Partnerem bloga jest Szkółka roślin ozdobnych i owocowych

w Janczewicach, ul. Jedności 114

Pn - Pt: 07.30 - 18.00

Sobota: 08.00 - 17.00

Niedziela: 09.00 - 15.00

Tel. 601 424 894

wtorek, 27 maja 2014

Niedzielne popołudnie

Początek tygodnia upłynął pod znakiem burz i opadów deszczu. Dziś od rana świeci słońce, ale prawdopodobnie w ciągu dnia powrócą opady. W nocy też musiało trochę pokropić bo wszystko dookoła jest mokre! Deszcz jest bardzo potrzebny, ale nie w nadmiarze. Zbyt duża ilość opadów może spowodować zagrożenie powodziowe oraz zniszczyć uprawy! 

Za to sobota i niedziela upłynęły pod znakiem pięknej pogody. W sobotę po powrocie z Ogrodu Botanicznego PAN grillowałem, a w niedzielę krzątałem się po ogrodzie i podlewałem krzewy. No a w poniedziałek porządnie popadało. Pewnie gdybym nie podlewał to deszcz by nie spadł. To trochę tak jak z myciem samochodu. Często, po wyczyszczeniu samochodu w krótkim czasie pada deszcz. A jeżdżąc po naszych brudnych drogach możemy zaraz wracać na myjnię, bo nasza bryka jest znowu brudna.

W każdym razie w niedzielę popołudniu było pięknie i słonecznie. Poranek i popołudnie to pory dnia, kiedy w moim ogrodzie gości najwięcej słońca. W południe drzewa skutecznie zasłaniają naszą dzienną gwiazdę. Ale dzięki temu liściaste rośliny zimozielone mają wspaniałe warunki. One akurat nie lubią zbyt wielu promieni słonecznych.


Południowa strona ogrodu jedynie rankiem jest delikatnie muskana przez słońce. Później, aż do końca dnia ta część ogrodu jest zacieniona. Nie sprzyja to zbytnio trawnikowi, ale mieszanka parkowa, którą posiałem w ogrodzie całkiem nieźle radzi sobie nawet w miejscach zacienionych. Co prawda wiosną rosło tam sporo mchu, ale po zabiegach nawożenia trawa się rozrosła i mech powoli znika.


W tej części ogrodu rośnie sporo różaneczników. Większość z nich to odmiana Catawbiense Grandiflorum.


W zakątku japońskim też rośnie sporo różaneczników. W tym roku jednak dosyć kiepsko kwitną. Większość pąków okazała się być pąkami wegetatywnymi i wyrastają z nich nowe gałązki, a nie kwiaty.


Mój kot Dyzio bardzo lubi pohasać sobie w ogrodzie. Gdy się zmęczy bieganiem za muszkami czy innymi "fruwakami" to sobie znajduje jakąś kryjówkę i odpoczywa. W niedzielę spodobało mu się pod klonem Dissectum Garnet.


Potem Dyzio wrócił do domu. Pod jego nieobecność w ogrodzie wiewiórka mogła wreszcie spokojnie napić się wody. Po powrocie z Barcelony czekała na mnie niespodzianka. Oczko wodne było czyściuteńkie! To mój współpracownik Michał we "kolaboracji:" z moimi rodzicami (udostępnili ogród) wyczyścił oczko i napuścił świeżą wodę. Oczywiście jest też trochę "starej" wody, żeby do oczka szybciej powróciła równowaga biologiczna.


Rybki też czują się bezpieczniej gdy Dyzia nie ma w okolicy.


Dziś popołudniu na Facebooku "Zimozielony ogród" opublikuję kolejne zdjęcia z mojej sobotniej wizyty w Ogrodzie botanicznym PAN w warszawskim Powsinie. Serdecznie zapraszam do obejrzenia albumu i polubienia strony. Można to zrobić tutaj: Lubię to

4 komentarze:

  1. Odpowiedzi
    1. He he, one często przychodzą do mnie "napić się" ;) Pozdrowienia!

      Usuń
  2. Piękne zwierzaki w cudnym ogrodzie :-) Ja mam podobnie z tym deszczem: przeważnie jak umyję okna - za chwilę pada ;-/ Pozdrawiam ciepło :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Joasiu :) Czyli mamy tak wszyscy, i z oknami i z samochodami i z podlewaniem :) Pozdrowienia i serdeczności!

      Usuń