Partnerem bloga jest Szkółka roślin ozdobnych i owocowych

w Janczewicach, ul. Jedności 114

Pn - Pt: 07.30 - 19.00

Sobota: 08.00 - 18.00

Niedziela: 09.00 - 16.00

Tel. 605 490 480

niedziela, 29 kwietnia 2012

Yucca - egzotyka w ogrodzie 2

Na pewno pamiętacie Państwo zdjęcia moich juk sprzed roku czy dwóch, kiedy rosły w łukach równoległych do ścieżek koło domu. Założeniem było, że będą one rosły pojedynczo ozdabiając w ten sposób obie strony wejścia do domu i nadając im egzotyczny wygląd. Kiedy je sadziłem nie wiedziałem, że te gatunki juk po przekwitnięciu zamierają, a obok nich wyrastają ich "dzieci" z czasem tworząc kępy, przepiękne, ale jednak kępy, a nie pojedyncze rośliny. Dodam tylko, że piszę teraz o yucca filamentosa. Informacje o niej znajdziecie Państwo w starszych postach. Dla przypomnienia zdjęcie juk przed ich zakwitnięciem. Na zdjęciu jest również yucca pallida (w środku) oraz yucca gloriosa variegata (druga i czwarta od lewej).


Cześć juk (pallida i gloriosa) podczas ostatniej prawie bezśnieżnej ale mroźnej zimy wymarzła. Niestety nie osłoniłem ich agrowłókniną. Yucca filamentosa nie wymaga żadnego osłaniania i bez problemów wytrzymuje nasze zimy. Tak jak napisałem wyżej juki zostały przesadzone. Rosną teraz przy oczku wodnym w towarzystwie małej palemki. Jest to kolejny mój eksperyment, o którym pisałem we wcześniejszych postach.


Po przesadzeniu odczekałem kilkanaście dni, a następnie obciąłem przywiędnięte liście i to zarówno tych juk, które przekwitły, jak i tych, które jeszcze nie miały kwiatów. Taki zabieg przeprowadzałem do tej pory co roku i zawsze wpływał on korzystnie na rośliny. Zaczynały one dzięki temu tworzyć niewielki pień, a nowe liście były znacznie większe, dłuższe i szersze od starych.


Aby poprawić wzrost juk można je nawozić. Ja dotychczas używałem zwykłego nawozu do juk domowych. Zawsze przynosiło to dobre efekty.

Przy okazji cięcia liści juk obciąłem również lekko przemarznięte odnogi opuncji, która rośnie z powodzeniem od kilku lat w moim ogrodzie. W tym roku lekko podmarzła. Zobaczymy jaki będzie efekt cięcia.

Poniżej zdjęcie opuncji po obcięciu lekko przemarzniętych i zbrązowiałych członów.


Zapraszam serdecznie do lektury i do zadawania pytań. Pytania proszę przesyłać na adres zimozielonyogrod@gmail.com

sobota, 28 kwietnia 2012

Oczko wodne 2

Nareszcie zrobiło się ciepło. Pogoda sprzyja pracom ogrodowym. Wśród wielu z nich jest czyszczenie oczka wodnego. Niestety w zeszłym roku na jesieni nie zabezpieczyłem oczka siatką. A ponieważ mieszkam w terenie zalesionym, do oczka dostało się mnóstwo liści, głównie dębowych i igieł sosnowych. Szczególnie niebezpieczne dla ryb są liście dębu. Zawierają one dużo tzw. garbników, a gnijąc zakwaszają wodę, co może szkodzić rybom. Moje oczko zostało wczoraj idealnie wyczyszczone. A dziś rozpocząłem już napuszczanie wody.


Jak widać na zdjęciach kamienie zostały dokładnie oczyszczone myjką ciśnieniową, a folia wymyta tak, jak myje się podłogę w domu (ale bez detergentów).


