UWAGA!

BLOG ZOSTAŁ PRZENIESIONY

NA PORTAL

www.zimozielonyogrod.pl

ZNAJDZIECIE TAM

ZARÓWNO STARE JAK I NOWE WPISY


Partnerami portalu są:

Fiskars.pl

Idealnytrawnik.pl

środa, 11 grudnia 2013

Ogród zimozielony? A może szaro bury?

Dzisiejszy dzień przyniósł w centrum kraju fatalną pogodę. Od rana są mgły i co trochę kropi deszcz. na szczęście jak na grudzień jest dosyć ciepło. W najcieplejszym momencie dnia termometry wskazywały prawie +7 stopni. Jak typowy Polak muszę trochę ponarzekać. No bo jak zimno to źle, jak gorąco i parno to tragedia, jak nie pada to fatalnie, a jak pada to jeszcze gorzej. I można by tak bez końca. Fakt jest jeden. Dziś nad większością Polski zalegały mgły. I to z nich sączyła się mżawka. Trochę szczęścia miał jedynie Dolny Śląsk co ilustruje poniższa mapka pochodząca ze strony www.sat24.com No a najwięcej szczęścia to miała już południowa i południowo zachodnia Europa oraz Bałkany.


W każdym razie nie ma co narzekać. Liściaste rośliny zimozielone wraz z ich właścicielami mogą cieszyć się taką pogodą, bo po pierwsze nie jest zimno, a po drugie jest mokro, co tym roślinom szczególnie dobrze służy.


Na iglakach też widać efekty mgieł i mżawek. To świerk Conica rosnący przed domem.


W taką pogodę wszystko dookoła jest szare, mokre, bure i do czterech liter. Na szczęście w ogrodzie mam sporo roślin zimozielonych i dzięki nim właśnie jest przynajmniej chociaż trochę kolorowo i mniej przygnębiająco.


Ostatnie coraz cieplejsze dni spowodowały, że oczko wodne praktycznie już rozmarzło. Nie ma więc potrzeby włączanie w tej chwili grzałki. Z uwagi jednak na to, że nie ma w oczku już fontanny, dobrze jest co jakiś czas włączyć napowietrzacz. na pewno nie zaszkodzi on rybom i roślinom żyjącym w oczku.


Ostatnie silne wiatry (Ksawery) połamały wiele drobnych gałązek, które po zniknięciu śniegu są szczególnie dobrze widoczne na moim trawniku. Dziś nie miałem czasu, ale jutro postaram się je wszystkie pozbierać, gdyż nie wyglądają ani ładnie ani efektownie.



Może jutro pogoda będzie lepsza?

wtorek, 10 grudnia 2013

Liściaste zimozielone zmieniły swoje kolory

Drzewa i krzewy liściaste, gubiące liście na zimę, zanim się ich pozbędą fundują nam wspaniały spektakl ozdobiony feerią kolorów. Wg mnie najładniej przebarwiają się takie krzewy i drzewa jak: winobluszcz trójklapowy i pięciolistkowy, berberysy, klony, dąb czerwony oraz ambrowiec amerykański. Co ciekawe część liściastych roślin zimozielonych również przebarwia się późną jesienią. Dobrym przykładem może być berberys Julianae, który jednak zimą wraca do swojego ciemnozielonego koloru. Dziś pokażę Państwu krzewy, które pozostają kolorowe praktycznie aż do wiosny.

Zaczniemy od trzmieliny Canadale Gold. To piękna odmiana trzmieliny pnącej. ma duże i lekko owalne liście. W miejscach nasłonecznionych wspaniale wybarwia się na złoto i zielono. Jesienią zmienia barwy co widać na poniższym zdjęciu.


Kiścień wawrzynowy Rainbow, ja mówi sama nazwa ma liście wielokolorowe, których barwa może kojarzyć się z tęczą. Zima te barwy się zmieniają.


Kolejną rośliną, której listki zmieniają kolory jest golteria rozesłana. Niektóre liście robią się purpurowe lub brązowe. Zmiany te, podobnie jak u innych roślin zależą od ilości dostępnego światła słonecznego.


Ciekawe zimowe barwy przybrała azalia japońska Schneeperle. Ta odmiana jest półzimozielona. W duże mrozy gubi część listków. Na wiosnę na ich miejsce szybko wyrastają nowe.


A to już bluszcz pospolity. Więcej o jesienno - zimowej kondycji bluszczy pospolitych w moim ogrodzie przeczytają Państwo tutaj: http://zimozielonyogrod.blogspot.com/2013/11/bluszcze-w-moim-ogrodzie-bluszcz_29.html

O bluszczach kolchidzkich oraz kanaryjskich piszę w innych postach opublikowanych na moim blogu w listopadzie bieżącego roku (ale nie tylko). Zapraszam do lektury!


Mahonie należą do jednych z najpopularniejszych w Polsce liściastych roślin zimozielonych. Można je spotkać w wielu ogrodach. Dorosłe krzewy mahonii ostrolistnej niejednokrotnie osiągają wysokość ponad 2 metrów! One również zmieniają barwy sowich liści.


Tak wygląda mahonia repens.


Poniżej mahonia orzecholistna.


Natomiast mahonii ostrolistnej poświęcę oddzielny post i tam napiszę m.in. o jej przebarwiających się liściach.

Inny kłujący krzew, który zmienia barwę liści to ostrokrzew Meserveae Blue Prince oraz Blue Princess (odmiany męska i żeńska). 


Delikatnie przebarwia się juka gloriosa Variegata. To dosyć wymagająca roślina. Nie do końca wytrzymuje duże spadki temperatur i gdy jest poniżej -15 stopni trzeba ją okryć agrowłókniną. Jeśli chodzi o przebarwienia to proszę zwrócić uwagę na obrzeża liści. Zmieniają barwę na czerwoną.


Innym przebarwiającym się "wrażliwcem" jest głogownik davidiana. Młode osobniki, takie jak mój są dosyć wrażliwe na mróz i w naszych warunkach klimatycznych powinny być na zimę osłaniane np. agrowłókniną. Szkodzi im również zimowa susza oraz mroźne i wysuszające wiatry. Starsze rośliny powinny wytrzymać bez okrycia spadki temperatur do -23 stopni C. 


Równie wrażliwy jest bluszcz kolchidzki dentata variegata. O dziwo ostatnią zimę przeżył bez żadnych większych uszkodzeń mimo tego, że nie był niczym osłonięty, a spora część pnącza wystawała ponad śnieg.

Na jego liściach również możemy zauważyć początki zmiany barw.


Ostatnia prezentowana dziś roślina to trzmielina Emerald'n Gold, szczepiona na pniu. Ona też powoli zaczyna zmieniać swoje barwy. przy większych spadkach temperatur część listków zrobi się brunatno - czerwona.


Serdecznie zapraszam do codziennej lektury bloga oraz do zapisywania się do grona obserwatorów. Można to zrobić poprzez konto Google, Twitter lub Yahoo. Wystarczy kliknąć "Dołącz się do tej witryny". przycisk znajduje się w lewej kolumnie pod moim opisem. Jeszcze raz serdecznie zapraszam!

poniedziałek, 9 grudnia 2013

9 grudnia w ogrodzie - porównanie lat 2012 i 2013

Ubiegłoroczny grudzień przyniósł nam prawdziwą zimę. Praktycznie od samego początku miesiąca było mroźno i śnieżnie. Nocami temperatura spadała do poziomu nawet poniżej -10 stopni C. 09 grudnia w centrum Polski mieliśmy już regularną zimę. Leżał śnieg, a temperatura nawet w ciągu dnia nie była wyższa niż -5 stopni C.


Część liściastych roślin zimozielonych wypuściła większość wody z liści, po to aby uchronić się przed przemarznięciem oraz przed nadmiernym wysuszeniem. Robią tak np. różaneczniki oraz aukuby japońskie. W mniejszym stopniu podobnie zachowują się laurowiśnie. Zwierzęta mieszkające w okolicy znalazły u mnie bogate źródło różnych pokarmów. Poniżej widać wiewiórkę i sójkę.


Mróz sprowadziła wyżowa, słoneczna pogoda.


W tym roku jest troszkę inaczej. Po orkanie Ksawerym temperatura w okolicach Warszawy spadła. Spadł również śnieg. Wczoraj na szczęście zaczął topnieć i dziś nie ma już po nim śladu. Temperatura w ciągu dnia doszła do +5 stopni C.


Ponownie możemy cieszyć się zielenią trawnika. Co ciekawe, na poniższym zdjęciu doskonale widać jak bardzo przez rok urosły aukuby, bukszpany oraz różaneczniki katawbijskie.


Gdyby nie resztki śniegu między trzmielinami oraz brak kwiatów w doniczkach na schodach moznaby pomyśleć, że mamy wiosnę lub lato. Rosnące ty trzmieliny nie przebarwiają się na zimę. Utrzymują żywe kolory przez cały okres chłodów.


Na oczku wodnym są jeszcze resztki lodu, ale padający w nocy deszcz rozpuścił większość cienkiej jeszcze warstwy zamarzniętej wody.


Jak już kilkakrotnie pisałem, zima to pora kiedy najładniej prezentują się liściaste rośliny zimozielone. Tak dziś w ciągu dnia wyglądał kącik różanecznikowy. Ponieważ rosną w nim również inne rośliny, pochodzące głównie z Japonii, od dłuższego czasu zastanawiam się czy nie zmienić jego nazwy na "japoński".


A już jutro zapraszam Państwa na przegląd roślin zimozielonych, które w zimie zmieniają barwy swoich liści.

niedziela, 8 grudnia 2013

Zimozielony ogród - nowy domownik

Na ogół piszę o roślinach, ogrodach botanicznych, parkach, oczywiście o moim ogrodzie, czasami też o aurze panującej za oknami. Dziś zupełnie odmienny temat. Napiszę o nowym domowniku, który pojawił się w moim domu dokładnie 2 tygodnie temu. Ale od początku...

W październiku na kompostowniku u moich rodziców zaczął buszować malutki kociak. Biedaczek był sam. Nie wiadomo czy jego kocia mama go porzuciła, czy może on jej gdzieś zginął. Może ktoś go wyrzucił z samochodu, albo kocicę ktoś lub coś zabiło. W każdym razie maluszek był strasznie zdziczały. Bał się ludzi i na widok człowieka uciekał gdzie pieprz rośnie. Mój tata postanowił go dokarmiać. Po pewnym czasie kociak przyzwyczaił się do niego, a ponieważ zaczęło robić się zimno ojciec skonstruował mu ze styropianu cieplutki domek, w którym mógł sobie kotek spać. Do domu nie chciał wejść, tym bardziej, że u rodziców jest jamniczka. Pomimo tego, że się zakolegowali to jednak pies nie chciał wpuścić kotka dalej niż do przedpokoju. Często obserwowałem to czarno - brązowe maleństwo przez okno, jak buszowało po ogrodzie rodziców. Było mi go strasznie szkoda i postanowiłem go "zsocjalizować" i zabrać do domu.

Początki były trudne. Kociak był zdziczały i cały czas bał się ludzi. Proces przyzwyczajania kota do mnie rozpocząłem od przeniesienia jego budki oraz miski na moje schody wejściowe do domu. Zacząłem go dokarmiać. Początkowo uciekał, ale jak skonstruowałem mu najprostszą zabawkę dla kota, czyli papier na nitce, zaczął się ze mną bawić.


Po zaledwie kilku dniach kotek dał mi się wziąć na ręce. Postanowiłem, że zanim zabiorę go do domu to go odrobaczę i usunę ewentualne robale, które mogły żyć na jego skórze. Zrobiłem to w ciągu 3 dni. Kot wciąż niepewnie wchodził za swoją zabawką do przedpokoju, ale niestety szybko uciekał. Nie czuł się pewnie w mieszkaniu!

W sobotę 23 listopada kotek po raz pierwszy był przez dłuższy czas w moim mieszkaniu. Biegał po nim, wszystko wąchał i zaglądał w każdy kąt. Dodam, że już w sobotę kupiłem mu kuwetę i żwirek i postawiłem ją w toalecie.

No i w niedzielę 24 listopada stało się! Po powrocie z kina, a było to tuż po 17.00 zabrałem kotka znów do domu. Nie wiedziałem wtedy jeszcze, że zostanie na noc. Pierwsze kroki skierowałem (z nim na rękach) do toalety. Wsadziłem go do kuwety i pokazałem mu żwirek oraz pogrzebałem w nim ręką. Kot później znów biegał po domu. Skakał na kanapę i bawił się papierem na nitce. Potem ku mojemu zdziwieniu pomaszerował do toalety (drzwi zostawiłem lekko uchylone) i po raz pierwszy się do niej załatwił! Na szczęście tak mu zostało do tej pory. Potem poszło jak po sznurku... Przyniosłem do domu jego miseczkę i talerzyk i postanowiłem, ze zostanie na noc. Rano wstałem z duszą na ramieniu, na szczęście kotek nic nie napsocił. Jedyne co zdziałał to uzupełnienie kuwety. Ale to było akurat na duży plus dla kota... no i dla mnie oczywiście.

Po dwóch dniach przyjechały drapak, transporter i legowisko. Dyzio, bo tak został nazwany, czasami z niego korzysta, ale chętniej leży sobie tutaj:



Kot się totalnie udomowił, i to wciągu kilku dni! Lubi wątróbkę drobiową i surowe mięsko lub rybkę. Je suchą karmę oraz pokarm dla kociąt z saszetek. Pije mleko, od wczoraj również takie specjalne, z obniżoną zawartością laktozy. Bawi się na drapaku, skacze po kanapie i po łóżku. Póki co jedyną rzeczą, którą zrobił źle było dwukrotne wygrzebanie, a finalnie pogryzienie liści dwóch małych dracen. Dobiera się też do zamiokulkasa.


Jaki jest związek Dyzia z Zimozielonym ogrodem? Ano taki, że zanim zamieszkał w domu to hasał po trawniku i załatwiał się w kąciku różanecznikowym.

Teraz ma ciepło, załatwia się do kuwety no i ma całodobową opiekę. W moje imieniny Dyzio został zaszczepiony. Mimo tego, że po raz pierwszy był w transporterze i po raz pierwszy jechał samochodem, Dyzio bardzo dzielnie zniósł podróż do weterynarza oraz samo szczepienie.

I tak dom w Zimozielonym ogrodzie zyskał nowego domownika!

sobota, 7 grudnia 2013

Żywotnikowiec japoński Variegata - Thujopsis dolabrata Variegata

Żywotnikowiec japoński Variegata (Thujopsis dolabrata Variegata) od dawna był na liście roślin, które musiałem mieć w ogrodzie. Pojawił się w nim jednak dopiero we wrześniu tego roku. Rośnie koło oczka wodnego. Trochę się obawiam, ze posadziłem go zbyt blisko zbiornika, dlatego też na wiosnę na pewno go przesadzę oddalając nieco krzew od otoczenia oczka. Tak wyglądał po posadzeniu.


Jak podaje strona internetowa http://www.encyklopediadrzew.pl w naszych warunkach klimatycznych żywotnikowiec japoński Variegata to niewielkie drzewko lub krzew o powolnym wzroście. Początkowo przez długie lata rośnie krzewiasto nie wytwarzając wyraźnego przewodnika. Roślina ma wtedy pokrój kulisty lub kopulasty, osiąga wysokość do 1 m i szerokość 1-1,5 m. Z czasem przewodnik wykształca się i roślina przyjmuje kształt niewielkiego drzewka. Teoretycznie może dorastać nawet do 5-6 m, ale u nas raczej takich rozmiarów nie osiąga. Dorasta natomiast do 3-4 m wysokości, a średnica korony może dojść do 2-2,5 m. Gałązki płaskie, ustawione są poziomo.

Liście mają formę szerokich łusek, do 6 mm długości. Są one sztywne i błyszczące, z wierzchu ciemnozielone, ale część gałązek z kremowymi łuskami. Cecha pstrości bardziej intensywna w miejscach widnych. Spodnia strona łusek z dużymi, kredowobiałymi plamami, bardzo ładna, ale niestety niewidoczna bez odwrócenia gałązek. Szyszek u nas raczej nie zawiązuje.

Bardzo stara odmiana znaleziona w Japonii i sprowadzona do Holandii w 1859 roku. Opisana przez Philippa Siebolda w 1861 roku. 

Poniższe zdjęcie pochodzi ze strony internetowej http://www.imageflora.com 



Odmiana ta może rosnąć aż do strefy 6a wg klasyfikacji USDA. Więcej o strefach mrozoodporności przeczytacie Państwo na mojej stronie internetowej www.zimozielonyogrod.pl  Wspomniana na początku posta strona http://www.encyklopediadrzew.pl informuje, że roślina ta wymaga podłoża żyznego, przepuszczalnego, ale wilgotnego, o odczynie kwaśnym i lekko kwaśnym. Najlepiej rośnie na terenach z dużą ilością opadów i o dużej wilgotności powietrza. Bardzo wrażliwa na suszę i zanieczyszczenie powietrza. Sadzi się ją w miejscach jasnych i osłoniętych od wiatru. Odmiana amatorska, polecana głównie do ogrodów przydomowych, gdzie sadzi się ją pojedynczo lub w niewielkich grupach, zwykle także z innymi roślinami. Może być sadzona jako soliter. Podczas długotrwałej suszy wymaga podlewania.

piątek, 6 grudnia 2013

Orkan w zimozielonym ogrodzie

No i dotarł... Orkan, o którym od kilku dni mówi się w całej praktycznie Europie w nocy z czwartku na piątek dotarł w okolice Warszawy. Front zaatakował nas silnym wiatrem i burzą. Co prawda nie słyszałem w nocy żadnych grzmotów, ale z kilku wiarygodnych źródeł (mama, sąsiadka i kumpel) wiem, że było w nocy ostro. U innej mojej sąsiadki wiatr przewrócił jedno z drzew. Biedy świerk nie wytrzymał naporu uderzenia orkanu. 

Z wiatrem i opadami mierzy się cała północna i środkowa Europa. Co ciekawe orkan funkcjonuje pod różnymi nazwami. W Szwecji to Sven, w Danii Bodil, a w Niemczech Xaver. No i my sobie tę ostatnią nazwę skopiowaliśmy i mamy Ksawerego. Szkoda, że nasi synoptycy nie ochrzcili go np. Genowefa albo Hermenegilda? A może Remigiusz, Zdzisław albo Jarosław? O nie... zaczynam upolityczniać orkan. 

W każdym razie po nocnym ataku w ciągu dnia trochę się uspokoiło.Spadło troszkę śniegu, ale zaczął powoli topnieć. Koło 13.00 po powrocie z zakupów i po zjedzeniu małego lunchu poszedłem do ogrodu. 


Nic jeszcze nie zapowiadało nadchodzącej śnieżycy. Musiałem wyjąć z oczka wodnego filtr z pompą oraz zrobić parasol nad palmą, żeby woda nie dostała się do stożka wzrostu krzewu. jej zamarznięcie mogłoby spowodować śmierć palmy.


Na szczęście udało mi się zrealizować moje plany. Ale w trakcie pracy zaczęło coraz mocniej wiać i sypać. O 13.20 ogród wyglądał jeszcze tak.


Potem było coraz gorzej.


Wiatr znowu zaczął się nasilać. Do tego padał coraz gęściejszy śnieg. Mimo tego, że dochodziła dopiero 14.00 na zewnątrz zrobiło się prawie ciemno. Śnieżyca była tak gęsta, że nie było prawie widać domów sąsiadów. Praktycznie w ciągu 20 minut spadło ok. 5 cm białego puchu!


Śnieżyca trwała nieco ponad 20 minut i tak nagle jak się zaczęła, tak równie nagle siię zakończyła. Ku mojemu zdziwieniu niebo na chwilę zrobiło się błękitne i wyszło słońce.




I chociaż nie lubię zimy to muszę przyznać, że ogród wyglądał bajecznie. Niestety po kilku minutach znów pojawił się silny wiatr, a niebo ponownie zasnuło się chmurami.

Wyszedłem odśnieżać ścieżki. Niestety po 15.30 znów zaczął padać gęsty śnieg. Teraz warstwa świeżego puchu ma pewnie ok. 10 cm. Po 18.00 znowu odśnieżałem. W tej chwili są -2 stopnie i na razie nie pada i co najważniejsze już tak mocno nie wieje.

Ciekawe jaką aurę przyniosą nam następne dni.

czwartek, 5 grudnia 2013

Początek grudnia w ogrodzie

Wczoraj wieczorem stało się to czego mogliśmy się już od pewnego czasu spodziewać. W mojej okolicy spadł śnieg. Co prawda szybko stopniał, ale mimo tego, że do kalendarzowej zimy pozostało jeszcze kilkanaście dni, ta pora roku przypomniała o sobie. A jeszcze dwa dni temu poranne słońce oświetlało ogród. Musimy jednak przyzwyczajać się do białych krajobrazów. Co gorsza do Polski zbliża się orkan, który uderzył już w wybrzeża Morza Północnego. W Norwegii jeden z promów miał problemy z dotarciem do portu, na atak orkanu szykują się już Holandia, Dania, Szwecja i Niemcy. W Wielkiej Brytanii odwołano część samolotów i pociągów. A najgorsze dopiero przed nami. 

Dlatego tym przyjemniej mi będzie pokazać Państwu poranne słońce, które gościło w ogrodzie na początku miesiąca.




Prognozy długoterminowe wskazują, że ochłodzenie będzie krótkie i niewielkie. Czas jednak pokaże czy aby na pewno się sprawdzą.

Dla przypomnienia zapraszam do obejrzenia 3 zdjęć z początku grudnia 2012 roku. Czy teraz też zrobi się biało w ogrodzie? O tym przekonamy się ju wkrótce.




Taka aura sprawia, że powoli trzeba zabezpieczać bardziej wrażliwe rośliny. Na szczęście wszystkie zimozielone zdążyłem porządnie podlać. Nic im tak nie szkodzi jak zimowa susza oraz mroźne i wysuszające wiatry. A taki może już jutro zagościć w centralnej części kraju.

sobota, 30 listopada 2013

Bluszcz kanaryjski pod koniec listopada

Dziś zapraszam na ostatni post z cyklu "Liściaste rośliny zimozielone pod koniec listopada". W ramach przeglądu opisałem prawie wszystkie liściaste rośliny zimozielone, rosnące w moim ogrodzie. Kilka z nich jeszcze Państwu przedstawię za parę dni. W ramach cyklu ukazały się również artykuły dotyczące bluszczy. Dziś ostatni z nich, w którym przedstawię Państwu wspaniały ale też bardzo wymagający bluszcz kanaryjski.

Gatunek ten jest ciepłolubny i w zasadzie nie powinien przetrwać naszych zim na zewnątrz. A jednak u mnie w ogrodzie rósł z powodzeniem przez kilka lat. Posadziłem go w miejscu zacisznym i osłoniętym od wiatrów. Przetrwał kilka zim pod osłoną śniegu. Jednakże zima z przełomu lat 2011 i 2012 była praktycznie bezśnieżna i bardzo mroźna, no i niestety bluszcz jej nie przeżył. A szkoda, bo był już bardzo rozrośnięty. 

Tak wyglądał we wrześniu 2011.


Nie poddałem się i w ubiegłym roku przeniosłem do ogrodu taki sam bluszcz kanaryjski, który wcześniej miałem w pracy, a potem w domu. Zimę przeżył bez większych uszkodzeń. Był bardzo długo pod śniegiem i zgubił na wiosnę trochę liści. Tegoroczne przyrosty są dosyć imponujące. Teraz już wiem, że jeżeli będzie bardzo zimno, a nie będzie wystarczająco dużo śniegu to będę musiał przykryć go agrowłókniną. Mam nadzieję, że to zabezpieczy bluszcz przed przemarznięciem.


W ogrodzie mam jeszcze dwie inne odmiany bluszczu kanaryjskiego. 



Największą ozdobą tych pnączy są liście, które mogą osiągać od 5 do nawet 20 cm długości. Niektóre są naprawdę wielkie.

Bluszcz ten na naturalnych stanowiskach występuje na wybrzeżu atlantyckim, w północnej Afryce, aż po Tunezję oraz w Portugalii i Hiszpanii. Można go znaleźć również na Azorach, Maderze i na Wyspach kanaryjskich (stąd nazwa).

Więcej informacji o tym bluszczu już wkrótce znajdą Państwo na mojej stronie internetowej www.zimozielonyogrod.pl

Zapraszam do lektury!