Partnerem bloga jest Szkółka roślin ozdobnych i owocowych

w Janczewicach, ul. Jedności 114

Pn - Pt: 07.30 - 18.00

Sobota: 08.00 - 17.00

Niedziela: 09.00 - 15.00

Tel. 605 490 480

piątek, 15 września 2017

Róża pnąca Grand Award 2017

Róża pnąca Grand Award to jedna za najpiękniejszych odmian pnących. Nie bez kozery wielu ogrodników twierdzi, że to królowa wśród róż. Do wiosny tego roku krzew rósł u mnie przy altance. Mimo dosyć sporej odporności na mróz i kopczykowania tej zimy krzew przemarzł. Wpływ na to miała ciepła jesień i początek zimy oraz nagłe nadejście dość surowych mrozów. Przypomnę tylko, że jeszcze w Boże Narodzenie 2016 mieliśmy +14 stopni, a już po dwóch tygodniach, w Święto Trzech Króli (06 stycznia 2017) temperatura nocą spadła do rzadko spotykanych w mojej okolicy -26 stopni C. W ciągu następnych dni i nocy temperatury wahały się od -12 do -26 stopni. Kolejny atak mrozów przyszedł w lutym. Różę jednak udało się uratować, ale o tym za chwilę.

Tak krzew wyglądał na początku lipca 2012.


A to już zdjęcie z 2013 roku. Róża wyraźnie się rozrosła i mimo braku dostatecznej ilości słońca pięknie kwitła przez cały sezon. Przy altance promienie naszej dziennej gwiazdy docierały do róży jedynie przez 2-3 godziny popołudniu. 

Róża pnąca Grand Award (Rosa Grand Award) będzie ozdobą każdego ogrodu! Krzew ten bardzo obficie kwitnie. Może z powodzeniem rosnąć w donicach na balkonie czy tarasie, wtedy jednak należy naszą różę ochronić przed przemarznięciem (np. kilkoma warstwami agrowłókniny). Pamiętajmy również żeby posadzić krzew w donicy mrozoodpornej. Jak podaje producent, róże te posadzone w gruncie są dosyć odporne na mróz. Ich długie pędy wymagają podwiązywania. Grand Award dobrze rośnie przy podporach, pergolach, altanach itp. Tworzy wtedy długie pędy, na których pojawiają się piękne czerwone kwiaty (na całej długości pędów). Pędy nie wymagają przycinania, jednakże wczesną wiosną dobrze jest usunąć obumarłe gałązki. Róża ta preferuje miejsca słoneczne. Lubi również nawożenie i wilgotną glebę. Kwiaty są dosyć duże, ich średnica dochodzi do 10 cm. Róża Grand Award kwitnie bez przerwy od czerwca aż do jesieni. Żeby wzmocnić roślinę dobrze jest usuwać przekwitnięte kwiatostany. Krzew nie traci wtedy sił na wytwarzanie owoców.


Ponieważ jak wspomniałem na wstępie w tym roku krzew przemarzł zdecydowałem się na przesadzenie róży. M.in. dlatego, że w nowym miejscu będzie mieć więcej słońca. Poza tym rosnący przy niej bluszcz kolchidzki bardzo się rozrósł i zajął część drabinek przeznaczonych wcześniej dla róży. Wiosną przyciąłem przemarznięte pędy przy samej ziemi, a krzew przesadziłem kilka metrów bliżej domu. Rośnie teraz przy pergoli, obok powojników Josephine i wiciokrzewu zimozielonego. 


W tym roku róża nie rozrosła się zbytnio. Ważne jednak, że przyjęła się w nowym miejscu i nawet zakwitła, co widać na dwóch powyższych zdjęciach. Mam nadzieję, że większa ilość słońca będzie jej służyć i w przyszłym sezonie krzew pokaże na co go stać. Oczywiście o stanie róży będę na bieżąco Was informował. 

Serdecznie zapraszam do codziennej lektury bloga!

czwartek, 14 września 2017

Kiścień Curly Red

W moim ogrodzie w tym roku pojawiło się sporo nowych roślin. Wśród nich jest ciekawa odmiana kiścienia. To Curly Red (leucothoe axillaris Curly Red). Ten zimozielony krzew liściasty został wyselekcjonowany przez holenderskich szkółkarzy w 1996 roku. Już 8 lat później zdobył nagrodę na giełdzie ogrodniczej w Aalsmeer.


Krzew ten charakteryzuje się bardzo powolnym wzrostem. Jest bardzo zwarty. Po 10 latach może dorastać do ok. 40-50 cm wysokości i szerokości. Wymaga stanowisk osłoniętych i półcienistych. Gleba powinna być lekko kwaśna, żyzna, wilgotna lecz przepuszczalna. Liście tej odmiany są nieduże, pokręcone spiralnie, z drobnym lecz wyraźnym ząbkowaniem na brzegach. Latem ciemnozielone, jesienią przebarwiają się na bordowo, a nawet brązowo.


Różne źródła podają, że kiścień Curly Red wytrzymuje spadki temperatur do ok. -23 stopni C. W miejscach narażonych na promienie zimowego słońca zaleca się osłanianie rośliny. Podobnie jak w przypadku wielu innych liściastych rośłin zimozielonych krzew ten należy porządnie podlać przed nadejściem mrozów. Zimą, w czasie gdy gleba jest rozmarznięta, a temperatury są dodatnie zaleca się okresowe podlewanie. 


Pamiętajmy, że nic nie szkodzi tej grupie roślin tak bardzo, jak zimowa susza i mroźne oraz wysuszające wiatry. Już wkrótce na mojej stronie internetowej www.zimozielonyogrod.pl opublikuję więcej informacji na temat warunków uprawy tego interesującego krzewu. 

Serdecznie zapraszam do codziennej lektury bloga!

środa, 13 września 2017

Ćma bukszpanowa

Dziś zapraszam na post, w którym wspólnie z Polskim Stowarzyszeniem Ochrony Roślin (PSOR) będziemy Was przestrzegać przed pewnym wstrętnym robakiem. Kilka lat temu (2012) w Polsce zaobserwowano szkodnika żerującego na różnych odmianach bukszpanu. To tzw. ćma bukszpanowa (Cydalima perspectalis). Szkodnika tego po raz pierwszy w Europie napotkano w Niemczech w 2006 roku. Potem robak zaczął rozprzestrzeniać się po innych rejonach Europy. W 2007 roku trafił do Szwajcarii i Holandii, rok później do Wielkiej Brytanii, a w kolejnym roku do Francji. Potem larwy zaobserwowano także w Europie Środkowej, w tym w Polsce. 

Robak pochodzi z południowo-zachodniej Azji. W Polsce wyrządził już wiele szkód na południu kraju (m.in. Kraków i Wrocław) oraz w Warszawie  i okolicach.


Zdjęcie pochodzi z serwisu Wikipedia

Jak podaje informacja prasowa opracowana przez PSOR ćma bukszpanowa jest inwazyjnym gatunkiem motyla i osiąga do 4 cm rozpiętości skrzydeł, co czyni gatunek największym wśród europejskich przedstawicieli wachlarzykowatych (Crambidae). Dzięki bardzo charakterystycznemu ubarwieniu skrzydeł ćmy bukszpanowe są łatwe do rozpoznania. Częściej spotykana forma biała posiada opalizujące skrzydła z szeroką, brązową smugę biegnącą wzdłuż przedniego brzegu przedniego skrzydła i jeszcze szerszymi obwiedzeniami tej samej barwy biegnącymi wzdłuż brzegów zewnętrznych obu par skrzydeł. Znaczny odsetek populacji stanowią osobniki z brązowym tłem skrzydeł, wyraźnym fioletowym połyskiem i kontrastująco białą, półksiężycowatą  plamą. Co istotne bukszpany są jedynymi roślinami żywicielskimi larw tego motyla, także miejscem składania jaj i schadzek obu płci. W Europie Środkowej gatunek wydaje dwa lub trzy pokolenia w ciągu roku, w zależności od warunków pogodowych i klimatycznych. Larwy rozwijają się na liściach i pędach rośliny żywicielskiej intensywnie przędąc jedwabne nici. Młodsze ogryzają brzegi liści, starsze zjadają niemal całe liście. Przy intensywnym żerowaniu często dochodzi do defoliacji pędów, a nawet całkowitego usychania roślin. 

