Partnerem bloga jest Szkółka roślin ozdobnych i owocowych

w Janczewicach, ul. Jedności 114

Pn - Pt: 07.30 - 18.00

Sobota: 08.00 - 17.00

Niedziela: 09.00 - 15.00

Tel. 601 424 894

piątek, 22 listopada 2013

Wejście do domu - zmiany w latach 2007 - 2013

Mój ogród powstawał stopniowo. Niestety nie miałem pieniędzy na zaprojektowanie i zbudowanie ogrodu w jednym roku. Wszystkie wydatki zbiegły się na raz. Budowa domu, jego wykończenie i meblowanie zdrenowały moje konto i na ogród pozostało już niewiele. Od samego początku miałem pomysł na jego ogólny kształt. Jednak szczegóły co jakiś czas się zmieniały. Kiedyś nie interesowałem się w ogóle ogrodnictwem, ani ozdobnym ani tym bardziej użytkowym. Tym ostatnim do dziś interesuję się tylko "biznesowo". Ale kiedy miałem już swój kawałek ziemi zacząłem myśleć jak go urządzić. I nagle pojawiła się nowa pasja. W 2007 poznałem liściaste rośliny zimozielone i są one ze mną do dziś. mam nadzieję , że będą jak najdłużej.

Wracając jednak do wejścia. Ono też powstawało w bólach. najpierw skarpy, potem rośliny, później ich przesadzanie... W każdym razie tak wyglądało wejście do mojego jeszcze wtedy nie kolorowego domu w 2007 roku. Jesienią przy drewnianych borderach posadziłem trzmieliny pnące. Nie wiedziałem wtedy jeszcze, że one się bardzo rozrastają.

 

Początkowo trzmieliny rosły dosyć wolno. Tak wyglądały w 2008 roku.

 

W 2009 roku zaczęły coraz bardziej się rozkrzewiać. Wtedy też pojawił się u mnie pomysł, żeby pozwolić trzmielinom zarosnąć całe skarpy.


W 2010, kiedy miałem już wiedzę jak je uprawiać, po raz pierwszy je przyciąłem. Powinienem zrobić to wcześniej ale cóż... Lepiej późno niż wcale. Z obciętych końcówek ukorzeniłem nowe sadzonki i posadziłem je w górnych częściach skarp. Przesadziłem iglaki w inne miejsce. Od tamtej pory rosną przy furtce. W ich miejsce posadziłem bluszcze, runiankę japońską i barwinek. Jednak i one później zmieniły miejsce. Niestety bluszcz Golheart dosyć mocno przemarzał i praktycznie sam wyginął.


2011 był ostatnim rokiem mojej pracy w biurze. I dobrze, bo w kolejnym roku miałem wreszcie trochę czasu na ogród. No i na oderwanie się od absurdów pracy w organizacji hierarchicznej. Trzmieliny rosły coraz szybciej i wymagały już cięcia 2 razy w roku. Niestety nie miałem na to czasu. Przygotowania do Prezydencji w Radzie UE oraz jej realizacja całkowicie uniemożliwiły mi odpowiednie pielęgnowanie ogrodu. Miałem tylko czas na koszenie trawy. Ale mimo tego rok ten przyniósł wiele zmian w ogrodzie. W miejsce drewnianych klocków chodnikowych i palisad pojawił się granit. To bardzo wytrzymały materiał i podejrzewam, że będzie tu leżał przez wiele lat. Rok ten przyniósł również przebudowę oczka wodnego.


W ubiegłym roku miałem już znacząco więcej czasu na ogród. Pojawiły się nowe pomysły. Trzmieliny były regularnie przycinane, a to co obciąłem dalej ukorzeniałem. Część z ukorzenionych roślin znów dosadziłem na górze skarp. Część oddałem znajomym.



W tym roku trzmieliny zarosły już prawie całe skarpy. Część z nich od ubiegłego roku pnie się już po ścianie. Wcale nie zamierzam ich stamtąd zdejmować,. Wręcz przeciwnie. na wiosnę podetnę końcówki, aby rośliny lepiej się rozkrzewiały.

Tak wejście wygląda teraz. W zaledwie 6 lat zmieniło się ono nie do poznania.



A już jutro zapraszam na kolejny post o kondycji liściastych roślin zimozielonych pod koniec listopada.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz