UWAGA!

BLOG ZOSTAŁ PRZENIESIONY

NA PORTAL

www.zimozielonyogrod.pl

ZNAJDZIECIE TAM

ZARÓWNO STARE JAK I NOWE WPISY


Partnerami portalu są:

Fiskars.pl

Idealnytrawnik.pl

czwartek, 24 lipca 2014

Ogród po deszczu

Wczorajsze przedpołudnie spędziłem na targu w Grodzisku Mazowieckim. Pojechałem tam, aby kupić owoce na przetwory. W efekcie mam teraz soki: wiśniowy oraz z czarnej porzeczki oraz dżemy: jagodowy i z borówki amerykańskiej. Przepisy już wkrótce znajdziecie Państwo na moim drugim blogu Gotujący facet Po powrocie z targowiska postanowiłem skosić trawnik. Niedawno wysiałem nawóz i trawa zaczęła bardzo szybko rosnąć. Warto dodać, że poprzednio murawę kosiłem w sobotę! Spieszyło mi się, ponieważ gdzieś w okolicy zaczęło grzmieć, a na niebie pojawiły się złowrogie chmury. Niestety, zdążyłem skosić tylko pół trawnika, a potem lunęło. Na szczęście po deszczu szybko wyszło słońce i po trzech godzinach mogłem dokończyć koszenie. Dziś od rana było pochmurno i co chwilę padał deszcz. W południe jednak opady ustały i mogłem wyjść do ogrodu, żeby zrobić parę zdjęć. 

Trawnik jest soczyście zielony, a rośliny rosnące na obwódkach, dzięki wysokim temperaturom i sporej dawce wilgoci mają znaczące przyrosty!


Palma mrozoodporna, po okresie stagnacji zaczęła szybko rosnąć. Niedawno rozwinęła drugi liść (a w zasadzie trzeci, bo pierwszy musiałem obciąć). Teraz zaczyna rosnąć kolejny!


Po obu stronach schodów mam już pięknie zarośnięte zimozielone skarpy. Ich historię opiszę w oddzielnym poście, ale proszę mi wierzyć, że jeszcze kilka lat temu trzmieliny miały raptem po kilka gałązek. 


Trawnik wygląda imponująco! Jestem z niego bardzo dumny! Na pierwszym planie widać aukuby japońskie wokół których rosną bukszpany. A dookoła nich będzie zimozielony dywan z bluszczy. Te ostatnie też już są coraz większe. 


Nad odnowioną kładką góruje pergola obrośnięta bluszczem. O niej też napisze oddzielnego posta, bo warto zobaczyć jakie bluszcz robił postępy.


Przy oczku wodnym też króluje żywa i bujna zieleń.



A przy oczku po raz drugi w tym roku zakwitł miniaturowy różanecznik Impeditum.


A wczesnym popołudniem wyszło słońce, zrobiło się prawie 28 stopni i było strasznie duszno. Teraz znów są chmury i pewnie niedługo ponownie popada deszcz.


A już wieczorem zapraszam do obejrzenia najnowszych zdjęć mojej magnolii zimozielonej. Będzie mała niespodzianka!

środa, 23 lipca 2014

Funkie pod koniec lipca

Funkie, nazywane również hostami (nazwa łacińska) przywędrowały do Europy ze wschodniej Azji (Chiny i Japonia) i na stałe zagościły w ogrodach, parkach i skwerach miejskich. Rośliny, w zależności od wielkości  te możemy podzielić na trzy grupy:

- niskie (do 30 cm),
- średnie (do 75 cm),
- wysokie (pow. 75 cm).

Te największe osiągają niekiedy nawet pond 1 metr wysokości! Odmiany funkii różnią się między sobą zarówno wielkością jak i kolorem liści oraz kwiatów. Niektóre mają liście ciemno zielone lub nawet lekko niebieskawe, inne są jasno zielone z żółtymi lub białymi obwódkami. 


Są też odmiany o liściach poskręcanych (funkia falista). Co ciekawe kwiaty z jednolitymi kolorystycznie liśćmi (zielone czy też niebieskie) preferują miejsca zacienione. Te, które mają liście wybarwione na żółto lub biało mogą z powodzeniem rosnąć w miejscach nasłonecznionych. Potrzebują jednak wtedy więcej wilgoci.



Funkie kwitną latem. najczęściej od czerwca do sierpnia. Są jednak odmiany kwitnące jesienią. Z doświadczenia wiem, że dobrze jest usunąć przekwitnięte kwiatostany, gdyż przez tworzenie nasion roślina może się osłabić.


Funkie preferują lekko kwaśne, próchnicze i żyzne podłoże. Musimy również zadbać o dostarczanie kwiatom odpowiedniej ilości wody. Funkie lubią wilgotną glebę, ale nie mogą stać w wodzie! 


Idealnym rozwiązaniem jest wysypanie wokół funkii kory sosnowej. Po pierwsze warstwa kory będzie zapobiegać zbyt szybkiemu wysychaniu podłoża, a po drugie kora lekko zakwasza glebę.

Funkie nie są podatne na choroby. Zagrożeniem dla nich są natomiast ślimaki, które z przyjemnością uzupełniają swoją dietę o liście funkii. Jak widać na zdjęciach mój kot Dyzio również bardzo lubi funkie. Na szczęście on jednak ich nie zjada!