UWAGA! Ćma bukszpanowa nie ma w Europie naturalnych wrogów. Dla ptaków jest niestety trująca!

Tak wygląda larwa tej paskudy.

 
Zdjęcie pochodzi STĄD (By böhringer friedrich - Own work, CC BY-SA 2.5).

Dr Joanna Gałązka, ekspertka PSOR podaje kilka sposobów Jak mówi, najważniejsza jest jednak częsta obserwacja roślin abyśmy mogli w porę zareagować. Co kilka dni trzeba przyjrzeć się dokładnie krzewom i sprawdzić czy nie występują na nich liście z nadgryzieniami i przędzą. Trzeba uważnie oglądać krzewy ponieważ młode gąsienice rozpoczynają żer często w wewnętrznych przestrzeniach korony. Gąsienice, możliwie w jak najwcześniejszym stadium rozwoju,  należy wyłapywać i niszczyć. Możemy je zbierać ręcznie, otrząsać je z krzewu lub zmywać wodą pod wysokim ciśnieniem - radzi ekspertka PSOR, dr Joanna Gałązka. Wyłapywanie gąsienic często jest wystarczającą metodą ochrony, szczególnie w ogrodach przydomowych w których rośnie jedynie kilka krzewów. Przy braku efektów można zastosować chemiczne środki na bazie acetamipridu, deltametryny i lambda-cyhalotryny  przeznaczone do ochrony roślin ozdobnych – dodaje dr Gałązka.
Przed zastosowaniem jakichkolwiek środków ochrony roślin należy dokładnie przeczytać etykietę, na której znajdziemy najważniejsze informacje dotyczące stosowania danego środka.

Obejrzyjcie dokładnie swoje bukszpany. I to nie tylko od zewnątrz. Zajrzyjcie do wnętrza krzewów, gdyż larwy często właśnie tam się kryją. Spójrzcie na spodnie strony listków. Jeśli znajdziecie tam pajęczynki, kokony lub malutkie jajka natychmiast interweniujcie. Za jakiś czas może być za późno!

Serdecznie zapraszam do codziennej lektury bloga.

wtorek, 12 września 2017

Sarcococca confusa - miła niespodzianka

Dziś, troszkę inaczej niż zwykle napisze o pewnej wspaniałej roślinie widzianej przez pryzmat najcenniejszych ludzkich odruchów. Moi drodzy! Ostatnio przekonałem się, że zwykła ludzka życzliwość i bezinteresowność jeszcze nie wyginęły. A ludzie o tych cechach wciąż są między nami. Skąd takie przemyślenia? Już wyjaśniam.

Jak doskonale wiecie jestem wielkim fanem zimozielonych roślin liściastych. Wciąż poszukuję nowych gatunków i odmian, które mogą rosnąć w klimacie środkowej Polski. I mam ich całkiem sporo. Od dawna już poszukiwałem trochodendrona araliowatego i w tym roku udało mi się go zdobyć. Inną poszukiwaną przeze mnie rośliną była sarcococca confusa. 


Pisałem o tym wielokrotnie na blogu. Pod koniec sierpnia odebrałem maila od mojej Czytelniczki, Pani Marty, która na stałe mieszka w Wielkiej Brytanii. Okazało się, że przyjechała do Polski i przywiozła dla mnie wspaniałą sadzonkę sarcococca. Roślina przyleciała samolotem na południe Polski, a Pani Marta poprosiła mnie o podanie adresu i mi ją wysłała. Coś niesamowitego! Tak zupełnie bezinteresownie, po prostu przeczytała, że szukam sadzonki, zakupiła ją i zupełnie za darmo przywiozła ją do naszego kraju i mi ją przesłała. Pani Marta też jest blogerką. Pisze bloga "City Gardener, czyli miejski ogrodnik w akcji". Znajdziecie go TUTAJ



Muszę się przyznać, że bardzo się wzruszyłem. Ostatnio taką niespodziankę sprawiła mi moja znajoma z Pomorza czyli Agnieszka (Ogród mówi).


