W Wigilię było +11 stopni C i padał deszcz. Wczoraj wieczorem +5 i lał deszcz. W nocy przyszło ochłodzenie. Kiedy dziś wstałem za oknem zobaczyłem białe krajobrazy i słońce. I chociaż śniegu jest niewiele to jednak przynajmniej drugi dzień Świąt przypomina "pocztówkowe" Boże Narodzenie. Podłoże jeszcze nie zdążyło oddać nagromadzonego aż do wczoraj ciepła. Dlatego też w wielu miejscach śnieg sam od razu stopniał. Szczególnie dobrze widać to na granitowym chodniku, na kamieniach czy na obwódce z kostki granitowej ułożonej wokół trawnika. Pogoda sprzyjała dziś osobom, które niezbyt lubią odśnieżanie ścieżek czy podjazdów. Kamienne czy betonowe nawierzchnie wciąż emitują ciepło i śnieg znikł tam sam. Nie ukrywam, że takie rozwiązanie jest dla mnie optymalne. Szkoda, że zimą nie jest tak zawsze, kiedy pada śnieg.
A to, jak gleba emituje ciepło doskonale widać w kąciku japońskim, który kiedyś nazywałem różanecznikowym.
Dziś przed południem na oczku wodnym zaczęła pojawiać się delikatna powłoka lodowa. Aby zapewnić rybom odpowiednią ilość tlenu, włączyłem napowietrzacz z grzałką, które szybko spowodowały, że lód zaczął ginąć. Jeśli jednak przez całą dobę utrzymywać się będą ujemne temperatury, a na to w najbliższych dniach się zanosi, oczko zamarznie i tylko niewielka część lustra wody, położona najbliżej sztucznego przerębla pozostanie niezamarznięta.
Pod śniegiem znalazła się też moja palma mrozoodporna Trachycarpus Wagnerianus.Nie okrywałem jej jeszcze, aby sprawdzić jak wytrzyma niewielkie póki co spadki temperatur. Liście powinny znosić spadki temperatur do ok. -15 stopni C, jednakże pamiętajmy, że w przypadku roślin z innych szerokości geograficznych ważna jest średnia temperatura dobowa. Np. w przypadku wielu kaktusów czy sukulentów średnia ta powinna być wyższa od 0 stopni C. Zobaczymy jakie skutki przyniesie mój eksperyment.
Krokusy ostatnio bardzo urosły i trochę się boję, że mróz może je zniszczyć. Tym bardziej, ze nie są przykryte śniegiem.
Różaneczniki i aukuby japońskie odprowadziły część wody z liście. Przez to listki są oklapnięte.
Ostatnio pisałem o kretach, które zniszczyły trawnik u moich rodziców. Teraz niestety przyszły i do mnie. Od ponad 8 lat nie było w moim ogrodzie kretów, teraz znowu tu zagościły. Mam nadzieję, że nie na długo!
Kret przewędrował równiutko z zachodu na wschód przez sam środek trawnika. Na szczęście ominął północny kraniec zakątka egzotycznego, gdzie rosną magnolia wielkokwiatowa oraz araukaria chilijska.
Chłód zrekompensowało słońce! To był naprawdę piękny dzień!
Serdecznie zapraszam do codziennej lektury bloga!