UWAGA!

BLOG ZOSTAŁ PRZENIESIONY

NA PORTAL

www.zimozielonyogrod.pl

ZNAJDZIECIE TAM

ZARÓWNO STARE JAK I NOWE WPISY


Partnerami portalu są:

Fiskars.pl

Idealnytrawnik.pl

poniedziałek, 8 lutego 2016

Makieta kolejowa w Grodzisku

Dzisiaj zrobiłem pierwsze porządki w ogrodzie. W zasadzie można je nazwać wiosennymi, chociaż  w kalendarzu wciąż zima. Za oknami wiosna, 13 stopni, słońce i pachnące wczesną wiosną powietrze. O porządkach w ogrodzie napisze pewnie jutro lub pojutrze, bo przede mną jeszcze sporo pracy. Dziś na chwilę chciałbym troszkę odbiec od codziennej tematyki bloga i pokazać Państwu coś, co od zawsze bardzo mi się podobało. To wspaniała makieta, pokazująca świat w miniaturze.


Oczywiście jego głównym elementem są kolejki. Wiele lat temu też miałem kilka zestawów takich kolejek. Do tego tory, zwrotnice, szlabany, przejazdy, światła itd. Swego czasu nawet zacząłem budować makietę, ale jak to często bywa plany się zmieniły i z makiety nic już nie zostało. No może poza zamiłowaniem do mini pociągów. I chyba nigdy nie minie. Pamiętam jak wiele lat temu stałem przyklejony do szyby dawnej Centralnej Składnicy Harcerskiej gdzie była właśnie makieta kolejek. Była brzydka, ale w tamtych czasach (przełom lat 70-tych i 80-tych) to było coś!


Dziś znów mogłem nacieszyć się miniaturami pociągów, samochodów, domów i ludzi. A wszystko to dzięki makiecie, którą można oglądać w hallu budynku stacji PKP w Grodzisku Mazowieckim, po prawej stronie od wejścia głównego. W ubiegłym roku obchodzono 170 rocznicę uruchomienia kolei warszawsko-wiedeńskiej. Grodziski dworzec pochodzi właśnie z tamtych czasów. Makieta to dzieło Pana inż. Janusza Cyndeckiego. Zbieranie materiałów do jej budowy trwało ponad 30 lat! A sama budowa to okres ok. 5 lat. W tym czasie Pan Janusz wspólnie z Panem Jackiem Rybickim ułożyli ok. 180 metrów torów. Podłączenie wszystkich ruchomych czy elektrycznych elementów wymagało ułożenia kilku kilometrów kabli. Pan Janusz dziś zdradził mi, że do jednej małej zwrotnicy trzeba było podpiąć 5 różnych przewodów! To również dziesiątki tysięcy złotych wydanych na poszczególne, nawet najdrobniejsze elementy makiety kolejowej.

Makieta zbudowana jest w skali 1:87 czyli H0. A tej skali były kiedyś pochodzące z Niemiec kolejki PIKO! Pamiętacie? 


Makieta przenosi nas również w czasie. Odwiedzamy miasto z okresu XX-lecia międzywojennego. Z tej właśnie epoki są wszystkie pociągi i samochody. Co ciekawe, po zmroku zapalają się latarnie uliczne, a w wagonach osobowych dostrzec można ciepłe światła wnętrz przedziałów. Oświetlone są również budynki stacyjne i mieszkania.


Nie muszę Państwu pisać jaki entuzjazm wywołała we mnie makieta kolejowa. Znów poczułem się jak dziecko i nie chciałem wychodzić z hallu dworca. Fajnie jest podziwiać taki ruchomy maleńki świat. No i te pociągi... Coś pięknego.


Makietę można oglądać codziennie od 10.00 do 16.00. Wystawa czynna będzie do 29 lutego. Za wejście zapłacimy symboliczne 3 PLN. Grupy zorganizowane z placówek oświatowych z terenu Grodziska mogą zwiedzać ją za darmo!


Na grodziski dworzec wybierałem się od kilkunastu dni. Dotarłem tam jednak dopiero dziś. I nie żałuję! Zapraszam serdecznie do obejrzenia makiety! Naprawdę warto! Koniecznie musicie ją zobaczyć!