Póki co sadzonkę zadoniczkowałem i podlewam ją nawozem przyspieszającym ukorzenianie. Jeszcze nie wiem, czy roślina przezimuje w foliaku rodziców, czy być może już niedługo posadzę ją w ogrodzie. To drugie rozwiązanie chyba zwycięży. Wszak sarcococca confusa powinna bez większych problemów wytrzymać naszą zimę (strefa USDA 6B).

Pani Marto! Jeszcze raz serdecznie dziękuję! 

A więcej o tej ciekawej i rzadko spotykanej roślinie napiszę już wkrótce. 

Serdecznie zapraszam do codziennej lektury bloga.

poniedziałek, 11 września 2017

Babie lato

Już za 10 dni powitamy jesień. Po mokrym i chłodnym początku września w ostatni weekend powróciło lato! Parę dni temu schowałem sandały do szafki. Pomyślałem, że już nie będą mi potrzebne. A tu nagle niespodzianka. W sobotę 24 stopnie. A wczoraj 26! Wczorajsze popołudnie spędziłem w kilku parkach położonych na stołecznym Mokotowie. Już wkrótce na blogu opublikuję relację z moich wycieczek. A sobota... jak zwykle w ogrodzie. Tutaj nigdy się nie nudzę i zawsze mam coś do zrobienia. Dosłownie zawsze! Koszenie trawnika, zbieranie gałęzi, a ostatnio ewidencjonowanie roślin. Moja stara ewidencja jest już praktycznie nieaktualna. Dosadziłem wiele roślin, a na starym rysunku nie ma już miejsca żeby je nanieść.


W sobotni wieczór jak zwykle pospacerowałem sobie po ogrodzie. U schyłku lata laurowiśnia wschodnia Otto Luyken ma już dojrzałe owoce. Ale ma też kwiaty! Co prawda nie aż tyle co wiosną, ale zawsze coś tam kwitnie. 


Kwitnie także bluszcz pospolity. 


Mahonia orzecholistna powoli zmienia kolor liści. 


Kwiatostany pałki wodnej przekształciły się już w atrakcyjne gniazda nasienne. Za kilka tygodni nasiona zaczną fruwać po ogrodzie. No chyba, że wcześniej je zetnę.


Jak zawsze, podczas spacerów towarzyszy mi Dyzio. Zdjęcie specjalnie na życzenie Ani.


No a babie lato? To tytuł dzisiejszego posta... Nie, nie. Jeszcze go nie ma. Pojawi się pewnie pod koniec września. Wtedy to niektóre młode pająki niektórych mniejszych gatunków zaczną swoje podróże na niciach przędnych. Dzięki wiatrowi pajączki przemieszczają się na niezwykłe odległości, które mierzy się czasem w dziesiątkach, a nawet setkach kilometrów. 

Tymczasem w ogrodzie królują krzyżaki. Jest ich w tym roku mnóstwo!


A oprócz niezbyt przyjemnych ale pięknych pająków wszędzie są ślimaki. I te z "domkiem" na plecach i te bezmuszlowe. Te ostatnie są najgorsze. Zjadają mnóstwo roślin ozdobnych. W tym roku nadgryzły nawet kaktusy ogrodowe. A właśnie, niedługo o nich napiszę. Ostatnio mnóstwo ludzi pytało się mnie o te ciekawe rośliny.


Dni są coraz krótsze. Słońce zachodzi tuż po 19.00. W lesie już o 18.00 słońca nie widać, bo kryje się za drzewami. Ale miejscami jeszcze gdzieś przebija się przez korony dębów i sosen. Jego delikatne promienie w sobotni wczesny wieczór pięknie podświetliły duże źdźbła trawy penissetum purpureum Vertigo (rozplenica słoniowa Vertigo). 


W weekend było cudownie. A dziś... Od rana padało. W ciągu dnia pokazało się na trochę słońca. Ale wieczór znów przyniósł opady i dużą wilgotność powietrza. Jest też ciepło, prawie 25 stopni... no i duszno. 

A już jutro zapraszam Was na niespodziankę, która mocno chwyciła mnie za serce i podtrzymała wiarę w bezinteresowność ludzi.

niedziela, 10 września 2017

25 Wystawa Zieleń to Życie i 6 SBO

Nieco ponad tydzień temu w Warszawie odbyła się 25 jubileuszowa Wystawa Zieleń to Życie. Wśród wielu imprez jej towarzyszących znalazło się 6 Spotkanie Blogerów Ogrodniczych. Od kilku już dni przymierzałem się do napisania relacji z tych wydarzeń. Jakoś jednak brakowało mi weny twórczej. Pisałem w międzyczasie o moim ogrodzie i o różnych roślinach, a temat ogrodniczej imprezy omijałem z daleka. Ale ponieważ obiecałem Wam, że w weekend opublikuję moje wrażenia dlatego też zebrałem myśli i dziś podzielę się z Wami moimi wrażeniami. Spokojny, wyjątkowo ciepły sobotni wieczór, a w zasadzie wczesna noc sprzyjały pisaniu. Do rzeczy więc!

Ocena ogólna - ledwie dostateczna. Od MIĘDZYNARODOWEJ wystawy oczekiwałem czegoś więcej. Ale zacznijmy od początku.

Na kilka dni przed rozpoczęciem Wystawy budowaliśmy Ogród blogerów, który był częścią ogrodów pokazowych. Sponsorem i głównym wykonawcą ogrodu blogerów był Wojtek Wardecki (www.w-ogrodzie.com), który jednocześnie był organizatorem Spotkania Blogerów. Przypomnę tylko, że pierwsze nasze spotkania współorganizował Łukasz Skop (http://www.bezogrodek.com/). Generalnie ogrody pokazowe były jednym wielkim nieporozumieniem. Ogród blogerów, chociaż nie do końca odpowiadał tematyce (miał być ogrodem ziemi), to jednak na tle 3 pozostałych wyglądał imponująco. I to mimo tego, że w zasadzie był to ogród jednego blogera. Opinie blogerów były, delikatnie mówiąc różne. Ale wyjaśniliśmy to sobie na naszym wewnętrznym spotkaniu i atmosfera została oczyszczona. A ja pomagając przy budowie ogrodu poznałem wspaniałych ludzi z najbliższego otoczenia Wojtka.


01 września rozdaliśmy Nagrody Blogerów Ogrodniczych. Złoto - Byliny Dąbrowscy, srebro - Szkółka Zymon, brąz Szkółka Szmit. Gratulacje! Potem Wojtek rozpoczął nasze spotkanie. Mieliśmy możliwość obejrzenia i wysłuchania ciekawych prezentacji Protect Garden i PNOS. Obaj sponsorzy zaoferowali blogerom partnerską współpracę. Co z tego wyjdzie? Zobaczymy. 

Z kolei blogerzy (ja też) w ramach tzw. sztafety blogerskiej mieli możliwość zaprezentowania swoich medialnych kanałów. I tu gratulacje dla Cezara i Dara (miejskiOGRODNIK). Pełen profesjonalizm! 

Po przerwie odbyliśmy dosyć burzliwą, ale i owocną dyskusję na temat ogrodu pokazowego oraz, co ważniejsze, przyszłości naszych spotkań. Na pewno będą się dalej odbywać, jednak przy zmienionej formule. Póki co nie będę uchylał rąbka tajemnicy. Wierzę jednak, że świeża krew i inne spojrzenie zawsze dobrze wpływa na jakość i końcowy efekt produktu.


