UWAGA!

BLOG ZOSTAŁ PRZENIESIONY

NA PORTAL

www.zimozielonyogrod.pl

ZNAJDZIECIE TAM

ZARÓWNO STARE JAK I NOWE WPISY


Partnerami portalu są:

Fiskars.pl

Idealnytrawnik.pl

poniedziałek, 7 lipca 2014

Mahonie - interwencja

W moim ogrodzie od kilku lat z powodzeniem rośnie 5 krzewów mahonii. Dwa z nich to mahonie ostrolistne, 2 inne to mahonie rozesłane, a ostatnia to mahonia orzecholistna. Mahonia jest zimozielonym krzewem liściastym, z rodziny berberysowatych, dorastającym do wysokości ok 2 - 3 metrów. Pochodzi z pacyficznego wybrzeża USA. Rośnie dość powoli. Krzewy rosnące od kilku już lat w moim ogrodzie zimują od w gruncie bez żadnych większych problemów.

Zależnie od rodzaju krzewy te mogą być używane na niskie żywopłoty. Dobrze znoszą cięcie, które należy wykonać na wiosnę, po zakończeniu okresu porannych przymrozków. Więcej informacji o mahoniach znajdą Państwo TUTAJ

Różne strony internetowe podają, że uprawa mahonii możliwa jest w strefach USDA od 8 do 5. O strefach mrozoodporności można znaleźć TUTAJ

W tym roku mahonie bardzo obficie kwitły. Zawiązały też mnóstwo owoców. Niestety pogubiły większość liści i miały bardzo niewiele nowych gałązek. Oto jak wyglądały.

Poniżej mahonia rozesłana.


To już jedna z mahonii ostrolistnych.


A to z kolei odmiana orzecholistna.


W ubiegłym tygodniu, przed wyjazdem na Opolszczyznę i Górny Śląsk podjąłem dosyć trudną decyzję. Postanowiłem obciąć wszystkie owoce tak, aby siła roślin poszła w nowe przyrosty, a nie w owoce i nasiona. Z pomocą przyszedł mi sekator FISKARS, który doskonale nadaje się do takich właśnie robót pielęgnacyjnych. Wygodne etui, w którym chowamy sekator można podpiąć do kieszeni. 

Dlaczego decyzja była trudna? Ano dlatego, że owoce mahonii są doskonałym zimowym pokarmem dla ptaków, których nie brakuje w mojej okolicy. W tym roku nie będzie naturalnego karmnika w postaci kuleczek na mahoniach. Będę musiał zwiększyć dawkę pokarmu sypanego do drewnianego karmnika, który stoi koło altanki.

Tak wygląda sekator zabezpieczony w etui przypiętym do kieszeni.


Specjalna zasuwka (zapadka) zabezpiecza nas przed nieoczekiwanym otwarciem noży sekatora.


A wygodna rączka i bardzo ostre krawędzie nożyc pozwalają na szybkie, sprawne, wygodne i bardzo dokładne cięcie. 


Mam nadzieję, że zabiegi pielęgnacyjne pomogą mahoniom. Dodatkowo podlałem krzewy nawozem interwencyjnym. Jakie będą efekty moich prac? Zobaczymy za jakiś czas, ale niezależnie od wyników na pewno napiszę o tym na blogu.

Serdecznie zapraszam do lektury!

niedziela, 6 lipca 2014

Zakwitła lilia! 300 000 odwiedzin!

Wczoraj popołudniu wróciłem z krótkiej, bo raptem 3-dniowej wycieczki na Opolszczyznę i Górny Śląsk.Po powrocie do domu spotkały mnie dwie miłe rzeczy. Po pierwsze wczoraj liczba osób odwiedzających bloga przekroczyła 300 000! A po drugie zakwitła jedna z lilii, które posadziłem w donicy na balkonie. 

Bardzo dziękuję wszystkim Państwu za tak liczne odwiedziny! Mam nadzieję, że moje doświadczenie oraz informacje przekazywane na blogu są Państwu pomocne. 

A oto i lilia, która zakwitła wczoraj! Mam nadzieję, że pozostałe lilie również za chwilę zakwitną!



Pozdrawiam serdecznie wszystkich Odwiedzających bloga! Zapraszam do lektury oraz do pozostawiania uwag i komentarzy. Na wszystkie na pewno odpowiem. Jeśli mają Państwo jakiekolwiek pytania dotyczące ogrodów służę pomocą. Proszę je przesyłać na adres: info@zimozielonyogrod.pl 

Zapraszam również na moją firmową stronę internetową Zimozieloy ogród Moja firma z przyjemnością będzie służyć Państwu pomocą w aranżacji, zakładaniu i utrzymaniu ogrodów.

Ogród Śląski w Świerklańcu

Wczorajsze przedpołudnie spędziłem we wspaniałym Centrum ogrodniczym "Ogród Śląski" w Świerklańcu. To była moja druga wizyta w tym wspaniałym miejscu. Integralną częścią Centrum jest ogród pokazowy, który przyciąga rzesze zwiedzających. Po piątkowych odwiedzinach Śląskiego ogrodu botanicznego w Mikołowie, wizyta w Świerklańcu poprawiła mi humor i przypomniała, że na Górnym Śląsku jest wiele wspaniałych perełek ogrodniczych, a wśród nich opisywany ogród pokazowy. Szczegółowe informacje o Centrum można znaleźć TUTAJ

Obok ogrodu pokazowego mieści się supermarket ogrodniczy, centrum sprzedaży roślin ogrodowych oraz kawiarnia. Jest tu również duży parking, gdzie bez problemów można zostawić samochód.

Zapraszam do obejrzenia zdjęć roślin posadzonych w ogrodzie pokazowym! A jest co oglądać! Każdy miłośnik przyrody, który chociaż na moment zagości w tej okolicy powinien obejrzeć całe Centrum ogrodnicze!











A już jutro opisze Państwu jak ratowałem moje mahonie. 

Serdecznie zapraszam do codziennej lektury bloga!

sobota, 5 lipca 2014

Śląski ogród botaniczny w Mikołowie

Po krótkiej wizycie na Opolszczyźnie i Górnym Śląsku dziś popołudniu wróciłem do domu. Plany miałem zupełnie inne. Właśnie dzisiejsze popołudnie miałem spędzić w Parku Śląskim w Chorzowie. Podobno po długiej przerwie uruchomiono tam kolejkę linową. Byłem też ciekaw roślin. A tu nici. Życie napisało inny scenariusz i musiałem wracać do domu. Ale tak to już jest. Może następnym razem będę miał okazję do odwiedzenia Parku i spotkania ze znajomymi.

Wczorajszy dzień upłynął mi pod znakiem roślin. Będąc na Górnym Śląsku postanowiłem wybrać się do Mikołowa, gdzie znajdują się dwa śląskie obiekty botaniczne. Pierwszy, czyli ogród przy kościele pw. Św. Mikołaja w Mikołowie Bujakowie opisałem wczoraj. Szczerze mówiąc nie spodziewałam się, że zastanę tam tak wspaniale wypielęgnowany ogród z mnogością drzew, krzewów, ziół i kwiatów. Nie znałem wcześniej tego miejsca ani o nim nie słyszałem, ale wizyta tam była prawdziwą ucztą dla zmysłów. Potem pojechałem do Śląskiego ogrodu botanicznego w Mikołowie. I tu niemiłe rozczarowanie. Spodziewałem się, że zastanę tam młodą perełkę botaniczna, a zastałem zaniedbane zbiorowisko drzew i krzewów. Faktem jest, że to bardzo młody ogród, rośliny nie miały zbyt wiele czasu żeby urosnąć, ale to nie tłumaczy wielu zaniedbań, które zastałem w tym miejscu.

Jak podaje strona internetowa http://www.sibg.org.pl/ Śląski Ogród Botaniczny jest jedną z najmłodszych instytucji tego typu w Polsce, formalnie utworzoną jako Związek Stowarzyszeń w maju 2003 roku. Jednak prace przygotowawcze, które pozwoliły na rozpoczęcie tej inwestycji trwały od 1996 roku. Związane były one z opracowaniem przyrodniczym tego terenu, zmianą planu zagospodarowania przestrzennego w Mikołowie oraz przejęciem gruntów pod budowę ogrodu botanicznego przez Urząd Marszałkowski w Katowicach od Agencji Własności Rolnej Skarbu Państwa. Prace te wymagały ogromnej konsekwencji i uporu. W powstaniu Śląskiego Ogrodu Botanicznego w przeciągu ponad dziesięciu lat brało udział wiele osób i instytucji. Każda z nich wniosła w jego powstanie istotny wkład, jednak z perspektywy mijających lat mogę powiedzieć, że bez wysiłku, determinacji i poświęcenia prof. Wiesława Włocha, tego Ogrodu by nie było...

Wejście do ogrodu jest obiecujące. Piękne ścieżki wyłożone nietuzinkową kostką, wspaniałe latarnie i brak opłaty za wejście. Aleja wejściowa obsadzona jest dorodnymi czereśniami. Wygląda to wspaniale! Niestety im dalej się wchodzi do ogrodu tym gorzej. Brakuje planu ogrodu przy wejściu. Wszędzie rośnie zielsko po kolana i tylko gdzieniegdzie jest ono koszone. 

Zaraz po wejściu można zauważyć młode różaneczniki. Szkoda, że w takim miejscu jak ogród botaniczny nie opisano dokładnie konkretnych odmian.Aha, po łacinie pisze się Rhododendron!


W całym ogrodzie niestety jest dosyć jednolity drzewostan, wszędzie rosną robinie akacjowe i głogi. Nie wiem czemu tak mało jest innych gatunków drzew. Gdzieniegdzie można spotkać dęby, sosny i brzozy. Widziałem też parę klonów i kasztanowców. Ale przecież jest tak wiele innych, ciekawych gatunków...


W wielu miejscach ogród wygląda tak, jak widać to na poniższym zdjęciu.  Oczywiście taka kolorowa łąka jest śliczna, ale po ogrodzie botanicznym spodziewałem się czegoś więcej. 


Tak wygląda bór sosnowy. To nie pomyłka, tak to miejsce opisują  tutejsze władze. I tutaj kolejna uwaga. Sosny są jeszcze młode i można zrozumieć to, że nie są wysokie, ale dlaczego rosną w gąszczu chwastów? Czy nie można by było jakoś lepiej wyeksponować te sosenki oraz pozostałe, zarośnięte zielskiem rośliny?


Wiele sobie obiecywałem po stanowisku z pnączami. Faktycznie glicynie wyglądają bardzo ciekawie. Powinny jednak rosnąć na pergolach a nie na kratkach. 


Tutejsi specjaliści od roślin posadzili bluszcz pospolity w pełnym słońcu. Gratulacje! Na takiej suchej glebie na pewno będzie świetnie rósł. Do tego jeszcze widać, że władze dbają o ogród. Kratki, po których mają piąć się bluszcze zabezpieczono drewnochronem. Szkoda, że przy okazji pomalowano również same rośliny.  Ale pewnie inaczej się nie dało. To takie typowe polskie wytłumaczenie, szczególnie jak coś się źle zrobi.


Miło zaskoczyło mnie stanowisko dla roślin, które lubią suche podłoże i dużą ilość słońca. Podpowiem tylko, że juka sina to Yucca Glauca. Szkoda, że na tabliczkach nie ma nazw łacińskich. A może one wyblakły? 


Natrafiłem też na kalinę sztywnolistną. Czy aby nie za gęsto posadzono te krzewy? One się rozrastają! Nie widziałem tam innych liściastych roślin zimozielonych, a szkoda, bo tamtejszy mikroklimat pozwala na uprawę wielu gatunków tych roślin. Nie trzeba daleko szukać, wystarczy podjechać do Bujakowa.


W wielu parkach i ogrodach (nawet tych prywatnych, przydomowych) można spotkać znacznie bardziej zróżnicowaną roślinność niż w Sląskim ogrodzie botanicznym w Mikołowie. A szkoda. Bo bardzo duży teren ogrodu jest naprawdę wspaniały. Do tego pięknie położony i dający możliwość wykorzystania walorów tego miejsca. Być może włodarze ogrodu powinni przejechać się do Warszawy (2 ogrody: UW i PAN), Wrocławia czy Poznania lub Krakowa i zobaczyć jak powinno się zagospodarować ogród botaniczny oraz jakie kolekcje roślin powinno się posadzić w ogrodzie. 

Proszę wybaczyć mi gorzkie słowa. Rzadko mi się zdarza pisać negatywne opinie o terenach zieleni, ale to co zobaczyłem w Mikołowie strasznie mnie rozczarowało, tym bardziej, że o ile wiem, ogród powstawał przy udziale funduszy unijnych. Zresztą nie ważne skąd pieniądze, ważne aby były dobrze wydane. A tu chyba zainwestowano w budynki, latarnie i chodniki, a zapomniano o roślinach i o ich utrzymaniu, opisaniu i wyeksponowaniu. Ale może to tylko moja opinia? Zapraszam do dyskusji i komentowania artykułu.

Podsumowując... Śląski ogród botaniczny w Mikołowie to smutne miejsce. Ani to park ani ogród. Jeśli ktoś nie jest tam przejazdem to szkoda paliwa i sił na odwiedzanie tego miejsca. Mam nadzieję, że mój post otworzy oczy władzom ogrodu i przerwie chwile zamozachwytu nad osiągniętym celem. Proszę mi wierzyć, do tego celu jest jeszcze bardzo daleko. I wcale nie chodzi tu o szybkość rośnięcia drzew czy krzewów.

Aukuby japońskie na początku lipca

Aukuba japońska to zimozielony krzew liściasty, który w naturalnych warunkach dorasta do wysokości 2-3 metrów. Pochodzi z Japonii. Rośnie powoli. W naszym klimacie rośliny te najprawdopodobniej mogą osiągać wysokość 1 metra.

W moim ogrodzie rosło kiedyś 7 krzewów aukuby. Dwa zasadziłem latem 2008 roku, jeden latem 2009 roku, 4 kolejne latem 2011 roku. Wszystkie zimowały od początku w gruncie bez żadnych większych problemów. Co prawda w poprzednie zimy były pokryte warstwą śniegu, ale zdarzały się okresy, kiedy śniegu było niewiele, a temperatura spadała przy gruncie do ok. –24 stopni Celsjusza (zima 2010). Niektóre liście żółkły na wiosnę i opadały. Co jednak najważniejsze stożki wzrostu roślin nie były nigdy uszkodzone i co roku krzewy wypuszczały po kilkanaście nowych liści. Niestety zima z przełomu lat 2011/2012 doprowadziła do obumarcia krzewów. Brak śniegu i bardzo niskie wartości temperatur (przy gruncie nawet –29 stopni C) zabiły moje aukuby. Błędem było to, że ich nie zabezpieczyłem agrowłókniną.

Niezrażony porażką już wiosną 2012 kupiłem nowe aukuby (5 krzewów) i posadziłem je w ogrodzie. Ostatnie zimy (2012/2013 i 2013/2014) przeżyły bez żadnych uszkodzeń. Trzeba jednak mieć na uwadze fakt, że najmroźniejsze dni spędziły przykryte śniegiem! Dwie z nich nawet wiosną zakwitły co jest rzadkością w naszym klimacie. Kolejne kwitły w tym roku. Zdjęcia kwitnącej aukuby dostępne są na moim blogu www.zimozielonyogrod.blogspot.com


Dwie z 3 aukub posadzonych w kółku z bukszpanów wiosną tego oku zachorowały i musiałem je przyciąć i wysadzić. Co ciekawe rosną teraz w doniczkach i mają się całkiem nieźle. Dwie, które rosły w miejscu lekko nasłonecznionym miały za dużo światła, więc przesadziłem ja na miejsce tych, które musiałem kosmetycznie przyciąć i zadoniczkować. Na powyższym zdjęciu widać jak aukuby wyglądały 3 dni temu.

