UWAGA!

BLOG ZOSTAŁ PRZENIESIONY

NA PORTAL

www.zimozielonyogrod.pl

ZNAJDZIECIE TAM

ZARÓWNO STARE JAK I NOWE WPISY


Partnerami portalu są:

Fiskars.pl

Idealnytrawnik.pl

czwartek, 8 sierpnia 2013

Ogród botaniczny we Wrocławiu - lato 2013 część II

Zapraszam Państwa na drugą odsłonę letniego spaceru po Ogrodzie Botanicznym we Wrocławiu. Szczegółowe informacje o Ogrodzie, jego historię, dzieje współczesne, przewodnik po roślinach, godziny otwarcia czy cennik znajdą Państwo na stronie http://www.ogrodbotaniczny.wroclaw.pl/autoinstalator/joomla1/index.php/witamy.html

Moje zainteresowanie wzbudziła mącznica lekarska. To niska zimozielona krzewinka, która jak sama nazwa wskazuje ma zastosowanie w medycynie. Wyciąg z jej liści działa m.in. antyseptycznie, ściągająco oraz moczopędnie.


Jak podaje ww. strona internetowa Ogród Botaniczny w randze instytutu specjalizacyjnego wchodzi w skład Wydziału Nauk Przyrodniczych Uniwersytetu Wrocławskiego Z jego zasobów korzystają również pracownicy i studenci Uniwersytetu Przyrodniczego, zwłaszcza kierunku architektury krajobrazu, stąd duże znaczenie działu roślin dekoracyjnych.


Kolekcje Ogrodu liczą ponad 11 500 gatunków i odmian roślin gruntowych i szklarniowych. Etykiety z nazwami i tablice dydaktyczne ułatwiają samodzielne poznawanie różnorodności świata roślin. Szczególną wartość mają kolekcje roślin z rodziny wrzosowatych (Ericaceae), roślin wodnych i błotnych oraz sukulentów, a także Kolekcja Narodowa rodzaju Hedera obejmująca ponad 500 taksonów bluszczy.

Uwielbiam bluszcze. U mnie w ogrodzie rośnie tylko 17 odmian tego wspaniałego pnącza.

We wrocławskim ogrodzie jest również spora kolekcja ostrokrzewów. Oto jeden z nich.


Centralną część Ogrodu, z pomnikiem Karola Linneusza, zajmuje dział systematyki roślin urządzony wg systemu Adolfa Englera. Wytyczona w nim i oznakowana trasa umożliwia zapoznanie się z całym bogactwem roślin wyższych. Nad stawem wznoszą się malownicze pagórki alpinarium, czyli działu roślin górskich i skalnych. Wschodnia część terenu o charakterze parku naturalistycznego, to arboretum, w którym rosną drzewa i krzewy strefy umiarkowanej Europy, Azji i Ameryki. Przylega do niego dział dydaktyczny z kwaterami obrazującymi rozmaite zagadnienia morfologiczne, ekologiczne i fizjologiczne, z ekspozycją roślin prawnie chronionych, z pawilonem Zielonej Klasy oraz kolekcjami pnączy i polskich odmian roślin ozdobnych. 

Poniżej wspaniale uformowany cis.


Dział roślin wodnych i błotnych obejmuje roślinność półnaturalnego stawu, basen z kolekcją grzybieni (Nymphaea) i kilka mniejszych zbiorników na wolnym powietrzu, a ponadto 29 tropikalnych akwariów słodkowodnych o pojemności 1200 l. każde. Lądowe rośliny tropikalne i subtropikalne, w tym ananasowate, tzw. bromelie (Bromeliaceae), obrazkowate (Araceae) oraz kaktusy i inne sukulenty, uprawiane są w 4 szklarniach ekspozycyjnych i kilku kolekcyjnych. Donice z roślinami znoszącymi wahania temperatury i wiatr rozstawiane są od maja do października na terenie ogrodu.


Każda moja wizyta w ogrodzie daje mi wiele radości. Za każdym razem odrywam też nowe rośliny. I mam nadzieję, że tak będzie zawsze.


A już jutro zapraszam na spacer po moim ogrodzie. Do zwiedzania wrocławskich atrakcji powrócę niebawem.

Zapraszam do lektury!