Zapraszam również do codziennej lektury bloga!

niedziela, 7 lutego 2016

Wiosna, słońce, jedzenie, Ola... czyli Toskania!

To nie do wiary! 7 lutego! Prawie 12 stopni, piękne słońce, błękit nieba... W ogrodzie zielono, oczywiście dzięki moim ulubionym liściastym krzewom zimozielonym. Do tego pyszny obiad. Jednym słowem wspaniała niedziela. Aż miło wyjść na dwór. Zobaczcie jak dziś było pięknie! A co z tym wspólnego ma Ola i skąd akurat Toskania? O tym za chwilę. W każdym razie pogodę dziś mamy prawie tak piękną jak w Toskanii.


Od Madrytu po Warszawę, od Londynu po Ateny i Kretę! Dziś w całej środkowej i zachodniej Europie było około +10 stopni. Oczywiście na południu kontynentu było jeszcze cieplej. Czy to już wiosna? Gdzieniegdzie tak. U nas musimy jeszcze chwilę poczekać. W każdym razie dzisiejszy poranny ptasi świergot, słońce i ciepełko dziś bardziej przypominały wiosnę niż środek zimy. Poniżej rozkład temperatur w Europie z godziny 13.30. Mam pochodzi ze strony www.wetterzentrale.de


Prawie cała Polska mogła podziwiać dziś  błękit czystego nieba. Tylko gdzieniegdzie pojawiały się chmury. Jest to doskonale widoczne na mapie pochodzącej ze strony www.sat24.com


A powodów do radości jest jeszcze więcej. Już niedługo mój blog będzie obchodził 4 urodziny. Jednak zanim o tym napiszę chciałbym dziś przedstawić Państwu osobę, która tak naprawdę namówiła mnie do pisania bloga. To Ola, a w zasadzie Aleksandra Seghi z domu Król. Kiedyś moja sąsiadka, teraz szczęśliwa mieszkanka najpiękniejszego włoskiego regionu jakim jest Toskania. Ola to także spełniona mama wspaniałej Julci, znana blogerka oraz autorka 7 książek. W jej dorobku znajdziemy nie tylko typowe książki kucharskie, ale również wspaniałe opowieści o codziennym życiu w Toskanii. Dzięki Oli poznamy tamtejsze zwyczaje, zwiedzimy miasta-widma i oczywiście zjemy wspaniałe dania kuchni regionalnej, na które recepturę znają tylko niektóre włosie Mamma!


Ola prowadzi stronę internetową http://aleksandraseghi.com/, na  której znajdziecie Jej blogi, opisy książek, aktualności oraz wiele innych ciekawych informacji. Serdecznie zapraszam do odwiedzin strony! 

Ola poza miłością do blogowania zaraziła mnie też miłością do Włoch i Toskanii. Ubiegłej wiosny byłem najpierw w Rzymie, a potem w Toskanii. Pogoda niestety przeszkodziła mi w spotkaniu z Olą, ale nadrobimy to w Polsce, kiedy Ola znów przyjedzie do swojej mamy oraz na promocje książek.


Teraz już wiadomo jaki związek z moim blogiem ma Ola, słońce, jedzenie, wiosna i Toskania.

Serdecznie zapraszam do codziennej lektury bloga!

sobota, 6 lutego 2016

Słoneczny piątek

Właśnie zaczęła się druga połowa zimy. Od początku najzimniejszej pory roku dzień robi się coraz dłuższy. Po ponad 6 tygodniach wyraźnie widać już różnicę! Jest to dla mnie bardzo optymistyczne. Bo oznacza, że wielkimi krokami zbliża się wiosna. A jak dopisuje pogoda to już w ogóle jest fantastycznie. Co prawda jestem trochę przeziębiony, ale na szczęście nie na tyle żebym nie mógł pospacerować po ogrodzie i poobserwować rośliny. Codziennie rano mnóstwo ptaków swoim śpiewem ogłasza, że zima już nie wróci. Oby się nie myliły! Ptasie trele słychać w całej okolicy. To bardzo przyjemna "ptasia muzyka". Wczoraj było dość chłodno. Termometry w najcieplejszym momencie dnia wskazywały niecałe +5 stopni. Ale za to świeciło słońce. I jak co dzień sprawdzałem co dzieje się w ogrodzie.


W ogrodzie nie dzieje się jeszcze zbyt wiele. Ale można już zaobserwować zmiany, które powoli następują. Coraz większe są np. kwiaty cebulowe. Za kilka dni pokażę Państwu jak bardzo urosły w ciągu ledwie kilku dni. Niestety są też zmiany negatywne. Na trawniku jest coraz więcej mchu. W poniedziałek lub wtorek muszę rozsypać wapno. Wiosną na pewno czekać mnie będzie wertykulacja murawy i dosianie nowych nasion. Tak niestety to już jest z trawnikiem, który rośnie w cieniu.


Spacerując po ogrodzie lubię przyglądać się moim liściastym roślinom zimozielonym. Ich soczysty kolor, nawet zimą powoduje, że ogród nie jest szary, smutny i przytłaczający! Poniżej w tle na skarpie widać dwie odmiany trzmieliny pnącej: Emerald Gaiety i Sunspot. Po lewej stronie zdjęcia są dwa bluszcze kolchidzkie: ciemnozielony to odmiana Dentata, a ten zielono-kremowy to Dentata Variegata. W centralnej części zdjęcia znajdą Państwo mahonię ostrolistną, a po jej prawej stronie malutki jeszcze ostrokrzew japoński. 


A to już mój ulubiony bluszcz krzewiasty. Z roku na rok jest coraz większy! Po jego lewej stronie rośnie bukszpan.


Laurowiśnia wschodnia Herbergii troszkę odczuła falę silnych mrozów jaka przetoczyła się przez moją okolicę na początku stycznia. Ale ogólnie rzecz biorąc roślina jest w bardzo dobrym stanie. Niestety, podobnie jak u laurowiśni Caucasica przemarzły jej pąki kwiatowe. Być może wiosną puści nowe.


Magiczne i symboliczne, bo zimozielone wejście do głównej części ogrodu. Bluszcz tu rosnący pochodzi z moich własnych sadzonek. Ma ogromne liście i jest moją dumą. Wkrótce szerzej opiszę bluszcze pospolite rosnące w moim ogrodzie. A mam całkiem sporo różnych odmian!


W oczku wodnym pięknie odbija się błękit nieba oraz bezlistne o tej porze roku korony drzew. 

 
Przy oczku na wietrze niewinnie buja się gniazdo nasienne pałki wodnej i uschnięte kwiatostany wodnych traw. 


Leszczyna Concorta ma już spore pąki. Swego czasu myślałem o przesadzeniu tego małego drzewka w inne miejsce, ale raczej zrezygnuję z tego pomysłu. Leszczyna rośnie w tym miejscu od 8 lat i pewnie ma bardzo rozwinięty system korzeniowy. Przesadzenie raczej nie wpłynęłoby dobrze na jej kondycję. No i wiązałoby się to z kolejną dużą ingerencją w kształt egzotycznego zakątka. A tego raczej nie chcę.


Serdecznie zapraszam do codziennej lektury bloga.

piątek, 5 lutego 2016

Bluszcz algierski

W moim ogrodzie rośnie wiele kolekcjonerskich, wymagających i często dosyć egzotycznych dla nas roślin. Są one w Polsce bardzo rzadko spotykane, głównie z powodu dosyć surowego klimatu panującego w kraju szczególnie w sezonie zimowym. Jednakże niektóre z roślin, takie jak araukaria chilijska, bluszcze kolchidzkie, aukuby japońskie, skimie japońskie czy magnolia wielkokwiatowa mogą być z powodzeniem uprawiane w cieplejszych rejonach kraju. A to całkiem spory obszar, obejmujący swoim zasięgiem wybrzeże Bałtyku, Pomorze Zachodnie, lubuskie czy nizinne obszary Dolnego Śląska. 

Jedną z takich roślin jest bluszcz algierski. W zasadzie jest to odmiana ciepłolubna, polecana w naszym kraju do uprawy w domach lub ogrodach zimowych. W zasadzie bluszcz ten nie powinien przetrwać naszych zim na zewnątrz. A jednak u mnie w ogrodzie rósł z powodzeniem przez kilka lat. Posadziłem go w miejscu zacisznym i osłoniętym od wiatrów. Przetrwał kilka zim pod osłoną śniegu. Jednakże zima z przełomu lat 2011 i 2012 była praktycznie bezśnieżna i bardzo mroźna, no i niestety bluszcz jej nie przeżył. A szkoda, bo był już bardzo rozrośnięty. 