Kwiaty te lubią nawożenie, szczególnie jeśli gleba, w której są posadzone nie jest zbyt żyzna i próchnicza. Sadząc je dobrze jest użyć wtedy torfu, jako uzupełnienia do dołka wykopanego pod kłącza rośliny. W sklepach ogrodniczych dostępne są ponadto odpowiednie mieszanki nawozowe do funkii.

wtorek, 22 lipca 2014

Hortensje - ciekawostki

Hortensje to jedne z najpiękniejszych ogrodowych kwiatów. Mnogość ich odmian pozwala na uprawę tych roślin praktycznie w całej Europie. O hortensjach pisałem już wielokrotnie, wiele informacji na ich temat można znaleźć TUTAJ 

Dziś zapraszam na kilka ciekawostek znalezionych w angielskojęzycznej wersji Wikipedii. Przeplatane one będą zdjęciami hortensji rosnących w ogrodzie moich rodziców.


Ojczyzną hortensji są południowa i wschodnia Azja (Chiny, Japonia, Korea, Himalaje oraz Indonezja), a także kontynent amerykański. Co ciekawe wśród odmian egzotycznych można znaleźć takie, które są zimozielone! Te jednak rosną głownie w swojej ojczyźnie na południowym wschodzie Azji. W uprawach ogrodowych praktycznie dominują gatunki gubiące liście na zimę. Kochamy je za wspaniałe i duże kwiaty, które bardzo długo utrzymują się na krzewach. 


Hortensje to w większości krzewy osiągające rozmiary od 1 do 3 metrów wysokości, niekiedy są to niewielkie drzewa lub pnącza, które mogą dochodzić nawet do 30 metrów długości!


Bardzo wiele odmian hortensji ma kwiaty w kolorze zbliżonym do białego. Są jednak odmiany, takie jak np. macrophylla, których kolor zależy od odczynu pH gleby. Mogą one być niebieskie, różowe, czerwone, purpurowe... W glebach o kwaśniejszym odczynie (pH poniżej 6) będą one niebieskie, w tych bardziej zasadowych kolor kwiatów zbliżać się będzie do różowego.


Co ciekawe w górach Alaski znaleziono skamieliny prehistorycznej  odmiany hortensji (Alaskana).


Zjedzenie jakiegokolwiek kawałka hortensji grozi zatruciem, gdyż są one dla ludzi lekko toksyczne. W niektórych rejonach świata, bez względu na niebezpieczeństwo utraty zdrowia czy życia pali się skręty z liści tych roślin (odmiana Paniculata).

Z kolei w Japonii corocznie w trakcie buddyjskiej ceremonii oczyszczania (8 kwietnia) pije się herbatę parzoną z liści odmiany Serrata.

Jak widać hortensje używane są w różnych celach, na pewno jednak te piękne kwiaty będą wspaniałą ozdobą każdego ogrodu.

Serdecznie zapraszam do codziennej lektury bloga!

poniedziałek, 21 lipca 2014

Lilie w pełni kwitnienia

W ubiegłym tygodniu pisałem, że zaczęły rozwijać się kolejne dwie lilie posadzone przeze mnie w donicy na balkonie. Wczoraj zrobiłem im nowe zdjęcia. Kwiaty są wyjątkowo piękne! Jestem z nich bardzo dumny, bo to pierwsze lilie, które posadziłem. Przypuszczam, że w ogrodzie miałyby za mało słońca. Tu, na balkonie mają go sporo przez całe przedpołudnie, aż do wczesnych godzin popołudniowych. Oto jak wyglądały wczoraj popołudniu. Niestety niedziele była w mojej okolicy pochmurna i deszczowa. Mimo tego lilie jednak prezentowały się po królewsku! Zapraszam do obejrzenia zdjęć!





Trochę szkoda, że lilia czerwona zakwitła dwa tygodnie wcześniej. We trzy na pewno prezentowałyby się jeszcze piękniej!

niedziela, 20 lipca 2014

Nawożenie trawnika latem

Piękna murawa jest nieodłącznym elementem dobrze utrzymanych i eleganckich ogrodów. Trawnik może być wspaniałą ozdobą każdego, nawet niewielkiego ogródka. Ale w przypadku złej pielęgnacji może być również koszmarem ogrodnika, który będzie szpecił nawet te miejsca, które są przepięknie ukwiecone i zadbane. Co zrobić, żeby murawa wyglądała tak jak na poniższym zdjęciu?


Oczywiście bardzo ważne jest samo zakładanie trawnika, przygotowanie podłoża oraz dobór odpowiednich mieszanek nasion. Innych użyjemy do trawników sportowych, innych do położonych w miejscach suchych i nasłonecznionych. Jeszcze innej mieszanki nasion użyjemy do trawników zakładanych w miejscach zacienionych.

Samo założenie trawnika to jednak nie wszystko. Bardzo ważne jest jego późniejsze utrzymanie. Dlatego też dziś napiszę kilka słów o nawożeniu trawników w lecie. 

Ostatnio bardzo popularne są nawozy długo działające. Ja jednak nie jestem ich zwolennikiem i uważam, że lepiej jest nawozić trawnik częściej, mając pod kontrolą to, co dzieje się z murawą. Oczywiście te pierwsze nawozy też będą działać, jednak jeśli zależy nam na pięknej i soczyście zielonej darni lepiej stosujmy bardziej specjalistyczne nawozy zamiast tych uniwersalnych. 

Lato to okres kiedy intensywnie kosimy i nawadniamy trawnik (jeśli oczywiście aura sprawia, że jest to konieczne). Zabiegi te powodują, że trawa potrzebuje znacznie więcej składników mineralnych. Dlatego też dobrze jest co 4-5 tygodni równomiernie rozprowadzić nawóz do trawników. Najlepiej zrobić to w pochmurny dzień, 2 dni po skoszeniu. Jeśli po nawożeniu nie pada deszcz murawę należy bardzo obficie podlać, tak żeby woda zmyła ze źdźbeł trawy cały nawóz. W przeciwnym wypadku narazimy trawę na żółknięcie bądź nawet miejscowe usychanie.


Brak regularnego nawożenia może prowadzić żółknięcia źdźbeł, słabego przyrostu, rozrzedzania się murawy, a w skrajnych przypadkach nawet do wysychania trawnika.

Latem wciąż jeszcze używamy nawozów bogatych w azot (który przyspiesza wzrost trawy) oraz żelazo, odpowiedzialne za piękny, zielony kolor muraw. Pamiętajmy żeby nie używać nawozów bogatych w potas, gdyż ten spowalnia wzrost i przygotowuje trawnik do zimy. Takie nawozy będziemy stosować dopiero jesienią!


Nawożąc trawnik należy mieć na względzie również mech, który często pojawia się w miejscach wilgotnych i zacienionych. Tu najlepiej użyć mieszanek nawozowych bogatych w żelazo, azot i siarkę! 

A na koniec jeszcze jedna ważna informacja. Nawozów bogatych w azot, który przyspiesza wzrost murawy używamy jedynie do końca sierpnia. Potem należy już dać odpocząć murawie, a jesienią przygotować ją do zimy. jak to zrobić? O tym napiszę jesienią!

Zapraszam do codziennej lektury bloga!

sobota, 19 lipca 2014

Początek ostatniej dekady lipca w latach 2013 i 2014

Już za chwilę rozpocznie się trzecia dekada lipca. W tym roku temperatury i słońce nas rozpieszczają. Nie brakuje też czasem wilgoci. Dlatego też rośliny są bujne, a trawnik soczyście zielony. W ubiegłym roku pierwsza połowa lipca była gorąca i sucha. Ze słońcem było różnie. Zdjęcia, które pokażę dziś Państwu pochodzą z dziś, czyli 19 lipca 2014 oraz z 23 lipca 2013. Można na nich porównać jak różna aura panowała w podobnym czasie w tych dwóch, następujących po sobie latach. Warto dodać, że zdjęcia z ubiegłego roku robione były w pochmurny dzień, dlatego też ich kolorystyka nie jest tak głęboka, jak tych, robionych dzisiaj. Ważne tez jest to, że tegoroczny lipiec przyniósł większą dawkę wilgoci. Poza tym w ubiegłym roku pierwszą połowę lipca spędziłem na wakacjach, a w tym roku jestem w domu. W okresie bez opadów podlewałam trawnik, a kilka dni temu posypałem murawę nawozem. O nawożeniu trawników napiszę już jutro.

A teraz zapraszam do obejrzenia wyżej wspomnianych zdjęć ogrodu.

Poniżej południowa, ale najbardziej zacieniona część ogrodu. Jest to też dosyć suche miejsce. Ponieważ rośnie tu sporo drzew w czasie gdy pada deszcz większość wody zatrzymuje się na ich koronach. Musi naprawdę porządnie i długo popadać, żeby deszcz dotarł do powierzchni. Ponadto system korzeniowy drzew pobiera sporą ilość wilgoci z podłoża. Sytuację ratuje podlewanie oraz kora sosnowa, która zapobiega nadmiernemu parowaniu wody z gleby.

2013
 

2014


To już widok na wschodnią część ogrodu. Ta część ogrodu może liczyć na trochę słońca przed południem oraz przez ok. 2 godziny popołudniu.

2013


 2014


A to już oczko wodne. W ubiegłym roku było więcej lilii. W tym roślinność jest uboższa. Ważna informacja: w tym roku oczko przeszło gruntowne czyszczenie, włączając w to mycie całej folii myjką ciśnieniową. Na tegorocznym zdjęciu widać doskonale o ile większy są takie rośliny jak klon japoński czy juki karolińskie rosnące od drugiej strony oczka. Juki niestety nie kwitły jeszcze. Przesadziłem je w nowe miejsce w 2012 roku. Być może trzeba trochę poczekać. Na starym miejscu krzewy z powodzeniem kwitły mimo tego, że rosły podobnie jak teraz w półcieniu.

2013


 2014


Na koniec jeszcze widok na powiększony rok temu egzotyczny zakątek, a w zasadzie jego część, w której rośnie magnolia grandiflora (o której pisałem m.in. wczoraj) oraz araukaria chilijska. O araukarii na pewno napiszę w najbliższych dniach. W tym roku powiększyłem ten zakątek i posadziłem w nim kwiaty. Znaleźć tam można miniaturowe róże oraz begonie.

2013


 2014


 A już jutro, tak jak wspomniałem na wstępie zapraszam do lektury posta o nawożeniu trawników.

piątek, 18 lipca 2014

Magnolia grandiflora - kolejna odsłona

O tej wspaniałej magnolii pisałem już wielokrotnie. Magnolia wielkokwiatowa Edith Bogue (Magnolia Grandiflora Edith Bogue) jest jedną z kilku zimozielonych odmian magnolii. I najprawdopodobniej jedyną, która może rosnąć w naszych warunkach klimatycznych. 

Krzew przyjechał do mnie latem ubiegłego roku z Republiki Czeskiej z firmy pana Milana Havlisa, który można znaleźć Tutaj. Jak podaje sprzedawca jej nazwa pochodzi o imienia i nazwiska pewnej damy, która uprawiała ten krzew w New Jersey w USA. Spośród wszystkich magnolii, które rosły w ogrodzie Pani Edith Bogue tylko ta jedna przetrwała zimę ze spadkami temperatur do -30 stopni C.

Tak wyglądała magnolia grandiflora EB posadzona w moim ogrodzie. Zdjęcia poniżej robiłem na początku lipca 2013.