środa, 7 sierpnia 2013

Ogród botaniczny we Wrocławiu - lato 2013 część I

Po wizycie w Zamku Książ udałem się do Wrocławia. Miałem tam wykupiony nocleg. Następnego dnia rano czym prędzej ruszyłem do tutejszego Ogrodu Botanicznego. O tym pięknym miejscu pisałem już wielokrotnie, ale każda wizyta tutaj to dla mnie bardzo emocjonujące przeżycie. Zapraszam więc na pierwszą część letniej foto wycieczki po Ogrodzie.

Na początku drugiej połowy lipca zaczynały właśnie kwitnąć Cylindropuncje Whipple'a. To bardzo piękne kaktusy, które można uprawiać w ogrodzie.


Przypomnę tylko, że jest to drugi co do długości istnienia ogród botaniczny na ziemiach polskich. Powstał w 1811 roku. Jego integralną częścią poza wspaniałym terenem w historycznej części Wrocławia jest również Arboretum w Wojsławicach, położone ok. 50 km. na południe od stolicy Dolnego Śląska.

Bluszcze to moje ulubione pnącza. Mogą też pełnić funkcje okrywowe, szczególnie tam, gdzie trawa nie za bardzo chce rosnąć z powodu braku światła słonecznego.


Ale bluszcze występują również w formie krzewiastej. Poniższy okaz jest naprawdę bardzo dorodny.


Podczas mojej wizyty w Ogrodzie Botanicznym Uniwersytetu Wrocławskiego kwitły akurat hortensje.


Wracając na chwilę do historii Ogrodu warto wspomnieć, że już w 1812 roku rozpoczęto tu budowę kompleksu szklarni.

W Ogrodzie zachwyca duża kolekcja rożnych odmian różaneczników. Niestety większości z nich nie ma w sprzedaży na terenie Polski. To dosyć dziwna sytuacja.


Szczerze mówiąc dziwi mnie podejście ludzi do liściastych roślin zimozielonych. Przecież skoro rosną one w ogrodach botanicznych Wrocławia, Warszawy czy Krakowa to na pewno urosną też w ogrodach. Podobnie zadziwia mnie podejście samorządów. Czy nikt nie wpadnie na pomysł, żeby ozdobić miasta roślinami zimozielonymi? Przecież nie wszędzie trzeba sadzić oklepane tuje czy jakieś krzaki (na żywopłoty) które od jesieni do wiosny wyglądają jak stare miotły.

W każdym razie ja staram się przezwyciężyć ten strach przed zimozielonymi i sadze je masowo w moim ogrodzie. Namawiam tez do tego klientów mojej firmy ogrodniczej.

A na zakończenie pierwszej części letniego spaceru po wrocławskim Ogrodzie Botanicznym pokażę Państwu pięknego iglaka. To olbrzymi cedr atlaski.


Już dziś zapraszam do lektury kolejnych postów na moim blogu. Wkrótce pojawią się kolejne części spaceru po ww. ogrodzie, będzie post o Ogrodzie Japońskim we Wrocławiu oraz porcja informacji o tym, co dzieje się w moim ogródku.

wtorek, 6 sierpnia 2013

Zamek Książ - zimozielone wrażenia

W drodze powrotnej z urlopu zahaczyłem o Arboretum w Wojsławicach. Pisałem o nim 2 dni temu. Ale nie było to jedyne miejsce na szlaku prowadzącym do domu. Po kilkunastu latach powróciłem na kilka chwil do Książa. Ten piękny zamek zawsze robił na mnie ogromne wrażenie. Tym razem oprócz zamku zainteresowały mnie ogrody wokół niego. Proszę mi wierzyć, że jest tam co podziwiać. Miłośnicy liściastych roślin zimozielonych na pewno znajdą tam wiele ciekawych egzemplarzy. W parku prowadzącym od wejścia do Zamku oraz do tarasu widokowego rośnie niesamowita ilość różaneczników. Kiedy kwitną muszą wyglądać zjawiskowo.
 

A tak prezentuje się zamek z tarasu widokowego.


Jak podaje Wikipedia zamek został wybudowany w latach 1288–1292 przez księcia świdnicko-jaworskiego Bolka I Surowego prawdopodobnie na miejscu dawnego grodu drewnianego. Po śmierci księżnej Agnieszki w 1392 roku wraz z resztą księstwa przeszedł pod berło monarchów czeskich i stał się siedzibą kolejnych starostów. W latach 1491–1497 stanowił własność króla czeskiego i węgierskiego Władysława Jagiellończyka.