Nie poddałem się i w 2012 roku przeniosłem do ogrodu taki sam bluszcz algierski, który wcześniej miałem w pracy, a potem w domu. Długi i mroźny sezon zimowy 2012/2013 przeżył bez większych uszkodzeń. Był bardzo długo pod śniegiem i zgubił na wiosnę trochę liści. Na wiosnę jednak wypuścił sporo młodych liści. Tak wyglądał w ubiegłym roku.


Bluszcz ten na naturalnych stanowiskach występuje na wybrzeżu atlantyckim, w północnej Afryce, aż po Tunezję oraz w Portugalii, Hiszpanii i we Włoszech. Można go znaleźć również na Azorach, Maderze i na Wyspach Kanaryjskich. Często też bywa mylony z bluszczem kanaryjskim. Ja też początkowo myślałem, że to ta odmiana. Potem jednak natknąłem się na bardzo ciekawą stronę internetową http://efeu-ev.org/sorten-und-beschreibungen/ gdzie można znaleźć setki odmian różnych bluszcz: pospolitych, kanaryjskich, kolchidzkich czy właśnie algierskich. Stąd dowiedziałem się, że mam w ogrodzie właśnie tę ostatnią odmianę. Przypuszczam, że jest to Montgomery. Wspomniana strona jest niestety dostępna jedynie w języku niemieckim.

Przepiękne okazy tych bluszczy można spotkać w całym basenie Morza Śródziemnego. Poniżej zdjęcie z Rzymu. 


We Włoszech to bardzo rozpowszechnione pnącza. Ich liście są naprawdę ogromne!


Tymczasem mój Montgomery został uszkodzony przez mrozy z przełomu roku. Bardzo niskie temperatury i brak śniegu spowodowały uszkodzenia liści. Wcześniej roślina już też tego doświadczała więc mam nadzieję, że na wiosnę pnącze odbije. 
 

W ogrodzie mam jeszcze dwie odmiany ciepłolubnych bluszczy. Pierwszy z nich troszkę odczuł silne mrozy z początku stycznia.


Drugi natomiast wygląda na nieuszkodzony.


Bluszcze to wspaniałe i piękne rośliny. Uwielbiam te pnącza, które szczególnie poza sezonem wegetacyjnym wnoszą do ogrodu mnóstwo zieleni. 

Już wkrótce przedstawię Państwu kolejne odmiany bluszczy rosnące w moim ogrodzie. Przypomnę tylko, że bluszczowy cykl rozpocząłem od opisania bluszczy kolchidzkich. Ukazał się on 17 grudnia 2015 i można go znaleźć TUTAJ

Serdecznie zapraszam do codziennej lektury bloga!

czwartek, 4 lutego 2016

Zimozielony berberys Julianae

Berberys julianae (Berberis julianae) zwany u nas berberysem Julianny jest zimozielonym krzewem liściastym dorastającym w warunkach polskich do ok. 1,5 - 2, a niekiedy w sprzyjających warunkach nawet 3 metrów. Pochodzi z Chin. Jego nazwa angielska to właśnie berberys chiński (Chinese barberry). Jest to dosyć zwarty krzew o podłużnych i ząbkowanych liściach. Mogą mieć do ok. 10 cm długości.


Są one sztywne i zielone, jesienią często przebarwiają się na czerwono. Krzew ten wygląda wtedy bardzo dekoracyjnie. Liście pozostają na nim przez całą zimę!

Poniżej młody berberys julianae w moim ogrodzie.


A to już młody okaz w ogrodzie moich rodziców. Zdjęcie zrobiłem na jesieni.


Berberys julianae polecany jest do sadzenia w strefie USDA od 6b do 8.

Jego mrozoodporność jest na większości terenu Polski wystarczająca, jednakże w chłodniejszych rejonach kraju szczególnie młode krzewy powinny być okrywane na zimę. Podobnie jak inne liściaste rośliny zimozielone dobrze jest posadzić tą odmianę berberysu w miejscach osłoniętych od wysuszających i mroźnych zimowych wiatrów.