A co jeszcze dzieje się w ogrodzie? O tym będę pisał na blogu! Serdecznie zapraszam do jego lektury!

piątek, 4 lipca 2014

Ogrody Mikołowa

Przed przyjazdem na Górny Śląsk zrobiłem mały wywiad, dowiedziałem się o kilku miejscach ciekawych zarówno pod względem przyrodniczym jak i krajobrazowym. Bardzo dziękuję Krzysztofowi z bloga Drzewa i krzewy za przekazanie mi interesujących mnie informacji. Dziś wykorzystałem część z nich i udałem się do Mikołowa.

Pierwszym celem mojej wycieczki był ogród przy kościele parafialnym pw. Św. Mikołaja w Bujakowie, który jest dzielnicą Mikołowa. 



Strona internetowa Sanktuarium Matki Bożej w Bujakowie podaje, że w 1976 roku ks. kan. Jerzy Kempa, ówczesny proboszcz, założył parafialny ogród botaniczny. Zajmuje on teren przy kościele o powierzchni ok. 1 ha. Na jego obszarze znajduje się probostwo i klasztor Sióstr Służebniczek. Ogród słynie z wielu gatunków drzew, krzewów i kwiatów. 

Znajduje się w nim także zabytkowa studnia z 1604 r. oraz jeden z nielicznych na Śląsku krzyż pokutny z 1681 r. Warte wymienienia są także: sadzawka z kwitnącymi nenufarami, zabytkowa barć pszczela, pasieka oraz kilka kapliczek. W tyle ogrodu wybudowany został drewniany domek, w którym mieszkają kapłani. Obecny proboszcz ks. Jerzy Walisko rozszerzył ogród powiększając go miejsce pozwalające odprawiać Msze św. polowe. Dzięki niemu także pojawiły się nowe atrakcje w postaci pawi i ozdobnych kurek.

W ogrodzie przy stawie wypatrzyłem wspaniałą i okazałą laurowiśnię wschodnią.


Z drugiej strony stawu znalazłem azalie japońskie i pierisy japońskie.


Urzekły mnie cudownie kolorowe hortensje.



W ogrodzie rosną moje ulubione liściaste rośliny zimozielone. Poza wspomnianymi azaliami i pierisami japońskimi czy laurowiśnią można tu znaleźć np. trzmieliny pnące szczepione na pniu czy bluszcze pospolite.


Moje oczy przykuły ostrokrzewy kolczaste...
 

oraz różaneczniki.

 

Niedaleko wejścia rośnie piękny okaz berberysu Julianae.


A nieopodal wzrok przyciąga sośnica japońska. Z tyłu widać dużą kalinę sztywnolistną.


Rosną tu również piękne funkie, które właśnie rozpoczynają kwitnienie. 


Ogród jest chętnie odwiedzany przez parafian i pielgrzymów, którzy znajdują w nim możliwość modlitwy i wypoczynku w otoczeniu pięknej przyrody.

Ja również zachęcam wszystkich do obejrzenia ogrodu i kościoła. To naprawdę wspaniałe miejsce.

Z Bujakowa pojechałem do Śląskiego Ogrodu Botanicznego w Mikołowie, ale o tym już jutro.

Serdecznie zapraszam do codziennej lektury bloga!

czwartek, 3 lipca 2014

Zamek i park w Mosznej

Dzisiejszy dzień spędziłem na Śląsku Opolskim. Wieczorem dotarłem na Górny Śląsk, ale wciąż mam przed oczami wspaniałe zabytki tego pierwszego regionu. Jedną z perełek architektury jest Zamek w Mosznej. Ta wspaniała wg mnie budowla wzbudza wiele kontrowersji. Jedni uznają ją za architektoniczne cudo, inni z kolei wytykają mieszankę stylów i brak gustu budowniczych zamku. ja należę do tych pierwszych. I chociaż Zamek może wydawać się lekko kiczowaty, to jednak jest on niewątpliwie jednym z miejsc, które należy wpisać do planów wycieczkowych.


Jak podaje strona internetowa Zamek w Mosznej Moszna położona jest na szlaku komunikacyjnym łączącym Prudnik z Krapkowicami. Nazwa wioski pochodzi prawdopodobnie od nazwiska Moschin, rodziny przybyłej do parafii Łącznik w XIV wieku. Jak głosi legenda, Moszna w średniowieczu należała do Zakonu Templariuszy. W roku 1679 właścicielami Mosznej była rodzina von Skall. W 1723 roku po śmierci właścicielki Urszuli Marii von Skall, wieś przeszła w ręce jej kuzyna nadmarszałka dworu Fryderyka Wielkiego - Georga Wilhelma von Reisewitz. 


Z tego okresu pochodzi pałac - środkowa część dzisiejszego zamku. W roku 1771 rodzina von Reisewitz straciła Moszną, a majątek został zakupiony na licytacji przez Heinricha Leopolda von Seherr-Thossa - którego rodzina posiadała również na własność zamek i dobra w niedalekiej Dobrej. W 1853 roku Karl Gotthard Seherr-Thoss sprzedał Mosznę Heinrichowi von Erdmannsdorfowi, który zbył ją w 1866 roku Hubertowi von Tiele-Winckler z Miechowic. Jego syn Franz Hubert był pomysłodawcą i budowniczym zamku, wzniesionego po tym, jak w 1896 roku częściowo spłonął barokowy pałac.



Dziadek Franza Huberta, Franz Winckler zaczął pracę jako 16-letni górnik w kopalni srebra „Fryderyk” w Tarnowskich Górach. W Miechowicach Franz Winkler pojawił się w roku 1830, prowadząc księgowość swojego pana-pracodawcy Aresina, właściciela wielu kopalni galmanu i hut cynku. Po śmierci żony i właściciela kopalni ożenił się z bogatą wdową po nim - Marią Aresin. W 1840 roku król pruski nadał mu tytuł szlachecki. Dziedziczką fortuny była jego córka Valeska, która w 1854 roku wyszła za mąż za Huberta von Tiele i to on zakupił w 1866 roku Moszną. 


Po małżeństwie używali połączonego nazwiska - Tiele-Winckler. Hubert zmarł w 1893 r., a majątek po nim przypadł, zgodnie z zasadą majoratu, najstarszemu synowi - był nim wspomniany Franz-Hubert. W 1895 wszedł w szeregi arystokracji dzięki tytułowi hrabiowskiemu, nadanemu mu przez cesarza Wilhelma. W rok później, po pożarze, odbudował on i rozbudował swoją siedzibę. W 1904 r., a później 1911 i 1912 hrabiego odwiedzał władca Niemiec, przybywając na polowanie i to dla niego wybudowano, w latach 1911-1913 skrzydło zachodnie. Syn Franza Huberta, Claus-Peter w okresie międzywojennym przehulał część fortuny przodków. Umierając bezdzietny, usynowił swojego kuzyna, którego syn miał dziedziczyć majątek i tytuł hrabiowski. Jego rodzina mieszkała do końca wojny w Zamku Moszna, uchodząc do Niemiec przed nadchodzącą armią czerwoną.

Po wojnie losy Zamku układały się różnie - od 1972 do 2013 roku służył za budynek szpitala. Zamek, zgodnie z fantazją Franza Huberta, ma 365 pomieszczeń i 99 wież, z których słynie. Niespotykana architektura Zamku przyciąga rokrocznie do Mosznej rzesze turystów.

Przy Zamku jest bardzo ciekawy i olbrzymi park, w którym znaleźć można wiele interesujących drzew i krzewów. Wśród nich rosną wielkie różaneczniki i dorodne azalie.
 


Gorąco polecam odwiedziny tego atrakcyjnego turystycznie i bardzo ciekawego miejsca!

środa, 2 lipca 2014

Surfinia czy petunia?

Jakiś czas temu ozdobiłem mój balkon dwiema surfiniami. Niedługo po tym dostałem w prezencie wspaniałą i olbrzymią pachnącą surfinię. Widać ją na trzecim zdjęciu. Kiedy pochwaliłem się sąsiadce, że mam taką wspaniała i pięknie pachnącą surfinię powiedziała mi, że to najpewniej petunia. Zbiła mnie z tropu ale też zainspirowała do poszukiwania odpowiedzi na pytanie, co tak naprawdę rośnie na balkonie i co tak fantastycznie pachnie.

