Partnerami bloga są:

Fiskars.pl

Idealnytrawnik.pl

czwartek, 17 stycznia 2019

Stranwesja Davidiana zimą

W moim ogrodzie znaleźć można wiele rzadko spotykanych w Polsce roślin. Co ciekawe, znakomita większość z nich świetnie radzi sobie z warunkami klimatycznymi panującymi w centralnej Polsce. Dobrze znoszą zarówno gorące lata jak i mroźne zimy. Jedna z nich to stranwesja Davidiana. Pisałem już o niej kilka razy, ale uważam, ze zawsze warto krzewić wiedzę o zimozielonych roślinach liściastych. Więc dziś znów Wam przypomnę o tej niezwykle interesującej roślinie jaką niewątpliwie jest stranwesja Davidiana (Stranvaesia davidiana), która na początku lipca 2013 roku przyjechała do mnie aż z czeskiej z Pragi. Przesyłka pocztowa wędrowała prawie tydzień ale warto było czekać. Niecałe 5 lat temu był to malutki krzew, który miał wtedy ok. 50 cm wysokości. Dziś to już sporych rozmiarów krzew. ma ponad 230 cm wysokości. Jak wygląda zimą? Zapraszam do obejrzenia zdjęć!


Ten pochodzący z Chin zimozielony krzew liściasty w cieplejszym niż polski klimacie może osiągać kilka metrów wysokości. W Polsce jego wysokość raczej nie przekroczy 3 metrów. Rośnie w formie wyprostowanej, z czasem przybierając wydłużony, owalny kształt. Co ciekawe krzew ten rośnie dosyć szybko.  Do niedawna uważano, że stranwesja jest odmianą głogownika. Jednak w ostatnich latach naukowcy stwierdzili, ze nie mają one zbyt wielu wspólnych cech i stanowią dwa odrębne gatunki. Choć trochę podobna do głogownika, stranwesja jest znacznie bardziej odporna na mrozy od swojego krewnego. Ocenia się, że odmiana "davidiana" bez problemów wytrzymuje spadki temperatur do -23 stopni C. W zacisznych i osłoniętych miejscach tolerancja rośliny wzrasta do -27 stopni C. Liście są ciemnozielone, skórzaste i lancetowate. Wiosną młode liście są w kolorze czerwonym. Jesienią starsze przebarwiają się na kolor purpurowy. Część z nich opada na zimę, ale są to na ogół liście dwu lub trzyletnie. To naturalna wymiana, podobnie jak u innych liściastych roślin zimozielonych. Stranwesja wymaga żyznych gleb próchniczych, wilgotnych lecz przepuszczalnych i bogatych w materię organiczną. Krzew ten sadzimy w miejscach słonecznych lub w półcieniu (tak jak u mnie w ogrodzie). Lepiej jednak wybrać takie miejsce, gdzie krzew nie będzie narażony na działanie zimowego słońca. Tak jak inne liściaste krzewy zimozielone stranwesję należy porządnie podlać przed nadejściem mrozów. Zalecane jest również podlewanie tego krzewu w trakcie zimy, gdy jest sucho i są dodatnie temperatury, a gleba jest rozmarznięta.


Warto wspomnieć, że stranwesja ma dopiero 5 i pół roku. Z uwagi na miejsce, w którym rośnie, raczej zacienione i osłonięte ma tu dobre warunki do corocznego kwitnienia. Jest jednym z pierwszych kwitnących krzewów w moim ogrodzie. Kwiaty przyciągają mnóstwo zapylających owadów, a efekty ich pracy widać na poniższym zdjęciu. Stranwesja regularnie u mnie owocuje. 


Niestety, w Polsce trudno dostać sadzonki tego pięknego krzewu. A szkoda, bo zimuje znacznie lepiej niż popularne w szkółkach trzmieliny japońskie czy głogowniki. 

Serdecznie zapraszam do codziennej lektury bloga!

