Partnerem bloga jest Szkółka roślin ozdobnych i owocowych

w Janczewicach, ul. Jedności 114

Pn - Pt: 07.30 - 20.00

Sobota: 08.00 - 20.00

Niedziela: 09.00 - 20.00

Tel. 605 490 480

piątek, 20 listopada 2015

Kładka i pergola - 7 lat w ogrodzie

Zgodnie z wczorajszą obietnicą dziś wybierzemy się w podróż do przeszłości. Nasze wojaże zakończymy co prawda na teraźniejszości, jednakże wyprawę zaczniemy od 2006 roku, kiedy zaczął powstawać mój ogród. W październiku 2005 roku wprowadziłem się do mojego domu. Przez zimę i wiosnę wile myślałem o otoczeniu mojego domu. Nie było mnie wtedy stać na wynajęcie projektanta, ale za to od pomysłów aż bolała głowa. Wiosną się zaczęło. I trwa tak do dziś. Wciąż jakieś zmiany, nowe rośliny i nowe... pomysły. Na przyszły rok już tez mam kilka nowych dzieł do wykonania. 

Póki co wróćmy jednak do 2006 roku. Początki ogrodu były skromne. Nie było wtedy jeszcze ani chodnika ani kładki i pergoli, o których dziś będę pisał.


Projektując chodnik prowadzący od wejścia do ogrodu z ulicy do wejścia do domu musiałem zmierzyć się z problemem korzeni drzew znajdujących się na miejscu gdzie miała biec ścieżka. Korzenie te były albo tuż pod powierzchnią ziemi albo wręcz wystawały nad ziemię. Początkowo myślałem o ich wycięciu, ale dosyć szybko stwierdziłem, że po pierwsze mogę poważnie uszkodzić system korzeniowy drzew (sosny i dęby), a po drugie drzewa pozbawione grubych korzeni utrzymujących je w ziemi, mogą przy pierwszym silniejszym wietrze przewrócić się i narobić wiele szkód. Poza tym po prostu było mi szkoda ranić te piękne i stare okazy sosen i dębów. W listopadzie 2006 roku powstał  mój pierwszy chodnik. Dziś już go nie ma, niestety zbutwiał. A szkoda, bo był naprawdę śliczny!


Wyrwa w chodniku przetrwała prawie dwa lata. Kładka nad korzeniami pojawiła się w sierpniu 2008 roku. A wraz z nią pergola, która jest swego rodzaju czarodziejskim wejściem do ogrodu.


Przy pergoli posadziłem bluszcze irlandzkie, które niestety nie przetrwały. Początkowo myślałem, że pnącza zmarzły. Z biegiem czasu nabrałem troszkę wiedzy i doświadczenia i dziś już wiem, że one po prostu zimą uschły. Zabiła je długotrwała zimowa susza i niestety mój brak doświadczenia w uprawie tej dosyć wymagającej odmiany bluszczu. Gdybym je dobrze podlał przed nadejściem zimy i podlewał je w przerwach pomiędzy okresami mrozów na pewno przetrwałyby.Poniżej zdjęcie z 2010 roku.


Na miejsce bluszczy irlandzkich posadziłem ukorzenione przeze mnie sadzonki bluszczu pospolitego Woerneri. Na przestrzeni lat ogród znów zmienił kształt. W 2010 roku pojawił się nowy chodnik. W 2012 dosadziłem też sporo nowych roślin. Bluszcz posadzony przy pergoli zaczął szybko rosnąć.



W 2014 prawie cała budowla  była już opleciona przez pnącze.


Poniższe zdjęcie zrobiłem wczoraj. Bluszcz pomimo przycięcia znów urósł. Bardzo podoba mi się taka zimozielona brama, Nawet jeśli widoczna jest w lekkiej mgle listopadowego popołudnia.


A co Wy sądzicie o takim wejściu? Czy podoba się Wam pomysł z kładką i pergolą?

2 komentarze: