Partnerami bloga są:

Fiskars.pl

Idealnytrawnik.pl

niedziela, 31 grudnia 2017

Szczęśliwego Nowego 2018 Roku!

Kończy się stary już rok 2017 i zaczyna nowy. W niektórych miejscach świata fajerwerki już wystrzeliły. Jako pierwsi na kuli ziemskiej Nowy Rok przywitali mieszkańcy Kiribati. Po nich rok 2018 powitają mieszkańcy innych archipelagów i wysp na Oceanie Spokojnym. Potem przyjdzie czas na Nową Zelandię, Australię, Azję, Daleki i Bliski Wschód. W samej Rosji jest przecież kilka stref czasowych tak znacząco od siebie różnych. W Polsce i innych krajach Europy Centralnej Nowy Rok zagości za niecałe 10 godzin. Za to w Portugalii, Wielkiej Brytanii i Irlandii godzinę po nas. Potem zabawę zaczną mieszkańcy Ameryki Południowej i Północnej. Jako ostatni 2018 rok przywitają ci, którzy mieszkają bądź bawią się na Hawajach i w zachodniej części Alaski.

Co nam przyniesie ten Nowy Rok? Tego pewnie nie wie nikt.

Ale ja życzę Wam wszystkim aby był szczęśliwy. Niech spełniają się Wasze marzenia. Życzę Wam zdrowia i radości, spokoju i pogody ducha oraz jak największej ilości życzliwych ludzi dookoła Was! 

Szczęśliwego Nowego Roku!

sobota, 30 grudnia 2017

Koniec grudnia w ogrodzie

Wigilia zamiast śniegiem i lekkim mrozem przywitała nas deszczem i paskudną wręcz pogodą. W pierwszy dzień Świąt Bożego Narodzenia wciąż było pochmurno, ale przynajmniej już tak nie lało. Brakowało trochę typowo świątecznej atmosfery ze śniegiem i lekkim mrozem. Z drugiej strony wcale nie tęsknię za zimą i  im szybciej ta pora roku się skończy i przyjdzie wiosna tym dla mnie lepiej. Żeby tylko to nie była taka wiosna jak w 2013 roku, kiedy w pierwszej dekadzie kwietnia był mróz i dookoła leżał śnieg. Za taką wiosną absolutnie nie tęsknię. 

Szczerze mówiąc ucieszyłem się z chłodnego aczkolwiek nie mroźnego listopada i grudnia. Dlaczego? No bo zdecydowana większość moich zimozielonych roślin liściastych zdążyła wyhamować wegetację. Na szczęście późną jesienią nie było ciepło i krzewy nie wytworzyły jeszcze tak dużych pąków na liście jak rok czy dwa lata temu. Najgorzej było w ubiegłym sezonie gdy w Święta było +13 stopni, a kilkanaście dni później (Trzech Króli) ponad -25 przy gruncie. Nie było to dobre dla roślin. 

Więcej o grudniowej aurze napiszę za kilka dni w comiesięcznym podsumowaniu. Dziś zapraszam na spacer po moim ogrodzie i po okolicy. Tak ogród wyglądał popołudniu w pierwszy dzień Świąt. Mnóstwo zieleni, dość ciepło, aczkolwiek pochmurno!


Za to drugi dzień Świąt i środa przyniosły wspaniałą, słoneczną pogodę. Była to też dobra okazja do popołudniowego spaceru po okolicy i do zrobienia kilkunastu zdjęć. Z uporem maniak fotografuję liściaste rośliny zimozielone, ale są one moim hobby i zawsze dostrzegam w nich coś ciekawego.


Podczas spaceru miałem okazję sfotografować prawie 50 letnią laurowiśnię rosnącą u mojego sąsiada. Krzew kilka razy przemarzł ale zawsze odrastał od przyciętych łodyg. 


Podczas spaceru jak zawsze zafascynowały mnie różaneczniki i bluszcze licznie rosnące w mojej okolicy. 


Jednak podczas spaceru zafascynowały mnie również piękne, świerkowe szyszki i...  smugi kondensacyjne, które pozostają po niektórych samolotach.


We czwartek padał deszcz, a wczoraj rano w ogrodzie było trochę śniegu. Tyle, że momentalnie stopniał. Za to dziś rano ogród delikatnie "pomalowany" był szadzią. Ujemna temperatura sprawiła, że zamarzła również powierzchnia oczka wodnego. jednak najbliższe dni przyniosą zdecydowane ocieplenie więc lód zapewne bardzo szybko zniknie. 


Szadź osadziła się nie tylko na trawniku ale również na liściach roślin. Poniżej kiścień japoński Royal Ruby oraz bukszpan wieczniezielony. 


Taka lekka zima bardzo mi odpowiada. Jest ona także dora dla roślin. Pod warunkiem oczywiście, że tak jak w latach ubiegłych po okresach znacznego ocieplenia nie przyjdą bezśnieżne i bardzo mroźne noce i dni.


Serdecznie zapraszam do codziennej lektury bloga!

poniedziałek, 25 grudnia 2017

Nicea - dzień 1

Wigilia, Boże Narodzenie... Wiele dni przygotowań i za chwilę będzie po Świętach. Przed nami Sylwester i Nowy Rok. Czas pędzi jak szalony. Ten rok był dla mnie dosyć wyjątkowy. Dlaczego? Bo miałem kilka zupełnie niezaplanowanych przygód zagranicznych. Napiszę o tym szerzej w podsumowaniu 2017 roku. Zawsze skrzętnie planuję swoje wyjazdy, czytam przewodniki, przeglądam internet itp. A tu nagle bęc. Zupełna zmiana! 

Nie lubię listopada. To dla mnie najgorszy miesiąc w roku. No może poza jego końcem, kiedy są Andrzejki. Grudzień, mimo tego, że ma najkrótsze dni jest dla mnie o wiele bardziej optymistyczny. No bo listopadowe Andrzejki (30.11.) potem Barbórka i Mikołajki. No a potem już przygotowania do Świąt, no i wreszcie przesilenie zimowe i coraz dłuższe dni. A w listopadzie jest szaro i ponuro. Nie lubię tego miesiąca. 

W niedzielny wieczór 5 listopada siedziałem sobie przy komputerze i szukałem nowych roślin do ogrodu. Plany oczywiście do realizacji na wiosnę. Zrobiło się bardzo późno i miałem już iść spać ale coś mnie tknęło i rzuciłem jeszcze okiem na stronę internetową jednej z tzw. tanich linii lotniczych. Mało nie spadłem z fotela. Bilet Warszawa - Nicea - Warszawa kosztował niecałe 300 PLN. Co zrobiłem? W nowym oknie szybko otworzyłem stronę rezerwacji apartamentów, hoteli i hosteli i natychmiast znalazłem hotel w centrum Nicei, ze śniadaniami, łazienką i TV za.. 100 PLN za dobę! Po kilku minutach moja drukarka wypluwała potwierdzenie rezerwacji hotelu i samolotu. Ale super! Wylot za 8 dni! 

No i w ten sposób 13 listopada wieczorem spacerowałem sobie po ulicach ciepłej Nicei. Lazurowe Wybrzeże! Marzenia się spełniają!


Mój hotel był blisko centrum, a w zasadzie bliżej dwora głównego i centrum Promenady Angielskiej. Po drodze nad morze zwiedziłem piękny park, a w nim m.in. cudowne fatsje przygotowujące się do kwitnienia.


Magnolie wielkokwiatowe... Ależ to wielkie drzewa!


Banany....


i kwiatki. Ale nie wiem co to jest :-)


Nicea czaruje. Pogodą, błękitem nieba i morza, ciepłem i piękną architekturą. 

W aglomeracji nicejskiej mieszka prawie 1 000 000 ludzi.  14 listopada, u nas zimno i mokro, a na lazurowym Wybrzeżu... Jak widać :-)


Wzdłuż wybrzeża w Nicei ciągnie się Promenade des Anglais :-)


Plac Massena... i ogród Alberta.


Do tego fontanny... I jest cudnie. 


Opera, Stare Miasto i Promenada Paillon. No i David :-) A raczej jego kopia :-)


Spacer kończymy dziś na Placu Garibaldi'ego.


Ach to niebo... No i ta woda... Lazurowe Wybrzeże zauroczyło mnie. Czy Was też? Wkrótce zapraszam na kolejne posty z Monaco i Cannes oraz z... Nicei!