudnie w Warszawie i okolicach spadło sporo śniegu. Były momenty, że sypało naprawdę mocno.


Nie przeszkodziło to jednak wolontariuszom w kweście. Z godziny na godzinę powiększał się też tłum ludzi zgromadzonych na koncertach pod stołecznym Pałacem Kultury i Nauki. Mnie też tam nie mogło zabraknąć.

Na ogromnej scenie wystąpiło sporo gwiazd reprezentujących różne gatunki muzyczne. Byli to: Enej, Organek, Tabu, Łąki Łan, HUNTER, Happysad, Kamil Bednarek, Big Cyc, Lao Che, Urszula, Vavamuffin oraz Romantycy Lekkich Obyczajów.


O 20.00 w całym kraju podziwialiśmy Światełko do nieba.


Potem koncerty trwały dalej! 

Orkiestra zebrała ponad 62 000 000 złotych. Ostateczną kwotę poznamy jednak dopiero na początku marca, kiedy skończą się wszystkie licytacje i sztab podliczy wszystkie zebrane w tym roku pieniądze! 

W mojej miejscowości także spadł śnieg. Już jutro zapraszam na spacer po ośnieżonych uliczkach Podkowy Leśnej i Brwinowa! 

Serdecznie zapraszam do codziennej lektury bloga!

niedziela, 15 stycznia 2017

XXV Finał Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy

Moi drodzy Czytelnicy! Dziś gra XXIII Finał Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Ja już mam czerwone serduszko. Jeśli Wy go jeszcze nie macie to koniecznie wyjdźcie z domów i poszukajcie ludzi z identyfikatorem i puszką. 


Liczy się każda złotówka. A jak co roku tak i tym razem cel jest szczytny. 

"Dla ratowania życia i zdrowia dzieci na oddziałach ogólnopediatrycznych oraz dla zapewnienia godnej opieki medycznej seniorom".

Zróbmy razem coś żeby pomóc potrzebującym. I nie oglądajmy się tylko na rząd, NFZ czy lekarzy. Do tych ostatnich jak co roku apeluję o zwykłą ludzką życzliwość i zrozumienie innych. Niestety w placówkach leczniczych czy przychodniach na ogół brakuje właśnie życzliwości i humanitarnego podejścia do pacjenta. 

Bądźmy ludźmi i zrozummy tych, którzy albo jeszcze albo już sami sobie pomóc nie mogą. 

Ja też kiedyś grałem. 20 lat temu wziąłem po raz pierwszy udział w tej wspaniałej i jakże pomocnej inicjatywie. Teraz już tylko kibicuję, ale co roku dbam o to, żeby zasilić jakąś kwotą konto WOŚP. W tym roku na pewno dam więcej niż zwykle!


Pomagajmy! I nie pozwólmy sobie żeby niektórzy zawłaszczyli sobie wszystko co nas otacza! Również dobro! Niech Ci, którzy plują Owsiakowi w twarz zapamiętają sobie, że dobro, ale też zło... powraca! 

Bądźmy dumni z tego, że dzięki nam ratowane jest ludzkie życie i zdrowie!

sobota, 14 stycznia 2017

Podsumowanie 2016 roku - część II

Jak to miło oglądać skoki narciarskie kiedy nasi wygrywają. Brawo Kamil Stoch, ale brawa też dla Żyły czy Kota. Trzech polaków w pierwszej dziesiątce! Super. Oby tak dalej! Z uwagi na Puchar Narodów ważne są też miejsca innych naszych reprezentantów. Nie było źle, bo uplasowali się pod koniec drugiej i na początku trzeciej dziesiątki. Dlatego też Polska prowadzi w tej rywalizacji. 

Moim marzeniem jest żeby Polska prowadziła też w rywalizacji na najpiękniejsze ogrody. Niestety droga do tego bardzo daleka. Ogród często jest zaniedbanym dodatkiem do domu, w którym raz na jakiś czas kosi się jedynie trawnik. Reszta rośnie jak chce i gdzie chce. Na szczęście taka bylejakość powoli się zmienia. I coraz więcej ogrodów jest naprawdę zadbanych. Przykładów na to jest wiele! 

Mój ogród, mimo tego, że zagospodarowuję go od wielu lat także wciąż się zmienia. Kilka dni temu zaprezentowałem Wam podsumowanie pierwszej połowy 2016 roku. Dziś zapraszam na część drugą, tym bardziej, że będzie w niej o jesiennych zmianach w ogrodzie. 

Zacznijmy jednak od lipca. Początek miesiąca to pełny rozkwit juk i hortensji Anabelle.


Dosyć wilgotna i jednocześnie ciepła wiosna spowodowała, że z początkiem lata zieleń była bardzo bujna. I wciąż świeża!


W lipcu odwiedziłem Nieborów, Arkadię i Łowicz. Dwa pierwsze miejsca opisywałem już na blogu. O Łowiczu dopiero napiszę. Warto, bo to bardzo ciekawe i dosyć stare miasto.  