Władysław II Jagiellończyk był synem polskiego króla Kazimierza Jagiellończyka. W 1509 roku zamek został oddany pod zastaw rodzinie Hobergów (ktora potem zmieniła nazwisko na Hochberg). W 1605 roku Hochbergowie, przyszli właściciele Wałbrzycha, wykupili swoje dobra lenne, a zamek stał się wolną własnością dziedziczną rodu. W czasie wojny trzydziestoletniej Książ kilkakrotnie ulegał częściowemu zniszczeniu. Barokowej przebudowy przebudowy dokonał w latach 1705–1732 Konrad Ernst Maksymilian von Hochberg.

Historia zamku jest bardzo ciekawa, ale równie ciekawe są rośliny rosnące w jego bezpośrednim otoczeniu.Można tu znaleźć dorodny bluszcz pospolity.


Duże wrażenie robi olbrzymia sekwoja.


Historię zamku można znaleźć tutaj: http://www.ksiaz.walbrzych.pl/historia.html Warto jednak wspomnieć, że po drugiej wojnie światowej do sierpnia 1946 roku stacjonowały tu wojska radzieckie. Przez następne dziesięć lat zamek popadał w ruinę. Dopiero w 1956 roku zdecydowano się poddać go ochronie konserwatorskiej. Jak podaje wspomniana wyżej strona internetowa prace konserwatorskie rozpoczęto dopiero w 1974 roku.

Zamek otaczają wspaniałe tarasy, które powstały podczas przebudowy tego olbrzyma w latach 1907 - 1938.




Tak wygląda bryła budynku od strony tarasów.


Wnętrza dzisiejszego zamku różnią się zdecydowanie od bogatych wnętrz z czasów dawnych właścicieli – Hochbergów. Dziś komnat Książa nie zdobią już cenne gobeliny, nie ma bogatych zbiorów porcelany chińskiej, ani portretów rodziny książęcej w złoconych ramach. Zniknęły wytworne, niezwykle wartościowe meble, dzieła sztuki o wysokiej wartości artystycznej., gromadzone od setek lat zbiory muzealne. Komnaty, halle, gabinety i salony zdobione niegdyś malarstwem mistrzów, dziś sprawiają wrażenie surowych. 

Ja tym razem wnętrz nie zwiedzałem. Za to bardzo spodobały mi się tarasy.


W Książu wszędzie rosną bluszcze, tutaj nikomu to nie przeszkadza!



Bilet uprawniający do zwiedzania tarasów kosztuje 15 PLN i pozwala na odwiedzenie palmiarni. Ja nie nazwałbym tak tego miejsca. To raczej szklarnie i to niskie. Rośliny trochę się w nich duszą.

Przed wejściem natomiast rośnie wspaniały ostrokrzew.


W podwórku szklarni pięknie prezentuje się rosnący w gruncie figowiec.


A w szklarniach jest mnóstwo różnych odmiana moich ukochanych bluszczy.


Zamek w Książu wraz z otoczeniem to wspaniałe miejsce, warte odwiedzenia! Serdecznie polecam!

poniedziałek, 5 sierpnia 2013

Susza w ogrodzie

Wiosną narzekaliśmy na zbyt obfite opady deszczu. Niektóre miejscowości zostały zalane przez powodzie, u mnie na szczęście powódź nawet przy bardzo długim deszczu czy roztopach raczej nie zagraża. Teraz jednak w mojej okolicy od dłuższego czasu panuje susza. A przecież lipiec wg wieloletnich badań meteorologicznych powinien być najbardziej wilgotnym miesiącem w roku. Tak naprawdę ostatni porządny deszcz padał prawie miesiąc temu. Od tamtej pory ledwie kilka razy trochę pokropiło. W takiej sytuacji szczęściem jest to, że mieszkam w lesie i większa część ogrodu jest w ciągu dnia zacieniona. Ma to jednak swoje ujemne strony. Nie wszystkie rośliny i kwiaty lubią cień. Te ostatnie szczególnie potrzebują słońca. Dlatego tez nie ma u mnie zbyt wiele kwiatów w ogrodzie. No może poza tymi doniczkowymi.


Oczywiście codziennie je podlewam, inaczej już dawno by uschły.


Na chodniku prowadzącym do altanki też ustawiłem kilka doniczek. Jednakże tam oprócz kwiatów rośnie bazylia, zarówno ta zielona jak i ta fioletowa, a w zasadzie brązowa.