Pierwszego dnia Spotkania udało mi się wpaść do hali, gdzie można było obejrzeć wystawę kwiatów (Flower Expo Polska), której towarzyszyły pokazy florystyczne. I była to najmocniejsza strona tegorocznej jubileuszowej wystawy. Było tam mnóstwo kolorowych kwiatów. Mi jednak najbardziej do gustu przypadły bukiety. Niektóre naprawdę były imponujące. Zresztą sami zobaczcie.


Drugi i zarazem ostatni dzień spotkania poświęcony był warsztatom. Asia Gałązka (offgrodniczka.blogspot.com) pokazała, jak tworzyć niepowtarzalną biżuterię z roślin. Chętnych nie brakowało, a efekty przerosły oczekiwania wielu osób. 


Wojtek Wardecki (w-ogrodzie.com) zaprezentował swoje pomysły na to, jak stworzyć ogród w szkle. Nowoczesne i modne aranżacje spotkały się z ogromnym zainteresowaniem publiczności. 


W międzyczasie zwiedziłem halę z roślinami. O tej ze sprzętem ogrodniczym nie wspominam, bo była trochę uboga. No i zabrakło tu wielu znanych producentów. 

A rośliny? No cóż. Było kolorowo, miejscami aż raziło w oczy. Z szacunku dla Waszych oczu nie pokażę zdjęć sztucznie barwionych wrzosów. To chyba gorsze niż rabatki w starych oponach pomalowanych na biało czy, o zgrozo na różowo!

Niestety rośliny mnie rozczarowały. O ile niektóre stoiska były ciekawie zaprojektowane, to inne wręcz straszyły minimalizmem. Wspomnę tylko o roślinach wystawianych w doniczkach produkcyjnych. Szkoda, że producenci nie wysilili się na ich choćby delikatne zakamuflowanie.

Ale były też miejsca, gdzie można było naprawdę cieszyć się doborem roślin i ich kolorami. Koniec lata to czas hortensji i jeżówek. Jak wiecie byliny to nie moja specjalność, ale z przyjemnością podziwiałem wiele z nich.


Ciekawą aranżacją było "niby lustro wodne". Tak naprawdę było ono stworzone z tworzywa, ale dopiero przy dokładnym przyjrzeniu się z bardzo bliska było widać, że to nie woda. Pomysł bardzo ciekawy i nietuzinkowy. 


Niestety, na Wystawie brakowało mi liściastych roślin zimozielonych. Tylko niektóre szkółki pokazały, że w ogrodzie może być zielono przez cały rok. I to nie dzięki formowanych iglakom, a właśnie dzięki krzewom liściastym. A przecież wystawa nazywa się Zieleń to Życie. Więc gdzie to życie? W listopadzie jeżówki czy hortensje już nie kwitną. Za to ostrokrzewy, trzmieliny czy bluszcze lub pierisy japońskie są wtedy wyjątkową ozdobą ogrodów. Czyżby zabrakło wyobraźni? Poniżej jedno z wyjątkowych stoisk, na którym poza bylinami były też moje ulubione roślinki. Na kilku stoiskach były też różaneczniki... Lubię je ale... oczekiwałem czegoś więcej. Skąd ludzie zajmujący się ogrodami hobbistycznie mają dowiedzieć się, że w Polsce można sadzić wiele gatunków i odmian liściastych roślin zimozielonych, które zdobią ogrody przez cały rok? Na właśnie z takiej wystawy! A tu nic...


A jak Wam się podoba poniższa aranżacja? Przyznam szczerze, że na wielu podmiejskich targowiskach rośliny są znacznie ładniej prezentowane.


A czy coś wpadło mi w oko? Tak! To hortensja Diva Fiore, która rośnie jak bylina i kwitnie na pędach tegorocznych. Czyli na zimę nadziemna część rośliny wymiera, za to wiosną szybko odrasta od korzeni i już pod koniec czerwca wydaje piękne kwiaty. Takie jak znana nam hortensja ogrodowa.