Tak dziś wygląda mój berberys. jak widać na poniższych zdjęciach niektóre listki zostały trochę uszkodzone przez silne mrozy z przełomu 2015 i 2016 roku. Wiosną jednak roślina z pewnością wypuści nowe łodyżki i liście. 

Berberys julianae w zasadzie nie wymaga cięcia, ale jeśli chcemy go poprowadzić w formie żywopłotu bądź zwartego krzewu cięcie na pewno mu nie zaszkodzi. Dokonuje się go po przekwitnięciu kwiatów. Przemarznięte lub uschnięte gałązki przycinamy do miejsca, gdzie pojawiają się zdrowe pędy. Dotychczas mój krzew był bardzo słabo przycinany. Szkoda mi było przycinać pięknie rosnące gałązki. Ale w tym roku na wiosnę berberys na pewno przejdzie gruntowne cięcie i formowanie. 


Berberys Julianny lubi ziemię lekko wilgotną i przepuszczalną. Będzie jednak rósł na każdej glebie ogrodowej począwszy od alkalicznej, aż po lekko kwaśną. Ponadto dobrze rośnie zarówno w miejscach słonecznych jak i lekko zacienionych.

UWAGA! Jest to krzew o dosyć długich i bardzo ostrych cierniach (ok. 3 cm) dlatego rodziny z małymi dziećmi powinny albo tego krzewu unikać i go nie sadzić, albo pilnować dzieci, żeby się nie pokłuły. 

Pięknie uformowany krzew tej odmiany berberysu rośnie np. we wrocławskim Ogrodzie botanicznym. Zdjęcie robiłem w listopadzie i widać na nim jesienne przebarwienia liści.


W moim ogrodzie rośnie obecnie 1 krzew tej odmiany berberysu. Pozostałe siedem, które kiedyś rosły jako zaczątek żywopłotu oddałem moim rodzicom. W mojej okolicy widziałem piękny żywopłot z tej odmiany berberysu, gęsty i wysoki na ponad 2 metry!

Więcej informacji o berberysie julianae oraz o innych krzewach rosnących w moim ogrodzie znajdziecie Państwo na mojej stronie internetowej www.zimozielonyogrod.pl

Serdecznie zapraszam do codziennej lektury bloga.

środa, 3 lutego 2016

Początek lutego w ogrodzie rodziców

Wczoraj odwiedziliśmy mój ogród, sprawdzając czy widoczne są już oznaki zbliżającej się powoli wiosny. Rośliny wyraźnie oczekują tej pory roku. A pogoda im tego raczej nie utrudnia. Wręcz przeciwnie. Po okresie mrozów, który rozpoczął się po Bożym Narodzeniu i trwał prawie miesiąc, od kilku dni pogoda znów bardziej przypomina wiosnę niż zimę. Dziś jest co prawda troszkę chłodniej niż wczoraj, ale +8 stopni to i tak całkiem sporo jak na początek lutego. I jak na razie na szczęście nie widać powrotu mroźnej i śnieżnej zimy. Mogłoby to zaszkodzić roślinom. Bo część z nich już zaczęła rosnąć. 

Podobnie jak w moim ogrodzie również w ogrodzie moich rodziców widać już oznaki nadchodzącego sezonu wegetacyjnego. Wiele roślin ma już spore pąki. Wśród nich są azalie japońskie. Krzewy te są półzimozielone. Jedynie w mroźne zimy gubią całkowicie liście.


Spore pąki ma też azalia pontyjska. To jedyna odmian azalii, która rośnie w Polsce na naturalnych stanowiskach. Azalie, tak jak różaneczniki pąki wytwarzają już pod koniec lata. Rozwiną się one jednak dopiero wiosną w kolejnym roku. Z tych większych zwanych generatywnymi rozwiną się kwiaty. A z tych malutkich (wegetatywnych), widocznych pod dużym wyrosną gałązki. Jak już wspomniałem wczoraj wkrótce na blogu poświęcę więcej miejsca zarówno azaliom jak i różanecznikom.


Wiciokrzew Capryfolium puścił listki już w grudniu. Mróz z przełomu roku lekko je uszkodził, ale pnącze raczej dobrze przetrzymało chłody.