Tak jak pisałem wyżej najlepszym wyjściem przy niewielkich oczkach wodnych jest zabezpieczenie ich przed opadającymi liśćmi siatką z drobnymi oczkami. Dobrze jest również oczyścić dno oczka za pomocą specjalnego odkurzacza. Jeżeli nie ma takiej możliwości to należy wypompować część albo całość wody i oczyścić porządnie dno z zalegających liści i mułu.


A w oczku zamieszkała już jedyna małża, która przeżyła zimę (a było ich 4). Jest to szczeżuja pospolita (Anodonta anatina). Jest ona małżą słodkowodną. Dawniej zamieszkiwała wiele zbiorników wodnych. Do życia jednak niezbędna jej jest bardzo czysta woda. Szczeżuja odżywia się za pomocą syfonu, który wysuwa z lekko rozchylonej muszli. Należy dodać, że dzięki temu filtruje również w naturalny sposób wodę. Może ona chodzić po dnie!!! Używa w tym celu silnego mięśnia tzw. nogi, który podobnie jak syfon wysuwa z muszelki. Szczeżuje mogą dorastać nawet do 20 cm. 

A oto i ona (w środkowej części zdjęcia na dnie oczka).


środa, 25 kwietnia 2012

Wiosenne kwiaty

Ogrody z dnia na dzień stają się coraz piękniejsze. W zasadzie kwitną już wszystkie wczesnowiosenne kwiaty. Do jednych z nich należy szafirek. Jest to roślina cebulowa, którą sadzi się do gleby jesienią (wrzesień - październik). Cebule sadzimy na głębokość ok. 5 - 10 cm. Zależna jest ona od rodzaju gleby. W glebach ciężkich i wilgotnych lepiej posadzić szafirka troszkę głębiej. Tak przynajmniej wynika z  mojego doświadczenia. Szafirki są niewysokimi roślinami, rosną dobrze zarówno w słońcu jak i w półcieniu. Po przekwitnięciu lekko uschnięte rośliny należy obciąć a cebule wyjąć z ziemi i po wysuszeniu przechowywać w niezbyt ciepłym miejscu aż do czasu ponownego ich wsadzenia.Szafirki kwitną od kwietnia do maja. Ich kwiaty na ogół są koloru niebieskiego (w różnych odcieniach), ale spotyka się też fioletowe lub białe albo lekko różowe.

Tak szafirki wyglądają na mojej skarpie przy schodach.


Obok szafirków na zdjęciu widać hiacynty. Te piękne rośliny cebulowe są obok tulipanów, narcyzów i żonkili jednym z symboli wiosny. Występują w wielu kolorach, od białego, poprzez żółty, różowy, bordowy, niebieski aż do fioletowego. Cebule sadzimy jesienią na głębokość ok. 10 cm. Po przekwitnięciu obeschnięte rośliny powinno się obciąć a cebule najpóźniej w lipcu wyjąć z ziemi i wysuszyć. Lepiej rosną w słońcu ale jak widać na moim zdjęciu dobrze radzą sobie również w półcieniu (a nawet cieniu, bo słońca w tym miejscu bardzo niewiele).

Zakwitł również barwinek. U mnie rośnie barwinek pospolity (Vinca minor). Jest to zimozielona krzewinka płożąca, dorastająca do wysokości ok. 20 cm. W warunkach podwarszawskich jest całkowicie mrozoodporna. Ma skórzaste, eliptyczne ciemnozielone liście. Kwitnie na niebiesko. Więcej o barwinku już wkrótce na mojej stronie internetowej. Na zdjęciu widać go pośród trzmielin.


I jeszcze jedna krótka informacja. W zupełnym cieniu rosną w moim ogrodzie paprocie. Już rosną. Właśnie wyszły z ziemi. Jestem z nich bardzo dumny bo pięknie zasłaniają miejsce gdzie na ogół trzymam narzędzi ogrodnicze. W innych ogrodach w miejscach bardziej nasłonecznionych wzeszły wcześniej, ale w pełnym cieniu ich liście latem nie obsychają i są soczyście zielone aż do późnej jesieni.


wtorek, 24 kwietnia 2012

Trawnik 2

Po krótkiej awarii sprzętu mam nadzieję, że już teraz mój komputer pozwoli mi wrócić do codziennego pisania. Dziś po raz pierwszy po zimie skosiłem trawnik. Mimo tego, że widać jeszcze pozimowe uszkodzenia, to naprawdę ucieszył on moje oczy. Wciąż wymaga jednak wiosennej pielęgnacji i będzie wymagać jej przez cały rok. 