Tak sobie myślę, że z roku na rok Zieleń to Życie staje się uboższa i coraz bardziej oklepana. Gdzie te wystawy, które odbywały się kiedyś na SGGW? Gdzie pomysłowość i chęć przyciągnięcia klientów? Czy to wystawa, czy tylko kółko wzajemnej adoracji? Wydaje mi się, że podobnie jak SBO tak i Zieleń to Życie potrzebuje nowej krwi i pomysłów. Takie mam swoje wieczorowo-nocne przemyślenia...

A na koniec jak zwykle (choć to oklepane zdanie) serdecznie zapraszam do codziennej lektury bloga.

sobota, 9 września 2017

Głowocis chiński

Od kilku dni zbieram się do napisania posta podsumowującego 25 Wystawę Zieleń to Życie oraz 6 Spotkanie Blogerów Ogrodniczych. Mimo wielu przemyśleń wciąż jednak brakuje mi weny do opisania tych wydarzeń. Dlatego też dziś pisze o kolejnej nowej roślinie, która pojawiła się w tym roku w moim ogrodzie. To głowocis chiński (Cephalotaxus fortunei). I chociaż to iglak, to na pewno będzie ozdobą mojego ogrodu.


Głowocis, jak sama jego nazwa mówi, pochodzi z Chin, jego naturalne stanowiska spotykane są jednak także w innych regionach Dalekiego Wschodu. Ta ciekawa roślina z wyglądu przypomina dobrze znany nam cis. Ma jednak znacznie dłuższe igiełki i troszkę inny pokrój. Jego igły mogą mieć nawet 12 cm długości. W swojej ojczyźnie to bardzo duży krzew lub wielopędowe drzewo. Dorasta tam nawet do 20 metrów wysokości. W naszym klimacie należy traktować go jako krzew, który po wielu klatach osiągnie ok. 3-4 metrów wysokości. Jest to oczywiście roślina zimozielona, preferuje stanowiska półcieniste i cieniste oraz zasadowe i wilgotne podłoże.


Głowocis chiński jest w pełni odporny na nasze warunki klimatyczne (szczególnie zimowe) i można go uprawiać praktycznie na terenie całej Posli (poza Suwalszczyzną i rejonami górskimi). Dowodem na to jest wspaniały i mocno rozrośnięty krzew, który rośnie w Arboretum SGGW w Rogowie (zdjęcie poniżej).


W Polsce jest on bardzo rzadko spotykany. A szkoda, bo to bardzo dekoracyjna roślina. Kupując sadzonki należy jednak uważać, żeby nie kupić głowocisu japońskiego. Obie odmiany są do siebie bardzo podobne, ale ten drugi jest mniej odporny na mrozy. 

Roślina świetnie komponuje się z iglakami i liściastymi krzewami zimozielonymi. Z czystym sumieniem mogę Wam ją polecić do ogrodu. 

Serdecznie zapraszam do codziennej lektury bloga.

piątek, 8 września 2017

Wakacje - pogoda i ogród

Po raz pierwszy od tygodnia dziś w mojej okolicy pojawiło się słońce. I chociaż niebo nie jest idealnie czyste i momentami pojawiają się chmury, to od razu zrobiło się przyjemniej. Do tego w weekend ma być słonecznie i ciepło. Czyli mamy szanse na powrót lata. 

Tegoroczne wakacje nie rozpieszczały nas pogodą. Podobnie jak ostatnia zima i wiosna, również lato było kapryśne. Trzeba jednak przyznać, że dzięki sporej ilości opadów zieleń w tym sezonie jest wyjątkowo bujna, a liście na drzewach wciąż są zielone. A przecież w ubiegłych latach narzekaliśmy na letnią suszę. Dwa lata temu w połowie sierpnia brzozy były już prawie całe żółte. A jak wyglądała pogoda w wakacje? I co działo się w ogrodzie? Zapraszam na krótkie podsumowanie lipca i sierpnia.

Początek lipca przyniósł ciepłą, ale nie gorącą aurę. W pierwszym tygodniu tego miesiąca nie brakowało słońca. 