Z powodu suszy cierpi również trawnik. Dziś go skosiłem, przypominam jednak, że w czasie upałów nie powinno się zbyt często kosić murawy. Najlepiej robić to raz na 7-9 dni. Po skoszeniu należy trawnik obficie podlać. Idealną porą podlewania jest wczesny poranek pomiędzy 4 a 6 rano. To oczywiście wyjście dla osób nie lubiących spać lub dla tych, którzy mają zainstalowany system automatycznego podlewania.


Jeśli natomiast nie dysponujemy ani wolnym czasem o świcie ani automatami to możemy podlewać trawę wtedy kiedy nie świeci już na nią słońce. U mnie w ogrodzie możliwe jest to późnym popołudniem i wieczorem.


W moim ogrodzie rośnie dużo drzew, które pobierają spore ilości wody z podłoża. Dlatego też w czasie bezdeszczowej pogody muszę co dwa dni podlewać posadzone w ogrodzie krzewy. Większość z nich nie toleruje długotrwałej suszy. Przy niektórych krzewach porobiłem specjalne dołki, które nie pozwalają na wyciek wody poza obręb korzeni krzewów. Na poniższym zdjęciu na pierwszym planie widać głogownik, za nim skimię japońską a w tle różaneczniki.


Większość krzewów ściółkuję korą sosnową. Podczas upałów kora zabezpiecza glebę przed nadmiernym parowaniem, dzięki temu woda pozostaje w podłożu.

Cały czas sprawdzam różne strony internetowe z prognozami pogody w poszukiwaniu deszczu. Niestety raczej nie zanosi się na to, żeby w mojej okolicy wkrótce miało padać. Pewnie za 3 miesiące będziemy z rozrzewnieniem wspominać upalne i suche dni, teraz jednak przydałoby się chociaż trochę deszczu, czego sobie i Państwu życzę.

niedziela, 4 sierpnia 2013

Arboretum w Wojsławicach

Zwiedzenia Arboretum w Wojsławicach było od pewnego czasu moim marzeniem. Jak wiadomo marzenia się spełniają. Wracając z urlopu w Karpaczu wstąpiłem do Wojsławic. Arboretum położone jest na południe od Wrocławia w odległości ok. 50 km od stolicy Dolnego Śląska. Zostało założone w 1811 roku. Od 1988 roku jest częścią Ogrodu Botanicznego we Wrocławiu (http://arboretumwojslawice.pl/).


W arboretum rośnie wiele cennych i rzadko spotykanych odmiana drzew, krzewów i bylin. Jest tu również mnóstwo wspaniałych liściastych roślin zimozielonych. Można je zwiedzać od końca kwietnia do początku października. Trochę szkoda, że jesienią i wczesną wiosną jest zamknięte. Wtedy przecież najlepiej widać rośliny zimozielone, gdyż inne krzewy i drzewa nie mają już listowia.


Spacerując po terenie arboretum natknąłem się na wiele wspaniałych okazów. Niesamowite wrażenie zrobiły na mnie piękne i wielkie krzewy pierisów japońskich.


Jest tu również bardzo bogata kolekcja różaneczników i azalii. Co ciekawe w 1920 roku rosło tu ok. 4000 różaneczników w 300 odmianach. 


Wśród rzadkich gatunków spotkać tu można np. szydlicę japońską.


Inną bardzo rzadko spotykaną w Polsce rośliną jest dąb hiszpański. To półzimozielone drzewo toleruje spadki temperatur do ok. -18 stopni C. Jak podają różne strony internetowe może z powodzeniem rosnąć do strefy 7 USDA. Więcej o strefach mrozoodporności przeczytacie Państwo na mojej stronie internetowej www.zimozielonyogrod.pl


W Wojsławicach rośnie mnóstwo gatunków traw. Szczególnie przypadła mi do gustu hakonechloa.


Dużą ozdobą arboretum są różne odmiany klonów. I te małe i te wielkie są naprawdę piękne.


Nie brakuje tu również różnych odmian laurowiśni wschodniej.


Jako fan roślin zimozielonych podczas zwiedzania parków, arboretów czy ogrodów zawsze poświęcam im więcej uwagi. Podobnie było i tym razem. Duże wrażenie zrobiła na mnie kolekcja ostrokrzewów. Drugie zdjęcie w tym poście przedstawia odmianę Golden King. Poniżej piękny i gęsty ostrokrzew kolczasty.