Znacznie młodszym kuzynem Łowicza jest Żyrardów. Miasto obchodziło w ubiegłym roku stulecie nadania praw miejskich. Odwiedziłem je pod koniec lipca.


Sierpień wciąż obfitował w opady i letnie ciepło.  Trawa rosła jak na drożdżach i co kilka dni trzeba było kosić murawę. 


W drugim miesiącu letnich wakacji sporo było pochmurnych dni. Mimo tego, że było ciepło to jednak na szczęście nie zanotowaliśmy takich upałów jak w 2015 roku, kiedy słupki rtęci przez kilkanaście dni pokazywały w ciągu dnia sporo ponad 30 stopni.


Nie zabrakło jednak słonecznych chwil. Dyzio spędzał je w cieniu różaneczników. 


Pod koniec miesiąca odwiedził mnie mój przyjaciel z żoną. Razem zwiedzaliśmy Warszawę. Pałac w Wilanowie oświetlony wieczornym słońcem zrobił na nich duże wrażenie. 


Początek września to stołeczna wystawa "Zieleń to życie" i oczywiście towarzyszące jej Spotkanie Blogerów Ogrodniczych. Ach cóż to były za wspaniałe chwile! 


Ubiegłoroczny wrzesień był dosyć ciepły. Ale było mniej opadów niż zwykle. Mimo tego ogród tonął w późno letniej zieleni.


Zieleń i kolory kwiatów dominowały także w stołecznym Ogrodzie Saskim.  


Pod koniec tego miesiąca rozpocząłem kolejne zmiany w ogrodzie. Przesadziłam stranwesję, jeden z kiścieni, ostrokrzew mirtolistny oraz 2 pieris japoński Little Heath. 


Na początku października ukorzeniłem sadzonki bluszczy pospolitych Woerneri, ostrokrzewu Argentea Marginata oraz trzmielin pnących. Podzieliłem też 3 hosty, które wysadziłem z egzotycznego zakątka. Czemu stamtąd "wyszły"? O tym za chwilę. Ukorzenianie ostrokrzewu to dla mnie nowe wyzwanie. Na wiosnę zobaczymy czy sadzonki puściły korzonki. Póki co wszystkie ukorzenione rośliny są schowane w szklarence rodziców. Doniczki wkopałem w ziemie, żeby chronić młode korzonki przed mrozem.


W ubiegłym roku, dzięki wilgoci i ciepłu liście na drzewach wyjątkowo długo się utrzymywały. Ale przyszedł i czas na nie. Pod koniec pierwszej dekady na trawniku pojawiło się sporo liści.


Kiedy zaczęły opadać zabezpieczyłem oczko wodne siatką. Dzięki temu jakiś czas później zdjąłem siątkę wraz z liśćmi. Prawie żaden ne wpadł do oczka. Czemu to takie ważne? Bo zalegające w oczku jesienią i zimą liście w czasie procesu gnicia zabierają rybom i roślinom wodny tak cenny w tym okresie tlen. 


Ostatni dzień października upłynął pod znakiem jesiennych kolorów i słońca. Przez cały miesiąc bardzo mi tego brakowało. Niestety, ubiegły rok był bardzo ubogi w typową złotą polską jesień. Na ogół było pochmurno i padało. 


Na początku listopada przebudowa mojej ulicy została ukończona. Od tamtej pory możemy cieszyć się równą nawierzchnią z kostki brukowej. 


W Święto Niepodległości 11 listopada spadł pierwszy w sezonie jesienno-zimowym śnieg.  Było dosyć ciepło więc nie leżał zbyt długo. 


W pierwszej połowie listopada pogoda bardziej przypominała koniec września. Było dosyć ciepło, nie brakowało także dni ze słońcem. Deszczu też jednak było sporo. Ale to dobrze, bo dzięki temu rośliny zostały porządnie nawodnione. A to dla nich ważne przed nadejściem zimy i mrozów.  


Pod koniec listopada ogród uzyskał nowy wygląd.  Połączyłem egzotyczny zakątem z kącikiem ostrokrzewowym. Wysypałem w ogrodzie świeżą korę sosnową. A w kąciku z jukami i kaktusami znalazł się nowy kamień.


Dzień po Mikołajkach pojawił się śnieg. Jednak i tym razem nie poleżał zbyt długo. 


Kilka dni później znów zrobiło się na chwilę ciepło. A słońce wspaniale oświetlało korony drzew, które odbijały się w lustrze wody w oczku. 


Druga połowa miesiąca to ochłodzenie, śnieg i lekki przymrozek. Niestety tuż przed Bożym Narodzeniem ociepliło się i zniknęła szansa na białe Święta. 26 grudnia, w drugi dzień Świąt było ponad 10 stopni ciepła.


Przed Sylwestrem nadeszło ochłodzenie. I w zasadzie było to początek prawdziwej zimy.


W Nowym Roku chwycił tęgi mróz. Jaki to miało wpływ na rośliny? O tym napiszę już jutro.

Serdecznie zapraszam do codziennej lektury bloga!