Na początku wakacji rozkwitła hortensja Anabelle. Kwitnie do tej pory, ale z uwagi na dużą ilość opadów jej kwiaty nie są już tak piękne jak 2 miesiące temu.  


Pogoda sprzyjała kwiatom. Dzięki słońcu rozkwitły petunie, które dostałem od ich producenta firmy PLANTPOL.


Pod koniec pierwszej dekady miesiąca nadeszły ulewy, które trochę podtopiły mój ogród. Na szczęście woda szybko wsiąkła w glebę. Niestety nie były to najgorsze kaprysy pogody w mojej okolicy. 


Kolejne dni to fala upałów. Temperatury przekraczały 30 stopni w cieniu. Niestety, podczas gdy na południu, zachodzie i w centrum kraju na dobre zapanowało lato, na Wybrzeżu pogoda płatała figle osobom tam wypoczywającym. Jedynie w okolicach Świnoujścia i Międzyzdrojów było więcej słońca. Na pozostałym obszarze Wybrzeża niebo często zasnute było chmurami. 


Co tam jednak upały. Najgorsze dopiero było przed nami. 23 lipca potężna trąba powietrzna powaliła wiele drzew w mojej okolicy. W ogrodzie moich rodziców trąba ukręciła wręcz jedną z sosen. Na szczęście nikomu nic się nie stało, a i straty materialne były niewielkie. Sosna runęła pomiędzy domem i komórka, gdzie mam garaż. Ale gdyby spadła o 2 metry w prawo lub lewo, byłoby nieszczęście. Mimo tego była to najgroźniejsza z 3 lipcowych wichur, które nawiedziły południowo-zachodnie przedmieścia Warszawy.


Przełom lipca i sierpnia to powrót upałów. Słupki rtęcie oscylowały wokół 35 stopni. Po ulewach takie temperatury sprawiły, że poczułem się jak w lesie równikowym. Wilgoć, brak przewiewu i upał... To nie dla mnie. 


Taka pogoda sprzyjała jednak roślinom. na początku sierpnia zakwitły oba hibiskusy bylinowe. Podobnie jak petunie przyjechały do mnie z PLANTPOLU.

Dodam, że kwiaty były prezentem dla blogerów ogrodniczych, którzy uczestniczyli w 5 Spotkaniu podczas targów Gardenia. 


Początek drugiej dekady sierpnia to okres największych tegorocznych upałów. W centrum kraju i na południu temperatury dochodziły do 40 stopni. Kiedy 11 sierpnia wyjeżdżałem nad morze skwar był nie do zniesienia. Za to Sopot przywitał mnie przyjemną temperaturą. Niestety noc z 11 na 12 sierpnia na długo pozostanie w pamięci wielu mieszkańców Kujaw i Pomorza. Tragiczne w skutkach wichury pochłonęły ludzkie istnienia. nie sposób o tym zapomnieć. 

Druga połowa miesiąca obfitowała w... żołędzie. W ogrodzie pojawiło się ich całe mnóstwo.


Wysokie temperatury sprawiły, że liście na brzozach zaczęły powoli żółknąć. Za to rośliny schowane przed słońcem w cieniu korzystały z takiej aury. 


Spadające żołędzie, dojrzewające kasztany i owoce ostrokrzewów, czy też powoli żółknące liście brzóz to sygnał zbliżającej się nieuchronnie jesieni.  


W ogrodzie, a w zasadzie na schodach wejściowych do domu pojawiły się pierwsze chryzantemy drobnokwiatowe. To także znak nadchodzącej jesieni. 


Póki co wrzesień przyniósł falę opadów i ochłodzenie. Jeszcze 31 sierpnia było 30 stopni i piękne słońce. 1 września to już deszcz i chłód. A jakie będzie zakończenie lata? Weekend ma być ciepły i słoneczny, potem znów spodziewane są opady. Czy mamy szansę na złotą polską jesień. O tym się już wkrótce wszyscy przekonamy. 

Serdecznie zapraszam do codziennej lektury bloga.