Partnerami bloga są:

Fiskars.pl

Idealnytrawnik.pl

środa, 31 stycznia 2018

Podsumowanie 2017 roku - część II

Dziś ostatni dzień stycznia. To już takze chyba ostatni dobry moment na podsumowanie drugiej połowy 2017 roku. Pierwszą część dużej dawki zdjęć i opisów pierwszych 6 miesięcy 2017 w moim ogrodzie i życiu znajdziecie TUTAJ Obie części podsumowania dotyczą przede wszystkim mojej ogrodniczej sfery życia. No i tej zielonej, która zawsze towarzyszy moim wyjazdom. Reszta pozostaje moją słodką tajemnicą. Pierwsza część podsumowania skończyła się na moim wyjeździe do Poznania. Drugą część rozpocznę od mojego krótkiego pobytu... w Poznaniu. 01 lipca 2017 spacerowałem sobie po tamtejszym Ogrodzie botanicznym. Andrzejowe drogi nieuchronnie skrzyżowały się z trasami moich wspaniałych koleżanek, które podobnie jak ja uczestniczyły w Ogólnopolskim Konwencie Blogosfery Ogrodniczej.


Poznański Ogród botaniczny to wspaniałe i pięknie utrzymane miejsce. Warszawo! Bierz przykład! 


Po powrocie do domu czekało mnie przycinanie krzewów. Pod sekator poszły m.in. bukszpany, trzmieliny czy bluszcze. Przycinanie to bardzo przyjemne zajęcie, ale ile potem było sprzątania... 


Kolejna niezbędna czynność po kilku dniach nieobecności to koszenie trawnika. Uwielbiam tak równo przyciętą murawę. 


Wiosna i lato były dość wilgotne. Częste opady i w miarę wysoka temperatura sprzyjały wzrostowi roślin. Ale było też sporo słonecznych dni. W połowie lipca w oczku pojawiło sięsporo młodych rybek. Ciekaw jestem jak przeżyją zimę. Już nie mogę się doczekać takiego widoku, jak poniżej na zdjęciu. 
 

23 lipca na długo pozostanie w mojej pamięci. Popołudniowa trąba powietrzna wręcz ukręciła jedną z sosen rosnących w ogrodzie moich rodziców po drugiej stronie domu. Drzewo spadło dosłownie tuż obok budynku. I tuż obok garażu, w którym stała moja Skoda. 


W sierpniu lato i kolory królowały w moim ogrodzie.


Zakwitły też hibiskusy. Miały niesamowicie wielkie kwiaty. Nie myślałem, że te ketmie aż tak pięknie zakwitną. 



W połowie miesiąca pojechałam na kilka dni do Trójmiasta. Sopot już opisałem na blogu. Na Gdańsk i Gdynię przyjdzie czas na początku marca. A post o Sopocie znajdziecie TUTAJ


Kiedy wyjeżdżałem do Sopotu w mojej okolicy było prawie 40 stopni. Nad morzem było znacznie chłodniej. Bardzo przyjemnie i przewiewnie. Kiedy wróciłem do domu i u mnie było już trochę chłodniej. Ale koniec miesiąca znów przyniósł dość wysokie temperatury i słońce. 
 

Na początku września dęby zaatakowane mączniakiem właściwym zaczęły gubić liście. 


Ale początek września to przede wszystkim warszawskie targi "Zieleń to życie" i 6 Spotkanie Blogerów Ogrodniczych. jak się potem okazało ostatnie w takiej formie. Kolejne nasze spotkanie, już za niewiele ponad 3 tygodnie odbędzie się pod nową nazwą i w zupełnie nowej formule. Forum Promotorów Ogrodnictwa na pewno będzie świetną kontyanuacją SBO. 


W połowie miesiąca na trawniku zaczęło pojawiać się coraz więcej liści. Grabie nie nadążały sprzątać. 


Trzecią dekadę września zapamiętam jako ciepłą i słoneczną. Takiej właśnie chciałem jesieni. 


Piękna pogoda skusiła mnie do wypadu do Łodzi. Po raz pierwszy w życiu odwiedziłem tamtejszy Ogród botaniczny. I znów muszę napisać: Warszawo, Ogrodzie botaniczny UW! Spójrzcie jak tu ładnie! 


Wyjazd do Łodzi okrasiłem odwiedzinami tamtejszej palmiarni i przylegającego do niej ogrodu eksperymentalnego. W tym ostatnim poczułem się jak u siebie! 


Początek października charakteryzował się wspaniałą pogodą. 


W ogrodzie pojawiła się też moja pierwsza hortensja Vanila Fraise.  


Pod koniec miesiąca jesień pokazywała swopje najpiękniejsze oblicze. Przebarwiające się liście wyglądały jak zwykle zjawiskowo. 


W listopadzie liście coraz mocniej zasypywały trawnik. Ale brak porannych przymrozków i spora dawka wilgoci spowodowały, że w ubiegłym roku liście na drzewach utrzymywały się wyjątkowo długo.  


Na przełomie pierwszej i drugiej połowy miesiąca odbyłem kolejną w ubiegłym roku spontaniczną podróż. Do niedawna każdy wyjazd szczegółowo planowałem. A w ubiegłym roku okazało się, ze wiele moich podróży aranżowałem dosłownie kila dni przed wyjazdem. Podobnie było z wyprawą na Lazurowe Wybrzeże. Ależ to był bajeczny wyjazd. No i ta pogoda. Rewelacja.Zwiedziłem Niceę, w której się zatrzymałem, Monako, w tym Monte Carlo oraz Cannes. Pierwszy post o pobycie w Nicei znajdziecie TUTAJ W lutym i marcu opublikuję kolejne posty, w których opisze Monako i Cannes. A na zakończenie wrócimy znów do Nicei.