Dobrze znam się na liściastych roślinach zimozielonych, iglaki też nie są mi obce. Natomiast jeśli chodzi o kwiaty to oczywiście też są mi znane, ale to trochę tak jak z kolorami. Dla mnie niebieski to niebieski, a okazuje się, że jest jeszcze lazurowy, kobaltowy, modry i kilka odmian błękitu. No i oczywiście granatowy, ale ten też dobrze znam.  Podobnie było z surfiniami.


Sąsiadka miała trochę racji, bo surfinia to odmiana petunii ogrodowej. Tyle, że surfinie są zwisające, a petunie nie. Czyli jednak mam surfinie. Odetchnąłem z ulgą! 

Jak podaje Wikipedia pierwsze odmiany surfinii wyhodowali Japończycy przy zastosowaniu technik inżynierii genetycznej. W Europie surfinia pojawiła się dopiero pod koniec lat 90. XX wieku. Jest w całej Europie i w Polsce pospolicie uprawiana jako roślina ozdobna.

Wymaga miejsc słonecznych. U mnie niestety kwiaty nie mają tego słońca zbyt wiele. Ale i tak ładnie kwitną. 


Najlepsze podłoże dla surfinii to przepuszczalna, próchnicza i lekko kwaśna ziemia. Powinna ona być stale wilgotna, ale woda nie może stać w donicach gdyż może to doprowadzić do gnicia korzeni. 


Surfinie uwielbiają nawożenie. Pamiętajmy również żeby usuwać przekwitnięte kwiatostany. Dzięki temu ozdoby naszych tarasów i balkonów będą piękniej i bardziej obficie kwitnąć.


wtorek, 1 lipca 2014

Ogród po kilku dniach deszczu

Przez ostatnie kilka dni bardzo często padał deszcz. najgorzej było w sobotę i w poniedziałek. Wczoraj przez cały dzień lało. Deszcz oczywiście jest potrzebny, ale nie zazdroszczę tym ludziom, którzy właśnie zaczęli urlop lub wakacje. Dziś pogoda się zmieniła. Od rana było dosyć słonecznie. Co prawda w ciągu dnia pojawiały się chmury, momentami nawet wyglądały groźnie, ale póki co nie spadł jeszcze deszcz. Koło 14.00 przez moment kropiło, ale trwało to raptem minutę. No i spadło raptem parę kropel na metr kwadratowy. 

Po deszczowej aurze w moim ogrodzie pojawiły się grzyby. Zebrałem ich całkiem sporo, ale niestety znaczna większość była robaczywa. Ku mojemu zdziwieniu trawa bardzo szybko obeschła i to pomimo sporej dawki wody, która spadła ostatniej nocy. Myślałem, że długo będzie mokro, ale słońce w połączeniu z lekkim wiatrem osuszyło murawę i dzięki temu mogłem skosić trawnik. Zapraszam do obejrzenia zdjęć, które zrobiłem dziś wczesnym popołudniem w moim ogrodzie.





Chmury trochę straszyły, ale na szczęście przeszły gdzieś bokiem.



A to już widok z balkonu! Pisałem ostatnio o moich pelargoniach zwisających. Robią się naprawdę piękne. Jedynym minusem jest to, że kilka razy dziennie muszę zamiatać schody i balkon. Obfitość kwiatów powoduje również obfitość spadających płatków. No ale coś za coś! A pelargonie kwitną naprawdę pięknie!




Bardzo jestem ciekaw jaka będzie aura w ciągu następnych kilku dni. Jutro na krótko wyjeżdżam, ale zapraszam do codziennej lektury bloga, gdyż na pewno będę na nim obecny, pomimo nieobecności w domu! Napiszę o surfiniach i petuniach, o tym czym się różnią (jeśli w ogóle). Pokażę też Państwu jak wyglądają aukuby japońskie, które rosną w moim ogrodzie.

Jeszcze raz zapraszam do lektury!