środa, 16 stycznia 2019

Gazeta Olsztyńska - wydanie internetowe

Kochani. Serdecznie zapraszam do lektury mojego artykułu w Gazecie Olsztyńskiej. Link do wydania internetowego znajdziecie TUTAJ  Warto zajrzeć, bo jest tu kilka ciekawych zdjęć Zimozielonego ogrodu :-)

Bieżący numer "papierowy" wciąż dostępny jest w kioskach na Warmii i Mazurach. 

Grudnik czyli schlumbergera zwana kaktusem bożonarodzeniowym

Wczoraj późnym wieczorem spadło u mnie sporo śniegu. Zrobiło się bajecznie. Drzewa i krzewy otulone białym puchem wyglądały zjawiskowo. Nawet miałem wyjść i porobić zdjęcia, ale byłem już po prysznicu i najzwyczajniej w świecie mi się nie chciało. Pomyślałem sobie... a co tam, jutro też jest dzień. No i faktycznie jest. Ale jakże inny. Po śniegu prawie nie ma już prawie śladu. Leje deszcz i są +4 stopnie. Dlatego też dziś nie będę pisał o tym, co dzieje się w ogrodzie. Ale za to pochwalę się Wam grudnikiem, który od kilku lat jest w moim domu. Nie tak dawno była to jeszcze mała roślinka. Dziś ma ponad 120 cm średnicy. Z uwagi na szybki i obfity wzrost parę razy już go przycinałem, a kilka uciętych członów udało mi się ukorzenić. Poniżej zdjęcia jednego z moich grudników (tego największego), które zrobiłem kilka dni temu.


Grudnik, czyli Szlumbergera (zaliczany kiedyś do zygokaktusów) potocznie nazywany kaktusem bożonarodzeniowym pochodzi z wilgotnych lasów tropikalnych Brazylii. Jego nazwa pochodzi od nazwiska francuskiego miłośnika kaktusów F. Schlumbergera. Kwitnie od końca jesieni, stąd zresztą jego potoczna polska nazwa.  W zasadzie powinien kwitnąć przez około 2 miesiące, ale zdarza mu się wydłużać okres kwitnienia. W sprzedaży są grudniki o różnych kolorach kwiatów. Najpopularniejsze są różowe i czerwone, ale są też białe, a nawet żółte! U mnie zygokaktus zaczął kwitnąć już w listopadzie.


Teraz grudnik ma mniej kwiatów. Ale za to znów pojawiło się mnóstwo pąków, które zwiastują obfite kwitnienie jeszcze przez przynajmniej kilka tygodni. W tym sezonie grudnik kwitnie falami od listopada. Kwiaty pojawiają się co ok. 2 tygodnie. Kwiat potem "łysieje" ale tylko po to aby znów za chwile czarować magią różowych kwiatów. 

Przed okresem kwitnienia (październik) dobrze jest zapewnić roślinie dosyć chłodne i ciemne miejsce. Optymalną temperaturą w tyk okresie jest 8-10 stopni C. Dlatego też moje grudniki stoja na balkonie jeszcze w październiku. Zabieram je do domu dopiero wtedy, gdy na zewnątrz temperatury spadają do ok. 5 stopni. Kiedy już kwitnie potrzebuje temperatury ok. 18 stopni. U mnie ma cieplej i nie ma idealnych warunków do obfitego kwitnienia. Lubi do tego wilgoć, a z braku miejsca stoi niestety niedaleko grzejnika. Ale praktycznie codziennie zraszam go przefiltrowaną, miękką wodą, co jak widać wyjątkowo mu sprzyja. Przyznam się Wam, że w okresie kwitnienia podlewam go nawozem do... pelargonii i surfinii. O efektach nie muszę pisać, widać to na zdjęciach.

Pokażę Wam jeszcze zdjęcia tego samego grudnika sprzed dwóch lat. Wtedy też wyglądał imponująco.


Kwiaty grudnika mają ok. 5 cm długości, ich płatki są lekko wygięte do tyłu. W środku kwiatka wyrastają dosyć długie pręciki. Z uwagi na ilość światła, więcej kwiatów jest od strony okna. Nie przekręcam jednak kwiatka, bo mogłoby to spowodować zasychanie i zamieranie tworzących się właśnie paków.


