UWAGA!

BLOG ZOSTAŁ PRZENIESIONY

NA PORTAL

www.zimozielonyogrod.pl

ZNAJDZIECIE TAM

ZARÓWNO STARE JAK I NOWE WPISY


Partnerami portalu są:

Fiskars.pl

Idealnytrawnik.pl

sobota, 10 lutego 2018

Gdańsk - sierpień 2017

Sobotnie przedpołudnie nie zachwyca pogodą. Jest pochmurno i nieprzyjemnie, a temperatura to wciąż -2 stopnie C. Najzimniej jest dziś na Mazurach i na Warmii, co w sumie nikogo nie powinno dziwić. Ale, co ciekawe zimno jest też na Pomorzu i nawet w cieplejszym zazwyczaj Szczecinie jest dziś chłodniej niż w Warszawie. Zresztą podobna pogoda panuje w prawie całym kraju. Jedynie w niektórych miejscach na zachodzie Polski można liczyć na przejaśnienia. Słońce od niedawna dominuje we Wrocławiu i na południe od Poznania. Ech, na zachodzie zawsze mają lepiej... 

Podczas takiej pogody miło jest powrócić do przyjemnych chwil, chociażby tych z wakacji. W ubiegłym roku kilka sierpniowych dni spędziłem w Trójmieście. Mieszkałem wtedy na kwaterze w Sopocie, bardzo blisko Monciaka i molo, no i przy samym morzu, a w zasadzie Zatoce Gdańskiej. O Sopocie pisałem TUTAJ Podczas pobytu w Trójmieście wrzucałem krótkie zajawki z miejsc, które odwiedzałem. Po powrocie do domu i publikacji posta o Sopocie zdecydowałem, ze do Gdańska i Gdyni powrócimy zimą. I tak też czynię. Dziś odwiedzimy stolicę województwa Pomorskiego, masta, które zawsze było wielokulturowe, piękne i jakże niezależne! To oczywiście Gdańsk!


Spacerując po Długim Targu nie mogło zabraknąć zdjęć Dworu Artusa czy selfiaczka lub słitfoci z neptunem. 


W ogródkach restauracji położonych przy najbardziej obleganym przez turystów gdańskim deptaku dominowały ciekawe kompozycje różnych roślin. Do niektórych dobrały się chyba opuchlaki. Mi najbardziej do gustu przypadła kompozycja żurawkowo-bluszczowa.


Gdańsk powstał jeszcze w IX wieku, aczkolwiek prawa miejskie uzyskał dopiero w 1236 roku. Jako miasto portowe Gdańsk miał bardzo burzliwą historię. Warto wspomnieć, ze aż do 1454 roku miasto znajdowało się pod panowaniem krzyżackim. Dzięki przywilejom jakie Gdańskowi nadał król Kazimierz Jagiellończyk miasto przez kolejne 3 wieki bardzo prężnie się rozwijało. W tym czasie było to jedno z największych i najbogatszych miast Europy, a nad Bałtykiem mogła konkurować z nim jedynie Kopenhaga. 


Gdańsk wspaniale wygląda z lotu ptaka. A w zasadzie z gondoli Amber Sky. Niestety, aby zapewnić bezpieczeństwo gondole są zabudowane pleksi i ciężko zrobić z nich ładne zdjęcia. Dla mnie najważniejszy był jednak sam widok miasta. No i fakt, że nareszcie coś się dzieje po drugiej stronie Motławy. Do niedawna spacerując nabrzeżem Starej Motławy od Bramy Zielonej przy Żurawiu czy Hiltonie po drugiej stronie kanału na Wyspie Spichrzów widać było jedynie ruiny i dzikie zarośla. Ale to się zmienia! Bardzo mnie to cieszy. 


Warto wspomnieć, że w XVII wieku Gdańsk liczył prawie 80 000 mieszkańców. jak na tamte czasy była to olbrzymia metropolia. Z tego okresu pochodzą najwspanialsze kamienice i budynki zlokalizowane w historycznej części miasta. 


Starówka Gdańska to jednak nie tylko Długi Targ czy bulwar nad Motławą. To także wspaniałe uliczki takie jak Mariacka, Świętego Ducha czy Szeroka lub Świętojańska. Jest tu wiele pięknych kamienic, Bazylika Mariacka, Jarmark Św. Dominika i niekończące się detale czy ozdoby kamienic. 


Można tu pojeździć na lwie, albo podziwiać rzygacze, czyli bogato strojone zakończenia rynien.


Ja oczywiście jak zawsze szukałem roślinności. I znalazłem! Wspaniały milin amerykański czy też piękne pelargonie. Do tego hortensje i hosty. Kwiaty wyglądają szczególnie pięknie kiedy ich tłem są wspaniałe, bogate i pięknie odnowione gdańskie kamienice.


Wróćmy jednak na chwilę do historii miasta. W wyniku wojen napoleońskich w 1807 roku Gdańsk po raz pierwszy został oficjalnie Wolnym Miastem. Niestety przywilej ten szybko utracił, aby w 1814 roku ponownie wpaść w objęcia Prus, co oficjalnie potwierdził Kongres Wiedeński. XIX wiek to rozwój Gdańska i jego okolic. W połowie tego wieku Gdańsk uzyskał połączenie kolejowe. Początkowo tylko z Bydgoszczą, ale potem także ze Szczecinem i Berlinem oraz Warszawą. Po I Wojnie Światowej zgodnie z postanowieniami Traktatu Wersalskiego Gdańsk został ponownie Wolnym Miastem. Niestety, historia znów spłatała figla i to właśnie tutaj rozpoczęła się II Wojna Światowa, podczas której Gdańsk okupowały hitlerowskie Niemcy. Pod koniec marca 1945 roku miasto zostało zdobyte przez wojska polskie i radzieckie i powróciło do Rzeczypospolitej. Miasto dość szybko odbudowano. W czasach PRL komunistyczne władze zbudowały tu ogromne i brzydkie blokowiska. Ale takie budowle straszą w całej Polsce, nie tylko w Gdańsku. Obecnie stolica województwa Pomorskiego liczy prawie pół miliona mieszkańców. I jest sercem aglomeracji Trójmiejskiej. 

Miasto, dzięki swojej bogatej historii wydało na świat wielu znanych ludzi. Wśród nich znajdziemy m.in. Jana Heweliusza, Artura Schopenhauera, Guntera Grassa czy Lecha Wałęsę.


Ale Gdańsk to także wiele terenów zielonych. Jednym z atrakcyjniejszych jest Park oliwski z ogrodem botanicznym. Niestety byłem tam wieczorem, a zdjęcia robiłem jedynie telefonem komórkowym. Mimo niezbyt dobrej jakości podzielę się z Wami kilkoma fotkami z gdańskiej Oliwy.


Rośnie tu całkiem sporo zimozielonych roślin liściastych. Znajdziemy tu berberysy, mahonie, laurowiśnie, ostrokrzewy, różaneczniki czy bukszpany oraz ogniki szkarłatne. Sam park jest dość ciekawie zagospodarowany i ładnie utrzymany. niestety ogrodowi botanicznemu brakuje formy. A przecież np. w Łodzi ogród botaniczny należy do miasta. I jest pięknie zagospodarowany. W Oliwie brakuje mi właśnie gospodarza. niby jest trochę ciekawych roślin, ale... No właśnie, może się czepiam... No to idziemy do parku i pod katedrę.


Powyżej Nowy Pałac Opacki, a poniżej sama Archikatedra Oliwska. Niestety o tak późnej porze kościół był już zamknięty. Na szczęście byłem w nim kilka razy m.in. na koncertach organowych, które zapierają dech w piersiach. Na mnie zrobiły niezapomniane wrażenie. Coś wspaniałego!


