Partnerem bloga jest Szkółka roślin ozdobnych i owocowych

w Janczewicach, ul. Jedności 114

Pn - Pt: 07.30 - 17.00

Sobota: 08.00 - 17.00

Niedziela: 09.00 - 14.00

Tel. 605 490 480

sobota, 1 kwietnia 2017

Wiosenna wertykulacja trawnika

Ależ wspaniały weekend! Pogoda, jak to bywa na początku wiosny jest naprawdę dynamiczna. We środę 17 stopni, a popołudniu wichura i ulewa. Czwartek ledwie 10 i pochmurno. Wczoraj piękne słońce i 22 w cieniu. A dziś? Wystarczy spojrzeć za okno. 25 stopni i piękne błękitne niebo! I to nie Prima Aprilis. Faktycznie w mojej okolicy dziś wczesnym popołudniem taka temperatura pojawiła się na termometrach, i to w cieniu! 

W krzynkach meteorologicznych było troszkę chłodniej. W Warszawie oficjalnie odnotowano 23-24 stopnie. Ale u mnie, w zacisznej okolicy zrobiło się troszkę cieplej. Rozkład temperatur w Europie pokazuje poniższa mapa pochodząca ze strony internetowej  www.wetterzentrale.de


Wczorajsza, bardzo wiosenna aura wygnała mnie popołudniu do ogrodu. W planach miałem wertykulację trawnika, rozsianie nawozu oraz dosianie trawy. Ale jak to bywa z planami niestety musiałem je zmienić. A wszystko przez wertykulator. Pod koniec lutego wyciągnąłem machnę z garażu aby sprawdzić stan techniczny wertykulatora. Wtedy odpalił za trzecim pociągnięciem linki. A wczoraj? Nic! Nie działał. Sprawdziłem czy aby na pewno przekładnia ustawiona jest na tryb "start", dopompowałem trochę paliw... i dalej nic. Kolejna myśl... świeca! Pewnie ją zalałem! Wykręciłem więc to wrogie mi urządzonko, oczyściłem, osuszyłem, wkręciłem, ciach za linkę, raz, drugi, trzeci... I co? I nic? Nie napiszę jak nazwałem mój wertykulator, świecę i inne części tego wrednego maszyniska. Od razu przypomniały mi się problemy sprzed dwóch lat, kiedy wertykulator musiał jechać do naprawy. A że wiosną w serwisach ruch jak w ulu, opóźniło to moje działania na trawniku. Z pomocą ojca sprawdziłem świecę... Nie ma iskry. Ubrany w typowo robocze ciuszki wskoczyłem więc w samochód i popędziłem po nową. Na szczęście nie mam daleko, a i cena świecy nie zwalała z nóg. Szybko wróciłem do domu, zmieniłem świecę, pociągnąłem za linkę... I dalej nic. Pompowanie paliwa, czyszczenie świecy... Nic nie pomagało. Na szczęście w porę oprzytomniałem i postanowiłem sprawdzić mechaniczne elementy rozruchu wertykulatora. Na rączce jest dźwignia "stop - start". Zajrzałem do środka i ku mojemu zdziwieniu stwierdziłem, że linka jest poluzowana. Mimo totalnego braku zdolności w naprawach czegokolwiek, rozebrałem obudowę dźwigni, naciągnąłem linkę (ale małpa jest twarda), złożyłem... Pociągnąłem za linkę i moje uszy rozradował warkot maszyny. Udało się! 

A jakie są efekty mojej pracy? Widać to na poniższych zdjęciach. 

Tu jeszcze przed wertykulacją. 


A tu już po.


A dlaczego ten zabieg jest tak ważny? Otóż w okresie wegetacyjnym, kiedy na drzewach są liście w moim ogrodzie jest bardzo dużo cienia. W połączeniu z wilgocią i raczej kwaśnym podłożem co powoduje to rozrost mchu. Ale Celem wertykulacji, oprócz walki z mchem jest przecięcie górnej warstwy korzeni traw oraz usunięcie zeschniętych źdźbeł trawy. Dzięki temu zabiegowi trawa się wzmocni, gdyż do jej korzeni dotrze większa ilość wody i składników mineralnych z gleby i nawozów.

Wczoraj udało mi się jeszcze zgrabić trawnik i uzupełnić dziury, które powstały w skutek wycinki chorego dębu, która miała miejsce jesienią (za zgodą władz gminnych). Niestety nie zdążyłem rozsiać już nawozu i nasion traw. Ale za to zrobiłem to dzisiaj.


Trawnik nie wygląda najgorzej, ale jeszcze przez jakiś czas nie będzie tak soczysty jak latem czy jesienią.  


Murawę porządnie podlałem i mam nadzieję, że już za kilka tygodni powróci jej wspaniała zieleń. 

Serdecznie zapraszam do codziennej lektury bloga!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz