UWAGA!

BLOG ZOSTAŁ PRZENIESIONY

NA PORTAL

www.zimozielonyogrod.pl

ZNAJDZIECIE TAM

ZARÓWNO STARE JAK I NOWE WPISY


Partnerami portalu są:

Fiskars.pl

Idealnytrawnik.pl

niedziela, 12 listopada 2017

Jesienny spacer po okolicy

Pogoda za oknami ostatnio nie zachwyca. Dlatego już nie mogę się doczekać jutrzejszego wjazdu do Nicei. Tam co prawda lato też już dawno się skończyło ale prognozy są pomyślne. Ma być słonecznie i w miarę ciepło, nawet do +18 stopni. A na słońcu na pewno będzie cieplej. Zanim jednak wyruszę na Lazurowe Wybrzeże chciałbym zabrać Was na spacer po mojej okolicy. Najpierw odwiedzimy Ogród Kościelny w Podkowie Leśnej. To urokliwe miejsce jest piękne o każdej porze roku. Tym bardziej, że w Ogrodzie znajdziemy mnóstwo liściastych roślin zimozielonych. Rosną tu różaneczniki, laurowiśnie, kaliny Pragense oraz trzmieliny. Znajdziemy także juki i bluszcz pospolity. Zapraszam na fotospacer!


Uroku ogrodowi dodaje oczko wodne z kaskadą.


Ogród powstał jeszcze przed II Wojną Światową wraz z budową kościoła i rozwojem podwarszawskiego Miasta Ogrodu jakim jest Podkowa Leśna.Jest wyjątkowo zadbany, a wiele tutejszych roślin ma związek z Biblią.


Historię kościoła i otaczającego go ogrodu znajdziecie TUTAJ


Zupełnie inny charakter i wygląd ma Park Miejski w Brwinowie. Pomimo tego, że leży w centrum miasta przez wiele lat był zapomnianym zakątkiem gdzie oprócz drzew i śmieci spotkać było można jedynie mniej lub bardziej "wstawionych" mieszkańców okolicy. W ciągu kilku ostatnich lat, dzięki zaangażowaniu brwinowskich władz samorządowych Park przeszedł gruntowną rewitalizację. Teren został uporządkowany, wybudowano nowe chodniki, ławki, kosze na śmieci. Par został również oświetlony efektownymi latarniami typu "pastorał". I chociaż przez magistratem jest jeszcze sporo pracy to już w tej chwili miejsce to przyciąga wielu spacerowiczów. Można tu znaleźć także wspaniale zagospodarowany plac zabaw, dzięki któremu po Parku spacerują opiekunowie z dziećmi. W niedalekiej przyszłości remontu doczeka się także znajdujący się w Parku pałac, który będzie pełnił funkcje kulturalno-oświatowe.


Póki co na kilka dni pożegnam się z blogiem, a pewnie już w przyszły weekend aproszę Was na spacer po Lazurowym Wybrzeżu. 

Serdecznie zapraszam do codziennej lektury bloga!

niedziela, 5 listopada 2017

Początek listopada w latach 2012-2017

Niecałe dwa tygodnie temu opublikowałem post, w którym pokazałem jak w poszczególnych porach roku wyglądają różne części mojego ogrodu i różne rośliny w nim rosnące (TUTAJ). Ale dawno już nie publikowałem posta, w którym porównałbym ten sam dzień czy tez okres z bieżącego roku, z tym samym okresem lat ubiegłych. Dziś pora nadrobić zaległości. Obejrzymy sobie ogród i to jak wyglądał na początku listopada w latach 2012 - 2017. Wśród prezentowanych zdjęć brakuje roku 2015. A to dlatego, że byłem wtedy w sanatorium i wróciłem dopiero wieczorem 10 listopada. 

No to zaczynamy. Na pierwszy ogień idzie rok 2012. Nie był to miły początek listopada. Chłód i śnieg dały się wszystkim we znaki. Ale po kilku dniach powróciło cieplejsze powietrze. niestety na krótko, a zima sezonu 2012/2013 była mroźna, śnieżna i niezwykle długa. Jeszcze w Wielkanoc był mróz i śnieg. Co ciekawe, znacznie mniej zaszkodziła ona delikatnym roślinom takim jak aukuby czy laurowiśnie, niż chociażby ta ostatnia. Dlaczego? Bo już w listopadzie były chłody, a grudzień przyniósł mrozy. W ubiegłym roku ciepło było aż do początku stycznia. I to zniszczyło część roślin. Nie zdążyły przygotować siędo gwałtownego spadku temperatury.


W 2013 początek listopada był w miarę łaskawy. A przymrozki, które pojawiły się w październiku sprawiły, że wszystkie liście szybko spadły i już 5 listopada miałem wyczyszczony cały ogród. Wszędzie panował porządek, a ponieważ rośnie u mnie mnóstwo liściastych roślin zimozielonych to w ogrodzie cały czas królowała zieleń.  