Jak już wspomniałem, od maja do października grudnik stoi u mnie na balkonie. Jest to miejsce półcieniste i roślina nie jest narażona na bezpośrednie działanie promieni słonecznych. I dobrze, bo pochodząca z dolnych warstw lasów tropikalnych Szlumbergera nie lubi słońca.

Francuski miłośnik kaktusów F. Schlumberger byłby dumny! 

Za oknem znów deszcz, który u mnie bardziej dzwoni o blachodachówkę niż o szyby.

Serdecznie zapraszam do codziennej lektury bloga.

wtorek, 15 stycznia 2019

Podsumowanie 2018 roku - część I

Styczeń to czas podsumowań, prezentacji statystyk z ostatnich 12 miesięcy i planów na nowy rok. Lubimy wiedzieć co się dzieje dookoła nas, dlatego też różne instytucje, firmy czy urzędy informują swoich klientów o tym, co działo się w zakończonym już roku. To także możliwość pochwalenia się i pokazania swoich osiągnięć. Ale to również okazja do prezentacji porażek, a takich przecież nie da się uniknąć. Jak co roku, ja także prezentuję blogowe statystyki. Ukazały się one TUTAJ I tak jak co roku podsumuję ten ubiegły, dość przyjemny i jakże pozytywny 2018 rok. Chociaż nie brakowało w nim trudnych chwil, to jednak był on dla mnie wyjątkowo udany. Zapraszam na pierwszą część corocznego podsumowania tego, co działo się w ogrodzie... i nie tylko!

Styczeń rozpoczął się wręcz wiosennie. Słońce i dodatnie temperatury pozwalały zapomnieć, że mamy zimę. 


Mróz pojawił się dopiero pod koniec pierwszej dekady miesiąca. A śnieg zagości w ogrodzie dopiero 17 stycznia. 


Początek lutego bardziej przypominał końcówkę marca. Znów zrobiło się ciepło, a śnieg najzwyczajniej w świecie stopniał. 
 

Zima nie dawała jednak za wygraną i powróciła pod koniec pierwszej dekady lutego. W ogrodzie znów zrobiło się biało i mroźno. 


Jakież więc było moje zdziwienie kiedy pod koniec pierwszej połowy miesiąca zaczęło robić się wiosennie. 


Mimo tego, że lekki mróz czasami jeszcze szczypał w nosy to kiedy 22 lutego biegałem po ogrodzie z aparatem miałem już mała nadzieję na szybkie nadejście wiosny. Wszak klimat się podobno ociepla. 


Nadzieje te prysły jak bańka mydlana już po dwóch dniach. Chwycił tęgi mróz i znów spadł śnieg. 


Pod koniec lutego wyjechałem do Krynicy Zdrój. Tam dopiero była zima! Pierwsze 20 dni marca spędziłem w pieknej scenerii południa Polski. Odwiedziłem tez kilka razy Słowację. Widok Tatr od południa jest niesamowity. Szkoda, że tylko 1/5 powierzchni tych pięknych gór leży w Polsce.


20 marca byłem ju w domu. W międzyczasie drżałem o moje rośliny i o ogród bo okazało się, że najbardziej mroźne dni pojawiły się pod moją nieobecność, a więc pod koniec lutego i w pierwszej połowie marca. Gdy przyjechałem do domu w ogrodzie wciąż było biało. A przecież w kalendarzu była już wiosna!


Na szczęście Pani Wiosna jak już przyszła to na dobre. 30 maca w ogrodzie zaczęło robić się kolorowo! 


1 kwietnia, w Wielkanoc było jeszcze chłodno, ale już wiosennie!W Poniedziałek Wielkanocny można było już poczuć prawdziwie wiosenny kwiecień.


Wiosna trwała kilka dni. Bo już na początku kwietnia temperatury zaczęły regularnie przekraczać w dzień 20 stopni. Przyroda wybuchła więc kolorami, a wszystkie rośliny szybko budziły się do życia. 


Już 5 kwietnia w ogrodzie i przy wejściu rosły bratki! To mój ulubiony symbol wiosny. niestety te przy wejściu są regularnie obsikiwane przez psy. I to na oczach ich właścicieli. Taki polski folklor.