Coś wspaniałego znajdziemy także w ogrodzie przy Muzeum Archidiecezjalnym. Rosną tam przepiekne ostrokrzewy. Zadbane, pięknie przystrzyżone, gęste... Dla mnie bajka. 


Gdańsk to idealne miejsce na zwiedzanie i na spędzenie co najmniej kilku ciekawych dni. Ostatnio zabrakło mi tam czasu więc jest pretekst żeby wrócić do Gdańska. Zwiedzać, podziwiać i cieszyć się wolnością tego pięknego miasta.

Już niedługo na blogu zagości Gdynia. Ale wcześniej sprawdzimy co dzieje się w ogrodzie no i jakie jeszcze ostrokrzewy Wam zaprezentuję.

Serdecznie zapraszam do codziennej lektury blo

piątek, 9 lutego 2018

Wspomnienie wiosny i lata

Przez kilka dni świeciło słońce. Ale od wczoraj niebo znów przesłaniają chmury. I mimo tego, że przez to jest cieplej, bo cieplejsze powietrze nie ucieka tak szybko do atmosfery, to jednak wolę lekki mróz i słońce. Ogólnie jednak jak doskonale wiecie nie przepadam za zimą. Męczą mnie krótkie i szare dni. Nie lubię zimna i odśnieżania. W sumie to dosyć dziwne bo z drugiej strony uwielbiam zimę w górach. Oczywiście wtedy gdy jest ładna pogoda. Lubię nasze Tatry, ale tak naprawdę oczarowały mnie Alpy widoczne z samolotu, z Mediolanu czy z jeziora Como. Widok lodowców z Genewy też jest cudowny! No a widok Kaukazu zapiera wręcz dech w piersiach. To najwyższe góry jakie dotychczas widziałem.

Wróćmy jednak do ogrodu... U siebie zimy nie lubię. Wolę żebym to ja ją odwiedzał, a nie ona mnie. Ale cóż, taki mamy klimat i właśnie w kalendarzu jest środek zimy. Miejmy tylko nadzieję, że nie będzie ona tak długa i kapryśna jak ta z sezonu 2012/2013. 

Dziś będzie troszkę nostalgicznie. Tęsknię już kolorami wiosny i lata. Za dłuższymi dniami, ciepłem i... grabiami. Nie mogę się doczekać momentu kiedy wszystko dookoła zacznie pachnieć wiosną. Niecałe dwa miesiące temu było Boże Narodzenie. A za niecałe kolejne dwa miesiące Wielkanoc. W tym roku wypada w Prima Aprilis, czyli 01 kwietnia. Żeby tylko pogoda nie sprawiła nam jakiegoś głupiego i niechcianego figla. Mam więc nadzieję, że już na Wielkanoc w ogrodzie będą kwitnąć posadzone w donicach bratki, krokusy, hiacynty i żonkile. Póki co musimy jeszcze na to trochę poczekać. 

Zanim nadejdą wiosna i lato przypomnę Wam jak wyglądały te pory w zeszłym roku. Na chwilę uciekniemy z zimy i wirtualnie wpleciemy się w kolory!

Najpierw wiosna!


Lato ma też swoje uroki. Dojrzała, ale świeża jeszcze zieleń, kolory kwiatów... Cudnie! 


Brakuje mi już tych kolorów. Ale już niedługo... Jeszcze troszkę... Już za chwileczkę... Oby jak najszybciej!

Musiałem sobie powspominać. Od razu zrobiło mi się przyjemniej. A Wam? 

Serdecznie zapraszam do codziennej lektury bloga!

czwartek, 8 lutego 2018

Ostrokrzew kolczasty Myrtifolia

Wczoraj narzekałem troszkę na brak śniegu. No to dziś w nocy biały puch nadrobił trochę zaległości.  Dookoła zrobiło się biało i... cieplej. W nocy były -4 stopnie, a teraz słupek rtęci dochodzi do 0 C.

Ale nie o śniegu i nie o pogodzie miałem dziś pisać. O głównym temacie posta za chwilę. Teraz zobaczcie 3 zdjęcia ogrodu przykrytego cienką warstwą śniegu.


Ostatnio policzyłem i rozrysowałem na planie wszystkie gatunki i odmiany ostrokrzewów rosnących w moim ogrodzie. Mam w sumie prawie 50 krzewów tych ciekawych i nie zawsze kłujących roślin.  Jeśli chodzi o ilość to dominuje tu Ilex meserveae (ostrokrzew Meserwy) Blue Princess i Blue Prince. A to dlatego, że rosną one jako żywopłot. Mam ich w sumie 25 sztuk. Ale jeśli chodzi o różnorodność odmian prym wiedzie ostrokrzew kolczasty (Ilex aquifolium). Dlatego też cykl poświęcony ostrokrzewom rosnącym w moim ogrodzie zacząłem właśnie od nich. Dziś naszym bohaterem będzie kolejna odmiana ostrokrzewu kolczastego. To ostrokrzew mirtolistny (Ilex aquifolium Myrtifolia). Ten zimozielony krzew liściasty zdecydowanie wyróżnia się spośród innych odmian ostrokrzewu kolczastego. Dlaczego? O tym napiszę dalej.


Zanim jednak przejdziemy do opisu samej rośliny muszę Wam coś powiedzieć. Wyobraźcie sobie, że podczas obserwacji ostrokrzewów od wiosny do zimy stwierdziłem, że niektóre odmiany sprzedano mi pod złą nazwą. Dopiero ponad roczna obserwacja pozwoliła mi na ich właściwą identyfikację. Dlatego też ten cykl jest dla mnie tak cenny.

Był marzec 2013 roku. Mroźny ale słoneczny dzień. Byłem wtedy na kilkudniowej wyciecze w Toruniu. Miała być już prawie wiosna... Niestety, dookoła było biało, a temperatura w dzień oscylowała pomiędzy -5 a -10 stopniami C. Trochę byłem zaskoczony. No ale w takich warunkach też da się zwiedzać. Szczególnie tak piękne miasto jak Toruń. Przechadzając się po ulicach tamtejszej Starówki przy jednej z restauracji zauważyłem spora donicę, a w niej roślinę, której wtedy jeszcze nie znałem. Niestety pracownicy restauracji też nie wiedzieli co to za cudo. Po powrocie do domu zacząłem więc szukać. No i znalazłem. To był właśnie ostrokrzew mirtolistny. Nie od dziś wiadomo, że podróże kształcą.


Już miesiąc później udało mi się znaleźć tę odmianę w jednej ze szkółek w... Opolu. Kupiłem no i oczywiście krzew od razu zadomowił się w moim ogrodzie.

W klimacie środkowej Polski odmiana ta może w sprzyjających warunkach dorastać do wysokości nawet ponad 2 metrów. Myrtifolia rośnie dość powoli, ok. 5-10 cm rocznie. Jego wysokość i szerokość można ograniczać poprzez cięcie, które przeprowadzamy wiosną po ustąpieniu ostatnich porannych przymrozków. Ma wzniesiony pokrój, w miejscach słonecznych jest bardzo gęsty! Ostrokrzew Myrtifolia na ogół tworzy wiele odnóg piennych. Należy podkreślić, że pięknie prezentuje się jako pojedynczo rosnący krzew, niezależnie od tego czy jest formowany czy też nie.


Jest to jeden z bardziej odpornych na mrozy ostrokrzewów. Bez problemów powinien wytrzymać spadki temperatur do -27 stopni C.

Tym, co wyróżnia go spośród innych odmian ostrokrzewu kolczastego są liście. Ciemnoizielone, wąskie, podłużne, bardzo błyszczące, z regularnie ząbkowatymi brzegami. Młode listki mają jaśniejsze wybarwienie. Kwitnienie przypada na okres wiosenny. Kwiaty pojawiają się niezwykle rzadko. Są białe i dosyć niepozorne. Jest to odmiana męska więc krzew ten nie owocuje.