Na zdjęciach widać pożółkłe fragmenty trawnika. To wg mnie tzw. filc, który najłatwiej usunąć jest poprzez wertykulację lub ręczne wygrabienie. Dobra wiadomość jest taka, że w tych miejscach wyrastają już małe trawki. Trawnik niestety był kilkakrotnie deptany zimą podczas mrozów. Może ty być powodem jego filcowania, ale może to być również częstym powodem tzw. pleśni zimowej. Przyczyną filcowania może być również zbyt wysokie koszenie trawnika lub zbyt zwarte i gliniaste podłoże.



Na szczęście nie zauważyłem na moim trawniku objawów pleśni zimowej, które charakteryzują się tym, że na plackach zbrązowiałej trawy pojawia się grzybnia, najczęściej w kolorze biało-różowym.


Najlepszym sposobem na utrzymanie pięknego trawnika jest jego częste koszenie, nawożenie oraz podlewanie - w przypadku braku deszczu. Tak jak pisałem w poprzednim poście równie ważne jest nasłonecznione miejsce i dobrze przygotowane podłoże. Są już jednak dostępne gatunki traw, a w zasadzie mieszanki nasion, które całkiem nieźle radzą sobie w półcieniu.


Dlatego też sezon koszenia został dziś u mnie rozpoczęty. Najprawdopodobniej potrwa do połowy października, a może i dłużej, wszystko zależy od pogody.

środa, 18 kwietnia 2012

Trawnik

Właśnie wróciłem z kolejnej lekcji francuskiego. Miałem dziś ważny sprawdzian ze słownictwa. Po jego napisaniu byłem z siebie dumny, ale wracając do domu odkryłem w moim własnym zeszycie, na jakim strasznym początku jestem w nauce tego języka. Porobiłem takie błędy, że chyba nie pójdę na następną lekcję bo umrę ze wstydu. I to przed sobą samym. Podobnie było u mnie  z trawnikiem. Trawnik to chyba jeden z najważniejszych elementów ogrodu. Jest czymś, co w głównej mierze  decyduje o jego pięknym wyglądzie. Nie muszę pisać Państwu o tym, jak trudno jest utrzymać trawnik w ogrodzie, gdzie jest mało słońca, a gleba z uwagi na lesisty teren nie wspomaga naszego działania. Ukazały się setki, a może i tysiące publikacji dotyczących trawnika. Ja napiszę o moich kilkuletnich doświadczeniach w tym zakresie, o sukcesach i porażkach, bo z nich także składa się nasza codzienność. Dziś już wiem jakie popełniłem błędy, co powinienem robić aby mój trawnik był piękną ozdobą ogrodu, ale wciąż jestem pewnie tego, że codzienność przyniesie mi nowe, być może złe doświadczenia. jednak głowa do góry. Mówią, że to co nas nie zabije to nas wzmocni, więc zapraszam do lektury mojego posta i do dzisiejszej galerii zdjęć.

Uwiodły mnie kiedyś angielskie trawniki. Ale to i klimat inny, a więc temperatury i wilgotność. Podobne nasłonecznienie, bo mało kto zdaje sobie sprawę, że Kraków jest bardziej na południe niż Londyn. 

Postanowiłem więc założyć mój piękny trawnik. Pierwszy zakładałem w 2006 roku, po lekturze kilku poradników i internetu. Wyszedł w miarę fajnie, ale wysychał i trawa nie chciała rosnąć. Nie wiedziałem na przykład, że igliwie sosnowe niezbyt dobrze wpływa na trawę i powinno się je regularnie usuwać. Tak wyglądał po wzroście i kilku koszeniach 26.11.2006.


