Po krótkiej wizycie na Opolszczyźnie i Górnym Śląsku dziś popołudniu wróciłem do domu. Plany miałem zupełnie inne. Właśnie dzisiejsze popołudnie miałem spędzić w Parku Śląskim w Chorzowie. Podobno po długiej przerwie uruchomiono tam kolejkę linową. Byłem też ciekaw roślin. A tu nici. Życie napisało inny scenariusz i musiałem wracać do domu. Ale tak to już jest. Może następnym razem będę miał okazję do odwiedzenia Parku i spotkania ze znajomymi.
Wczorajszy dzień upłynął mi pod znakiem roślin. Będąc na Górnym Śląsku postanowiłem wybrać się do Mikołowa, gdzie znajdują się dwa śląskie obiekty botaniczne. Pierwszy, czyli ogród przy kościele pw. Św. Mikołaja w Mikołowie Bujakowie opisałem wczoraj. Szczerze mówiąc nie spodziewałam się, że zastanę tam tak wspaniale wypielęgnowany ogród z mnogością drzew, krzewów, ziół i kwiatów. Nie znałem wcześniej tego miejsca ani o nim nie słyszałem, ale wizyta tam była prawdziwą ucztą dla zmysłów. Potem pojechałem do Śląskiego ogrodu botanicznego w Mikołowie. I tu niemiłe rozczarowanie. Spodziewałem się, że zastanę tam młodą perełkę botaniczna, a zastałem zaniedbane zbiorowisko drzew i krzewów. Faktem jest, że to bardzo młody ogród, rośliny nie miały zbyt wiele czasu żeby urosnąć, ale to nie tłumaczy wielu zaniedbań, które zastałem w tym miejscu.
Jak podaje strona internetowa
http://www.sibg.org.pl/ Śląski Ogród Botaniczny jest jedną z najmłodszych instytucji tego typu w Polsce, formalnie utworzoną jako Związek Stowarzyszeń w maju 2003 roku. Jednak prace przygotowawcze, które pozwoliły na rozpoczęcie tej inwestycji trwały od 1996 roku. Związane były one z opracowaniem przyrodniczym tego terenu, zmianą planu zagospodarowania przestrzennego w Mikołowie oraz przejęciem gruntów pod budowę ogrodu botanicznego przez Urząd Marszałkowski w Katowicach od Agencji Własności Rolnej Skarbu Państwa. Prace te wymagały ogromnej konsekwencji i uporu. W powstaniu Śląskiego Ogrodu Botanicznego w przeciągu ponad dziesięciu lat brało udział wiele osób i instytucji. Każda z nich wniosła w jego powstanie istotny wkład, jednak z perspektywy mijających lat mogę powiedzieć, że bez wysiłku, determinacji i poświęcenia prof. Wiesława Włocha, tego Ogrodu by nie było...
Wejście do ogrodu jest obiecujące. Piękne ścieżki wyłożone nietuzinkową kostką, wspaniałe latarnie i brak opłaty za wejście. Aleja wejściowa obsadzona jest dorodnymi czereśniami. Wygląda to wspaniale! Niestety im dalej się wchodzi do ogrodu tym gorzej. Brakuje planu ogrodu przy wejściu. Wszędzie rośnie zielsko po kolana i tylko gdzieniegdzie jest ono koszone.
Zaraz po wejściu można zauważyć młode różaneczniki. Szkoda, że w takim miejscu jak ogród botaniczny nie opisano dokładnie konkretnych odmian.Aha, po łacinie pisze się Rhododendron!
W całym ogrodzie niestety jest dosyć jednolity drzewostan, wszędzie rosną robinie akacjowe i głogi. Nie wiem czemu tak mało jest innych gatunków drzew. Gdzieniegdzie można spotkać dęby, sosny i brzozy. Widziałem też parę klonów i kasztanowców. Ale przecież jest tak wiele innych, ciekawych gatunków...
W wielu miejscach ogród wygląda tak, jak widać to na poniższym zdjęciu. Oczywiście taka kolorowa łąka jest śliczna, ale po ogrodzie botanicznym spodziewałem się czegoś więcej.
Tak wygląda bór sosnowy. To nie pomyłka, tak to miejsce opisują tutejsze władze. I tutaj kolejna uwaga. Sosny są jeszcze młode i można zrozumieć to, że nie są wysokie, ale dlaczego rosną w gąszczu chwastów? Czy nie można by było jakoś lepiej wyeksponować te sosenki oraz pozostałe, zarośnięte zielskiem rośliny?
Wiele sobie obiecywałem po stanowisku z pnączami. Faktycznie glicynie wyglądają bardzo ciekawie. Powinny jednak rosnąć na pergolach a nie na kratkach.
Tutejsi specjaliści od roślin posadzili bluszcz pospolity w pełnym słońcu. Gratulacje! Na takiej suchej glebie na pewno będzie świetnie rósł. Do tego jeszcze widać, że władze dbają o ogród. Kratki, po których mają piąć się bluszcze zabezpieczono drewnochronem. Szkoda, że przy okazji pomalowano również same rośliny. Ale pewnie inaczej się nie dało. To takie typowe polskie wytłumaczenie, szczególnie jak coś się źle zrobi.
Miło zaskoczyło mnie stanowisko dla roślin, które lubią suche podłoże i dużą ilość słońca. Podpowiem tylko, że juka sina to Yucca Glauca. Szkoda, że na tabliczkach nie ma nazw łacińskich. A może one wyblakły?
Natrafiłem też na kalinę sztywnolistną. Czy aby nie za gęsto posadzono te krzewy? One się rozrastają! Nie widziałem tam innych liściastych roślin zimozielonych, a szkoda, bo tamtejszy mikroklimat pozwala na uprawę wielu gatunków tych roślin. Nie trzeba daleko szukać, wystarczy podjechać do Bujakowa.
W wielu parkach i ogrodach (nawet tych prywatnych, przydomowych) można spotkać znacznie bardziej zróżnicowaną roślinność niż w Sląskim ogrodzie botanicznym w Mikołowie. A szkoda. Bo bardzo duży teren ogrodu jest naprawdę wspaniały. Do tego pięknie położony i dający możliwość wykorzystania walorów tego miejsca. Być może włodarze ogrodu powinni przejechać się do Warszawy (2 ogrody: UW i PAN), Wrocławia czy Poznania lub Krakowa i zobaczyć jak powinno się zagospodarować ogród botaniczny oraz jakie kolekcje roślin powinno się posadzić w ogrodzie.
Proszę wybaczyć mi gorzkie słowa. Rzadko mi się zdarza pisać negatywne opinie o terenach zieleni, ale to co zobaczyłem w Mikołowie strasznie mnie rozczarowało, tym bardziej, że o ile wiem, ogród powstawał przy udziale funduszy unijnych. Zresztą nie ważne skąd pieniądze, ważne aby były dobrze wydane. A tu chyba zainwestowano w budynki, latarnie i chodniki, a zapomniano o roślinach i o ich utrzymaniu, opisaniu i wyeksponowaniu. Ale może to tylko moja opinia? Zapraszam do dyskusji i komentowania artykułu.
Podsumowując... Śląski ogród botaniczny w Mikołowie to smutne miejsce. Ani to park ani ogród. Jeśli ktoś nie jest tam przejazdem to szkoda paliwa i sił na odwiedzanie tego miejsca. Mam nadzieję, że mój post otworzy oczy władzom ogrodu i przerwie chwile zamozachwytu nad osiągniętym celem. Proszę mi wierzyć, do tego celu jest jeszcze bardzo daleko. I wcale nie chodzi tu o szybkość rośnięcia drzew czy krzewów.