Partnerem bloga jest Szkółka roślin ozdobnych i owocowych

w Janczewicach, ul. Jedności 114

Pn - Pt: 07.30 - 18.00

Sobota: 08.00 - 17.00

Niedziela: 09.00 - 15.00

Tel. 605 490 480

czwartek, 29 września 2016

Kolejne zmiany w ogrodzie 1

W moim ogrodzie znowu dużo się dzieje. I to nie tylko za prawą rosnących, kwitnących czy też niszczejących roślin, ale przede wszystkim dlatego, że znów muszę zmienić trochę aranżację ogrodu. Dlaczego muszę? Po pierwsze dlatego, że z uwagi na przebudowę ulicy, przy której mieszkam miasto przejęło narożną część działki, wobec czego rośliny tam rosnące należało przesadzić. Po drugie: bo część krzewów bardzo urosła i musiałem je poprzesadzać. A po trzecie... Bo niektóre fragmenty ogrodu przestały mi się podobać. No i po czwarte... Bo wkrótce będę miał do zagospodarowania jeszcze niewielki kawałek, który przekazali mi rodzice. 

Już od kilku lat mam dojrzewam do zaprzestania jakichkolwiek zmian w ogrodzie. Czasami mówię sobie: dość! Koniec przesadzania, dosadzania, pomniejszania trawnika i eksperymentów z różnymi roślinami. Ale szybko mi to przechodzi. Nowe pomysły, nowe rośliny... Dzieje się... I dobrze, bo w sumie lubię tworzyć coś nowego.

Ale przejdźmy do zmian. Dziś pokażę Wam pierwszą część z serii kilku postów opisujących przemiany ogrodu. Jeszcze wczoraj przed południem stranwesja Dawida rosła w kąciku japońskim. Krzew ten mam od 2013 roku i w tym czasie bardzo się rozrósł. Stranwesję musiałem więc przesadzić.


Postanowiłem wyrównać troszkę niepraktyczne zakola obrzeży z kostki granitowej. Dzięki takiemu zabiegowi zniszczyłem bezpowrotnie jedynie niewielki kawałek trawnika. Zyskałem za to sporo miejsca na rośliny. Dodam, że miejsce to sąsiaduje bezpośrednio z nikim ogrodzeniem, które wkrótce zostanie przesunięte. Tak jak pisałem wyżej, rodzice mieszkający za płotkiem, podarowali mi (nieformalnie) kolejny kawałek ziemi do zagospodarowania. Powstanie więc następny kącik z liściastymi roślinami zimozielonymi. Ale nie tylko!


Dzień wcześniej przesadziłem ostrokrzew Myerifolia, który rósł przy samej laurowiśni Otto Luyken. Ta ostatnia coraz szerzej się rozrasta i potrzebuje dużo przestrzeni. 

Stranwesja wraz z dużą bryłą korzeniową powędrowała kilka metrów w głąb ogrodu. Wybierając dla niej nowe miejsce miałem na względzie warunki, jakich potrzebuje ten krzew. Wybrałem więc stanowisko, na którym nie będzie świeciło wczesnowiosenne słońce. Półcień, z dawką słońca przed południem i popołudniu (latem). Od końca lata aż do połowy wiosny miejsce to jest jasne anie nie świeci tam bezpośrednio słońce. 

Po przesadzeniu stranwesji w miejscu tym zrobiła się straszna pustka. Dlatego tez powędrował tam pieris Bonfire, który pierwotnie rósł przy mahonii obok skarp przy wejściu do domu.


Mahonia wypuszcza mnóstwo odrostów od korzeni i przypuszczam, że zarośnie wkrótce to miejsce. Dlatego też póki co nic innego tam nie posadzę. 


Wróćmy jednak do ostrokrzewu i stranwesji. Po ułożeniu obrzeży wyrównałem teren, zrobiłem dookoła roślin wałki ziemne i całość wysypałem korą sosnową.