Na początku pierwszej dekady kwietnia zaczęły kwitnąć pierisy japońskie. Szok! Jak na centrum Polski to bardzo szybko rozwinęły pączki! 


Kwitły też wiosenne kwiaty cebulowe, a rośliny szybko wypuszczały młode listki. 


U moich rodziców pięknie rozkwitły forsycje. 


W połowie miesiąca uciekłam na chwilę do Italii. Tym razem odwiedziłem Neapol i jego ciekawe i piękne okolice. 


Początek trzeciej dekady kwietnia to wiosenna radość w ogrodzie. 


W kwietniu nie mogłem zapomnieć o Ogrodzie botanicznym PAN w stołecznym Powsinie. Zachwyciły mnie kwitnące magnolie i wczesne różaneczniki! 


Pod koniec kwietnia w ogrodzie kwitły tulipany oraz pierwsze różaneczniki i to wcale nie te wczesne! Na balkonie dumnie już pozowały do zdjęć pelargonie! 


Maj to jeden z moich ulubionych miesięcy. Mój Zimozielony ogród jest wtedy najbardziej kolorowy. 1 maja został okrzyknięty dniem kaliny Eskimo! 


Już na początku miesiąca rozkwitały kolejne różaneczniki. 


Trawnik szybko powrócił do dobrej formy. Jak ja lubię ten widok! 


9 maja spędziłem w Ogrodzie botanicznym UW w Alejach Ujazdowskich. Złotokapy rosnące przed wejście skradły moje serce. Nie mogłem oczywiście napatrzeć się na kwitnące azalie i różaneczniki.


Tymczasem w moim ogrodzie dalej trwał festiwal kolorów. Pod koniec drugiej dekady miesiąca zakwitły powojniki. Zawsze kwitły na przełomie maja i czerwca. W ubiegłym roku troszkę się pospieszyły. 


Jedne krzewy różaneczników już przekwitały, ale w ich miejsce kwitły następne.


Majowy ogród tonął wręcz w zieleni! Na kilku zdjęciach widzicie Dyzia, mistrza drugiego planu.


Pod koniec maja hortensja Anabelle była już gotowa do kwitnienia. 


Czerwcie to jak co roku miesiąc różnych wydarzeń ogrodowych, ale o tym za chwilę. Póki co nacieszmy oczy świeżą zielenią!


Pod koniec pierwszej dekady miesiąca wybrałem się do mojego ukochanego Rogowa! Zachwycająca pogoda i zachwycające derenie! 


16 czerwca po raz kolejny mój ogród wziął udział w Festiwalu Otwarte Ogrody. W ubiegłym roku do głównych atrakcji tej edycji należały warsztaty o kwiatach jadalnych, które przeprowadziła Joasia prowadząca bloga Offgrodniczka oraz prezentacja o bioróżnorodności, którą przeprowadziła Magda, autorka jednego z najstarszych polskich blogów ogrodniczych Barwy ogrodu


Niestety, kilka dni temu jej mąż Bogdan, zapalony fotograf, animator, podróżnik i po prostu wspaniały Człowiek odszedł do ogrodów Pana... Gdziekolwiek one są...


Na początku trzeciej dekady czerwca mój ogród odwiedził nietypowy gość. To senegalka afrykańska.


Niestety czerwiec okazał się bardzo suchym miesiącem i mimo nieustannego podlewania trawnik zaczął wysychać. 


Pod koniec miesiąca odwiedziłem Zamość i Lublin. W stolicy województwa zwiedziłem wspaniałą Starówkę i przepiękny ogród botaniczny. W południowo-wschodniej Polsce nie było tak sucho i upalnie jak u nas. 


Pod koniec miesiąca w mojej okolicy pojawiły się tak długo oczekiwane opady, a ogród zachwycał zielenią.  


Pora kończyć pierwszą część podsumowania 2018 roku. mam nadzieję, że nie zanudziłem Was ogromną ilością zdjęć. Już wkrótce zapraszam na drugą część, ale wcześniej napiszę o grudniku. Pamiętam też o obiecanym poście o zimozielonych paprociach. On także wkrótce się ukaże. 

Serdecznie zapraszam do codziennej lektury bloga.