Potem było różnie.  Dodam tylko, że pokazuję te miejsca, które są najbardziej zacienione. Pod drzewami, szczególnie sosnami. Trawnik rósł w sumie całkiem ładnie, ale po pewnym czasie żółkł i się strasznie rozrzedzał.



Pamiętajmy, aby nasz trawnik był właściwie nasłoneczniony. Kilka godzin słońca to jedna niezbędne minimum. Ale są gatunki traw, które dobrze sobie radzą również w cieniu. O tym już wkrótce na mojej stronie internetowej. Jej uruchomienie zbliża się wielkimi krokami. Wiem, że to trochę reklama, ale nie mogę napisać tutaj wszystkiego, bo wtedy jej istnienie nie miałoby sensu.



Rok 2011 przyniósł sporo zmian w moim ogrodzie. Ścieżki otrzymały nową nawierzchnię, dosypałem nową ziemię pod przyszły (a w części stary) trawnik. Kupiłem też nową mieszankę traw, elegancką raczej nie do grania w piłkę, ale znoszącą przynajmniej częściowe zacienienie. Tak wyglądał trawnik w dwa tygodnie po posianiu (własnoręcznie przeze mnie).


Widok z 11.09.2011 był już bardziej pocieszający i przynoszący nadzieję na przyszłość.



Tak naprawdęjednak dopiero ten rok pokaże, jak nowy trawnik radzi sobie z moim ogrodem, a także jak ja radzę sobie z moim nowym trawnikiem. Tak wyglądał 23 lutego tego roku. Mam nadzieję, że już za parę dni pokażę Państwu zdjęcia trawnika, który żyje, zielenieje i cieszy mnie i innych swoim kolorem. Zapraszam do codziennej lektury.



wtorek, 17 kwietnia 2012

Wiosna w ogrodzie

Po wczorajszym mokrym dniu, dziś pogoda jest dużo lepsza. Słońce przebija się przez chmury i oświetla rośliny. Niektóre jednak do zdjęć trzeba doświetlić lampą błyskową. Trzmielina fortunea ma już całkiem spore młode listki.


W oczku wodnym odbija się błękit nieba. Trawa pobudzona słońce już też coraz zieleńsza.


Rododendron ma już napęczniałe pąki i pewnie za jakiś czas zacznie kwitnąć. Mam nadzieję, że równie pięknie jak w roku ubiegłym. Rododendrony tak jak inne rośliny zimozielone najbardziej są narażone zimą na wysuszenie. Dlatego w cieplejsze dni, kiedy temperatura jest dodatnia powinno się je podlewać. 


Obsypanie podłoża korą sosnową zabezpieczy korzenie roślin przed przesuszeniem, dodatkowo zakwasi podłoże, co rododendrony bardzo lubią.


piątek, 13 kwietnia 2012

Po Świętach i przeziębieniu

Witajcie, kilka dni nic nie pisałem, po pierwsze miałem mieć klasówkę z francuskiego (ale w końcu jej nie było), a po drugie przeziębiłem się na rowerze. Dziś tak trochę nietypowo jak na blog o ogrodzie, ale pokażę Państwu kilka zdjęć smakołyków, które przygotowałem na Święta.

Ale najpierw sprawca mojego przeziębienia :)


Po kilku słonecznych dniach i lekkim deszczyku trawa zaczyna zielenieć, co cieszy moje oko .


No a teraz pora na przysmaki. Najpierw babeczki ..


Teraz sałata...


A na koniec jajka faszerowane w szyneczce.


