Partnerem bloga jest Szkółka roślin ozdobnych i owocowych

w Janczewicach, ul. Jedności 114

Pn - Pt: 07.30 - 18.00

Sobota: 08.00 - 17.00

Niedziela: 09.00 - 15.00

Tel. 601 424 894

poniedziałek, 13 lutego 2017

Różaneczniki 3

Za oknami znowu chmury. Na termometrach -7 stopni. Od 6 tygodni trwa regularna zima, z mniejszym lub większym mrozem. Niestety w tym czasie nie było w mojej okolicy nawet krótkiej odwilży. Wręcz przeciwnie. Od początku stycznia chwycił tęgi mróz, potem trochę zelżał, ale znów powrócił. Może już nie aż tak silny ale jednak mróz. Dzisiejsze przedpołudnie jest pochmurne w większości rejonów Polski. Błękitnym niebem mogą cieszyć się jedynie mieszkańcy krańców zachodnich kraju. Słońce pojawia się także w południowej części Małopolski. Rozkład chmur w Polsce i w Europie obrazuje poniższe zdjęcie satelitarne pochodzące ze strony internetowej www.sat24.com


W ogrodzie nic się praktycznie nie dzieje, dlatego też dziś będę kontynuował rozpoczęty kilka dni temu wątek o różanecznikach. Dziś napiszę jak je traktować i wspomagać żeby dobrze rosły i pięknie kwitły.

We poprzednim poście o różanecznikach wspomniałem o szczepionce mikoryzowej. Stosuje się ją tylko raz na całe życie rośliny. Grzyby żyją w symbiozie z różanecznikami, umożliwiając im pobór z gleby większej ilości wody i składników mineralnych.

CIEKAWOSTKA! Mikoryzę odkrył polski botanik Franciszek Kamieński. Odkrycia tego dokonał w 1880 roku!

Napisałem też o podlewaniu. To bardzo ważna czynność! Jednakże nasze krzewy będą wymagać również nawożenia. Dostarczanie im pierwiastków i składników mineralnych jest również bardzo ważne.Różaneczniki nawozimy co najmniej dwa razy w roku. Pierwsze nawożenie wskazane jest wczesną wiosną. Na ogół robi się to w kwietniu. Oczywiście wszystko zależy od pogody. Jeżeli śnieg i niskie temperatury ustąpią wcześniej to możemy pokusić się o nawożenie już pod koniec marca. Musimy mieć jednak pewność, że mrozy już nie powrócą. Wiosną stosujemy nawozy z dużą zawartością azotu. Gwarantuje to piękne kwitnienie. Drugi raz nawozimy różaneczniki po przekwitnięciu, pod koniec czerwca lub w lipcu. Wtedy stosujemy nawozy o wysokiej zawartości potasu i fosforu. Z mojego doświadczenia wynika, że przydatne jest również trzecie nawożenie, które przeprowadzamy w październiku lub listopadzie przed nadejściem pierwszych mrozów. Stosuję wtedy specjalną mieszankę jesienną przeznaczoną dla roślin zimozielonych.

Jeśli chodzi o nawożenie to oczywiście najlepsze są nawozy organiczne takie jak obornik, gnojówka czy nawet igliwie z sosen. Pamiętajmy jednak, żeby np. obornik zmieszać z ziemią lub torfem, a gnojówkę rozcieńczyć w wodzie. Zbyt duża dawka nawozu zarówno organicznego jak i mineralnego może zakłócić rozwój krzewów, a nawet im zaszkodzić.

Inną kwestią są choroby i szkodniki, które plądrują nasze krzewy. Najczęściej spotykaną chorobą różaneczników jest fytoftoroza. Na stronie www.choroby-szkodniki.pl znalazłem szereg informacji o fytoftorozie - jednaj z najgroźniejszych chorób grzybowych, atakujących m.in. różaneczniki. Jej objawami są: plamistość liści, zgnilizna korzeni i podstawy pędu, brązowienie i zamieranie łodyg, brak wzrostu roślin, u podstawy pędu widoczne brązowe obumarłe tkanki, rośliny tracą naturalną barwę i połysk. Oprócz różaneczników i azalii atakuje ona m.in. chryzantemę, cyklamen oraz inne drzewa i krzewy liściaste i iglaste. 