Jak już pisałem magnolia bez problemów wytrzymała poprzednią zimę (2013/2014). Niestety nie mogę jej jeszcze polecić innym ogrodnikom, gdyż ostatnia zima była krótka i raczej niezbyt mroźna. To, czy mrozoodporność magnolii jest wystarczająca będzie można ocenić po tzw. normalnej zimie. 

Krzewowi bardziej zaszkodziły wiosenne wiatry, które pozrywały z niej większość liści. I to mimo tego, że mieszkam w miejscu raczej osłoniętym od silnych wiatrów.

W czerwcu magnolii wyrósł pąk. Ciekaw jestem, czy będzie kwitnąć teraz czy za rok. Pąk systematycznie rośnie i wiele wskazuje na to, że niedługo się rozwinie.

Tak krzew wyglądał dziś popołudniu. 


A tak wyglądał pąk.


Na bieżąco będę pisał o rozwoju krzewu i na pewno poinformuję Państwa na blogu, o tym czy zakwitnie.

Serdecznie zapraszam do lektury

czwartek, 17 lipca 2014

Lilie na balkonie

Wiosną postanowiłem posadzić trzy różne w kolorach lilie. Posadziłem je w donicy, która stoi na balkonie. Pierwsza lilia zakwitła już jakiś czas temu. Dziś swoje kielichy otworzyły dwie następne lilie. Bardzo mnie ucieszyło, że zakwitły w tym samym terminie. Wyglądają cudownie. Za chwilę rozkwitną kolejne pąki. Szkoda jedynie, że kwiaty utrzymują si na nich bardzo krótko.

Lilie od zawsze uważane były za kwiaty królewskie. Do niedawna były trochę zapomniane w naszych ogrodach. Na szczęście wracają do łask ogrodników, dzięki czemu możemy cieszyć oczy tymi wspaniałymi kwiatami.

Oto kwiatowe piękności z mojego balkonu!




A już jutro zapraszam do obejrzenia zdjęć mojej magnolii wielkokwiatowej.

czwartek, 10 lipca 2014

Trzmieliny pnące - rozmnażanie

Witam Państwa! dziś kilka słów o trzmielinie pnącej, która dostała się po ostrza bardzo sprawnego sekatora firmy FISKARS! Pierwsza połowa lipca to, przy obecnych zmianach pogody (patrz wczesna wiosna) to najlepszy okres na kosmetyczne cięcie trzmielin.

Trzmielina pnąca (Euonymus Fortunei) jest zimozielonym krzewem liściastym, dorastającym do wysokości ok. 1 metra. Jako, że jest to pnącze, roślina prowadzona przy podporach może osiągnąć kilka metrów wysokości. Rośnie w średnim tempie. Roczne przyrosty dochodzą od 10 - 15 cm W moim ogrodzie rosną one na wystawie wschodniej o średnim nasłonecznieniu w godzinach przedpołudniowych (latem). W innych porach dnia na ogół to miejsce jest zacienione. Zimują w gruncie bez żadnych większych problemów. Są odporne na mróz, wiatr i śnieg. Jednak zaleca się sadzenie ich w miejscach osłoniętych.

Te zostały już podcięte.



A te jeszcze nie...


Jak zawsze z pomocą przyszedł mi Fiskars.


Oddalone gałązki przyciąłem innym sekatorem Fiskars.


Po przycięciu zostało mnóstwo ściętych końcówek trzmielin. Szkoda mi było je wyrzucić. Dlatego też postanowiłem część łodyżek ukorzenić. Nałożyłem ziemię ogrodową w doniczki. Potem za pomocą bambusowego patyczka zrobiłem dziurki pod nowe nasadzenia.


Następnie końcówki sadzonek oprószyłem ukorzeniaczem.


Teraz już tylko pozostało mi wsadzenie sadzonek w dziurki.


I już! Wszystko gotowe do egzystencji. Czy coś z tego będzie zobaczymy za jakiś czas. Na pewno napiszę o tym na blogu! 

Zapraszam do codziennej lektury!

środa, 9 lipca 2014

Śląski ogród botaniczny w Mikołowie - odpowiedź

Szanowne Czytelniczki i Czytelnicy! Post poświęcony Śląskiemu Ogrodowi Botanicznemu w Mikołowie, opublikowany w sobotę 05 lipca 2014 spotkał się z krytyką jednego z członków Rady Naukowej ŚOB. Zapraszam do lektury odpowiedzi, jaką nadesłał mi Pan dr Paweł Kojs. Treść odpowiedzi została zamieszczona w 3 komentarzach pod postem. Publikuję oryginalny tekst, bez żadnych wprowadzonych przeze mnie zmian. Pozwoliłem sobie jedynie na scalenie tekstu w jeden post. 

Zanim jednak przejdziemy do skądinąd ciekawej lektury odniosę się do niektórych przemyśleń Pana dr Kojsa.

Szanowny Panie doktorze!

Po pierwsze: mój blog nie jest blogiem opiniotwórczym. Jeśli ktokolwiek poczyta chociaż niektóre posty na pewno zauważy, że poświęcony jest on głównie opisywaniu życia mojego ogrodu. Owszem, są tu relacje z różnych odwiedzanych przeze mnie ciekawych przyrodniczo miejsc, są również opisy roślin, ale generalnie blog poświęcony jest liściastym roślinom zimozielonym. Co do odwiedzających... Miło byłoby gdyby ogród obronił się przed krytyką swoim wyglądem. Póki co nie ma na to szans.

Po drugie: Opisałem miejsce, które widnieje na mapach jako Śląski Ogród Botaniczny. Poniżej tzw. print screen z Google Maps.

Po trzecie: na stronie internetowej ŚOB widnieje informacja, że jedynie część ogrodu nie jest udostępniona zwiedzającym. Gdzie więc tkwi błąd? Pewnie w szczegółach, jak to zwykle bywa. Poniżej kolejny print screen strony głównej ŚOB.