Ostrokrzewy tej odmiany w łagodniejszym klimacie lubią miejsca słoneczne. W warunkach środkowej Polski lepiej posadzić go w miejscu półcienistym, z dużą ilością światła rozproszonego. Odmiana ta dobrze sobie radzi nawet w niezbyt zacisznych i nieosłoniętych miejscach.

Gleba powinna być lekko kwaśna i dobrze przepuszczalna. Podobnie jak w przypadku innych liściastych roślin zimozielonych ściółkowanie np. korą sosnową chroni system korzeniowy rośliny przed nadmiernym przesuszeniem oraz przed zmarznięciem. Poniżej zdjęcie krzewu zrobione w czasie odwilży 28 stycznia 2018.

Ostrokrzew mirtolistny wymaga regularnego, ale niezbyt obfitego podlewania. A w sezonie wegetacyjnym dobrze jest zasilać go regularnie nawozem uniwersalnym albo biohumusem. Jeśli chociaż trochę o niego zadbacie odwdzięczy się Wam swoim urokliwym i dość nietypowym wyglądem.
Już wkrótce na blogu zagoszczą kolejne odmiany ostrokrzewów rosnących w moim ogrodzie. A jest ich jeszcze sporo. Niedługo się o tym przekonacie.

Serdecznie zapraszam do codziennej lektury bloga!

środa, 7 lutego 2018

Chłodne lecz słoneczne dni

Ostatnie dni przyniosły piękną ale chłodną aurę. Nocami temperatura spadała do ok. -8 stopni, a w ciągu dnia ledwie dochodziła do 0 C. Najbliższe dni przyniosą delikatne ocieplenie, ale nie będzie ono jakieś spektakularne. Przynajmniej nie w okolicach Warszawy. Ale to dobrze bo rośliny potrzebują chociaż trochę odpoczynku, nawet te liściaste zimozielone.

Zapraszam na krótki spacer po lekko zmrożonym ogrodzie. 

Oczko wodne ponownie zamarzło ale działa w nim grzałka z napowietrzaczem więc ryby mają bezpośredni dostęp do powietrza.


Lutowe dni są już znacznie dłuższe od tych grudniowych. Do tego jeszcze słońce potęguje wrażenie dłuższego dnia. Gdy są chmury wciąż jeszcze jest szaro i buro ale i tak już widać różnicę.  


Znaczna większość zimozielonych roślin liściastych w czasie mrozów ma zwinięte liście. O tym, dlaczego tak się dzieje pisałem TUTAJ


Na trawniku są jeszcze resztki śniegu, ale w większości to szron, który osadził siępodczas dość wilgotnych poranków. 


Mimo środka zimy w ogrodzie jest bardzo zielono. Ciekaw jestem jak ujemne temperatury i słońce zniosą laurowiśnie i magnolie wielkokwiatowe. O inne rośliny raczej się nie martwię. No może jeszcze trochę o aukuby japońskie. Bo one też są dość delikatne, ale w tym sezonie nie było jeszcze takich mrozów, które mogłyby je uszkodzić.


Mahonia jest bardzo odporna na mrozy. Natomiast bluszcze kolchidzkie lubią czasem przemarznąć (liście) ale to też dopiero wtedy, gdy temperatury spadną do ok. -15 C. 


Słońce i błękitne niebo zachęcały do spaceru. Jutro ma jednak padać śnieg.