Początek listopada 2014 był ciepły i dosyć słoneczny. Dosyć obficie kwitły jeszcze pelargonie, a liście na drzewach wciąż czekały na odpowiedni moment aby spaść. Ale większość z nich tak naprawdę była już spakowana w worki lub leżała na trawniku w oczekiwaniu aż wujek Andrzej zdecyduje się na konstruktywną współprace z grabiami. A przypomnę Wam, że od połowy października darzy grabie wyjątkową nienawiścią. Przechodzi mi ona gdzieś tak w połowie stycznia, aby już w lutym przeobrazić się w tęsknotę i miłość do grabi.
 

Początek listopada 2015 spędziłem w Kołobrzegu, więc nie wiem co się działo w ogrodzie. To znaczy wiem, ale nie mam zdjęć. W każdym razie liście niecierpliwie czekały na mój powrót. Podobnie zresztą jak trawnik czy kora sosnowa, na których leżały.  

W ubiegłym roku początek listopada był słoneczny i ciepły. Ale było to wtedy ewenement, bo cały wrzesień i październik były szare, bure, pochmurne i deszczowe. A o złotej polskie jesieni można było przeczytać jedynie we wspomnieniach pradziadków. W każdym razie na początku jedenastego miesiąca roku zrobiło się ładnie (na chwilę), a wiele drzew wciąż jeszcze nie otrząsnęło się z kończącego swój żywot listowia.


No i dopływamy do brzegu.  W tym roku po zimnym i mokrym końcu października przyszedł mokry, ale cieplejszy początek listopada. A od 03.11 powróciło słońce i dosyć wysokie jak na tę porę roku temperatury. Dziś w cieniu było momentami 16 stopni. Super! Niestety, wszystko co dobre szybko się kończy i z dnia na dzień będzie robić się coraz chłodniej. Ale póki co na horyzoncie zimy nie widać. I dobrze. Na mnie wciąż czeka całe mnóstwo liści do uprzątnięcia. Szczególnie te, które leżą na korze sosnowej. Niestety, z uwagi na brak przymrozków w tym sezonie sporo liści wciąż jeszcze jest na drzewach, szczególnie na dębach. Czekam więc z niecierpliwością aż spadną.


A już jutro na blogu zagoszczą moje magnolie wielkokwiatowe. Zobaczycie jak bardzo drzewka w tym roku urosły. 

Serdecznie zapraszam do codziennej lektury bloga!

sobota, 4 listopada 2017

Kolorowy... i pracowity listopad

Jeszcze na początku tego tygodnia rankiem temperatura dochodziła do 0 stopni C, a w ciągu dnia było ledwie 6-7 stopni. Do tego chmury, wiatr i opady. A dziś? Od rana słońce, piękna pogoda i dość wysoka jak na listopad temperatura. Wczesnym popołudniem było prawie 14 stopni! Super! Wspaniały dzień na porządki w ogrodzie, czyszczenie rynien czy grabienie. Ale to także był wspaniały dzień na podziwianie kolorów, które cały czas jeszcze goszczą w ogrodzie. Spadło co prawda już sporo liści, ale tez dzięki temu coraz lepiej widoczne są moje ukochane liściaste krzewy zimozielone. Zapraszam na kolorowy, a potem "pracowity" spacer po Zimozielonym ogrodzie.

Na rozgrzewkę ostrokrzewy. Na pierwszym zdjęciu widać odmianę Meserveae Blue Pricness (z owocami) i Blue Prince - chłopczyk nie owocuje.


Teraz ostrokrzew kolczasty Silver van Tol.


I jego kuzyn JC van Tol.


A to już kolorowy berberys rodawkowaty (zwany też gruczołkowatym). Ta odmiana nie zrzuca liści na zimę.


Piękne i kolorowe azalie wielkokwiatowe. Część odmian zgubiła już liście ale Gibraltar wciąż jest kolorowo udekorowany. 


Hortensja Vanilla Fraise właśnie otworzyła ostatnie pąki kwiatowe. Ciekawe czy zdąży w pełni zakwitnąć i przebarwić się na różowo.  


Leszczyna Concorta sama nie wie czy zmieniać już kolor i zrzucać liście czy może jeszcze trochę poczekać. 


Dookoła ogrodu tez jest kolorowo. Część drzew i krzewów wciąż jeszcze ma liście, a u niektórych gatunków są one jeszcze zielone. 


A tymczasem w ogrodzie rodziców kwitną jeszcze hortensje ogrodowe... 


róże... 


i nasturcje. Te ostatnie są bardzo wrażliwe na nawet lekkie przymrozki. 