Po czwarte: Napisałem, że rozumiem to, iż rośliny wolno rosną. Ale nie rozumiem czemu ich kompletnie nie widać i dlaczego są zarośnięte zielskiem! 

Po piąte: Gratuluję wyróżnienia, ale chyba nie było wielkiej konkurencji.

Po szóste. Jeśli już prawimy sobie złośliwości to zwrócę uwagę na stwierdzenie Pana dr Kojsa "arboretum drzewostanowe". A czy istnieje arboretum niedrzewostanowe?

Po siódme: Co do wycinki drzew... Procedura nie jest trudna, można również spróbować zwrócić się do odpowiednich władz o częściowe bądź całkowite zwolnienie z opłat.

Po ósme: Panie doktorze! Proszę uważnie czytać co napisałem. Nie oczekuję, że po kilku latach urosną drzewa. Ale takie rośliny jak byliny czy rośliny jednoroczne rosną znacząco szybciej (Panie doktorze) niż drzewa.

Po dziewiąte: Cieszy fakt, że teren powojskowy został zrewitalizowany. Nie wolno jednak osiadać na laurach i należy zadbać o to, co zostało stworzone. Dobrze, że udało się wykorzystać środki z RPO WSL. To pokazuje, że jednak można coś zrobić.

Po dziesiąte: 100 000 osób rocznie... Po pierwsze wynik nie powala na kolana, bo na Górnym Śląsku mieszka kilka milionów ludzi. Po drugie, jak Państwo liczycie te osoby? 

Po jedenaste: Trawniki i koszenie łąk. Faktycznie trawnik przed Centrum jest zadbany. Nikt też nie wymaga od Państwa koszenia skarpy czy innego kawałka naturalnej łąki, gdyż jest to jeden z wielu elementów ogrodu. Naturalnie zachowana łąka jest jednym z ważniejszych elementów każdego ogrodu. Czym innym natomiast jest zielsko rosnące między różanecznikami, sosnami i innymi roślinami. Proszę wyjść z biura i przejśćsię po terenie wtedy zrozumie Pan o czym piszę.

Po dwunaste: Cieszy fakt, że ktoś jest zainteresowany prowadzeniem edukacji ekologicznej czy też propagowaniem ekologii czy szeroko pojętej botaniki. Dobrze by było żeby w parze z teorią szła praktyka, a ta ostatnia niestety kuleje!

Po trzynaste: Pozostawiacie Państwo "ciekawe fragmenty przyrody w stanie niezmienionym". Rozumiem tę dbałość o przyrodę... Resztę pozostawię bez komentarza. To po co było robić ścieżki i oświetlenie oraz grodzić teren. Szkoda pieniędzy skoro wszystko ma być niezmienione...

Po czternaste: Szanowny Panie doktorze! Opisałem to, o zobaczyłem na miejscu. Wydaje mi się, że dobrze czasem jest obiektywnie spojrzeć na rzeczywistość nas otaczającą. Również na miejsce pracy. Samouwielbienie nie prowadzi do niczego dobrego, a krytykę należy umieć przyjąć i wyciągać z niej wnioski! Rozumiem Pańskie rozczarowanie moim postem, ale proszę też zrozumieć moje rozczarowanie kiedy wszedłem na teren przy Sosnowej i zobaczyłem to zaniedbane miejsce. Proszę sobie wyobrazić, że rozumiem czy są współczesne ogrody botaniczne. Rozumiem tez, że naturalne siedliska są bardzo ważne, ale rozumiem również, że o takie miejsca się dba!

Po piętnaste (i ostatnie): Sugeruję lekturę "ABC dobrego wychowania". Ostatnie zdania Pańskiego komentarza nijak się mają do standardów kultury, w których ja się wychowałem. Ale Pan wcale nie musi ich znać... Panie doktorze!

Poniżej pełna treść komentarzy Pana dr Pawła Kojsa.


Szanowny Panie,

Prowadzenie bloga opiniotwórczego jest zadaniem ważnym i odpowiedzialnym. Przypuszczam, że po tym wpisie wiele osób, które planowały przyjazd do Śląskiego Ogrodu Botanicznego z przyjazdu zrezygnuje. Zapewne w ten sposób osoby te będą mogły spędzić czas w innym, niewątpliwie lepszym miejscu. I z pewnością nie będzie to trudne. Wszak pięknych ogrodów na Śląsku jest dostatek.

Szkoda tylko, że nie opisał Pan Śląskiego Ogrodu Botanicznego tylko teren Centrum Edukacji Przyrodniczej i Ekologicznej ŚOB w Mikołowie. Nie mógł Pan tego zrobić, ponieważ teren ten nie jest jeszcze udostępniony dla zwiedzających. Proszę jednak śledzić naszą stronę. Informacja o otwarciu na pewno się ukaże.