Jak podaje ww. strona internetowa fytoftoroza należy do najgroźniejszych chorób wielu roślin, wywoływana jest przez grzyby z rodzaju Phytophthora spp. Istnieje ponad 80 gatunków z rodzaju Phytophthora. Wszystkie gatunki z rodzaju Phytophthora rozwijają się szybko w warunkach bardzo wysokiej wilgotności względnej powietrza i w temperaturze powyżej 20°C (np. kilkudniowa letnia mżawka) oraz zastoinami wody. Grzybnia na roślinie rozwija się bardzo intensywnie w przestrzeniach międzykomórkowych. Na drzewach i krzewach iglastych pierwsze objawy widoczne są na częściach nadziemnych i mogą ujawniać się zahamowaniem wzrostu. Dalszym etapem rozwoju choroby jest zmiana zabarwienia pędów, które wyglądają jak przypalone. Gałązki stopniowo zamierają, a igły czy łuski zaczynają się przebarwiać na żółto, a potem zmieniają barwę na kolor brązowy i zasychają. Fytoftoroza atakująca rośliny liściaste ujawnia się na liściach w postaci nekrozy występującej na ogonkach liściowych i blaszce liściowej, rozszerza się w kierunku wierzchołków liści tworząc kształt litery V lub w postaci dużych, ciemnobrunatnych, mokrych plam, które na dolnej stronie blaszki pokryta jest białym nalotem grzybni. Powierzchnia kory jest pomarszczona i zamiera. Niezdrewniałe pędy i kwiatostany zamierają. Choroba prowadzi również do redukcji korzeni i zamierania podstawy łodygi. Przy podstawie pędu, po zdrapaniu kory, wyraźnie widoczna jest różnica między zbrązowiałą – chorą, a jasną – zdrową tkanką. Po wyjęciu rośliny z ziemi zauważyć można, że najgrubsze korzenie stały się kruche, a te drobne zanikły całkowicie. Po przekrojeniu wzdłuż głównego pędu wyraźnie widać czerwoną linię oddzielającą zdrową tkankę od chorej. Silnie porażone rośliny najlepiej jest usunąć i spalić. Objawami działalności grzyba są: plamistości liści (nekroza na ogonkach liściowych, blaszce liściowej – tworząc kształt litery V), zgnilizna korzeni i podstawy pędu (zainfekowane korzenie pokrywają się brązowymi lekko zagłębionymi plamami), brązowienie i zamieranie łodyg (na pędach występują brązowe, nieregularne plamy, rozszerzające się na obwodzie prowadzą do silnego zamierania tkanek).

Zauważając powyżej opisane objawy należy natychmiast zareagować. Mimo tego, że nie jestem fanem stosowania chemii w ogrodzie w tym przypadku trzeba koniecznie opryskać rośliny (te chore i te zdrowe) specjalnym preparatem na fytoftorozę. Preparaty te można kupić w sklepach ogrodniczych. Nie należą one do tanich. Buteleczka o pojemności  100 ml kosztuje ok. 50 - 60 PLN. Dodam tylko, że na 5 litrów wody używa się ok. 10 ml preparatu. Dokładny sposób przygotowania roztworu znajdziecie Państwo na etykiecie zakupionego preparatu. Gałęzie, które zostały zaatakowane najlepiej jest wyciąć.

  

Jeśli zauważymy na liściach biały nalot, który pokrywa coraz większe części liści może to być oznaka, że nasz różanecznik zaatakowany został przez mączniaka prawdziwego. Wtedy trzeba również bardzo szybko zadziałać i opryskać rośliny specjalnymi preparatami chemicznymi. 

Kolejne zagrożenie to szara pleśń. Pojawia się ona w miejscach gęsto zarośniętych przez krzewy różaneczników. Sprzyja jej również deszczowa pogoda i wysoka wilgotność powietrza. Pierwszym niepokojącym sygnałem są brązowo-szare plamy pojawiające się na młodych liściach. Gdy zauważymy takie objawy musimy natychmiast udać się do sklepu ogrodniczego i kupić specjalne opryski zwalczające szarą pleśń. Doświadczeni sprzedawcy na pewno doradzą jaki preparat wybrać. Innym zagrożeniem, szczególnie dla młodych pędów są mszyce. Potrafią one zaatakować wszystkie krzewy w ogrodzie. Należy wtedy radykalnie zadziałać i opryskać krzewy specjalnym preparatem przeciwko tym niszczycielskim owadom. 


Różaneczniki są atakowane także przez inne szkodzące im owady i choroby. Z mojego doświadczenia wynika, że najlepiej jest urwać jeden z liści, na którym widoczne są objawy choroby czy działania owadów i zawieźć ten liść do sklepu ogrodniczego (marketów nie polecam gdyż pracownicy rzadko znają się na chorobach roślin). Pracownik sklepu na pewno doradzi nam co mamy zrobić, jaki preparat kupić i jak zwalczyć wroga naszych pięknych krzewów. A już jutro zapraszam do lektury przedostatniej części opowieści o różanecznikach. Napiszę o ich liściach, o kwiatach oraz o postępowaniu z krzewami po przekwitnięciu. Zapraszam do lektury!

Niniejszy post powstał m.in na podstawie informacji zawartych na stronie www.choroby-szkodniki.pl

2 komentarze:

  1. nie mogę doczekać się spaceru w Powsinie gdy znów zakwitną :) brrr ale zimno...
    uściski Andrzeju!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ojej, ja też. Uwielbiam ten okres kiedy kwitną azalie i różaneczniki. A zimy mam już po kokardkę ;-) Serdeczności.

      Usuń