Serdecznie zapraszam do codziennej lektury bloga.

niedziela, 4 lutego 2018

Ostrokrzew kolczasty Silver Queen

Od pewnego czasu opisuję moje ostrorkrzewy. W dzisiejszym poście naszym bohaterem będzie ostrokrzew kolczasty Silver Queen (Ilex aquifolium Silver Queen). Ten zimozielony krzew liściasty swoim wyglądem przypomina poprzednio opisywaną odmianę. Jest również bardzo podobny do odmiany Argenteovariegata. Ostrokrzewy są krzewami rozdzielnopłciowymi. Do owocowania potrzebna jest więc tak odmiana żeńska jak i męska. Co ciekawe Silver Queen jest właśnie odmianą męską i logika wskazywałaby żeby nazwać go Srebrnym Królem, a nie Królową. Z uwagi na swoją męską płeć Silver Queen nie wytwarza owoców.


W klimacie środkowej Polski odmiana ta może dorastać do wysokości nawet ponad 2 metrów. Szerokość 15-letniego krzewu dochodzić może również do 2 metrów. Rośnie w średnim tempie ok. 15, czasami 20 centymetrów rocznie. Jego wysokość i szerokość można ograniczać poprzez cięcie, które przeprowadzamy wiosną po ustąpieniu ostatnich porannych przymrozków. Po raz drugi krzew można przyciąć w lipcu. 


Dzięki tym zabiegom zadbamy o kształt krzewu, będzie on także gęściejszy. W moim ogrodzie rośnie jeden krzew tej odmiany. Posadziłem go we wrześniu ubiegłego roku.

Ostrokrzew Silver Queen, gdy nie jest formowany na ogół tworzy wiele odnóg piennych. Należy podkreślić, że pięknie prezentuje się jako pojedynczo rosnący krzew, niezależnie od tego czy jest formowany czy też nie. 

Jego liście są jajowate, skórzaste i lekko błyszczące, zielone z kremowo-białą obwódką. Ich brzegi są ząbkowane, a co za tym idzie kłujące. Kwitnienie przypada na okres wiosenny. Ich kwiaty są białe i dosyć niepozorne. Jak już wspomniałem jest to odmiana męska i nie wytwarza owoców.


Różne źródła podają, że uprawa ww. ostrokrzewu możliwa jest w strefach USDA od 9 do 7, inne dopuszczają strefę 6. Znalazłem też informacje, że tolerują one krótkotrwałe spadki temperatur nawet poniżej -27 stopni C, co jest charakterystyczne dla strefy 5. To dosyć spora rozbieżność, dlatego tez uprawę tej odmiany w centralnej i wschodniej Polsce należy traktować eksperymentalnie. Oczywiście im dalej na zachód i im bliżej morza tym większa szansa na to, że krzew będzie rósł bez problemów i nie zabiją go siarczyste mrozy. Ostatnia zima nie odpowie nam na pytanie czy krzew ten wytrzyma regularną polską zimę. Faktem jest, że kilka styczniowych, bezśnieżnych dni i nocy z temperaturami przy gruncie spadającymi poniżej -24 stopni nie wyrządziły na młodziutkim i nieosłoniętym krzewie żadnych szkód. W przypadku bardzo srogich mrozów (poniżej -26 stopni C) część liści może wiosną opaść. Ale w ich miejsce na pewno wyrosną nowe.


Ostrokrzewy tej odmiany w łagodniejszym klimacie lubią miejsca słoneczne. W warunkach środkowej Polski lepiej posadzić go w półcieniu. Gleba powinna być lekko kwaśna i dobrze przepuszczalna. Podobnie jak w przypadku innych liściastych roślin zimozielonych ściółkowanie np. korą sosnową chroni system korzeniowy rośliny przed nadmiernym przesuszeniem oraz przed zmarznięciem. Wymaga regularnego, ale niezbyt obfitego podlewania. Już wkrótce na blogu zagoszczą kolejne odmiany ostrokrzewów rosnących w moim ogrodzie. A jeszcze trochę ich jest! 