„To smutne miejsce” opisywane przez Pana „ani to park ani to ogród” ma jednak charakter parkowy i poza terenami leśnymi, otwartymi polanami, łąkami ma dosyć dobrze zorganizowaną przestrzeń i dobrze wydzielone funkcje. Co więcej ma charakter krajobrazowy, jest pod wieloma względami wyjątkowe widokowo, siedliskowo, lokalizacyjnie. To założenie parkowe obejmuje również 12 kolekcji, które mają dopiero 3 lata, i choć w komentarzu podkreśla Pan, że to nie ma znaczenia, to pozwolę nie zgodzić się z Pana opinią. To założenie parkowe zostało usytuowane poza centrum miasta, na terenie powojskowym, na którym dominował drzewostan akacjowy (głównie samosiew), głogi, róże, tarnina (naturalne zarośla), topole, czereśnie, jabłonie, grusze (nasadzone), kilkadziesiąt dębów, klonów, jesionów, wierzb itp. Drzew tych nie sadziliśmy i za niewielką ich różnorodność ani ich lokalizację w przestrzeni trudno nas winić. Pan Jerzy Rupik (architekt krajobrazu) – autor koncepcji i projektu tego parku, zgodnie z sugestią przyrodników, ścieżki i kolekcje wpisał w istniejącą półnaturalną zieleń i zmienione przez wojsko (poprzedniego użytkownika) ukształtowanie terenu. Przestrzeń ta wraz z Centrum Edukacji w 2012 roku została wyróżniona tytułem Najlepsza Przestrzeń Publiczna Województwa Śląskiego 2012 w kategorii Zrewitalizowana Przestrzeń Publiczna.

Jak Pan widzi Centrum Edukacji Przyrodniczej nie było zakładane w starym parku, ani nawet w arboretum drzewostanowym, gdzie o większą różnorodność drzew i krzewów byłoby łatwiej, zwłaszcza starych drzew. Nie było niestety możliwości dokonania głębszej przebudowy drzewostanu w ramach tej inwestycji, ponieważ wycinka drzew (a wycięto ich i tak sporo) wymagała przejścia całej procedury uzyskania zgody na wycinkę (bo to nie jest ogród botaniczny) i dodatkowo wniesienia stosownych opłat ponieważ inwestycja, którą Pan opisał, to nie budowa ogrodu botanicznego tylko budowa Centrum Edukacji Przyrodniczej i Ekologicznej. Niejako przy okazji zagospodarowując teren wokół Centrum, powstała infrastruktura, która w kolejnych latach powinna pozwolić na założenie parku, arboretum lub ogrodu (na bazie tego co jest, ale również w oparciu o projekty uzupełniające). Moim zdaniem infrastruktura Centrum jest bardzo przyzwoita i naprawdę stanowi dobry punkt wyjścia do dalszych działań. (Swoją drogą oczekiwanie, że po trzech latach kolekcje roślin drzewiastych będą stanowiły atrakcję dla zwiedzających jest odważne.)

Teren ten został zagospodarowany dzięki środkom gminy Mikołów oraz dofinansowaniu ze środków RPO SL 2007-2014. Oznacza to, że całość przeszła przez procedury przetargowe. Czas realizacji całego zadania to dwa lata, a założenia parkowego – 6 miesięcy (15 ha). Zarówno projekty obiektów, projekt ścieżek, jak i projekt nasadzeń, a następnie cała realizacja tego zamierzenia były wykonywane przez firmy zewnętrzne, również wyłonione w drodze przetargów. Dlaczego to podkreślam? Ponieważ osoby, które z tym miały/mają do czynienia wiedzą, że dosyć często w tym trybie realizacji zadania coś się traci. Pomimo to uważam, że teren ten niesłychanie zyskał, a pewnym obiektywnym miernikiem tego jest ok. 100 tysięcy odwiedzających rocznie, pomimo braku jakiejkolwiek reklamy (poza szeptaną). To miejsce jest miejscem rodzinnego wypoczynku i od początku taką funkcję miało pełnić.

Inwestorem była Gmina Mikołów (a nie Śląski Ogród Botaniczny), a terenem zarządza Miejski Ośrodek Sportu i Rekreacji w Mikołowie. Na 15 hektarach pracują na stałe trzy osoby oraz kilka dodatkowych osób w sezonie (bliżej dwóch niż ośmiu). Śląski Ogród Botaniczny – Związek Stowarzyszeń ma tutaj swoją siedzibę i prowadzi na tym terenie programy edukacji.


Niekoszone łąki…

To, że potrafimy zadbać o trawniki gazonowe widać przed budynkiem Centrum. Trawnik jest dostępny do gier i zabaw, podobnie jak cały teren. Ale nie chcemy takiego trawnika na całym terenie – 4000 m2 naszym zdaniem wystarczy!

Wolimy łąki i murawy, To na naszą prośbę (Śląskiego Ogrodu Botanicznego) instytucja zarządzająca tym terenem (MOSIR) zgodziła się na niewykaszanie wskazanych przez nas łąk, aż do wysypania nasion (!), to na naszą prośbę nie jest koszona skarpa po południowej stronie budynku Centrum (bardzo bogata półnaturalne zbiorowisko łąkowe z licznymi rzadkimi gatunkami roślin naczyniowych charakterystycznymi dla muraw kserotermicznych). To my podjęliśmy decyzję o niewykaszaniu kolekcji siedliskowej „boru sosnowego” ponieważ chcieliśmy nadać temu miejscu bardziej naturalny charakter i obserwować proces sukcesji towarzyszący wzrostowi sosen (zresztą dosyć szybkiemu). To my na tym terenie inicjujemy projekt wypasu owiec na wybranych terenach po to, aby charakter muraw kserotermicznych został tam przywrócony. Dlaczego nie kosimy systematycznie całego terenu tylko ok. 80%? Bo naturalnie występują tu cztery gatunki storczyków (wszystkie gatunki chronione) i gatunek zarazy wielkiej Orobanche elatior Sutton, syn. O. maior L. (roślina objęta w Polsce ścisłą ochroną gatunkową i umieszczona na Czerwonej liście roślin i grzybów Polski (2006) w grupie gatunków rzadkich, potencjalnie zagrożonych (kategoria zagrożenia R), ale również wiele innych chronionych, ciekawych i rzadkich roślin. Na tym terenie również z naszej inicjatywy zostało założonych kilka fragmentów łąk kwietnych (motylowych), które służą celom edukacyjnym i również na naszą prośbę nie są koszone, komentarz na blogu dotyczy właśnie takiej łąki („W wielu miejscach ogród wygląda tak, jak widać to na poniższym zdjęciu. Oczywiście taka kolorowa łąka jest śliczna, ale po ogrodzie botanicznym spodziewałem się czegoś więcej”). Dzięki temu mamy tutaj wspaniałą różnorodność entomofauny.

Nie zapraszamy ludzi do odwiedzania tego miejsca, po to żeby podziwiali bogate kolekcje drzew i krzewów (być może w przyszłości na to się zdecydujemy). Jak Pan zauważył nie pobieramy opłat za wejście na ten teren. Gdybyśmy tak robili, mógłby Pan nawet napisać, że to jest nadużycie. Ale tego nie robimy. Do Centrum Edukacji zapraszamy natomiast na liczne organizowane przez nas, ale nie tylko przez nas, imprezy o charakterze edukacyjnym w ramach Śląskiego Kalendarza Ekologicznego. Jednak nie tylko wstęp na teren jest nieodpłatny. Nieodpłatne są organizowane na terenie Centrum wystawy, zajęcia ekologiczne, wykłady, seminaria itp. Nieodpłatne są również parkingi oraz toalety. A jak zapewne Pan wie różnie z tym bywa. Są tutaj 3 kilometry ścieżek, ławki, trzy punkty sanitarne, duży trzypoziomowy plac zabaw, parkingi (które nieraz okazały się za małe), kosze na śmieci, trzy sale wykładowe z zapleczem, magazyny itp. Na tym terenie jest również punkt gastronomiczny. Wbrew temu co Pan napisał, teren utrzymany jest w przyzwoitym standardzie. Natomiast brak nowych nasadzeń jest wynikiem tego, że w ramach projektu wysadzono kilkanaście tysięcy roślin i muszą one zostać utrzymane w stanie zgodnym z zatwierdzonym przez instytucję finansującą projektem, a ponieważ kilka procent co roku wypada, są one wymieniane.

Nigdzie nie napisaliśmy, że miejsce to charakteryzuje się wyjątkowym bogactwem kolekcji botanicznych. Współpracując od wielu lat z Radą Ogrodów Botanicznych i Arboretów w Polsce, mamy świadomość, że jeszcze długa droga przed nami. Ale nie jest wcale tak źle jak Pan to opisał. 


Na tym terenie reprezentowane są niemal wszystkie rodzaje drzew i krzewów iglastych oraz liściastych rosnące w klimacie umiarkowanym. Są jednak małe i rzeczywiście nie zawsze opisane lub nie zawsze poprawnie opisane (wykonawca pomimo wielu monitów nie poprawił błędów na tabliczkach).

Jednak pisząc o tym, co Pan na własne oczy widział, a co my opisujemy na stronie internetowej, popełnił Pan kilka warsztatowych błędów. Po pierwsze podszedł Pan do tej instytucji w sposób standardowy. Założył Pan, że ogród i siedziba muszą znajdować się na jednym terenie. Tymczasem Śląski Ogród Botaniczny jest instytucją sieciową. Prowadzi obecnie dwa ogrody w Mikołowie przy ul. 15 Grudnia (teren obecnie jest udostępniony tylko dla grup zorganizowanych, ponieważ jest rozbudowywany, a także w Radzionkowie przy ul. Zejera (również w budowie). Ponadto ŚOB prowadzi działalność merytoryczną w Centrum Edukacji Przyrodniczej i Ekologicznej w Mikołowie (ul. Sosnowa 5 – to miejsce Pan odwiedził), w Ośrodku Edukacji Ekologicznej Dzieci w Mikołowie (budynek przy ogrodzie botanicznym – ul. 15 Grudnia, Mikołów) oraz w Regionalnej Stacji Edukacji Ekologicznej i Przyrodniczej w Radzionkowie przy ul. Zejera (w budowie). Jesteśmy instytucją, która realizuje nie tylko zapisy, ale przede wszystkim ideę współczesnej ochrony czynnej. Kiedy mamy wybór pomiędzy pozostawianiem ciekawego fragmentu przyrody w stanie niezmienionym a jego uporządkowaniem, to go zostawiamy w stanie naturalnym, nawet jeżeli wiemy, że nie spotka się to ze zrozumieniem odwiedzających to miejsce osób.

Ogrody, które prowadzimy, mają kolekcje zachowawcze, siedliskowe i ozdobne. Z naszej perspektywy najcenniejsze są dwa pierwsze typy kolekcji. Naszą specjalnością są stare odmiany jabłoni (ok. 300 odmian) i jest to kolekcja, której podstawą są odmiany pozyskane z Ogrodu Botanicznego w Powsinie. Kolekcje siedliskowe budujemy i zakładamy od podstaw. Wspomniane nieskoszone łąki stanowią dobry przykład nieco innego podejścia do kolekcji we współczesnych ogrodach botanicznych. Naszymi najcenniejszymi kolekcjami siedliskowymi są kolekcje łąk trzęślicowych, suchych wrzosowisk oraz młak zlokalizowane w Radzionkowie.

Ogrody botaniczne pełnią różnorakie funkcje. Jedną z nich jest prezentacja różnorodności taksonomicznej świata roślin (ogrody botaniczne z przełomu XIX i XX wieku). Współcześnie jest to jednak najmniej istotna z funkcji. Po Konwencji o różnorodności biologicznej z 1992 roku i przyjęciu tego dokumentu przez Polskę znacznie ważniejsze funkcje to ochrona gatunków rodzimych najlepiej w środowisku zbliżonym do naturalnego (kolekcje siedliskowe), ochrona starych odmian roślin o znaczeniu gospodarczym (drzew i krzewów sadowniczych, roślin uprawnych), edukacja ekologiczna, badania naukowe nad zachowaniem różnorodności biologicznej, zrównoważone użytkowanie zasobów genowych, ograniczanie występowania obcych gatunków roślin o potencjale inwazyjnym. Bardzo ważnym zadaniem jest również intensyfikacja kontaktu ze społecznością lokalną i regionalną i wciągnięcie jej do wspólnego działania, jakim jest ochrona przyrody. Również w pewnym zakresie zmiana postrzegania tego, co naturalne.

Temu służy Centrum Edukacji Przyrodniczej i Ekologicznej, które Pan przedstawił na blogu, i w tym zakresie ocena tej instytucji moim zdaniem byłaby właściwsza.

Nie oczekuję, że Pana to zainteresuje albo spowoduje, że inaczej spojrzy Pan na naszą działalność. Wydaje mi się, że dobrze jest jednak rozumieć charakter instytucji, o której się pisze. Warto również zadać sobie trochę trudu i dowiedzieć się, czym są współczesne ogrody botaniczne. To, że przy okazji są często miejscami o dużych walorach estetycznych, jest również ważne. Walory krajobrazowe, jak Pan zauważył, teren Centrum już ma, a estetyczne pojawiają się z czasem. Czy Pan tego doczeka? Czy ja tego doczekam? Niech Pan zapyta o to założycieli przywołanych przez Pana ogrodów botanicznych warszawskiego, PAN-owskiego, poznańskiego, krakowskiego... Nie żyją? Tak to już bywa proszę Pana, tak to już bywa…

wtorek, 8 lipca 2014

Początek lipca w ogrodzie rodziców

W ogrodzie moich rodziców kwitnie wiele roślin. Moją szczególną uwagę zwróciły juki karolińskie oraz hortensje. Juka karolińska, zwana również juką nitkowatą albo po prostu ogrodową jest zimozieloną byliną, która bardzo dobrze znosi polskie warunki klimatyczne. Wg różnych źródeł może ona rosnąć w strefach mrozoodporności USDA od 4 do 10. O strefach mrozoodporności możecie Państwo przeczytać TUTAJ.

Poniżej przedstawiam zdjęcia juk z ogrodu rodziców. W tle widać część użytkową ogrodu, a w niej sałatę rzymską, fasolkę, pietruszkę, porzeczki i buraki.


Roślina ta pochodzi z południowej części Stanów Zjednoczonych. Lubi miejsca słoneczne, na których lepiej kwitnie. Posadzona w półcieniu może kwitnąć rzadziej i mniej obficie. Jukę karolińską sadzimy w glebie przepuszczalnej i piaszczysto-próchniczej, bogatej w wapń i lekko zasadowej. W okresie letnim wymaga regularnego podlewania i cotygodniowego nawożenia. Stare liście, rosnące w dolnej części rozety możemy przycinać. Nada to naszej juce szczególnie egzotycznego wyglądu.


Liście juki karolińskiej są sztywne, zielone wpadające w odcień niebieskawy. Ich końce są zaostrzone, a na brzegach można dostrzec zwijające się włókna (stąd nazwa – nitkowata). Mogą osiągać długość ponad 60 cm. Ułożone są w rozety. Juka karolińska na ogół nie tworzy pnia i jej liście rozłożone są przy samej ziemi.


Juki rosnące w ogrodzie rodziców są jeszcze młode. Przypuszczam, że z każdym rokiem będą mieć więcej rozet, a co za tym idzie również kwiatów. Więcej o juce karolińskiej można przeczytać TUTAJ.

Inne rośliny kwitnące obecnie w ogrodzie moich rodziców to hortensje. W przeciwieństwie do juk lubią one półcień oraz wilgotną, próchniczą glebę. Rośliny te pochodzą ze wschodniej i południowej Azji. Jak podaje Wikipedia hortensje charakteryzują się umiarkowaną odpornością na mróz, najlepiej rosną i kwitną w klimacie morskim o dużej wilgotności i średnim nasłonecznieniu. 


Hortensja może być uprawiana w strefach klimatycznych USDA od 6 do 10. Kwitnie na  pędach zeszłorocznych, dlatego należy chronić je podczas silniejszych mrozów oraz uważać z cięciem. Jak już wspomniałem gleba powinna być żyzna, raczej próchnicza, o kwaśnym odczynie. PH jest niezwykle istotne dla barwy kwiatów – aby uzyskać czerwonawe odcienie, należy utrzymywać bardziej kwasowym odczyn podłoża, ale by uzyskać kwiaty niebieskie, trzeba hortensji zapewnić glebę zasadową. Przez czerwiec-lipiec należy ją co 10 dni nawozić płynnymi, rozcieńczonymi nawozami wieloskładnikowymi z przewagą nawozów azotowych. Pod koniec lipca powinny przeważać nawozy fosforowe i potasowe, na początku września należy zaprzestać nawożenia i ograniczyć podlewanie, by pędy zdążyły zdrewnieć przed zimą. Rozmnaża się ją z sadzonek wykonanych z bocznych pędów, przy temp. 18-20° C.

Tak wygląda z bliska kwiat większej hortensji.


Druga hortensja jest młodsza i póki co mniejsza, ale kwiaty ma równie piękne!


Poniżej widać obie hortensje oraz kawałek skalniaka. Ten ostatni jest od miesiąca obsypany żółtymi kwiatkami!


A już wkrótce opublikuję kolejne zdjęcia z ogrodu rodziców oraz opiszę to, co dzieje się teraz w moim ogrodzie.

Serdecznie zapraszam do codziennej lektury bloga!