W sumie to na zakończenie jestem winien Państwu zdjęcie całości. A gdyby ktoś chciał przepis to zapraszam zimozielonyogrod@gmail.com 



niedziela, 8 kwietnia 2012

Wywiad z Panią Aleksandrą Seghi

Witam Państwa serdecznie. Rozpoczynam dziś cykl wywiadów z ciekawymi i znanymi ludźmi.  Pierwszą moją gwiazdą jest Pani Aleksandra Seghi,  italianistka, dziennikarka, pisarka, autorka książek oraz blogów poświęconych Toskanii, jej kulturze, kuchni, a także życiu Polaków we Włoszech. Zapraszam do lektury!

Dzień dobry Olu. Miło Cię znowu widzieć w Polsce. Od kilkunastu lat mieszkasz we Włoszech. Wiem, że studiowałaś italianistykę na Uniwersytecie Warszawskim. Skąd taka fascynacja akurat Włochami?

Tak, od 11 lat mieszkam w Toskanii. To przepiękny region Włoch. Z winnicami, specyficzną kuchnią oraz ciekawymi zabytkami architektury i sztuki. Włochy od dawna mnie pociągały. Zafascynowała mnie śpiewność języka włoskiego. Już jako uczennica podstawówki bawiłam sie z moja koleżanka (nota bene obecnym fotografem, z którym przygotowujemy zdjęcia do moich książek) w rozmawianie w obcych językach. Brzmiało to coś jak wymyślony, włosko-hiszpański potok slow. Teraz widzę, że tak naprawdę zabawy dziecięce przerodziły się w pomysł na zawód.


A co tym razem sprowadzilo Cie do kraju? 

Zawsze chętnie wracam do kraju. Tym razem jestem w Polsce nietypowo, bo na przełomie marca i kwietnia. Właśnie ukazała się moja druga książka, którą promuje w rożnych miastach.


Pierwsza ksiazka byla niesamowita, pelna wspanialych przepisow. Czym "Slodkie pieczone kasztany" roznia sie od "Smakow Toskanii"? 

“Słodkie pieczone kasztany” sa opowieściami o codziennym toskańskim życiu. W książce nie brakuje również przepisów kulinarnych, ale więcej w niej o samej codzienności, warzywach, winie, oliwie, kasztanach, o świętach żywności, imprezach średniowiecznych oraz tym, co robią Toskańczycy.


W tej chwili trwa promocja Twojej drugiej książki. Gdzie możemy się z Tobą spotkać i jak wyglądają takie wieczory literackie?

Poniżej podaje daty spotkań autorskich:

11 kwietnia 2012, godz. 18.30, kawiarnia Dr.Kava, ul. Hoża, Warszawa

12 kwietnia 2012, godz. 18.30, Centrum Kultury w Grodzisku Mazowieckim, ul. Spółdzielcza 9, Grodzisk Mazowiecki


14 kwietnia 2012, godz. 16.00, Klubokawiarnia Mała Kawka, ul. Przeskok 9, Milanówek

15 kwietnia 2012, godz. 12.00, Między winami, ul. Modrzewiowa 33, Podkowa Leśna

16 kwietnia 2012, godz. 18.00, Biblioteka Główna WiMBP w Bydgoszczy, Stary Rynek 22, Sala Wystawowa, 2 piętro

20 kwietnia 2012, księgarnia Matras w Centrum Handlowym Arkadia, Warszawa

Podczas większości spotkań przygotowuje do zjedzenia toskańskie potrawy. Opowiadam o życiu w tym regionie, wyświetlam zdjęcia, w tle roztacza się włoska muzyka. Często towarzyszy mi fotograf Magdalena Szwedkowicz – Kostrzewa, która wraz ze mną przygotowywała zdjęcia do książki.  Podczas spotkań można kupić zarówno książki jak i kalendarze kulinarne.

Ach, to wspaniale, wiesz, ze jestem łakomczuchem. We Włoszech jedzenie to ważna cześć życia. Mój znajomy zamówił kiedyś po kolacji cappuccino, co wywołało zdziwienie kelnera i konsternację w restauracji. Jakie są jeszcze zwyczaje żywieniowe mieszkańców słonecznej Italii?