No ale koniec tego łażenia i robienia zdjęć. Czas wziąć się za robotę. Zacząłem od góry. Najpierw czyszczenie rynien. Poszło szybko i łatwo dzięki mojemu "pomocnikowi". Zresztą w wielu pracach ogrodowych wspomagają mnie właśnie narzędzia Fiskars.  


Teraz porządki na dole. Na pierwszy ogień poszedł kącik roboczy. Wiatr nawiał tam tyle liści, że nie było spod nich widać moich sadzonek.


Potem przyszedł czas na trawnik.


Z kory sosnowej liści jeszcze nie zbieram, bo na niektórych dębach jest jeszcze wciąż mnóstwo liści.  Mam nadzieję, że szybko spadną i będę mógł już do końca oczyścić ogród i cieszyć się widokiem zielonego trawnika i moich liściastych roślin zimozielonych. Bo teraz tak naprawdę dopiero zaczyna być je widać. 


Ledwie się rozpędziłem z robotą, a tu nagle zaczęło robić się ciemno. No tak. Już po 16.00. A to w końcu listopad. Kiedy kończyłem zbierać liście na sąsiednich ulicach świeciły już latarnie. Latem o tej porze człowiek jeszcze leniwie przeciąga się na leżaku albo dojada końcówki mięsa z grilla. A teraz... Czas odstawić grabie i iść do domu. Pora na obiad. 


Serdecznie zapraszam do codziennej lektury bloga!

piątek, 3 listopada 2017

Październik w ogrodzie

Tradycji musi stać się zadość. Od pewnego czasu dokonuję podsumowania każdego miesiąca. Opisuję to, co działo się w ogrodzie oraz różne inne wydarzenia, które miały miejsce w danym okresie. Dziś czas na podsumowanie 10 miesiąca roku. Serdecznie zapraszam! 

Październik w moim ogrodzie należał do bardzo pracowitych. Przesadzanie roślin, sprzątanie ogrodu, grabienie liści... Na szczęście po deszczowym wrześniu październik, mimo sporej ilości opadów pozwolił mi na podziwianie złotej polskiej jesieni. Słońce dosyć często przeganiało chmury i można było podziwiać piękne kolory natury szykującej się do zimowego spoczynku. Na przełomie września i października słońce gościło u mnie wiele razy. I tak też było w pierwszych dniach minionego miesiąca.


Koniec pierwszej dekady miesiąca i początek drugiej były też dosyć pogodne i w miarę ciepłe. Dzięki temu zaraz po 10 października posadziłem ponad 100 cebulek różnych wiosennych kwiatów. Do ziemi trafiły tulipany, hiacynty, przebiśniegi, narcyzy i oczywiście krokusy. 


W ogrodzie robiło się coraz bardziej kolorowo, pogoda odpłacała się nam za mokry i pochmurny wrzesień. Dawni już nie było takiej pięknej jesieni. W połowie drugiej dekady miesiąca od jednego z Czytelników dostałem araukarię. Ów Czytelnik posiada prawie 50 krzewów tej ciekawej rośliny. Wyhodował je jego ojciec, a teraz nadszedł czas na rozdanie roślin w różne miejsca, w których mogą one rosnąć i upamiętniać tatę Czytelnika. Póki co zgłosił się Ogród Botaniczny we Wrocławiu i Arboretum w Wojsławicach. Część być może trafi do Pucka.


W ogrodzie cały czas miałem co robić. Co prawda nawet teraz niektóre dęby mają jeszcze sporo zielonych i żółtych liści, ale w październiku dużo z nich spadło. I wciąż spada... Oczywiście w codziennych pracach pomagał mi Dyzio. 


W trzeciej dekadzie miesiąca zrobiło się troszkę chłodniej i bardziej deszczowo, ale wciąż były dni kiedy na niebie pojawiało się słońce a moje oczy cieszyły się wspaniałymi kolorami jesieni! To także był czas kiedy zakończyłem cykl artykułów o bluszczach i rozpocząłem nowy - tym razem o zimozielonych kalinach.


Pod koniec października blog osiągnął milion wyświetleń, a w ostatni weekend października na jednym z najstarszych polskich blogów ogrodniczych, który prowadzi Magda mój ogród wystąpił jako gość specjalny (TUTAJ)


Ostatnie dwa dni miesiąca to znaczne ochłodzenie. W poniedziałkowy i wtorkowy poranek temperatura spadła prawie do 0 stopni C. Ale październik w mojej okolicy nie przyniósł pierwszych w tym sezonie przymrozków. Dzięki temu na schodach i w skrzynkach na balkonie wciąż kwitną niecierpki, pelargonie czy begonie. Jak wyglądały temperatury w ostatnim miesiącu? Tego dowiecie się z poniższej tabeli pochodzącej ze strony internetowej Accuweather


Serdecznie zapraszam do codziennej lektury bloga!

czwartek, 2 listopada 2017

Bluszcz wyprostowany - ukorzenianie

Niewiele ponad 2 tygodnie temu zakończyłem cykl poświęcony bluszczom rosnącym w moim ogrodzie. Post podsumowujący ten cykl znajdziecie TUTAJ Ale dziś znowu powrócę na chwilę do tematu bluszczy. Dlaczego? Ano bo pod koniec ubiegłego tygodnia postanowiłem doprowadzić do porządku mój bluszcz wyprostowany (Hedera Erecta). Pogoda dopisywała więc można było zrobić jeszcze ostatnie cięcia pielęgnacyjne w ogrodzie.


Hedera Erecta pojawił się w moim ogrodzie w 2014 roku, a więc wcale nie aż tak dawno temu. Mój bluszcz wyprostowany niesamowicie się rozrósł. Muszę przyznać, że po pierwsze szkoda mi było go przycinać, a po drugie przez to troszkę straciłem nad nim kontrolę. 

Warto wspomnieć, że jego pędy są sztywne i rosną prosto do góry, stąd też nazwa tej odmiany. Bluszcz wyprostowany sadzimy w miejscach cienistych lub półcienistych. Roślina ta lubi żyzne gleby przepuszczalne o obojętnym bądź lekko zasadowym odczynie. Podłoże powinno być wilgotne.

3 lata temu był to dosyć niepozorny ale przepiękny krzew.


Z uwagi na mniejszą odporność na niskie temperatury (do ok. -23 stopni C) bluszcz ten sadzimy w miejscach osłoniętych. Podobnie jak innym liściastym roślinom zimozielonym najwięcej szkód dla rośliny mogą wyrządzić mroźne i wysuszające wiatry oraz susza zimowa. Dlatego też przed nadejściem mrozów roślinę należy porządnie podlać.

O ile jeszcze wiosną mój bluszcz wyprostowany wyglądał ciekawie, to teraz zrobił się z niego nieatrakcyjny (przynajmniej dla mnie) krzak powywijany w każdą możliwą i niemożliwą stronę. W opanowaniu jego w miarę ładnego kształtu nie pomagał nawet sporej wielkości metalowy stojak.


Bluszcz ten ma małe listki, dorastające maksymalnie do 2-3 cm długości, są one wąskie i swoim wyglądem przypominają grot strzały. Zresztą generalnie jest drobny. Wg różnych źródeł rośnie powoli, jednak w moim ogrodzie wystrzelił jak rakieta i już po 3 latach doszedł do ponad 1 metra wysokości. Czyli do takiej, jaką powinien osiągnąć po ok. 10 latach.

Dlatego też postanowiłem zrobić z nim porządek. Bluszcz został mocno przycięty. Teraz wygląda jeszcze gorzej niż przed przycięciem, ale mam nadzieję, że wiosną puści sporo młodych odnóżek. No i że znów będzie piękny!
 

Najładniejsze końcówki poprzycinałem i zdjęciu kilku listków od dolnej strony łodyżki oprószyłem je ukorzeniaczem i posadziłem do doniczek. Wkrótce bluszcze przeniosę do foliaka rodziców. Póki jednak jest ciepło rośliny stoją w moim kąciku roboczym.  


Mam nadzieję, że sadzonki zdążą się ukorzenić, tym bardziej, że w foliaku opóki nie ma silnych mrozów jest o wiele cieplej niż na zewnątrz. 

Bluszcz wyprostowany jest dosyć rzadko spotykany w naszych szkółkach. Jeśli jednak go gdzieś spotkacie to koniecznie kupcie go do swojego ogródka czy na działkę. Pamiętajcie tylko o jego regularnym przycinaniu! 

Serdecznie zapraszam do codziennej lektury bloga.

środa, 1 listopada 2017

Gościnne występy

Moi drodzy. Miło mi poinformować, że moja blogowa koleżanka Magda opublikowała na swoim blogu wpis, w którym zaprasza... na mojego bloga. To tzw. wpis gościnny, a Magda zaprosiła do tej jakże poważnej i odpowiedzialnej zabawy sporo blogerów ogrodniczych. Wpis ten znajdziecie TUTAJ



Magda z wykształcenia jest biologiem, a jej największe pasje to ogrodnictwo i edukacja. Od lat pisze jednego z najstarszych polskich blogów ogrodniczych, który znajdziecie TUTAJ Ponadto dzieli się swoimi pasjami prowadząc warsztaty, wykłady czy też współpracując z różnymi wydawnictwami. Jest autorką książek przyrodniczych dla dzieci i młodzieży, konsultantem merytorycznym książek ogrodowych, a także podręczników szkolnych. 

Prezentacja mojego bloga u Magdy to dla mnie duże wyróżnienie! Magda, bardzo dziękuję :-)


Serdecznie zapraszam do lektury zarówno bloga Magdy jak i mojego.