Partnerem bloga jest Szkółka roślin ozdobnych i owocowych

w Janczewicach, ul. Jedności 114

Pn - Pt: 07.30 - 18.00

Sobota: 08.00 - 17.00

Niedziela: 09.00 - 15.00

Tel. 605 490 480

sobota, 29 października 2016

Zasypany ogród

Wczoraj popołudniu i wieczorem znów lał deszcz. Do tego wiał silny, momentami wręcz porywisty wiatr, który w końcu rozgonił chmury. Na szczęście mimo w miarę pogodnego nieba wieczór i noc były cieplejsze niż te ostatnie. Temperatura nie spadła poniżej 7 stopni. 

Gdy dziś rano wstałem byłem pozytywnie zaskoczony pogodą. Zza chmur wyglądało słońce. Po śniadaniu podobnie jak dziesiątki tysięcy rodaków pojechałem na cmentarze zrobić porządki na grobach tych moich bliskich, którzy już odeszli. Ubrałem się ciepło, bo prognozy na sobotę nie były zbyt pomyślne. I faktycznie, chwilami mocno wiało. Ale gdy zza chmur wyglądało słońce robiło się przyjemnie i ciepło. Około południa słupki rtęci podskoczyły do 13 stopni. Niby żadna rewelacja, ale pamiętajmy, że to przecież koniec października. Nawet wiatr jakby na jakiś czas się uspokoił. Gdy jednak wracałem do domu wiatr znów się pojawił. I to ze zdwojoną siłą. Około 14.00 zaczęło lać. Na szczęście dojeżdżałem już do domu. Po kilku minutach ulewy z nieba spadło coś, co wziąłem za grad. Ale potem ze strony internetowej TVN Meteo dowiedziałem się, że to krupa śnieżna. Synoptyk TVN wyjaśnił, że kulki te tym się różnią od gradu, że są przezroczyste, a ich średnica nie przekracza 5 milimetrów.

Po obiedzie wyszedłem do ogrodu. Niestety w niczym nie przypomina on teraz mojego zadbanego i wypielęgnowanego zakątka. Od wczorajszego popołudnia spadło mnóstwo liści. Jeśli w poniedziałek nie będzie lało czeka mnie intensywne grabienie trawnika. I pewnie ostatnie koszenie.


Mnóstwo liści wpadło do oczka wodnego. Na szczęście od kilkunastu dni rozpięta jest nad nim siatka. 


Jeszcze wczoraj wyglądał oszałamiająco. Mowa o klonie japońskim Dissectum Garnet. Ulewa i wiatrzysko zrzuciły jednak z niego wszystkie listki. Do wiosny drzewko będzie wyglądało jak... stelaż na parasol. 


Chmury jak szybko przyszły tak i szybko sobie poszły. Tuż po 14.00 główna fala opadów była nad moją okolicą. Chmurowy wał widoczny jest na poniższym zdjęciu satelitarnym pochodzącym ze strony internetowej www.sat24.com


Po 15.00 niebo się rozpogodziło. Niestety, za frontem przyszło ochłodzenie i z 13 stopni zrobiło się 6. A sam front podążył na południowy wschód. 


Jak już wspomniałem silny wiatr i opady pozrzucały w cągu ostatnich 24 godzin mnóstwo liści. Brzozy są już prawie łyse. 


Trochę liści ostało się jeszcze na dębach. 


A tak prawdę mówiąc na niektórych jest ich jeszcze całkiem sporo. 


Niewątpliwie jednak powoli nastaje czas moich ulubionych liściastych roślin zimozielonych.  Są one teraz dobrze widoczne i jako jedyne wciąż cieszą oczy zielenią nieopadających po sezonie liści. 


Kiedy już spadną wszystkie liście zbiorę je z kory sosnowej. Wtedy na tle brązu rośliny będą jeszcze lepiej widoczne. 


Niestety pochmurny i szary październik pozbawił nas złotej polskiej jesieni. I w tym roku na pewno już ona nie powróci. Prognozy pogody d;a  Warszawy i okolic przewidują, że  w ciągu najbliższych dwóch tygodnie temperatury w ciągu dnia będą oscylować wokół 6-8 stopni C. Ale jeszcze przed 11 listopada mogą pojawić się poranne przymrozki. A Po Święcie Niepodległości może nawet spaść deszcz ze śniegiem. Jak już wielokrotnie pisałem pogoda jak to kobieta zmieną jest. Czy prognozy się sprawdzą? Pokażą to już najbliższe dni. Tym bardziej, że sytuacja pogodowa będzie wyjątkowo dynamiczna. A ja równie dynamicznie o tym napiszę.

Serdecznie zapraszam do codziennej lektury bloga.

2 komentarze:

  1. Miałam nadzieję na złotą piękną jesień. Niestety, po przymrozku -5 st.C, deszczu i porywistym wietrze drzewa są bezlistne. Ze względu na deszcz, brak słońca październikowe weekendy nie zachęcały do wyjazdów. Taka pogoda jak obecnie całkowicie mnie dołuje, a po całym tygodniu, weekend muszę spędzać możliwie jak najbardziej aktywnie. Jak to robić przy takiej aurze?
    Andrzejku, życzę pięknego, słonecznego weekendu:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam podobnie Lusiu! nie lubię tego szarego i burego okresu jesieni. A w tym roku październik wyjątkowo dał nam popalić. Brak słońca jest masakryczny. Choć muszę przyznać, że dziś troszkę go było. Ale czekam na więcej :-) Cieplutkie pozdrowienia!

      Usuń