Włoch nie może żyć bez makaronów. Na jego stole pojawiają się one codziennie, a czasem nawet dwa razy dziennie. Pamiętam, jak kiedyś wracałam z Polski do Włoch, razem z mężem spędziłam kilka dni w kraju, u mojej rodziny. Dojeżdżając o północy do Pistoi mój maż spytał, czy jak tylko dojedziemy to czy ugotujemy spaghetti!

Innym przyzwyczajeniem jest codzienne używanie oliwy z oliwek (i to trzeba cenić i brać przykład), popijanie wina do obiadu lub kolacji oraz dość duża konsumpcja chleba (moje prywatne obserwacje). Włosi cenią zdrowa, świeżą kuchnię. Uwielbiają zioła takie jak bazylia, szałwia czy rozmaryn oraz wspaniale, soczyste pomidory.


Przyznam szczerze, ze zazdroszczę Ci tych wspaniałych warzyw, serów, win... no i oczywiście pogody i klimatu. Czy masz jakieś swoje ulubione włoskie rośliny?

Myślę, że najbardziej lubię rośliny aromatyczne czyli na przykład cytryny, pomarańcze, mandarynki. Chciałabym mieć ogród pełen takich roślin oraz tych, które wspaniale przydają sie w kuchni (czosnek, cebula, koper włoski, szczypiorek, natka pietruszki itd.)



Niedawno na wlasne oczy przekonalam sie jak rośnie eukaliptus. Okazuje się, że to duże rośliny uprawiane rownież w Toskanii.

A czy znana Ci jest magnolia wielkokwiatowa (magnolia Grandiflora)? Jakie kwiaty ozdabiają toskańskie ogrody, tarasy i balkony?

Magnolia wielokwiatowa jest jedną z piękniejszych roślin, które widziałam. Kwiaty są niesamowite. I ta biel! W ogóle magnolie, również te kolorowe są wspaniałymi roślinami. Mają w sobie elegancję.

Toskańskie ogrody, trochę tak jak w Polsce,  pełne są bratków, żonkili, tulipanów i róż. Są też magnolie . Można je spotkać w dużych ogrodach lub parkach. Na tarasach królują małe kwiatuszki takie jak bratki, małe róże, tzw. drzewka szczęścia czyli grubosze oraz przede wszystkim zioła: bazylia, rozmaryn i szałwia.


Jako miłośnik historii (i kuchni) zakochałem się w Italii. A czy jest coś, co chciałabyś przenieść z Polski do Włoch.

Jeśli chodzi o kuchnię polską przeniosłabym naleśniki z białym serem (chociaż w Toskanii są naleśniki z mąki kasztanowej z serem ricotta). W okresie letnim w Polsce jada się zimne zupy owocowe. To takie wspomnienie z dzieciństwa. To samo tyczy się chłodnika ze świeżym, zielonym ogórkiem oraz jajem na twardo (choć to bardziej kuchnia litewska). Zabrałabym również mazurek cygański (na kruchym cieście z bakaliami, polany czekoladą) oraz makowiec i piernik. Dość wyliczania, zaczynam robić się głodna!
Czy Twoja córeczka lubi przyjeżdżać do Polski?

Tak. Jest tutaj bardzo szczęśliwa. Chodzi do przedszkola i tak to jej się podoba, że po południu nie chce z niego wyjść. Uwielbia przebywanie na świeżym powietrzu, chodzenie po pobliskim lesie, grabienie liści i zbieranie pustych muszelek po ślimakach. Tak jak Ty lub ja, tak i ona kocha przebywać z naturą.


Dziekuje bardzo za wywiad, w imieniu swoim i wszystkich czytelników mojego bloga życzę Tobie i wszystkim Twoim bliskim Wesołych i spokojnych Swiąt Wielkanocnych.

Ja również dziękuje za wywiad. Przekazuje życzenia Tobie, całej Rodzinie oraz Czytelnikom Twojego wspaniałego bloga!