Człowiek całe życie uczy się czegoś nowego. Podróże otwierają nasze horyzonty i poszerzają wiedzę. Pomagają w zdobywaniu nowych doświadczeń. Myślałem, że dosyć dobrze znam liściaste rośliny zimozielone. Wojsławice pokiwały mi paluszkiem, spotkałem tu roślinę, o której nigdy wcześniej nie słyszałem. To mieszaniec berberysu i mahonii. Nie jest może szczególnie piękny, ale ma zimozielone liście i ciekawy pokrój. Oto mahoberberys!


Jak podaje strona internetowa http://arboretumwojslawice.pl/aktualnosci/ "Amerykańskie Towarzystwo Liliowcowe ( AHS = American Hemerocallis Society) przyznało Nam certyfikat Pokazowego Ogrodu Amerykańskiego Towarzystwa Liliowcowego. Dzięki takiemu wyróżnieniu Arboretum w Wojsławicach stało się drugim ogrodem pokazowym w Europie  – to Nasz wielki krok w przód!" 

Gratulacje!!! To wspaniała wiadomość!

Na zakończenie posta o wizycie w arboretum przedstawię Państwu jeszcze jedno zdjęcie. To piękna zimozielona kalmia wielkolistna. Wygląda trochę jak mieszanka pierisa z laurowiśnią.


Wojsławice to wspaniałe miejsce! Każdy miłośnik ogrodów i roślin powinien tam pojechać i poświęcić co najmniej 2 godziny na zwiedzanie i podziwianie wspaniałych okazów rosnących tu roślin.

sobota, 3 sierpnia 2013

Furtka

Od dłuższego czasu planuję zmianę ogrodzenia. To jednak niestety jest dość kosztowna inwestycja, szczególnie kiedy mamy do wymiany prawie 80 metrów bieżących płotu. 


Już kilkunastu czytelników zwróciło mi uwagę, że troszkę zniszczona furtka zupełnie nie pasuje do ładnie utrzymanego ogrodu. Dlatego też zanim zmienię ogrodzenie (w nieokreślonej bliżej przyszłości) zdecydowałem się na odnowienie furtki. Do tej pory była zielona i lekko odrapana. Pomalowałem ją na brązowo. Teraz prezentuje się znacznie lepiej.


Kolor wg mnie idealnie pasuje do otoczenia. Świetnie komponuje się z brązem pni sosen, które rosną u mnie i u sąsiadów. Poza tym pasuje do koloru kratek, po których powoli pną się bluszcze.


Mojej pracy z zaciekawieniem i chyba ze złością przyglądała się wiewiórka. Miała ochotę na zjedzenie orzechów, które wysypałem do karmnika. A ja wyraźnie jej w tym przeszkadzałem.


A już jutro zapraszam na krótką foto wycieczkę na Szrenicę. Po niej pokażę Państwu miejsce, które już od dawna planowałem odwiedzić. Moje marzenia się spełniły i wreszcie odwiedziłem słynne arboretum w Wojsławicach. Zapraszam do lektury!

czwartek, 1 sierpnia 2013

Mszyce na bluszczu

Jestem wielbicielem bluszczy. W moim ogrodzie rośnie kilkanaście ich odmian. Niektóre wyhodowałem sam z odnóżek uzyskanych od znajomych lub z moich starszych bluszczy. Bluszczem obsadziłem pergolę, którą postawiłem nad mostkiem chroniącym korzenie drzew. 

Rośliny wspaniale się rozrosły i już niedługo szczelnie okryją pergolę tworząc zimozieloną "bramę". 


Jakiś czas temu na ostrokrzewach i różanecznikach pojawiły się mszyce. Krzewy opryskałem i zniszczyłem te szkodniki. Niestety po kilku dniach mszyce pojawiły się na bluszczach. Było to późną wiosną. Oczywiście od razu z nimi powalczyłem. Nie muszę Państwu pisać, że walka zakończyła się moją wygraną. Niestety była to tylko jedna z bitew podczas wojny z mszycami. Owady, a w zasadzie ich larwy znowu rozpanoszyły się na bluszczu.


Niektóre larwy zostały zjedzone przez biedronki, które są naturalnym wrogiem mszyc. Niestety inne mają się całkiem dobrze.


Skończył mi się preparat zwalczający te wstrętne szkodniki. Jutro będę musiał kupić coś nowego i opryskać zaatakowane fragmenty roślin. Mam nadzieję, że do tego czasu nie zjedzą mi całych krzewów. To oczywiście żart bo larwy mszyc żerują tylko na młodych, miękkich i soczystych pędach lub liściach roślin.