20 listopada spadł pierwszy w tym sezonie śnieg. Na szczęście nie poleżał jednak zbyt długo. Ale dzięki tym opadom i lekkiemu przymrozkowi z drzew do końca spadły liście.


23 listopada ogród był już sprzątnięty, a trawa po raz ostatni w tamtym sezonie skoszona. Wszystko było gotowe na nadejście zimy. 


Pod koniec listopada odwiedziłem wspaniały ogród prywatny w podwarszawskim Zalesiu. Czemu się tam znalazłem? Przeczytacie o tym TUTAJ To bardzo sentymentalna, ale też piękna opowieść. Czasami sam nie wierzę, że spotkała mnie taka przyjemność i przygoda.


Grudzień bardziej przypominał październik. I chociaż temperatury nie szalały, to jednak wciąż były dodatnie, a pogoda przypominała tą, która panuje w tym okresie na zachodzie Europy.


Kilkanaście dni przed Bożym Narodzeniem synoptycy przepowiadali "białe" święta. Co prawda 21 grudnia na chwilę zrobiło się jakby biało, ale zima szybko sobie poszła. I to gdzieś daleko. Bo w Święta było ciepło.


Pogoda 26 grudnia sprzyjała spacerom. Słońce, ciepło... Gdzie ta zima?


Taka aura utrzymywała się aż do początku stycznia. W Sylwestra spacerowałem sobie z aparatem po ogrodzie. A Dyzio dziwił się, że jest tak ciepło. 


Ależ to był udany rok. A ten będzie zapewne jeszcze lepszy. Tym bardziej, że w Sylwestra spotkała mnie ogromna i niezwykle miła niespodzianka. Pewna rozmowa telefoniczna... Ale to moja tajemnica.

Serdecznie zapraszam do codziennej lektury bloga.

wtorek, 30 stycznia 2018

Koniec stycznia w latach 2011 - 2018

Ależ ta pogoda jest kapryśna. W sobotę w ogrodzie leżały jeszcze resztki śniegu. Wczoraj za to mieliśmy prawie 12 stopni ciepła. Czy to normalne? Jak najbardziej. Kiedy nad nasz kraj nadciąga powietrze znad Arktyki lub Rosji mamy mróz i słońce. Ale kiedy przeważają niże znad Atlantyku to jest mokro lecz ciepło. Zresztą w Polsce może być tak, że w Szczecinie będzie +5 stopni, a w Suwałkach -5, albo i zimniej. Koniec stycznia nie zawsze wygląda u nas tak samo. Dziś zapraszam Was do obejrzenia zdjęć robionych pod koniec tego zimowego miesiąca w latach 2011 - 2018. Zobaczcie jakie były różnice w pogodzie. 

W 2011 było mroźno, śnieżnie ale pogodnie. Śnieg skrzypiał pod stopami, a na wąsach momentalnie pojawiał się szron. Było zimno, bardzo zimno. Ale jakże pięknie!


W 2012 koniec stycznia przyniósł odwilż.


W 2013 w trzeciej dekadzie stycznia było mroźno i bardzo śnieżnie. Już dawno w mojej okolicy nie było aż tyle śniegu. Zobaczcie, jakie fajne "czapeczki" wyrosły na świerkach Conica. Ale... pod koniec miesiąca przyszła niespodziewana odwilż i wszystko kapało i pływało. 


Kolejny rok to także śnieg i temperatury w okolicach 0 stopni C.


Aż trudno uwierzyć, że pod koniec stycznia 2015 w ogrodzie było aż tak zielono. No i że kret potrafi zrobić tyle szkód w trawniku. Chyba kopał korytarze przy linijce. 


Jeszcze cieplej i jeszcze bardziej zielono było pod koniec stycznia 2016. Dzień dłuższy już prawie o godzinę, do tego słońce i można pomyśleć, że to przedwiośnie. Ale zima powróciła wtedy jeszcze na chwilę.


Styczeń 2017 dał czadu. Po wyjątkowo ciepłym grudniu w styczniu przyszły siarczyste mrozy. Nocami było nawet -26 stopni. Koniec miesiąca był troszkę cieplejszy. Ale wcześniej było na tyle zimno, ze ptaki doszczętnie ogołociły ostrokrzewy z owoców. Zostały po nich tylko szypułki.


Aha, kot nie jada owoców ostrokrzewu. Śledzi natomiast z uwagą biegające po ogrodzie ptaszki. 


A dziś. No cóż. Prawie całą noc lał deszcz. Przy 8 stopniach ciepła. Do tego trochę wiało. Niezbyt przyjemna aura. Teraz się ochłodziło i jest niecałe 5 stopni. I dalej wieje wiatr.


Do końca tygodnia pogoda ma być w kratkę. Prognozy podają, że po niedzieli w okolice Warszawy powróci lekka zima i utrzyma się co najmniej do końca lutego. Czy to się sprawdzi? Czy Dyzio będzie znów biegał po śniegu i ganiał ptaszki? Już wkrótce się o tym przekonamy. A ja na pewno napiszę jaki jest wpływ takiej pogody na roślinność w ogrodzie. 

Serdecznie zapraszam do codziennej lektury bloga!