Serdecznie zapraszam do codziennej lektury bloga!

czwartek, 1 lutego 2018

Kalina Eskimo

Środa sprawiła, że zupełnie zapomniałem o tym, że jest zima. Piękny, słoneczny dzień... Ciepło... Do tego jeszcze spotkanie z przyjaciółką, której ni widziałem chyba ze 3 lata. No i różne zdjęcia wstawiane przez moich znajomych na portalach społecznościowych, na których widać kwitnące krokusy... Tak, tak. W Polsce już gdzieniegdzie kwitną przebiśniegi i krokusy. Jednak to jeszcze nie wiosna. W przyszłym tygodniu w wielu miejscach kraju znów pojawi się lekka zima.

Teraz, kiedy na drzewach i typowych dla polskiego klimatu krzewach nie ma liści, w naszych ogrodach wyróżniają się zarówno iglaste jak i liściaste rośliny zimozielone. Jak wiecie w moim ogrodzie rośnie kilka gatunków zimozielonych kalin. Trzy z nich niedawno opisałem. Dziś pora na czwartą. To kalina Eskimo.


Ten niewielki krzew po ok. 10 latach może osiągnąć ponad 1 metr wysokości i szerokości. Jest zwarty, ale rośnie dość powoli. Kalina Eskimo posadzona w miejscu osłoniętym, w czasie łagodniejszych zim nie gubi liści. Jeśli jednak posadzimy ją w miejscu nieosłoniętym i chwyci spory mróz krzew na pewno straci liście. Ale wiosną pojawią się nowe, gdyż kalinie tej nie są straszne spadki temperatur do ok. -30 stopni.

Podobnie jak kalina sztywnolistna czy praska, Eskimo zawiązuje pąki kwiatowe już jesienią. Zakwitną jednak dopiero w maju. Kwiatostany kaliny Eskimo są bardzo gęste, kuliste i mają ok. 8-10 cm średnicy. Roślina kwitnie dość długo, a zapach, który wydzielają kwiaty jest jedyny w swoim rodzaju. Piękny i wyraźnie wyczuwalny!


Kwiaty są koloru białego. Wręcz śnieżnobiałe. Nawet młode krzewy kwitną bardzo obficie. 

Eskimo lubi miejsca słoneczne lub półcieniste. Pamiętajmy jednak, że aby roślina pozostała zimozielona, nie może być narażona na przeciągi czy na zimowe lub wczesnowiosenne promienie słońca. 

Jej ciemnozielone liście są skórzaste, błyszczące i lekko wydłużone. Mają długość ok. 7-10 cm, przy szerokości 3-4 cm. Jesienią liście tych krzewów, które posadzone są w słonecznych lub bardzo jasnych miejscach często przebarwiają się na czerwono.


Kalina Eskimo nie jest zbyt wymagająca jeśli chodzi o podłoże. Lubi jednak gleby żyzne, wilgotne lecz przepuszczalne. 

Tak wyglądała moja Eskimo na początku trzeciej dekady stycznia. Od kilku dni po śniegu już nie ma śladu, a kalina powróciła do stanu sprzed mrozów. 


Ten wyprostowany, zwarty kulisty krzew w zasadzie nie wymaga przycinania. Jeśli jednak chcemy "panować" nad rośliną cięcie wykonujemy tuż po okresie kwitnienia. Eskimo, z racji swoich niewielkich rozmiarów, doskonale nadaje się do każdego typu ogrodów, nawet tych malutkich. Pięknie komponuje się z innymi krzewami zimozielonymi oraz z wiosennymi kwiatami cebulowymi, które kontrastują z kolorem jej liści i kwiatów. 

Już za kilka dni zakończę cykl o kalinach. Przed nami natomiast jeszcze wiele postów z cyklu, w którym opisuję ostrokrzewy rosnące w moim ogrodzie. Na blogu podsumuję także to, co działo się w ogrodzie w styczniu. Nie zapomnę oczywiście o przybliżeniu Wam nowej inicjatywy jaką jest Forum Promotorów Ogrodnictwa.

Serdecznie zapraszam do codziennej lektury bloga!