Stranwesja jest teraz o wiele lepiej widoczna, ma też mnóstwo miejsca na rozrost. Jak widać jest to już bardzo wysoki krzew. I pomyśleć, że jak ją sadziłem 3 lata temu miała ok. 40 cm wysokości, a zagraniczny sprzedawca zarzekał się, że w naszym klimacie nie przekroczy 150 cm. I to za kilka lat. Ale w sumie cieszę się, że nie sprawdziły się jego przewidywania. Stranwesja znacznie przewyższa rosnącą po jej lewej stronie laurowiśnię Caucasica., a ta ma już 2 metry! Więcej informacji o stranwesji przeczytacie w listopadowym wydaniu Magnolii. W kioskach będzie dostępna już na początku drugiej dekady października. 

Obok stranwesji i ostrokrzewu Silver van Tol posadziłem kiścień wawrzynowaty. Wcześniej rósł on pomiędzy laurowiśnią Caucasica a berberysem Julianae. Krzewy bardzo się rozrosły i potrzebowały więcej miejsca. Stąd decyzje o przesadzeniu kiścienia.


Wczoraj na swoje stałe i mam nadzieję, że docelowe miejsce powędrowała kalina Pragense. Kupiłem ją sobie w prezencie urodzinowym... 10 tygodni temu. Tak długo trwał u mnie proces decyzyjny zmierzający do wyznaczenia kalinie miejsca w ogrodzie. Chciałem, żeby rosła gdzieś niedaleko kaliny sztywnolistnej, z którą jest spokrewniona. No i znalazłem rozwiązanie.


Kalina rośnie co prawda dosyć blisko dębu. Ale nie powinno jej to przeszkadzać. Ziemia przy drzewie jest dosyć wilgotna. Pamiętajmy, że gdy pada deszcz spora jego ilość spływa po liściach i koronie aby następnie po pniu trafić do gleby. Poza tym będę ją regularnie podlewał i zasilał. Po drugiej stronie dębu rośnie jej kuzynka. 


Już wkrótce kolejne posty o jesiennych ogrodowych zmianach.

Serdecznie zapraszam do codziennej lektury bloga!

8 komentarzy:

  1. I bardzo dobrze, że w Twoim ogrodzie wiele się dzieje.
    Masz przynajmniej zajęcie. Przesadzane i kupowanie nowych roślin, aranżacja nowej(dodatkowej) działki.
    Mieszkasz obok Rodziców? Cały czas wydawało mi się, że ich dom jest w innej miejscowości. Być może pisałeś a ja nie czytałam tego postu.
    Serdecznie pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, mieszkamy w jednym budynku, ale mamy osobne mieszkania i osobne wejścia. Nawet z ulicy. Mimo to, w zasadzie mamy do siebie przez ścianę, no i przez sufit :-) Serdeczności Lusiu!

      Usuń
    2. dziękuję i przepraszam za moją ciekawość.
      Serdecznie pozdrawiam:)

      Usuń
    3. Lusiu, nie ma za co :-) Przecież to żadna tajemnica :-) Mamy do siebie blisko ale jednocześnie daleko :-) Miłego tygodnia!

      Usuń
  2. Dobry wieczór! Dużo zmian, powodzenia:-) Ucieli narożnik, ale nie na tego zlego... to miło, że jednak Twój bedziesz mial miejsce na nowe rośliny dzieki rodzicom :-) A stranwesja zasluzenie dostala sporo miejsca :-) Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witaj, stranwesja rośnie jak szalona! Nie myślałem, że to będzie takie wielki krzew! Ale to super, bardzo się z tego cieszę :-) Mam już plany co do nowych nasadzeń :-) I chociaż en kawałem będzie malutki to zmieści się tam kilka fajnych egzemplarzy :-) Pozdrowienia!

      Usuń
  3. Drogi Andrzeju, wielokrotnie mówiłam sobie "dość, to już ostatni raz" ale zgodnie z treścią powiedzenia "nigdy nie mów nigdy" zakasywałam rękawy i... przesadzałam, dosadzałam tym samym zmieniając oblicze swojego ogrodu. Przestałam wypowiadać powyższą mantrę, bo w gruncie rzeczy ogród i tak się zmienia nawet bez naszej ingerencji a przecież zmiany zawsze cieszą i są potrzebne. Życzę Tobie i sobie żeby nasze prace ogrodowe nigdy nie miały końca:)

    OdpowiedzUsuń
  4. W sumie... masz rację :-) Bardzo dziękuję za miłe słowa, pozdrowienia :-)

    OdpowiedzUsuń