Spod ziemi coraz szybciej kiełkują wiosenne kwiaty cebulowe. Na grządkach widać już małe tulipany botaniczne, narcyzy, hiacynty i krokusy.


Bardzo duże pąki ma piwonia drzewiasta. Krzew jest zakopczykowany, a rodzice na okres mrozów okryli piwonię agrowłókniną. Było to niezbędne bo nocami przy gruncie temperatura spadała poniżej -20 stopni.


Jesienią tata przekopał fragment ogrodu, gdzie co roku rosną warzywa. Gleba została zasilona kompostem. W czasie zimy kompost do końca zgnije i odda podłożu wartościowe mikroelementy.


Czy rzeczywiście zima już nie wróci? To pokażą najbliższe dni i tygodnie. Ale tak jak pisałem wczoraj prawdopodobieństwo mrozów jest już niewielkie. Oczywiście mogą jeszcze pojawić się ujemne temperatury, ale mróz rzędu -20 stopni raczej już nie powróci. 

Serdecznie zapraszam do codziennej lektury bloga!

wtorek, 2 lutego 2016

W poszukiwaniu wiosny

Wczoraj znów prawie cały dzień spędziłem za kierownicą. Musiałem pojechać na południowy zachód kraju. Przed południem wyjazd, wieczorem powrót. Totalny brak czasu na cokolwiek. Do tego jeszcze przez całą drogę powrotną padał deszcz. Ale nie ma co narzekać. Dziś nadrobiłem zaległości i postanowiłem poszukać oznak odległej jeszcze ale powoli już zbliżającej się wiosny. Pogoda w mojej okolicy bardziej przypominała dziś kwiecień niż początek lutego. Najpierw rzęsiście padał deszcz, potem świeciło słońce. Na termometrze prawie 13 stopni. A czy to już faktycznie oznaki przedwiośnia? Trudno jednoznacznie powiedzieć. Mamy w końcu początek lutego, środek zimy i pogoda może nas jeszcze zaskoczyć. Prześledziłem ostatnio prognozy długoterminowe. Koniec tego tygodnia może przynieść lekkie ochłodzenie, ale po niedzieli znów wrócą temperatury w okolicy +10 stopni w ciągu dnia. Po 11 lutego ma znów się ochłodzić. W ciągu dnia temperatura lekko powyżej zera, nocą trochę poniżej. Ale czy taka prognoza się sprawdzi? Zobaczymy już wkrótce. Póki co zapraszam do ogrodu. Obejrzymy zdjęcia roślin oczekujących na wiosnę. 

Mahonia ostrolistna to roślina, która w krajach o cieplejszym klimacie kwitnie nawet już w listopadzie czy grudniu.


Podobnie zachowują się aukuby japońskie. W Wielkiej Brytanii czy krajach Beneluxu rośliny te można często spotkać w formie żywopłotów. W Brukseli często już w styczniu na krzewach pojawiają się drobne i niepozorne kwiaty. W Polsce ich uprawa najbardziej uda się w cieplejszych rejonach kraju. Ale jak widać również w centrum całkiem nieźle sobie radzą.


Odmiana Crotonifolia też ma spore pąki.


Wśród wielu "japończyków" rosnących w moim ogrodzie spore pąki ma skimia. 


Pąki jesienią tworzy też pieris japoński. Gdy tylko zrobi się cieplej krzew cały pokryje się białymi wonnymi kwiatami nieco przypominającymi wyglądem konwalie.


Różaneczniki zawiązują pąki już późnym latem. 


Podobnie jak ich siostrzane azalie wielokwiatowe. Należą one do roślin wrzosowatych a ich łacińska nazwa to Rhododendron. Już wkrótce na blogu szerzej opiszę te rośliny.


W grudniu z powodu ciepłej aury zaczęły kiełkować wiosenne kwiaty cebulowe takie jak narcyzy, krokusy, tulipany czy hiacynty.  Przed nadejściem mrozów przysypałem je warstwą ziemi. Ale kwiaty dalej rosną, czemu sprzyja mokra i ciepła pogoda.


W innym miejscu wykiełkowały tulipany botaniczne. Muszę je koniecznie przesadzić do kącika wiosennego. 


Serdecznie zapraszam do codziennej lektury bloga! Już jutro poszukamy symptomów wiosny w ogrodzie mojej mamy!