A ja w imieniu Oli zapraszam Państwa na jej blogi, na których przybliża nam  m.in. Toskanię, kuchnię tego regionu oraz życie Polaków we Włoszech. Ich lista dostępna jest na moim blogu.


sobota, 7 kwietnia 2012

Trochę inne życzenia Wielkanocne

Szanowni Państwo, drodzy goście!


Niezależnie od tego czy jesteście wierzący czy nie, czy macie rude, czarne czy blond włosy, czy jesteście płci męskiej czy żeńskiej, czy mieszkacie w mieście czy na wsi, nieważne czy jesteście biali, czarni, a może skośnoocy, czy macie męża, żonę, albo dzieci, nieważne jakie są wasze preferencje seksualne i poglądy polityczne...


to wszystko jest nieważne. Ważne jest to aby nadchodzące Święta były dla Was odpoczynkiem, oderwaniem od codzienności, chwilą namysłu nad codziennością, chwilą, która da Wam radość i nowe siły na walkę z tym i tymi, dla których opisane wyżej różnice mają jakiekolwiek znaczenie.

Życzę Wam aby otaczało Was piękno.

Wesołych i spokojnych Świąt Wielkiej Nocy.

 
 

W oczekiwaniu na Wielkanoc

Dziś robiłem ostatnie porządki w ogrodzie. W przyszłym tygodniu natomiast planuję czyszczenie oczka wodnego. W zeszłym roku na jesieni nie zabezpieczyłem oczka siatką, która chroniłaby je przed spadającymi z drzew liśćmi (szczególnie dębowymi). Po oczyszczeniu oczka uzupełnię korę sosnową. Dzisiaj posadziłem również nowy krzew. Jest to pieris japoński Little Heath Green (Pieris japonica Little Heath Green). Jest to zimozielony krzew, który dorasta do ok. 1 metra wysokości. Dobrze znosi formowanie.



Posadziłem go w sąsiedztwie innego pierisa, oraz rododendronów i skimii. Na zdjęciu widać jego tegoroczne przyrosty, które są w kolorze czerwonym.


Ta odmiana pierisa dosyć szybko rośnie. Z uwagi na jej mrozoodporność powinna być sadzona w miejscach osłoniętych od mroźnych i wysuszających wiatrów. Liście pierisa Little Heath Green są niewielkie, jajowato-szpiczaste, w kolorze zielonym.

A w ogrodzie wyrosły hiacynty, które sadziłem w zeszłym roku na jesieni. Niestety nie zakwitną na Wielkanoc, mimo tego, że mają już całkiem spore pąki.



A już jutro zapraszam Państwa do lektury wywiadu z Panią Aleksandrą Seghi, która od kilkunastu lat mieszka w Toskanii. O czym nam opowie? Co ją łączy z moim blogiem? Odpowiedzi szukajcie już jutro na www.zimozielonyogrod.blogspot.com 


piątek, 6 kwietnia 2012

Bukszpan

Już za chwilę Wielkanoc. Dzisiaj więc parę słów o krzewie, który jest mocno związany z tymi Świętami, a w zasadzie z przygotowaniami do nich. W ostatnią niedzielę katolicy święcili palmy w kościołach, a jutro poświęcą pokarmy. Zarówno w palmach jak i w koszyczku ze święconką nie powinno zabraknąć gałązek popularnego liściastego krzewu zimozielonego. Mam tu na myśli bukszpan zwyczajny (Buxus sempervirens).

Bukszpan w naszym klimacie dorasta do nawet ponad 3 metrów. Rośnie bardzo powoli, ok. 5 cm rocznie. W środkowej Polsce nie wymaga zimowego okrywania. Rośnie zarówno na stanowiskach słonecznych jak i w pełnym cieniu. Tam gdzie narażony jest na wiosenne mocne promienie słońca, a w związku z tym na duże dobowe wahania temperatur końce jego listków mogą żółknąć. 

Bukszpan doskonale nadaje się do formowania. Można z tego krzewu wyczarować naprawdę nawet najdziwniejsze kształty. Widziałem krzewy bukszpanu uformowane w kształcie wiewiórek czy królików. Świetnie nadaje się na różnego rodzaju obwódki lub do ogrodów w stylu francuskim. Jego zalety dostrzeżono już wiele lat temu. Efekty prac ogrodników możemy podziwiać w wielu parkach i ogrodach pałacowych Polski i Europy. U mnie w ogrodzie rośnie zarówno w formie kulistej jak i na miejscu juk, w obłożonych kostką granitową łukach.


A poniżej zdjęcie jednej z kul bukszpanowych.


Listki bukszpanu zwyczajnego są niewielkie, zazwyczaj nie przekraczają 1-2 cm. Krzewy te nie mają dużych wymagań glebowych, ale gorzej rosną w miejscach podmokłych o ciężkiej i gliniastej glebie. Dobrze znoszą lekkie przesuszenie ale lepiej jest je regularnie podlewać. 

A tak jeden z bukszpanów wyglądał zimą. Zdjęcie zrobiłem 23 stycznia 2012 roku.


A już w niedzielę, czyli w Wielkanoc rozpoczynam cykl wywiadów ze znanymi ludźmi. Rozpocznie się on od rozmowy z Panią Aleksandrą Seghi, Polką mieszkającą od lat we włoskiej Toskanii. Ola jest autorką książek kulinarnych, obecnie jest na chwilę w Polsce. Co tu robi, co łączy ją z moim blogiem i roślinami zimozielonymi przeczytacie Państwo już w niedzielę. Zapraszam do lektury!

Więcej informacji o bukszpanie (i nie tylko) już wkrótce na mojej stronie internetowej.

czwartek, 5 kwietnia 2012

Ogrodowe porządki

Dziś opuściła mnie wena twórcza. Poza tym pogoda w okolicach Warszawy nie sprzyja tworzeniu czegokolwiek. Po wczorajszej wiosennej pogodzie, gdzie słońce przeplatało się z chmurkami i deszczem, a temperatura wzrastała wczesnym popołudniem do 17 stopni w cieniu, dziś mamy pochmurny dzień z zaledwie 7 stopniami powyżej zera. Brrrr, gdzie ta wiosna?

Wiosenne porządki w pełni. Pisałem ostatnio o korze sosnowej. Dziś zgrabiłem z kory pozostałości jesiennych liści i igieł, które wiatr przywiał w okresie zimowym i wczesnojesiennym. Jutro zamierzam wysypać świeżą korę, na tą, która leży już od zeszłego roku (a cześć nawet od dwóch lat).

Najtrudniej było wygrabić zalegające liście z płożących iglaków. Trzeba bardzo uważać, żeby nie połamać gałązek. Na poniższym zdjęciu m.in. jałowiec blue star. 


W trakcie prac porządkowych zauważyłem, że jeden z bluszczy irlandzkich (Hedera hibernica) trochę zmarzł. Podejrzewam, że oprócz mroźnego wiatru zaszkodził mu brak wody. Oba bluszcze rosną przy dużych drzewach, które jak przypuszczam pobierają z gruntu duże ilości wody. Jeden z nich musiałem dosyć drastycznie przyciąć, co widać na poniższym zdjęciu.


Drugi z bluszczy irlandzkich praktycznie nie zmarzł. Trochę widać na liściach ślady zimy, ale na gałązkach są już młode pączki na liście. Obydwa rosły przy tej samej sośnie.


Posadzony w ubiegłym roku bluszcz zwyczajny "Profesor Seneta" (hedera helix Profesor Seneta) też niestety lekko przymarzł. Młode sadzonki najprawdopodobniej nie zdążyły przed zimą się dobrze ukorzenić i były zbyt słabe by wytrzymać tegoroczne mrozy. Przemarznięte pędy dziś obciąłem, poczekam teraz na efekty. Mam nadzieję, że bluszcz zacznie odrastać bo to bardzo piękna i rzadka odmiana


A tak wyglądał ten sam bluszcz, krótko po posadzeniu późnym latem ubiegłego roku.